ďťż
[Województwo Śląskie] Wizerunek i promocja Regionu



Wit - Pią Lut 15, 2008 12:26 am


Śląskie przegrywa w Brukseli
dziś
Zmarnowane szanse i pieniądze to najkrótsza recenzja dotychczasowych działań funkcjonującego od 2002 roku Biura Regionalnego Województwa Śląskiego w Brukseli. Chociaż na utrzymanie biura sejmik wydawał po kilkaset tysięcy rocznie efektów pracy kolejnych dyrektorów nie widać nawet przez szkło powiększające.

W 2006 roku w Biurze była zatrudniona tylko jedna osoba, która pełniła obowiązki dyrektora, bo poprzedni dyrektor podał się do dymisji, a władze województwa nie zadbały by zmienić ten stan bezkrólewia i wzmocnić śląską reprezentację w UE.

W samej Brukseli działa ok. 1700 biur regionalnych i lobbingowych, co przekonuje, że warto inwestować w promocję województwa, bo inni odnoszą sukcesy przekładające się na konkretne wsparcie finansowe. Mowa tu zwłaszcza o tzw. konkursach krótkoterminowych, gdy do wzięcia są środki dla organizacji pozarządowych. - Tymczasem przesypiamy te konkursy, nie otrzymujemy informacji - ocenia eurodeputowana prof. Genowefa Grabowska.

Witold Naturski, radny z sejmikowej komisji współpracy z zagranicą, uważa że do tej pory region kompletnie nie wykorzystał możliwości związanej z istnieniem biura regionalnego w Brukseli.

- Tymczasem ze względu na potencjał Śląska powinniśmy mierzyć do najlepszych, m.in. biur regionalnych niemieckich landów - mówi Naturski. - Najbogatszy z nich, Bawaria, ma siedzibę większą niż polska ambasada w Brukseli, a ciekawostką jest fakt, że na kupno działki na której stoi nie było stać polskiego rządu, gdy w latach 90-tych usiłował kupić ziemię pod budowę placówki. Bawarskie biuro na dodatek zatrudnia kilkudziesięciu pracowników.

Eurodeputowana Grabowska jest przekonana, że to regionalne Biuro powinno pełnić rolę śląskiej ambasady w stolicy Europy, a nie skupiać się jedynie na organizowaniu wizyt samorządowych notabli.

- Główna misja pracowników biura to przede wszystkim nawiązywanie mniej lub bardziej formalnych kontaktów z przedstawicielami unijnej administracji. Właśnie od takich znajomości wiele zależy. Zgoda, nie jest to zadanie, które można zrealizować w ciągu miesiąca, ale długofalowa praca, która nie kończy się wraz z zakończeniem godzin urzędowania. To także bywanie na towarzyskich spotkaniach - wyjaśnia Naturski. - Zorganizowanie wystawy, czy wizyty dziś już nie wystarczy. Trzeba mieć kajet pełen ważnych telefonów i skorzystać z nich, gdy przyjdzie czas.

- My nawet nie mamy porządnej siedziby i wynajmujemy pomieszczenia od przedstawicieli hiszpańskiej Asturii - ubolewa prof. Grabowska. - Swego czasu proponowałam, by wszystkie polskie regiony kupiły w Brukseli jedną kamienicę i tam ulokowali biura z jedną administracją i dwoma służbowymi samochodami. Niestety nie udało się dojść do porozumienia.

Od niedawna brukselskim biurem jednoosobowo zarządza nowa dyrektor 28-letnia Magdalena Chawuła, która wygrała rozpisany swego czasu konkurs na stanowisko dyrektora. Obecnie trwa też nabór na dwóch dodatkowych pracowników.

- W tym roku sejmik poważniej potraktował rolę biura i zwiększył jego budżet do ponad miliona złotych, wcześniej w 2007 roku było to 650 tysięcy złotych - wyjaśnia Naturski.

Jedynie 20 proc. tej kwoty pójdzie jednak na promocję regionu, zaś resztę zjedzą czynsz za wynajem siedziby oraz płace. (Warto dodać, że tzw. minimalne wynagrodzenie wynosi 2 tys. 807 euro.)

- Liczę, że uda mi się przełamać impas - twierdzi Chawuła, absolwentka politologii Uniwersytetu Śląskiego.

Między innymi zacznie od przebudowy strony internetowej biura, na której ostatnie sprawozdanie z działalności biura pochodzi z 2006 roku. - Chcę udoskonalić przepływ informacji, nawiązać lepszą współpracę z eurodeputowanymi - mówi dyrektor Chawuła.

- Nowa pani dyrektor ma rok na wykazanie się skutecznością - dodaje Naturski. - Wtedy radni ocenią działalność biura.

Agata Pustułka - POLSKA Dziennik Zachodni




Wit - Pią Lut 15, 2008 8:54 pm
Sztuka może zmienić wizerunek Śląska
Sebastian Cichocki* 2008-02-15, ostatnia aktualizacja 2008-02-15 19:45



Kultura jest przyszłością Górnego Śląska - słyszę to zdanie coraz częściej powtarzane przez lokalnych polityków i decydentów niczym tajemne zaklęcie o zbawczej mocy. Niestety, zazwyczaj nie stoi za tym żadna głębsza refleksja ani też zrozumienie dla współczesnych mechanizmów kulturowych - pisze Sebastian Cichocki

Nie bądźmy naiwni, sztuka nas nie ocali. Z pewnością jednak pomoże w dostarczeniu właściwych narzędzi, aby otaczającą rzeczywistość objąć i lepiej zrozumieć. Nie myślę tu jednak o sztuce, która jest tylko i wyłącznie dekoracją, dopełnieniem wizyty w hipermarkecie, przyjemnym masowaniem gałek ocznych.

Już niemal 200 lat temu, co wciąż nie wszyscy chcą zaakceptować, artystów przestała zadowalać rola bezwolnych kopistów, zakładników możnych marszandów. Niektórzy twórcy, i nie jest to bynajmniej wynalazek ostatniej dekady, postanowili oddać się patroszeniu rzeczywistości, obnażając jej ciemne strony i ukryte reguły. Jednocześnie podjęli ryzyko bycia kozłem ofiarnym obrońców konserwatywnego porządku. Tak jest do dziś. Wyświechtane slogany o kulturze jako panaceum na ekonomiczne i społeczne bolączki nie będą miały żadnych realnych konsekwencji, jeśli nie będzie im towarzyszyć świadomość zmian, jakie zaszły w sztuce.

Tak zwane "kreatywne miasta", otwarte i wabiące ekonomiczny kapitał, stoją na fundamencie różnorodności i tolerancji. Nie tylko bezwarunkowej wolności artystycznej, ale i akceptacji szeroko pojmowanego innego. Dzisiejsza sztuka jest areałem, gdzie częściej wypowiada się wojny niż zawiera kompromisy. A właśnie w nieporządku i chaosie ukryty jest potencjał zmiany. Jaka więc może być rola sztuki na Górnym Śląsku? Kalkulacja jest prosta - dla niektórych regionów inwestycja w kulturę, i to w jej najbardziej elitarnym wydaniu, jawi się jako jedyna (nie ukrywajmy, że również najtańsza) szansa na zwrócenie na siebie uwagi. Stąd chociażby planowane w tym roku otwarcie największego w USA nowego biennale sztuki w Nowym Orleanie. Po co? Jak opowiadał mi jego kurator Dan Cameron, głównie po to, aby zmienić wizerunek regionu zdewastowanego przez huragan Katrina i kojarzącego się z konfliktami na tle rasowym. A przy okazji po to, aby przyciągnąć 100 tys. turystów, którzy będą wydawać pieniądze w lokalnych restauracjach i hotelach. Prosty przepis. A teraz inny równie ważny wątek - ciągłość sztuki. Podczas ostatniej edycji Documenta w Kassel, jednej z najważniejszych imprez artystycznych na świecie, pokazano na jednej wystawie m.in. dalekowschodnie ryciny z XIV w., konceptualne prace Kovandy, irański dywan sprzed 200 lat oraz polityczny film Żmijewskiego. Wspólnie tworzyły jedną, spójną, choć wielowątkową, narrację.

Co wynika z takiej lekcji? Historia sztuki nie rozwija się linearnie. To raczej spiralnie podróże, ciągłe powroty do porzuconych wątków, anektowanie nowych obszarów. Dlatego uparte wytyczanie granic pomiędzy sztuką dawną a współczesną jest skazane na niepowodzenie. Pomyślmy, jak istotny jest to wniosek dla Śląska - miejsca osadzonego mocno w tradycji, jednak szukającego dla siebie nowej szansy w przyszłości. Czy nie powinniśmy zaufać artystom, ich - nieraz przeklętej - intuicji i wyobraźni? Zachęcam do włączenia się w debatę na temat roli sztuki najnowszej w naszym regionie. Zacząć warto chociażby od nowego Muzeum Śląskiego. Bo wybór budynku to nie wszystko. Kluczowe staje się rozstrzygnięcie, czy budować chcemy, jak pisał Ad Reinhardt, "grobowce dla sztuki" czy też żywe muzea. W tych drugich znajdzie się miejsce zarówno na celebrowanie tradycji, jak i sabotaże wycelowane w ceniących sobie święty spokój urzędników.

*Autor jest kuratorem, krytykiem sztuki i socjologiem. W latach 2006-2008 dyrektor programowy bytomskiej Kroniki. Autor licznych tekstów o sztuce, publikowanych m.in. w Polsce, Niemczech, USA, Turcji i Austrii. Kurator Pawilonu Polskiego na 52. Biennale Sztuki w Wenecji. Obecnie przygotowuje "Alfabet" - program 24 zdarzeń artystycznych w Berlinie. Jest członkiem Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Sztuki. Wykłada na Studiach Kuratorskich Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prowadzi bloga "Sztuczna Inteligencja".



Wit - Czw Lut 21, 2008 6:52 pm
Nasze miasta promują się w Naszej-klasie
Iwona Sobczyk2008-02-21, ostatnia aktualizacja 2008-02-21 18:14



Imię: Miasto, nazwisko: Gliwice, lat: 98, bo więcej nie da się wpisać do elektronicznego formularza, znajomych: 10420 i co chwilę dołączają kolejni, którym nie wystarczają już koleżanki i koledzy ze szkolnych ław. Podobnych profili na Naszej-klasie jest coraz więcej.

"Zapraszam wszystkich do Grodu Mysława! Zobaczymy ilu Nas jest! Jesteśmy jedną wielką rodziną bez względu na to, gdzie teraz przebywamy!" - pisze w rubryce "O sobie" autor jednego z profili Mysłowic założonych na portalu Nasza-klasa.pl. Na razie ma 1930 znajomych. "Jedna już tylko jest kraina taka, w której jest trochę szczęścia dla Ślązaka! Katowice to najwspanialsze miasto pod słońcem!" - komentuje jedna ze znajomych miasta Katowice. Nasze Miasto Katowice ma ich już 2742. Wszystkich jednak prześcignęły Gliwice ze swoją ponad dziesięciotysięczną klasą.

Profile na Naszej-klasie ma województwo śląskie, Górny Śląsk/Oberschlesien, Zagłębie Dąbrowskie Nasza Mała Ojczyzna, niemal wszystkie miasta regionu (większość nawet po kilka różnych), a nawet poszczególne dzielnice i osiedla. Powody, dla których konta powstają, są bardzo różne.

Nasze Miasto Katowice powstało dla znajomych, a potem niespodziewanie się rozrosło, Zagłębie Dąbrowskie - w odpowiedzi na Oberschlesien. - Ale nie po to, żeby stwarzać konflikty, tylko pielęgnować naszą tożsamość, integrować Zagłębiaków - zapewnia Marcin Gola, student z Sosnowca, który założył to konto. Jego 3162 znajomych dzieli się informacjami o historii regionu, wymienia przepisami na lokalne zagłębiowskie potrawy i toczy spory o to, co do Zagłębia należy, a co nie.

- Mój znajomy założył konto Zabrza, bo chciał mieć profil z bardzo dużą liczbą kontaktów. Sam nawet tam nie mieszka, ale wiedział, że takie miejskie konta powstają, a Zabrze akurat jeszcze swojego nie miało - mówi Przemysław Wróbel, autor profilu Gliwice Sośnica. To ostatnie ma służyć popularyzowaniu dzielnicowego forum działającego już poza portalem. - Bo wiadomo, jaka zapchana jest Nasza-klasa - dodaje.

Podobne przeznaczenie ma powstała miesiąc temu Moja Czeladź. Ma korzystać z popularności Naszej-klasy i promować miejski profil czeladz.org.pl. - Zanim założyłem konto, wysłałem zapytanie do Naszej-klasy, jakie są ich plany wobec takich nietypowych klas, bo jeśli mieliby je likwidować, nie byłoby sensu się w to bawić. Odpisali, że nie będą ich usuwać, bo są popularne i lubiane - mówi Marcin Boruta, założyciel Mojej Czeladzi. Z rezultatów jest zadowolony. - Ruch na naszym forum wyraźnie się zwiększył. Pisze też teraz sporo byłych mieszkańców miasta, którzy są gdzieś za granicą - dodaje Boruta.

Podobnie jak większość autorów innych kont, nie czeka na znajomych, sam rozsyła zaproszenia. I musi zmierzyć się z rolą administratora. Pracy jest sporo, bo oprócz dodawania nowych chętnych - a tych zgłasza się czasem nawet 70 dziennie - dobrze jest też przeglądać komentarze do profilu. Można tam znaleźć pozdrowienia dla mieszkańców, wspomnienia, informacje o historii miasta, lokalnych atrakcjach, zaproszenia do innych miejsc, ogłoszenia, oferty pracy i reklamy.

- Raz, że to administrowanie zabiera bardzo dużo czasu, dwa, że czasem dostaję dziwne wiadomości. Kiedyś na przykład dostałem zgłoszenie od psa labradora. Z Mysłowic oczywiście. Miał już czterech znajomych. Poza tym, niektórzy chyba myślą, że jestem magistratem, bo piszą różne skargi i wnioski, na przykład o tym, że trzeba załatać gdzieś drogę - opowiada Andrzej Szafarowicz, mysłowiczanin mieszkający teraz w Bonn, który założył profil Mysłowice Twoje Miasto.

Profil, podobnie jak pozostałe, nie ma nic wspólnego z oficjalnymi miejskimi stronami. Na koncie Miasto Sosnowiec sosnowiczan pozdrawia co prawda Kazimierz Górski, ale Grzegorz Dąbrowski, rzecznik sosnowieckiego magistratu, zapewnia, że nie chodzi o prezydenta miasta. - Albo przypadkowa zbieżność danych, albo głupi żart - mówi. O aktywności mieszkańców na Naszej-klasie już słyszał, wysłał nawet maila do założyciela konta. - Nie odpisał mi. Szkoda, bo moglibyśmy podjąć jakieś wspólne działania. Podobne portale, jeśli tylko nie zawierają treści niewłaściwych, świetnie służą przecież promocji miasta i kontaktowaniu się z mieszkańcami - dodaje.



absinth - Śro Mar 05, 2008 5:19 pm


Rusza trzecia edycja konkursu „Śląska Rzecz”, organizowanego przez Śląski Zamek Sztuki i Przedsiębiorczości w Cieszynie.

Celem konkursu jest promocja wyjątkowych pod względem wzornictwa produktów powstałych na Śląsku (autorami prac mogą być także projektanci niezwiązani z regionem) . Jego dwie dotychczasowe edycje pokazały, że jakość śląskich produktów nie odstępuje od standardów międzynarodowych. Ale my chcemy szukać dalej, prezentować kolejne nowości, którymi Śląsk będzie się chciał chwalić przed światem. Promocja firm z województwa śląskiego w Polsce i poza granicami naszego kraju to cel, który przyświeca nam już od trzech lat.

Chciałabym, aby mieszkańcy naszego regionu wśród rzeszy nabywanych produktów potrafili odnaleźć to, co nasze, śląskie i dobre. Chciałabym abyśmy doceniali to, co jest tu tworzone i co powstaje dzięki kreatywności, otwartości i innowacyjności ludzi i firm tego regionu. Konkurs „Śląska Rzecz" pomaga wyłowić te perełki i wypromować je.

Do jury konkursu, którego rozstrzygnięcie nastąpi w maju 2008 roku, zaprosiliśmy autorytety z dziedziny przedsiębiorczości oraz wzornictwa przemysłowego z regionu, kraju i zagranicy.

Statuetki „Śląskiej Rzeczy” oraz nagrody zostaną przyznane w dwóch kategoriach: „produkt” oraz „grafika użytkowa”. Zgodnie z regulaminem, do obydwu kategorii mogą być zgłaszane realizacje, które zostały wdrożone do produkcji w 2007 roku oraz odznaczają się innowacyjnością i ciekawym designem. W kategorii „grafika użytkowa” do konkursu zapraszamy firmy zajmujące się, m.in. tworzeniem stron internetowych, filmów reklamowych, czy systemów identyfikacji wizualnej. Tu warunkiem udziału w konkursie jest funkcjonowanie danego dzieła na rynku od minionego roku.

Zamek jest swietny




Wit - Wto Mar 11, 2008 8:47 pm
Wojewoda śląski marzy o powrocie Karolinki
Przemysław Jedlecki2008-03-11, ostatnia aktualizacja 2008-03-11 21:27



Zygmunt Łukaszczyk wpadł na pomysł reaktywacji regionalnej loterii Karolinka. Przed półwieczem gen. Jerzy Ziętek powołał ją, by zdobyć brakujące fundusze na WPKiW. W podobnym celu loteria może służyć i dzisiaj.

Karolinka na Śląsku była tym, czym w całej Polsce Totolotek. Zwycięzca głównej wygranej dostawał nie tylko pieniądze, ale również np. działkę budowlaną i przydział na materiały budowlane. Ziętek, który był pomysłodawcą loterii, wpadł na pomysł, aby połowa wpływów trafiała do graczy, zaś połowa do urzędu wojewódzkiego. Dzięki temu Ziętek bez oglądania się na pieniądze z rządowej centrali mógł finansować WPKiW, sanatorium w Rabce czy Spodek. Loteria nie przeżyła PRL-u, została zlikwidowana w grudniu 1990 roku, ale do dziś z sentymentem wspomina ją wielu mieszkańców naszego regionu.

- Moi rodzice też w nią grali - przypomina sobie wojewoda Zygmunt Łukaszczyk. Od jego współpracowników dowiedzieliśmy się, że właśnie wpadł na pomysł reaktywacji loterii. Oficjalnie nikt z nich nie chce na ten temat rozmawiać; tłumaczą, że dopiero trwa ustalanie szczegółów.

Łukaszczyk potwierdza jednak te plany. - Nazwa "Karolinka" dobrze się kojarzy. W regionie mieszka pięć milionów osób i warto się pokusić o ponowne uruchomienie takiej gry. Oczywiście ludzie musieliby wygrywać w loterii, ale pieniądze można by przeznaczyć też na inne cele - mówi wojewoda.

Już ma pierwsze propozycje. - To będzie próba wsparcia różnego rodzaju inicjatyw związanych ze sportem i kulturą. Przecież już dziś tak robi Totalizator Sportowy - snuje plany Łukaszczyk.

Na razie prawnicy wojewody sprawdzają, jak w zgodzie z przepisami można uruchomić taką loterię. Nieoficjalnie wiadomo, że rozważany jest pomysł powołania specjalnej fundacji.

- O mój Boże! - powiedziała nam Irena Kulawik, ostatnia szefowa Państwowego Przedsiębiorstwa Śląska Gra Liczbowa "Karolinka", gdy usłyszała o pomyśle wojewody.

Wspomina, że loterię zlikwidowano ze względu na dużą konkurencję Totolotka. - Gdy mówiłam o tym na ostatnim losowaniu, ludzie krzyczeli i płakali. Karolinka naprawdę cieszyła się długo powodzeniem. Przecież początkowo miała działać trzy miesiące, a trwała 34 lata! - mówi.

Plany Łukaszczyka przypadły jej do gustu. Martwi się tylko, czy loteria da sobie radę w starciu z konkurencją.

- Głównym magnesem jest wysokość wygranych. Ale Ślązaków za serce by to chwyciło, gdyby np. zyski poszły ponownie na WPKiW. Co rusz słyszymy, że brakuje pieniędzy. Teraz likwiduje się tam Elkę, a przecież dla ludzi to była wielka atrakcja - ocenia Kulawik.



kiwele - Wto Mar 11, 2008 9:34 pm
OIDP to Karolinka zmarla na uwiad starczy podobnie jak jej wszystkie inne siostry regionalne.
Coraz mniej zakladow, nie umiala samej siebie wyzywic.
Za nowa Karolinka mozna trzymac kciuki. Cel jest zbozny.
Obiecuje sobie postawic czasem u niej pare krzyzykow.



Safin - Wto Mar 11, 2008 11:45 pm
wojewoda szukając dodatkowych finansów do łatania sita pod nazwą WPKiW, olewa takie sprawy, jak kultura [Kronika ] czy inwestycje...

jasne, park tez ważny. Ale dużo mniej.



salutuj - Śro Mar 12, 2008 7:16 am
www.pajacyk.pl - Wejdź i nakarm głodne dziecko



Kris - Śro Mar 19, 2008 9:23 pm


Pieprz i wanilia, groch i kapusta
19.03.2008, Monika Janusz-Lorkowska

Rozmowa z Elżbietą Dzikowską. O tym, dlaczego popiera masowe zwiedzanie świata, co można podziwiać w Polsce i o Wielkanocach w Ustrzykach Górnych i Namibii


autor zdjęcia: Sławomir Mielnik
Elżbieta Dzikowska, podróżnik, historyk sztuki, fotograf

Rz: Co pani myśli o turystyce masowej?

Elżbieta Dzikowska: Zaskoczę panią: to jest bardzo dobre zjawisko! Użyję frazy, która dziś jest mocno wytarta, ale zawsze prawdziwy będzie jej sens: po prostu podróże kształcą. I nie dość, że dobrze kształcą, to jeszcze w wielu dziedzinach. O ile tylko nie spędzamy czasu na zatłoczonej plaży pod zakurzoną palmą, to można powiedzieć, że podczas wakacji uczęszczamy na uniwersytet i rozmaite jego wydziały: etnografii, archeologii, socjologii, geografii, historii i religioznawstwa. Ja sama mam świadomość, że bardzo się dzięki turystyce wzbogaciłam. A więc to dobrze, że dziś niemal każdy na własne oczy może zobaczyć świat, a doświadczenia zdobyte w podróży, kulinarne i inne, wykorzystać w swojej okolicy.

Jako miłośnik przyrody i historyk sztuki nie widzi pani zagrożeń płynących z tłumnej turystyki?

Oczywiście, zagrożenia są. To naturalne, że gdybyśmy przemierzali np. Angkor Thom w Kambodży zbyt często i w zbyt dużych grupach, zagrażałoby to jego zabytkom. Dlatego jestem za regulacjami wprowadzanymi w niektórych miejscach, by chronić je przed ludzką dewastacją. Nawet jeśli ogranicza to naszą „wolność turystyczną”. Jeśli ludzie chcą oglądać Złotą Uliczkę w Pradze czy zwiedzać centrum Katmandu w Nepalu, muszą za to zapłacić. Zysk z płatnego wstępu przeznaczany jest na renowację i konserwację zabytków. Turystyka masowa może więc stanowić strumień kontrolowany.

Czy pani kiedykolwiek musiała oglądać coś w tłumie? Chyba nie ma przyjemności w zachwycaniu się np. Moną Lizą w Luwrze, kiedy przed nami taki tłok.

To dobrze, że dziś niemal każdy na własne oczy może zobaczyć świat

Nie ma. Ale też nie ma na to rady. Nikomu przecież nie można zabraniać podziwiania cudów świata.

Polsce turystyka masowa nie grozi. Spośród przybywających do nas cudzoziemców ledwie 27 proc. robi to w celach turystycznych. Pani jednak przekonuje, że jest u nas co podziwiać.

Ze względu na pewien autorytet, jaki, mam nadzieję, zyskałam po programie „Pieprz i wanilia”, miałam odwagę zająć się „Grochem i kapustą” – czyli podróżowaniem po Polsce. Kiedyś Polacy dzięki nam uprawiali turystykę masową – robili to za pośrednictwem ekranu. Identyfikowali się z nami, kiedy nie mogli wyjeżdżać. Za to nie zaniedbywali Polski. Wycieczki po kraju organizowały szkoły, zakłady pracy. Dziś wśród wypadów grupowych zdarzają się już tylko tzw. integracyjne, które nie polegają bynajmniej na zwiedzaniu i poznawaniu regionów. A szkoda, bo naprawdę jest co podziwiać. Piszę o tym w przewodnikach. Czwarty z serii „Groch i kapusta” jest już w druku. Wyjeżdżając masowo za granicę, musimy znać Polskę, by wiedzieć, co o naszym kraju opowiadać cudzoziemcom i być przekonanym, że warto ich tu zaprosić.

Myśli pani, że taka rekomendacja wystarczy, by ożywić nasz kraj turystycznie?

Nie, dopóki mamy tak marną infrastrukturę. Kto będzie ryzykował rozbicie samochodu na polskich drogach, błądził wśród ciekawych co prawda okolic, ale w których nie ma gdzie się zatrzymać. Co najważniejsze jednak, nie ma u nas dobrze podanej, również regionalnie, informacji o Polsce.

Tymczasem mamy bardzo ciekawe szlaki, które możemy z dumą polecić cudzoziemcom – np. szlak drewnianych kościołów. Nie ma co ukrywać, nie możemy równać się z innymi krajami europejskimi pod względem zabytków gotyckich czy romańskich. Ale nasze drewniane kościoły z przepięknymi polichromiami, z niezwykłą architekturą i urozmaiconą bryłą to narodowy skarb, z którego rangi większość nie zdaje sobie sprawy. Początkującym na tym szlaku polecam choć ten jego fragment, który ciągnie się od Opolszczyzny przez Górny Śląsk, okolice Gorlic, Tarnowa, aż po moje ukochane Bieszczady.

Co jeszcze warto według pani zobaczyć w Polsce?

Kotlinę Biebrzańską. To cudowne miejsce, gdzie, tak jak nigdzie, tokują ptaki. Polecam lot na rozlewiskami Biebrzy wieczorem lub rano, najlepiej balonem na gorące powietrze. Ciekawe, że tam właśnie spotykam częściej niż gdzie indziej w Polsce podziwiających tę okolicę Japończyków, Holendrów, Włochów, Szwedów, rzadko Polaków.

Cudowne są też oczywiście Bieszczady. Z jednej strony wolałabym, by jak najmniej ludzi tam spotykać, bo lubię dzikie miejsca (w końcu jestem Dzikowska), z drugiej jednak – dlaczego ktoś nie ma cieszyć się przepięknymi widokami połonin.

Poza tym Dolny Śląsk. Ma więcej pałaców i zamków, niż jest ich nad Loarą, prócz tego piękne kościoły i klasztory. A Górny Śląsk? Przywykliśmy uważać, że to hałdy i dym, a tymczasem jest zielony i pełen miejsc niezwykłych.

Zapraszałabym też na Kaszuby. Można tam wędrować kilometrami po szlakach i duktach leśnych, dla chętnych leśnicy organizują nawet coś w rodzaju fotograficznego safari. Można oglądać też megalityczne kręgi i dzieła rzeźbiarzy ludowych.

Będąc na Kaszubach, słyszała pani o tamtejszych, związanych z wiosną i Wielkanocą, kraszankach, klekotkach-terkotkach, ścinaniu ptaka Kani?

Nie, to jakieś obrzędy, zwyczaje?

Kraszanki, zwane też byczkami, to charakterystyczny dla tego regionu rodzaj pisanek. Klekotki-terkotki używane są w kościołach podczas Wielkiego Postu zamiast dzwonków. A ścinanie ptaka Kani to coś w rodzaju topienia Marzanny.

Nie wiedziałam, a to pewnie dlatego, że nie byłam tam wiosną.

Wielkanoc spędzam chętnie w moich ukochanych Ustrzykach Górnych, choć niewiele zachowało się tam regionalnych zwyczajów świątecznych, bo rdzennej ludności łemkowskiej już prawie nie ma. Ale w Wielki Piątek odbywa się tu tłumna doroczna pielgrzymka na Tarnicę. Ludzie wspinają się na sam szczyt, aż pod Krzyż, który jest pamiątką podobnej wędrówki, jaką odbył tam w 1954 r. ks. Karol Wojtyła.

Polskie święta wielkanocne są kolorowe i pogodne. Ale to też dobry moment na podróż. Wielki Tydzień jest na świecie tak różnie przeżywany. W Ameryce Łacińskiej np. to Wielki Piątek, nie Niedziela, jest najważniejszym dniem tych świąt. W Wielki Piątek organizowane są niezwykłe procesje, podczas których grzesznicy zakutani w fioletowe płachty noszą ciężkie feretrony. Na Wyspie Wielkanocnej z kolei ważne jest święcone. Tu najbogatszy mieszkaniec ma zwyczajowe prawo urządzać święcone dla mieszkańców całej wyspy. Na gorących kamieniach piecze się tuńczyki, słodkie ziemniaki, banany. Potem 1500 osób ustawia się w kolejce, z reklamówkami niestety, i to poświęcone jadło ładuje do worków, by je spożyć gdzieś z boku lub zabrać do domu. Mieszkańcy wyspy składają też ofiary na wielkanocnym ołtarzu w postaci ryb, mięsa, owoców.

Nie zapomnę też świąt w Namibii, które spędziłam tam z czwórką przyjaciół. Spaliśmy wtedy w namiotach, nie mieliśmy stołu, nakryliśmy więc obrusem maskę samochodu. Na śniadanie podzieliliśmy się strusim jajem.
19.03.2008



mark40 - Śro Kwi 02, 2008 2:02 pm


Niedowartościowani mieszkańcy Śląska?

Ruszyła kampania promocyjna województwa śląskiego. Projekt „Śląskie. Pozytywna Energia” ma przyczynić się do podniesienia samooceny mieszkańców regionu i zmienić niekorzystny wizerunek województwa.

Kampania jest pierwszym etapem wprowadzania w życie uchwalonych strategii promocji – „Strategii komunikacji marketingowej w zakresie atrakcyjności turystycznej” oraz „Strategii komunikacji marketingowej w zakresie atrakcyjności inwestycyjnej”. Skierowana została do mieszkańców regionu, którzy zdaniem organizatorów akcji nie doceniają miejsca, w którym żyją.

- Elementy kampanii nastawione na wnętrze są niezwykle istotne – mówi marszałek Bogusław Śmigielski. – Chcemy, by każdy z nas poczuł się pełnoprawnym mieszkańcem regionu, był z niego dumny i mógł pokazywać jego najlepsze strony na zewnątrz. Bez uzyskania poczucia własnej wartości nigdy nie będziemy lepiej postrzegani przez otoczenie.

Kampania ma na celu pokazanie i wypromowanie optymistycznego wizerunku śląskiego. Jej przesłanie – pozytywna energia – jest klamrą łączącą wszystkie elementy akcji. Zdaniem twórców kampanii, to właśnie „energia” jako wartość bliska mieszkańcom województwa i atrybut regionu, ma zmienić jego wizerunek.

Koncepcja kampanii polega na dowcipnym zaprezentowaniu wybranych miast województwa. Na projektach graficznych znalazły się: Będzin, Częstochowa, Katowice, Zabrze, Cieszyn, Rybnik i Wisła. Hasła reklamowe, oparte na zabawie słowem – nazwą miasta, mają odwoływać się do lokalności i różnorodności.

Projekty graficzne pojawią się na 200 billboardach, 160 citylightach oraz w 25 autobusach komunikacji miejskiej. Można je będzie także zobaczyć w gazetach oraz Internecie. Twarzą akcji są członkowie kabaretu Łowcy.B z Cieszyna.

W ramach kampanii będą również emitowane spoty radiowe i telewizyjny baner sponsorski. Akcję uzupełnią narzędzia z zakresu tzw. marketingu bezpośredniego – „Fotoboard” (tablice, na tle których mieszkańcy będą mogli sobie zrobić pocztówki), „Autostopowicze” (osoby udające autostopowiczów będą trzymać tabliczki z hasłami z kampanii zamiast tradycyjnych nazw miast) oraz „naklejka” (nalepka na samochód z komunikatem „Ten samochód napędza Śląskie. Pozytywna Energia”).

Kampania ma się zakończyć 11 maja br. Jej budżet wyniesie 879 tys. zł netto.

Komentarz redakcji:

Mieszkańcy nie wiedzą gdzie żyją?

- Najpierw musisz przekonać siebie, by móc przekonywać innych – mówił jeden z autorów kampanii na dzisiejszej konferencji prasowej. Tylko czy rzeczywiście billboardy stojące obok zniszczonych kamienic i oklejone reklamami autobusy jeżdżące po dziurawych drogach szarych miast mogą kogoś przekonać, że „jest pozytywnie”? Pomysłowości autorom kampanii odmówić nie można. Interesujące instrumenty, ciekawe slogany, dopracowana warstwa graficzna. Tylko założenie, że mieszkańcy nie wiedzą gdzie żyją jest chybione. A nawet jeśli - czy hasła takie jak „śląskie najciekawsze wice!” mogą im to uświadomić? Wątpliwe. Na szczęście na tym elemencie kampania promocyjna się nie kończy. Oby na promocję gospodarczą, przyciągnięcie inwestorów i turystów starczyło tylko środków.





Safin - Śro Kwi 02, 2008 3:13 pm
Widziałem reklamy tej kampanii, odnoszące się do Częstochowy. Jakość wykonania lepsza niż paździerzowe-uszokowe banery Wielkich Wydarzeń. Cel też słuszny. obawiam się jednak, że ta kampania nie da większych wymiernych efektów. Chbya jesteśmy zbytnio zagubieni, regionalnie zdołowani, by ucieszyć sie z samego faktu nowego hasła+zdjęć.



Wit - Śro Kwi 02, 2008 7:53 pm
Kampania promująca Śląskie lepsza od kabaretu
Anna Malinowska 2008-04-02, ostatnia aktualizacja 2008-04-02 20:58



Rozpoczęła się kampania promująca województwo śląskie wśród jego mieszkańców. Na billboardach zobaczymy reklamy siedmiu miast z naszego regionu. Miały być dowcipne, a wyszły infantylne. - To pieniądze wyrzucone w błoto, bo reklamy nie trafią do odbiorców - mówią specjaliści.

Kampanię promującą województwo śląskie z wielką pompą zapowiadano od roku. Urząd marszałkowski zdecydował się na nią, gdy okazało się, że w Polsce mało kto słyszał o atrakcjach turystycznych naszego regionu. Zgodnie z rozstrzygniętym w lipcu tego roku przetargiem kampanię poprowadzi krakowska firma Eskadra. W ramach trzyletniej akcji pod hasłem "Śląskie. Pozytywna energia" o atrakcjach turystycznych naszego regionu najpierw mają dowiedzieć się sami Ślązacy, potem mieszkańcy całej Polski, a na koniec zaplanowano reklamowanie Śląska za granicą. Urząd marszałkowski przeznaczył na ten cel milion złotych.

W środę w sali marmurowej urzędu marszałkowskiego Mateusz Zmyślony, szef Eskadry, zaprezentował dziennikarzom projekty pierwszego etapu kampanii.

- Zależy nam na optymistycznym obrazie Śląska, chcemy w dowcipny sposób pokazać śląskie dumy i słabości - przekonywał Zmyślony. Wtórował mu Bogusław Śmigielski, marszałek województwa: - Pierwszy etap kampanii jest dla nas - mieszkańców. Musimy sami siebie polubić, a wtedy polubią nas inni i będą do nas przyjeżdżać.

Między innymi na dwustu billboardach pojawią się reklamy siedmiu miast naszego regionu. Każde ma swoje hasło. Na przykład Będzin reklamuje będziński zamek i hasło "Śląskie - będzin dobrze", Wisła to "Śląskie źródło Wisły", o czym ma świadczyć dwóch mężczyzn odpoczywających nad wodą. Grupa ludzi wystrojonych w garnitury i z kieliszkami w rękach ma zapraszać do Rybnika (trudno powiedzieć, jak ma im w tym pomóc hasło "Śląskie grube Rybnik"), a do Katowic obrazek z koncertu i napis "Śląskie wice są najlepsze".

- Rzeczywiście, mamy stawy z grubymi amurami. A na zdjęciu widać członków kabaretu Łowcy.B, a to przecież ludzie sukcesu - Krzysztof Jaroch, rzecznik rybnickiego magistratu jest zachwycony reklamą miasta. Podobnie jak Piotr Dudała, rzecznik starostwa w Będzinie: - To krok w dobrym kierunku. W kampanii wybrano najbardziej zróżnicowane miejsca regionu. Cieszę się, że uwzględniono w niej Będzin.

Zmyślony: - Myślę, że projekty są przejrzyste i zrozumiałe. Na przykład plakat z Rybnika pokazuje, że na Śląsku jest potencjał i ludzie biznesu, którzy potrafią przeprowadzać duże przedsięwzięcia.

Specjaliści od reklamy są innego zdania. Niektórzy nie umieli powiedzieć jednego dobrego słowa o projektach.

- Slogany brzmią infantylnie. Nie informują, nie zachęcają. W ogóle nie rozumiem pomysłu. Poczucie humoru też jest tu dość dyskusyjne. Ponieważ kampania przeznaczona jest dla mieszkańców, to chyba ktoś miał o nas dość niskie mniemanie - nie szczędzi słów krytyki dr Bohdan Dzieciuchowicz, specjalista od PR i wizerunku.

Rafał Czechowski, szef agencji Imago Public Relations, lubi grę słów, ale przyznaje, że przeciętny mieszkaniec może mieć z nią problemy.

- To może być zbyt wysoki poziom abstrakcji. Zważywszy na fakt, że będzie to reklama zewnętrzna, odbiorca przechodząc ulicą czy jadąc samochodem, będzie miał zbyt mało czasu na dogłębną refleksję. W zrozumieniu haseł nie pomagają też grafiki, np. różowy jeleń w Cieszynie. Skojarzenie Zabrza z piłką nożną też nie jest zbyt trafne. Nie wszyscy śląscy kibice utożsamiają się z Górnikiem Zabrze, bo są przecież też inne kluby. Reklama Rybnika zupełnie odbiega od pozostałych, jest chyba najbardziej wydumana - wzdycha Czechowski.

Pokazaliśmy projekty prof. Marianowi Oslislo, rektorowi Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach. Nie mógł uwierzyć własnym oczom. - Czy Katowice to dyskoteka? A dlaczego w reklamującym je haśle pojawia się słowo "wice"? Czy stojąca tyłem para na projekcie poświęconym Częstochowie wchodzi do szafy? - zastanawia się rektor.

Jego zdaniem zdjęcia w ogóle nie są komunikatywne, nie ma w nich dynamiki. To jedynie dość nudny fotomontaż. - Postaci są doklejone i sztuczne. A już reklama Rybnika przypomina mi hasło "Mordo ty moja" - kwituje profesor.

Kampania potrwa do 11 maja. Towarzyszyć jej będą m.in. spoty radiowe, konkursy dla mieszkańców i dziennikarzy na slogany reklamowe oraz monidła ustawione w centrach handlowych. Będą przedstawiały postać wspinającą się po skałkach i narciarza. Kolejny etap kampanii odbędzie się jesienią.









Kris - Śro Kwi 02, 2008 8:05 pm
Właśnie jadąc autobusem widziałem w Katowicach ten z promocją Zabrza.
Gdyby nie logo "Ś. P e", to bym pomyślał, że to zaproszenie na kolejne spotkanie ligowe



________





salutuj - Śro Kwi 02, 2008 9:11 pm
www.pajacyk.pl - Wejdź i nakarm głodne dziecko



Safin - Śro Kwi 02, 2008 9:31 pm
Ej-cała kampanie jest niezła. akcentuje konglomerat. Drawo! Dobre hasła!



absinth - Śro Kwi 02, 2008 9:56 pm
mnie tez sie podoba, tylko Kato-wice jakies takie nijakie ;P



miglanc - Śro Kwi 02, 2008 11:26 pm
Mnie rozwala to "gdzies w Rybniku" wlasnie zastanawiam sie co to za pomieszczenie, bo w Rybniku chyba nie ma takiej starej biblioteki. Ale plakaty fajne.



absinth - Czw Kwi 03, 2008 9:40 am
dodam, ze bannery z tej kampani pojawily sie na onet.pl



Wit - Czw Kwi 03, 2008 6:49 pm
a GW się nie podoba

Czy to promocja czy kabaret? W górę kopytka!
Aleksandra Klich2008-04-03, ostatnia aktualizacja 2008-04-03 19:58



Mam nadzieję, że "Cieszyn się bardzo", "Będzin dobrze", "Grube Rybnik", "Najciekawsze wice" przejdą do języka ulicy jak legendarne "Kopytko" kabaretu Mumio. Bo są tego warte - pisze Aleksandra Klich. - Patataj, patataj - odpowiada Dariusz Kortko.

Prowincjonalna śląska rzeczywistość skrzeczy z ulicznych billboardów w całej Polsce, a ja za każdym razem, gdy je mijam, rumienię się ze wstydu za banał i brak pomysłu. "Interpretacje" reklamuje widoczek na Teatr Śląski, festiwal dyrygentów - nuty, a Ligę Światową - piłka stylizowana na słońce.

Nudniej nie można. Choć bywają też dramatyczne próby rozśmieszenia przechodniów - np. na reklamie przeglądu komedii umorusany górnik krył się zalotnie za teatralną maską, a Irek Dudek zapraszający na Rawę Blues miał na głowie kolorowy czubek.

Ten Śląsk to sieriozna nuda i szarzyzna - pomyślałby pewnie poznaniak czy warszawiak, gdyby w biegu do pracy zatrzymał się pod którymś z plakatów. Na szczęście mało kto zwracał uwagę na te nieszczęsne antyreklamy regionu.

Teraz wreszcie doczekaliśmy się kampanii reklamowej z prawdziwego zdarzenia. Agencja reklamowa Eskadra, doświadczona (i zwycięska!) w bojach o Euro 2012 w Polsce, przygotowała kilka surrealistycznych plakatów. Jest w nich wszystko, co powinna mieć dobra reklama: anegdota, kolor i najważniejsze - humor.

Nie mogę się doczekać, gdy kampania przekroczy granice regionu i zobaczę w centrum Warszawy moje ulubione "Śląskie Zabrze wygrywa" z trójką roześmianych chłopaków na stadionie. Ten plakat niesie jasny przekaz - ludzie, przyjeżdżajcie do nas. U nas dobrze się żyje, jesteśmy skazani na sukces. Mamy dystans do siebie, z nami można się i bawić, i konie kraść.

Mam nadzieję, że "Cieszyn się bardzo", "Będzin dobrze", "Grube Rybnik", "Najciekawsze wice" (czyli... Katowice) przejdą do języka ulicy jak legendarne "Kopytko" kabaretu Mumio. Bo są tego warte.

Nieważne, co myślą dyżurni śląscy spece od reklam. Że przekaz nie ten, estetyka niejasna, fotomontaż, a w ogóle to lepiej byłoby pokazać kopalnię Luizę albo jakąś fajną hałdę.

Wygramy z prowincją. W górę kopytka!

Patataj, patataj...
Dariusz Kortko2008-04-03, ostatnia aktualizacja 2008-04-03 18:44

Bardzo bym chciał, żeby nasz region doczekał się kampanii zabawnej, lekkiej, z polotem. Niestety, pomysły przygotowane przez Eskadrę takie nie są.
Nikt i nic mnie nie przekona, że hasło "Śląskie Zabrze wygrywa" ma szansę stać się kultowym. Dla mnie nie jest ani trochę zabawne, a z polotem ma tyle wspólnego, co jastrząb z pingwinem. Musiałbym się naprawdę postarać, żeby dojrzeć w nim choć cień optymistycznego niby-przekazu, że u nas żyje się dobrze i jesteśmy skazani na sukces. Myślę, że nawet kista piwa to byłoby mało.

"Cieszyn się bardzo"?! Nie trzeba być geniuszem kreacji, by zaproponować samo nasuwające się skojarzenia.

Sieriozna nuda i szarzyzna - myślał o dotychczasowych śląskich plakatach typowy poznaniak? No to teraz może z powodzeniem dodać jeszcze: i banał.

Kopytka w górę - proponuje Aleksandra Klich. A ja raczej mówię, że poszły konie po betonie. Patataj, patataj...



salutuj - Czw Kwi 03, 2008 8:10 pm
www.pajacyk.pl - Wejdź i nakarm głodne dziecko



absinth - Czw Kwi 03, 2008 8:45 pm

a GW się nie podoba

Patataj, patataj...
Dariusz Kortko2008-04-03, ostatnia aktualizacja 2008-04-03 18:44

Bardzo bym chciał, żeby nasz region doczekał się kampanii zabawnej, lekkiej, z polotem. Niestety, pomysły przygotowane przez Eskadrę takie nie są.
Nikt i nic mnie nie przekona, że hasło "Śląskie Zabrze wygrywa" ma szansę stać się kultowym. Dla mnie nie jest ani trochę zabawne, a z polotem ma tyle wspólnego, co jastrząb z pingwinem. Musiałbym się naprawdę postarać, żeby dojrzeć w nim choć cień optymistycznego niby-przekazu, że u nas żyje się dobrze i jesteśmy skazani na sukces. Myślę, że nawet kista piwa to byłoby mało.

"Cieszyn się bardzo"?! Nie trzeba być geniuszem kreacji, by zaproponować samo nasuwające się skojarzenia.

Sieriozna nuda i szarzyzna - myślał o dotychczasowych śląskich plakatach typowy poznaniak? No to teraz może z powodzeniem dodać jeszcze: i banał.

Kopytka w górę - proponuje Aleksandra Klich. A ja raczej mówię, że poszły konie po betonie. Patataj, patataj...


tia a nieszczesne "Silesia - silne przyciaga" lansowane przez Wyborcza to po prostu szczyt wysmakowania, humoru i polotu...



salutuj - Czw Kwi 03, 2008 8:48 pm
www.pajacyk.pl - Wejdź i nakarm głodne dziecko



caterina - Pią Kwi 04, 2008 1:08 pm
a mi w zasadzie podoba sie tylko Bedzin ....reszta jest ok,bez euforii,hasła nawet lepsze niz same plakaty. ALE:
Cieszyn jest lekko niezrozumiały,co para z poduszkami ma wpolmego z ideami Zamku Sztuki i Przedsiebiorczosci.to aluzja do wzornictw? i tez jelonek w sumie jakby dopiety do całosci.nie mam tez przekonania do Rybnika...ja nie znam tego kabaretu a z biznesem tez mi sie nie kojarzy....naciagane.



Mies - Nie Kwi 06, 2008 11:43 am
^^ Na pewno zmiana na lepsze w porównaniu z tym co można było zobaczyć wcześniej, a szczególnie w porównaniu z żałosnym plakatem Katowic "Miasto wielkich wydarzeń".



Kris - Śro Kwi 09, 2008 8:58 am


Goście na Śląsku
2008.04.08

Większość z nich w Polsce jest po raz pierwszy. Przyjechali na Śląsk poznać instytucje i organizacje wspierające przedsiębiorczość. Mowa o Mołdawianach, Rosjanach i Ukraińcach, którzy uczestniczą w projekcie "Centra Przedsiębiorczości - przeciw bezrobociu". Do środy trzydziestu gości odwiedzi min. Urząd Pracy w Świętochłowicach, Miejskie Centrum Informacji i Wolontariatu w Rudzie Śląskiej, Centrum Przedsiębiorczości w Chorzowie, GARR w Katowicach. Zobaczą też, jak obiekty poprzemysłowe zostały zaadaptowane na cele rozrywkowe i kulturalne.

- Przyjechały osoby, które u siebie będą odpowiedzialne za tworzenie centrów przedsiębiorczości oraz samorządowcy, którzy sprawdzają, czy finansowanie takich przedsięwzięć ma sens - tłumaczy Damian Hamerla z Fundacji Edukacja dla Demokracji, która prowadzi projekt wraz Centrum Edukacji Lokalnej i Współpracy Zagranicznej ze Świętochłowic, Fundacją Rozwoju Świętochłowic i partnerami zagranicznymi.
AW - POLSKA Dziennik Zachodni
http://dabrowagornicza.naszemiasto.pl/w ... 38764.html



d-8 - Śro Kwi 09, 2008 9:10 am
jesli chodzi o tą kampanię 'śląskie pozytywna energia' ( plakjaty powyzej: bedzin dobrze, grube rybnik itd )

to przed chwila widzialem na skrzyzowaniu francuskiej z wyjazdem na A4 stoją dwa żywe ludki w turkusowych kurtkach z tymi plakatami wielkosci moze 1m x 0,5 m - takie niewielkie plansze
no i reklamują



Wit - Śro Kwi 09, 2008 5:18 pm
hehe...Częstochowa się oburza:



Kontrowersyjna reklama
dziś
To wręcz antyreklama! - mówią częstochowianie o plakatach i billboardach z hasłem "Śląskie skarby Częstochowa", które w ramach akcji "Śląskie. Pozytywna energia" prowadzonej przez Urząd Marszałkowski mają promować region.

Kampania województwa śląskiego oparta będzie na siedmiu projektach graficznych, które pojawią się na 200 zwykłych billboardach i 160 podświetlanych, oraz na 25 autobusach komunikacji miejskiej i na łamach prasy.

Ale reklama, na której przed zamkniętą bramą do miasta stoją tyłem wysoka kobieta i niski młody człowiek w zbyt dużym garniturze, wywołała kontrowersje. Mało kto rozumie, o co chodzi. Nawet podróżni na częstochowskim dworcu kolejowym negatywnie oceniają reklamę.

- Nietrafione hasło, niezrozumiałe przesłanie. To pieniądze wyrzucone w błoto - mówią opolanin Zbigniew Marciniak i Zygmunt Zabrzeński, mieszkaniec Nowego Sącza.

Reklam broni Aleksandra Marzyńska, rzeczniczka Urzędu Marszałkowskiego w Katowicach.

- Przygotowane reklamy w przewrotny sposób traktują nazwy miast, do których się odnoszą, pokazując za ich pomocą pozytywne aspekty regionu śląskiego. Nazwy miast, z pozoru zwyczajne i codzienne, użyte w niekonwencjonalny sposób, wskazują na wyjątkowy charakter województwa - uważa rzeczniczka.

Konrad Głębocki, walczący od lat o reaktywację województwa częstochowskiego, nie zostawia na reklamach suchej nitki.

- W tej reklamie jest zamknięta brama, to sugestia, że Częstochowa coś chowa - mówi Głębocki. - Częstochowa chce zaś być miastem otwartym. I to trzeba przekazać w jej wizerunku.

Głębocki podkreśla też inny problem. - Częstochowa i Jasna Góra nigdy nie były śląskie i nie będą. Ikona Czarnej Madonny jest skarbem Polski, a nie śląskim - mówi.

Kampania ma promować siedem miast: Będzin, Częstochowę, Katowice, Zabrze, Cieszyn, Rybnik i Wisłę. Ma - jak mówi Aleksandra Marzyńska - podkreślać różnorodność Śląska i pozwolić zaistnieć w kampanii wszystkim tworzącym go subregionom.

- Kampania ma przekonać mieszkańców w dowcipny sposób do pozytywnej identyfikacji z województwem. Śląskie zaprezentowane w reklamach jest domem ludzi z poczuciem humoru, potrafiących na samych siebie spojrzeć z dystansem - mówi Marzyńska.

Władze Częstochowy na własną rękę zamierzają promować miasto. Wybrały jednak do tego tę samą krakowską firmę Eskadra, która na zlecenie Urzędu Marszałkowskiego przygotowała kontrowersyjną kampanię. Gmina wyda na to 56 tys. zł (14 tys. z miejskiego budżetu, resztę z Unii). Będzie to turystyczna promocja Częstochowy.

Violetta Gradek - POLSKA Dziennik Zachodni



salutuj - Śro Kwi 09, 2008 5:44 pm
www.pajacyk.pl - Wejdź i nakarm głodne dziecko



absinth - Śro Kwi 09, 2008 6:49 pm
Czestochowa do Swietokrzyskiego!



Mies - Śro Kwi 09, 2008 7:33 pm


Głębocki podkreśla też inny problem. - Częstochowa i Jasna Góra nigdy nie były śląskie i nie będą. Ikona Czarnej Madonny jest skarbem Polski, a nie śląskim - mówi.

Tja, może niech doczyta od kogo mają tę ikonę.



d-8 - Czw Kwi 10, 2008 8:36 am

- Kampania ma przekonać mieszkańców w dowcipny sposób do pozytywnej identyfikacji z województwem. Śląskie zaprezentowane w reklamach jest domem ludzi z poczuciem humoru, potrafiących na samych siebie spojrzeć z dystansem - mówi Marzyńska.

kampania chyba jednak nie przekona...

a w ogóle dość specyficzne "poczucie humoru" jest zaprezentowane w tych spotach. ja nie bardzo w ogole pojmuje o co kaman



SPUTNIK - Czw Kwi 10, 2008 2:23 pm

ja nie bardzo w ogole pojmuje o co kaman

Nootropil Dominiku , Nootropil...



absinth - Czw Kwi 10, 2008 2:35 pm
bez reklam prosze ;P



absinth - Pią Kwi 11, 2008 2:28 pm
Fotoboard – zrób sobie zdjęcie jako bramkarz, narciarz, alpinista
Kampania „Śląskie. Pozytywna energia” zawita do Sosnowca i Rybnika.

W ramach kampanii promocyjnej „Śląskie. Pozytywna energia” odbywa się szereg działań z zakresu marketingu bezpośredniego. W ubiegły weekend w centrach handlowych FORUM w Gliwicach oraz M1 w Zabrzu odbyły się pierwsze akcje „Fotoboard”. Odwiedzający galerie handlowe mieli możliwość wykonania zabawnej spersonalizowanej pocztówki. Dzięki fotoboardom wykonanym na potrzeby kampanii, każdy z zainteresowanych mógł przez chwilę poczuć się jak bramkarz, narciarz wykonujący energetyczną ewolucję, lub też zobaczyć jak prezentuje się podczas wspinaczki.

Od jutra przez dwa dni w akcji „Fotoboard” będą mogli wziąć udział ci, którzy w godzinach od 10:00 do 18:00 odwiedzą centrum handlowe PLEJADA w Sosnowcu oraz PLAZA w Rybniku.

W ten weekend startuje także akcja „Naklejka” polegająca na dystrybucji na terenie wybranych stacji benzynowych naklejek dla kierowców z tekstem: „Ten samochód napędza Śląskie. Pozytywna Energia” . Każdy z posiadaczy samochodu, który zgodzi się na naklejenie takiej naklejki na swoim aucie otrzyma napój energetyczny SLS (Silesian Life Style), wyprodukowany specjalnie na potrzeby kampanii promocyjnej. Przygotowano 8 tys. tych energetycznych napoi. Akcja „Naklejka” odbędzie się w najbliższą sobotę i niedzielę w godzinach od 10:00 do 16:00.

Obie akcje kontynuowane będą w następne weekendy w kolejnych miastach, m.in. Częstochowie, Katowicach, Tychach i Bielsku-Białej.





http://www.silesia-region.pl/wiadomosc.php?id=2521



Safin - Pią Kwi 11, 2008 10:17 pm
ten bełkot czestochowianina-arcypolaka mnie osłabia. Niech sobie jak najszybciej zrobią województwo Staropolskie i ciesza sie z faktu, ze są "głową myszy, niż ogonem lwa".

Miasto otwarte....a to juz tajemniczosc nie jest promocyjnie atrakcyjna?

A całość kampanii się nieźle rozkręca. 8.000 SLS[Lifestyle-kto by pomysłał!] to nie jest wielka liczba, ale sama idea, jest jak najbardziej trafiona. Marketing bezpośredni da rezultaty, kiedyś nawet w Częstochowie, Zagłębiu..



Bruno_Taut - Sob Kwi 12, 2008 7:58 am
Wstyd mi za to, co się tu wypisuje. Niestety, ludzie, którzy często sami nie są specjalnie zakorzenieni w górnośląskiej tradycji, obrażając mieszkańców nieśląskiej połowy województwa, próbując narzucać im śląskość (a raczej to, co uważają za śląskość), powodują wzrost niechęci do Śląska i Ślązaków. Protesty Zagłębiaków i Częstochowian przeciw namolnym próbom silesianizacji są w pełni uzasadnione i zasługują na poparcie. Nie pamięta wół jak cielęciem był. Polskie władze podejmowały wiele prób spolonizowania Ślązaków, a jednym z pomysłów rodem z II RP było włączenie województwa śląskiego do krakowskiego. Wyobraźmy sobie, że dziś trwa kampania pod hasłem "Małopolskie jest wspaniałe" i na billboardach pojawiają się Katowice, Chorzów czy Rybnik. Pewnie części z Was by to nie przeszkadzało, ale mnie tak. I dlatego rozumiem sprzeciwy małopolskich sąsiadów inkorporowanych bez pytania ich o zdanie do województwa zwanego śląskim.



absinth - Sob Kwi 12, 2008 8:14 am

Wstyd mi za to, co się tu wypisuje. Niestety, ludzie, którzy często sami nie są specjalnie zakorzenieni w górnośląskiej tradycji, obrażając mieszkańców nieśląskiej połowy województwa, próbując narzucać im śląskość (a raczej to, co uważają za śląskość), powodują wzrost niechęci do Śląska i Ślązaków. Protesty Zagłębiaków i Częstochowian przeciw namolnym próbom silesianizacji są w pełni uzasadnione i zasługują na poparcie. Nie pamięta wół jak cielęciem był. Polskie władze podejmowały wiele prób spolonizowania Ślązaków, a jednym z pomysłów rodem z II RP było włączenie województwa śląskiego do krakowskiego. Wyobraźmy sobie, że dziś trwa kampania pod hasłem "Małopolskie jest wspaniałe" i na billboardach pojawiają się Katowice, Chorzów czy Rybnik. Pewnie części z Was by to nie przeszkadzało, ale mnie tak. I dlatego rozumiem sprzeciwy małopolskich sąsiadów inkorporowanych bez pytania ich o zdanie do województwa zwanego śląskim.

tak z ciekawosci, ktore wypowiedzi uznales za obrazajace mieszkancow nieslaskiej polowy wojewodztwa?

pytanie czy ta kampania ma promowac slaskosc czy wojewodztwo slaskie? Problemem jest tu terytorialny ksztalt wojewodztwa i jego nazwa, ale zamiast nazwy slasko-malopolskie, choc to najlatwiejsze rozwiazanie, wolalbym juz polaczenie z opolskim i przyklasniecie ambicjom czestochowy i oprzylaczenie jej do swietkorzyskiego. Pomijam tu kwestie realnosci...
ale ciezko jechac wozem kiedy kazdy z koni rwie w inna strone...



Bruno_Taut - Sob Kwi 12, 2008 8:44 am
Nazywanie czyjejś wypowiedzi bełkotem powszechnie uchodzi za obraźliwe. Ton części postów jest ponadto lekceważący.
Mieszkańcy Częstochowy oponowali przeciw włączeniu ich do województwa śląskiego, więc trudno mieć do nich pretensje o to, że w tym województwie się znaleźli. To "zasługa" polityków z Górnego Śląska, którym marzyło się jeszcze wchłonięcie Trzebini, Chrzanowa i Olkusza. Co więcej, w Częstochowie istnieje ruch na rzecz oderwania od województwa śląskiego. Ruch musi dojrzeć, bo jego pomysły na restytucję częstochowskiego z Olesnem i Lublińcem są oderwane od rzeczywistości. Połączenie z Kielcami wydaje się jednak w jakiejś perspektywie realne.



absinth - Sob Kwi 12, 2008 8:48 am

Mieszkańcy Częstochowy oponowali przeciw włączeniu ich do województwa śląskiego, więc trudno mieć do nich pretensje o to, że w tym województwie się znaleźli. To "zasługa" polityków z Górnego Śląska, którym marzyło się jeszcze wchłonięcie Trzebini, Chrzanowa i Olkusza. Co więcej, w Częstochowie istnieje ruch na rzecz oderwania od województwa śląskiego. Ruch musi dojrzeć, bo jego pomysły na restytucję częstochowskiego z Olesnem i Lublińcem są oderwane od rzeczywistości. Połączenie z Kielcami wydaje się jednak w jakiejś perspektywie realne.

Ciesze sie, ze sie zgadzamy

pytanie brzmi czy Opolskie bedzie za polaczeniem sie z Slaskim po odlaczeniu Czestochowy do Swietokrzyskiego...



salutuj - Sob Kwi 12, 2008 8:58 am
www.pajacyk.pl - Wejdź i nakarm głodne dziecko



Bruno_Taut - Sob Kwi 12, 2008 9:05 am

Nazywanie czyjejś wypowiedzi bełkotem powszechnie uchodzi za obraźliwe. Ton części postów jest ponadto lekceważący.
Mieszkańcy Częstochowy oponowali przeciw włączeniu ich do województwa śląskiego, więc trudno mieć do nich pretensje o to, że w tym województwie się znaleźli. To "zasługa" polityków z Górnego Śląska, którym marzyło się jeszcze wchłonięcie Trzebini, Chrzanowa i Olkusza. Co więcej, w Częstochowie istnieje ruch na rzecz oderwania od województwa śląskiego. Ruch musi dojrzeć, bo jego pomysły na restytucję częstochowskiego z Olesnem i Lublińcem są oderwane od rzeczywistości. Połączenie z Kielcami wydaje się jednak w jakiejś perspektywie realne.


O ile cieżko znaleźć mi jakieś wspołne punkty pomiędzy Częstochową i Katowicami o tyle Olkusz czy Trzebinia są związane dosyć.



Safin - Sob Kwi 12, 2008 9:47 am
@Bruno
Sam wskazujesz, ze wizja wskrzeszenia województwa Częstochowskiego, czy też "Staropolskiego" jest nierealna. Więc tutaj się zgadzamy.

Nikt też nikomu nic na siłę nie narzuca. Mówimy o dobrej kampanii reklamowej, która stara się poprawić postrzeganie wizerunku województwa Śląskiego. Przeciwnicy mieszają-bezpodstawnie-sprawy promocji województwa z ambicjami osobistymi polityków oraz kwestiami podziałów samorządowych, co jest destruktywne, oraz nie przynosi żadnych korzyści w jakiejkolwiek z tych odrębnych dziedzin.



Bruno_Taut - Sob Kwi 12, 2008 5:02 pm

@Bruno
Sam wskazujesz, ze wizja wskrzeszenia województwa Częstochowskiego, czy też "Staropolskiego" jest nierealna. Więc tutaj się zgadzamy.

Nikt też nikomu nic na siłę nie narzuca. Mówimy o dobrej kampanii reklamowej, która stara się poprawić postrzeganie wizerunku województwa Śląskiego. Przeciwnicy mieszają-bezpodstawnie-sprawy promocji województwa z ambicjami osobistymi polityków oraz kwestiami podziałów samorządowych, co jest destruktywne, oraz nie przynosi żadnych korzyści w jakiejkolwiek z tych odrębnych dziedzin.


Ale owszem. Narzuca. Jednym przynależność do woj. śląskiego, a ogółowi myślenie kategoriami podziałów administracyjnych.
Przeciwnicy nie mieszają, a po prostu są przeciwni tworzeniu jakiegokowliek wizerunku województwa, bo z województwem się nie identyfikują. I ja podzielma ich pogląd. Mam w głębokim poważaniu wojewóztwo, jego rpomocję i wizerunek. Interesuje mnie region, a także miasto, nie zaś wymysły polityków, które mogą okazać się i oby okazały się nietrwałe. Władza zdecydowała najpierw stworzyć ahistoryczne jednostki administracyjne, a następnie wykreować tożsamości dostosowane do owych podziałów. A trzeba było wziąć pod uwagę tożsamości istniejące. Tak się nie stało i nie zamierzam tańczyć tak jak zagrają mi biurokraci.



Mies - Sob Kwi 12, 2008 5:36 pm


To takie domysły jak to że np Ligota idzie za Ruchem, jesli masz na to dane to pewnie możesz z tego samego źródła statystycznego zaprzeczyć moim stwierdzeniom.

W Trzebinii są sympatycy GieKSy. Olkusz jest "rozdzielony" pomiędzy GieKSe i Wisłę Kraków.
Na niektórych osiedlach za Gieksa idzie szacunkowo nawet 80%.


Olkusz jest zdecydowanie związany z Krakowem. Trzebinia, gdzie procentowo więcej osób napłynęło w czasie przynalezności do województwa katowickiego, jest zapewne mniej prokrakowska, co nie znaczy, że śląska.



Bruno_Taut - Sob Kwi 12, 2008 5:59 pm
Jakże mi przykro, że miałem więcej czasu na zebranie doświadczeń - obawiam się, że także więcej ochoty, ale przyjmijmy, że to domniemanie.
Minibusy z Olkusza do Krakowa kursują znacznie częściej niż do Katowic. Co 10 minut w dni powszednie.
A skoro tradycja nie przemawia z aklubem, to niech przemawiają aktualne sukcesy. Gorzej, gdy teraźniejszość jest tak samo bezbarwna jak przeszłość.



salutuj - Sob Kwi 12, 2008 7:07 pm
www.pajacyk.pl - Wejdź i nakarm głodne dziecko



Bruno_Taut - Sob Kwi 12, 2008 7:54 pm
No to do Krakowa jeżdżą znacznie częściej. Minibusy co 10 minut plus PKS.



Osek - Sob Kwi 12, 2008 10:17 pm
minibusy co 10min?
i do tego PKS'y i inne?
Nawet nie będe sprawdzał, bo wiem, ze mówisz co najwyżej ćwierć prawdę.



miglanc - Sob Kwi 12, 2008 10:32 pm
Katowice poki co nie przyciagaja nawet ludzi z tak zwanwj "aglomeracji", a co dopiero z Olkusza.



salutuj - Sob Kwi 12, 2008 11:02 pm
www.pajacyk.pl - Wejdź i nakarm głodne dziecko



miglanc - Nie Kwi 13, 2008 12:20 am
Provincial towns you jog 'round



Bruno_Taut - Nie Kwi 13, 2008 5:11 am

minibusy co 10min?
i do tego PKS'y i inne?
Nawet nie będe sprawdzał, bo wiem, ze mówisz co najwyżej ćwierć prawdę.


To się nazywa mistrzowski poziom merytorycznej polemiki.



Kris - Nie Kwi 13, 2008 7:42 pm
Kolejna odsłona kampanii promującej Województwo Śląskie

Po billboardach przyszła kolej na fotobordy i naklejki na samochody. Coraz głośniejsza kampania, coraz głośniejsze kontrowersje wokół niej.



Kampania pod hasłem Śląskie pozytywna energia nabiera tempa. Promocję za milion złotych zamówił Śląski Urząd Marszałkowski.
Akcja to przede wszystkim kilkadziesiąt takich bilboardów wykorzystujących nazwy miast regionu.
Jak na razie częściej niż pozytywną energię kampania wyzwala negatywne opinie. To tylko niektóre z nich:





Bohdan Dzieciuchowicz:
Slogany brzmią infantylnie. Nie informują, nie zachęcają. W ogóle nie rozumiem pomysłu. Poczucie humoru też jest tu dość dyskusyjne. Ponieważ kampania przeznaczona jest dla mieszkańców, to chyba ktoś miał o nas niskie mniemanie.

Rafał Czechowski:
To może być zbyt wysoki poziom abstrakcji. Zważywszy na fakt, że będzie to reklama zewnętrzna odbiorca przechodząc ulicą, jadąc samochodem, będzie miał zbyt mało czasu na dogłębną refleksję...

Prof. Marian Oslislo:
Postaci są doklejone I sztuczne. A już reklama Rybnika przypomina mi hasło "Mordo ty moja"

Temperatura dyskusji o pozytywnej energii rośnie. Promocję Ślaska wymyślono pod Wawelem.
Jednak nie wszyscy są na nie.
Paradoksalnie krytyka może pomóc kampanii o energii. Ważne by energia krytyki nie zaszkodziła województwu i jego mieszkańcom.

Paweł Szot
Aktualności TVP Katowice
http://ww6.tvp.pl/6605,20080412695060.strona



Wit - Pią Kwi 18, 2008 5:27 pm


W Polskę idziemy!
dziś
W przyszłym roku w największych miastach Polski, rozpocznie się wreszcie kampania wizerunkowa województwa śląskiego. Kosztować będzie 5 milionów złotych i ma trafić przede wszystkim do zamożnych mieszkańców największych miast naszego kraju. Ma ona promować walory turystyczne regionu.

Pieniądze na ten cel są już zarezerwowane. Zdecydował o tym Sejmik. Jest też realna szansa, że 60 proc. tej kwoty odda nam w przyszłości Unia Europejska, która refunduje działania na rzecz promocji turystyki. - Na podstawie zbieranych danych wiemy już kto i skąd najchętniej odwiedza nasz region i właśnie do tych osób chcemy zaadresować naszą akcję - mówi Tomasz Stemplewski, szef Wydziału Promocji Urzędu Marszałkowskiego.

Z informacji zbieranych przez Urząd Marszałkowski wynika, że w celach turystycznych najchętniej przyjeżdżają do nas rodziny średnio lub dobrze sytuowane, głównie z Warszawy oraz całego województwa mazowieckiego i z regionów ościennych. Najchętniej odwiedzają one Beskidy oraz klasztor jasnogórski w Częstochowie. W tamtejszych hotelach zostawiają one nawet do 300 złotych dziennie.

W stolicy kampania ma być najsilniejsza. - Oprócz tego chcemy promować się w wielkich miastach: Szczecinie, Poznaniu czy Gdańsku - mówi dyrektor Stemplewski.

Akcja ma być głównie oparta na billboardach, co zdaniem specjalisty od kreowania wizerunku dr. Bohdana Dzieciuchowicza, który w przeszłości odpowiadał za publiczny wizus prezesa NBP Leszka Balcerowicza, jest błędem.

- 5 milionów złotych, czyli 2 miliony dolarów na kampanię billboardową to bez wątpienia kwota ogromna - mówi Dzieciuchowicz.

Kampania ogólnopolska to jednak nie koniec promocji naszego regionu. Jak poinformował nas wicemarszałek Zbyszek Zaborowski, w 2010 roku planowane jest przeprowadzenie akcji marketingowej naszego województwa w wybranych krajach Europy.

Trwa promocja

200 billboardów i 200 podświetlanych plakatów od kilkunastu dni wisi w najbardziej uczęszczanych punktach województwa. Koszt obecnej akcji to 880 tys. zł. Jesienią ma się pojawić druga część kampanii wewnętrznej, która będzie zachęcała tutejszych mieszkańców do poznawania uroków województwa. Ta kolejna kampania także ma kosztować blisko milion złotych. Media i specjaliści od kreowania wizerunku już od kilku tygodni krytykują ten pomysł.

Witold Pustułka - POLSKA Dziennik Zachodni



mark40 - Wto Kwi 22, 2008 10:07 am


Górny Śląsk jest na początku drogi promocji

Rozmowa z dr. Pawłem Sikorą, wiceprezesem Śląskiego Towarzystwa Marketingowego

- Wkrótce minie miesiąc od inauguracji kampanii promocyjnej województwa śląskiego „Śląskie. Pozytywna energia.”. Jak ocenia Pan akcję? Czy jest potrzebna?

- Wizerunek województwa wpływa na odbiór jego oferty i decyduje czy inwestor lub mieszkańcy, którzy są jego głównymi klientami, będą postrzegać ją jako wiarygodną, zgodną z własnym systemem wartości, a przez to konkurencyjną, o ile nie najlepszą. Śląskie dołącza do województw, które postanowiły wdrożyć standardy identyfikacji i komunikacji zewnętrznej, będące coraz częściej normą w środowisku gospodarczym czy życiu publicznym. Komunikat jest wyjątkowo prosty: jesteśmy - podobnie jak Państwo - profesjonalni i świadomi swej wartości (marki), podobnie jak o swój, tak też zadbamy o wasz wizerunek i interesy.

Strategia komunikacyjna akcji z pewnością może wydać się kontrowersyjna, mnie jednak przekonuje. To kampania globalna, długoterminowa i mająca na celu korektę lub utrwalenie pozytywnych zmian naszej mentalności. Świadczy o tym charakter zastosowanych, niełatwych w odbiorze komunikatów, z jednej strony repozycjonujących hasło "energii", z drugiej zaś wymagających od odbiorcy (więc już na poziomie pojedynczego mieszkańca) wysiłku, kreatywności, przekroczenia ograniczeń, samorozwoju. Nie jest to więc kampania rewolucyjna, lecz innowacyjna, prezentująca bliskie nam i znane walory śląskiego w nowym "pozytywnym" świetle.

Oczywiście powstaje kluczowe dla powodzenia kampanii pytanie czy tak wyrafinowane idee uda się skutecznie upublicznić... Mam wrażenie, że projekt jest obecnie na etapie eksperymentu i działania, które obserwujemy mają charakter pilotażowy. Ja osobiście jestem bardzo ciekawy nie tylko pierwszych wniosków i kierunku ewentualnych korekt, ale i wzajemnych uwarunkowań kampanii promocji województwa i... metropolii.

- Jak na tle kampanii "Śląskie. Pozytywna energia" odbiera Pan realizowaną równocześnie akcję promocyjną produktów turystycznych Dolnego Śląska "To je vyborne! Das ist super! Dolny Śląsk."?

Można porównywać wyłącznie narzędzia tych kampanii i rozważyć ich efektywność w grupie docelowej. Od razu jednak widać, że kampanie podporządkowane są różnym strategiom i celom. Główna różnica między „Śląskie. Pozytywna energia", a "To je vyborne!..." dotyczy charakteru tych przedsięwzięć - pierwsze to globalna kampania wizerunkowa, drugie to kampania promocyjna, kierowana do konkretnego odbiorcy (dla której dobrym odniesieniem byłaby raczej realizowana na Śląsku, chociaż w zdecydowanie mniejszej skali akcja "Szlak zabytków techniki"). Dolny Śląsk od lat wzorcowo budował swój wizerunek, dziś zbiera tego owoce i rozwija tożsame z nim narzędzia promocji. W tym sensie, Górny Śląsk jest na początku drogi - według mnie, o efektywnych akcjach promocji regionu będzie można pomyśleć dopiero po wdrożeniu jednolitego systemu identyfikacji (m.in. wizualnej) i strategii komunikowania, co obecnie ma miejsce.



caterina - Wto Kwi 22, 2008 8:06 pm
jak na razie to zamiast plakatow promujacych woj.slaskie widziałam wiecej zachecajacych do odwiedzenia Gdanska



Wit - Wto Kwi 22, 2008 9:12 pm


Wywiad: Wywiad z Agatą Jonecko, twórczynią wirtualnej wersji wyburzonego Muzeum Śląskiego
Jonecko: Zaniedbany Śląsk to nie stereotyp, a fakt

Pochodzi z Zabrza, od 15 lat mieszka w Austrii i Niemczech, gdzie zajmuje się pracami koncepcyjnymi i przedstawianiem architektury w 3D. O Śląsku rozmawiamy z architektem, Agatą Jonecko.

Od 15 lat pracuje i mieszka Pani na stałe w Niemczech i Austrii, ale pochodzi Pani z Zabrza. Czy Górny Śląsk wciąż jest Pani bliski?

Tak, Śląsk jest mi bliski. Pochodzę stąd i spędziłam tu pewną część życia. Jest mi bliska śląska mentalność, gwara, śląski humor. Nie jest mi obojętne to, co się tu dzieje. Chciałabym żeby Śląsk się otrząsnął z problemów, stał się regionem nowoczesnym, otwartym, ale zachowując swój charakter.

Czy planuje Pani zaprojektowanie czegoś dla rodzinnego Zabrza (lub szerzej, Górnego Śląska)?

Dlaczego nie. Tu w Austrii, gdzie teraz działam, mam wprawdzie bardzo dużo ciekawych zadań i bieżące projekty mocno mnie absorbują. Moim "punktem ciężkości", jak to się tutaj mówi, jest praca koncepcyjna i przedstawienia wirtualne w architekturze. Oferuję moje usługi w tym zakresie. Jestem zapraszana przez różne zespoły projektowe do różnych tematów projektowych. Wygrywamy sporo konkursów. Na razie działam tylko na terenie Austrii i Niemiec. Ale to się może zmienić.

Jak, z punktu widzenia architekta ocenia Pani architekturę powstającą obecnie na Górnym Śląsku? Co jest dobre, a czego nam brakuje?

Nie chciałabym się wymądrzać. Nie tylko w Polsce powstaje zła architektura. Na Śląsku jest dostatecznie wielu dobrych architektów i urbanistów. W takim skomplikowanym regionie jak Śląsk planowanie przestrzenne jest decydujące. Ważne są też struktury, w ramach których architektura powstaje, a także poziom ogólnej kultury estetycznej danego społeczeństwa. Skoro mówimy o modernizmie, to mamy tu wielkie źródło inspiracji. Szukajmy rozwiązań prostych, ekonomicznych, funkcjonalnych.

Jak, w Pani ocenie, odbierany jest Górny Śląsk w krajach, w których Pani pracuje? Co trzeba zrobić aby przełamać stereotyp brudnego i przemysłowego Górnego Śląska wśród Polaków i obcokrajowców?

Jeżeli ktoś na Zachodzie wie gdzie jest Śląsk, to już jest dużo. W Polsce też niewiele się wie o poszczególnych krainach w krajach sąsiednich. Tak to już jest. To, że Śląsk jest zaniedbany, czy brudny to nie tylko stereotyp, ale niestety fakt. Z drugiej strony trudno myśleć o estetyce, kiedy są jeszcze poważniejsze problemy. Ja nie jestem politykiem. Liczę na to, że władze Śląska mają odpowiednią strategię.

Od lat mówi się, że droga, jaką powinien kroczyć Górny Śląsk, to droga niemieckiego Zagłębia Ruhry, gdzie masowo rewitalizuje się obiekty poprzemysłowe, dostosowując je do czasów obecnych i nadając im nowe funkcje. Jakie jest Pani zdanie?

Byłoby marzeniem gdyby udało się zrewitalizować te wszystkie tereny poprzemysłowe w Niemczech, w Polsce, wszędzie. Znaleźć dla nich nowe przeznaczenie. W praktyce jest to często trudne. Prawdą jest, że utrzymanie i pielęgnacja istniejącej substancji budowlanej, nie tylko tej poprzemysłowej, jest jeszcze ważniejsze niż tworzenie nowej architektury. To właśnie stan w jakim znajduje się istniejąca zabudowa określa charakter naszych miast.



d-8 - Śro Kwi 23, 2008 7:09 am

jak na razie to zamiast plakatow promujacych woj.slaskie widziałam wiecej zachecajacych do odwiedzenia Gdanska

heh te plakaty z gdanska to tez raczej... srednie

ta pani na desce ( ? ) ma taką dziwną twarz... jakas taka na maxa plastikowa + wysmarowana jakims dziwnym wazelinowym kremem... dziwnie troche wygląda.



Safin - Śro Kwi 23, 2008 6:31 pm
IMHO, to obecna kampania jest najlepsza ze wszystkich jakie dotychczas mieliśmy. Jest intensywna, plakatów jest dużo. Jest pozytywna, i w formie [jasne, ale nie jogurtowe kolory], i w treści. Ma w sobie też to coś, co powoduje ze o plakacie myśli się odrobinę dłużej, niż tylko podczas spoglądania na niego. Tego "czegoś" nie ma w szczególności mydłkowata kampania Dolnego Śląska, której się nawet czytać nie chce.



Kris - Pią Kwi 25, 2008 10:03 am


Zagłębiowskie miasto w śląskiej kampanii reklamowej
dzis


Reklama, która można zobaczyć w okolicach głównej ulicy Małachowskiego, budzi kontrowersje.

Jako jedyny reprezentant Zagłębia, Będzin znalazł się wśród siedmiu miast reklamujących województwo śląskie. Sam billboard nie budzi większych zastrzeżeń i w porównaniu z pozostałymi odbierany jest jak najbardziej pozytywnie. Prezentuje zamek będziński na tle gwiezdnych fajerwerków. Kontrowersje budzi hasło: "Śląskie Będzin Dobrze". Niektórzy zarzucają mu zbytni optymizm - będzie dobrze?

Najgorzej jest jednak z określeniem "śląskie". Będzin bowiem obok Sosnowca jest jednym z miast bardzo podkreślających swoją tożsamość regionalną - zagłębiowską.

Ostrożnie na ten temat wypowiadają się zarówno władze Starostwa Powiatowego jak i Urzędu Miejskiego i powiatu. Z jednej strony cieszy ich eksponowanie Będzina, z drugiej skojarzenie "śląskie" już nie do końca.

- Napis "śląskie" na bilbordzie z Zamkiem w Będzinie odnosi się do kampanii promocyjnej województwa śląskiego. Jeżeli województwo śląskie uważa, że Będzin jest jednym z najciekawszych miejsc na Górnym Śląsku i w Zagłębiu i jest wizytówką Zagłębia, to tylko możemy cieszyć się z tego faktu - twierdzi Adam Lazar, starosta powiatu, nie odnosząc się do określenia "śląskie".

Bardziej bezpardonowi są za to niektórzy mieszkańcy. Nie kryją swojego zdania.

- Świetnie, że w kampanii regionu nie pominięto Będzina, ale sam pomysł, formuła, koncepcja są dla mnie kompletnie nieczytelne, niezrozumiałe i po prostu brzydkie. Ale i tak Będzin miał większe szczęście niż np. Katowice, Częstochowa czy Rybnik. Tam odbiór nie dość, że mało czytelny to dodatkowo rodzi pejoratywne skojarzenia - mówi Wojtek Badura, będzinianin.

Władze miasta mieszkańcom się nie dziwią. Proponują też inną grę słów i skojarzeń.

- Kampania reklamowa naszej aglomeracji na pewno jest potrzebna. Znakomicie, że wizytówką Zagłębia stał się Będzin i nasz Zamek. Wiem jedynie, z pierwszych opinii, że wątpliwości i kontrowersje budzi hasło towarzyszące promocji Będzina i Zagłębia - "Śląskie Będzin dobrze". Zapewne Zagłębiakom bliższa byłaby, trawestacja tego hasła - "Zagłębiowskie Będzin dobrze" lub, utrzymując się w konwencji gry słów i dowcipu - "z (a) głębie Będzin". Najistotniejsze jednak, by rzeczywiście dzięki dobrej promocji uzyskać efekt i ściągać do naszego miasta, mającego niezwykły potencjał, oraz regionu rzesze turystów - twierdzi Radosław Baran, będziński prezydent.

Piotr Krawczyk, który prowadzi zagłębiowski portal internetowy przyznaje, że zauważył poruszenie wśród zagłębiaków:

- Jeśli chodzi o graficzną stronę tej reklamy to przyznam, że jest ciekawa i może się podobać. Niemniej jednak warstwa tekstowa pozostawia wiele do życzenia. Jeżeli reklama ma ruszyć w Polskę, to hasło "Śląskie - Będzin dobrze" jest zupełnie nieczytelne. Jako zagłębiak wolałbym, aby Będzin reklamował się wraz z miastami Zagłębia np.: Królewski Będzin - Zagłębie możliwości - dodaje Krawczyk.
Magdalena Nowacka - POLSKA Dziennik Zachodni
http://bedzin.naszemiasto.pl/wydarzenia/845724.html



absinth - Pią Kwi 25, 2008 10:08 am

Jako zagłębiak wolałbym, aby Będzin reklamował się wraz z miastami Zagłębia np.: Królewski Będzin - Zagłębie możliwości - dodaje Krawczyk.

tak, tak...
nie ma to jak znajomość tematu





Wit - Pią Kwi 25, 2008 11:04 am
bliższy przykład





absinth - Pon Kwi 28, 2008 10:10 am


W sobotę 26 kwietnia 2008 w Wojewódzkim Parku Kultury i Wypoczynku w Chorzowie odbędzie się rowerowa (re)akcja łańcuchowa „Tour de Śląskie”.

„Tour de Śląskie” to rodzinny piknik na koło Dużej Łąki (obok hali „Kapelusz”), w trakcie którego każdy może dołączyć do kolorowego peletonu. Na jego czele pojedzie rower czteroosobowy(!), symbolizujący zgodne współżycie czterech subregionów województwa. Bo Śląskie ma w sobie wiele pozytywnej energii – szczególnie, gdy działa zespołowo.

„Każdy może przyjść z własnym rowerem i włączyć się do pozytywnego peletonu. Chcemy, by przez „Śląskie w miniaturze” – trasę wyznaczoną przez znane z kampanii Citylighty – przejechał maksi peleton, najdłuższy w historii Śląska, a może i Polski.” – podkreślają organizatorzy „Tour de Śląskie”.

W trakcie imprezy zaplanowano wiele konkursów i zawodów (dla młodszych i starszych), możliwość zdobycia karty rowerowej, występ kabaretu Noł Nejm, a wieczorem – kino pod gołym niebem.

Początek imprezy o godz. 14:00! Wkrótce potem start peletonu!

Piknik jest jednym z elementów kampanii promującej Województwo Śląskie, która ruszyła 2 kwietnia 2008.

http://www.silesia-region.pl/wiadomosc.php?id=2550



maciek - Pon Kwi 28, 2008 10:11 am
^ Spóźniona reklama. Ktoś był?



jacek_t83 - Pon Kwi 28, 2008 12:22 pm
my bylismy.

Kampania "Śląskie" wychodzi do ludzi [Wideo]

[youtube]qR69HYMD3EI[/youtube][/url]



bty - Pon Kwi 28, 2008 3:00 pm
Niezbyt imponująca frekwencja



mark40 - Wto Kwi 29, 2008 10:39 pm


Urząd marszałkowski promuje region

Ruszyła finansowana przez urząd marszałkowski kampania promocyjna województwa śląskiego pod hasłem: "Śląskie. Pozytywna energia". Przy drogach można zauważyć już billboardy przedstawiające siedem miast, które mają być wizytówką tej części Polski.

Na kampanię nie szczędzono grosza. Przygotowano 200 billboardów, 160 reklam świetlnych, 25 plakatów do autobusów. Wykupiono reklamy w internecie, prasie i radiu. Sponsorowano prognozy pogody w telewizji i rozdawano naklejki na stacjach benzynowych. Lekka i dowcipna kampania miała przekonać samych mieszkańców do miejsca, w którym żyją. Zjednoczyć ich i sprawić, by utożsamiali się ze Śląskim. Zamiast tego podzieliła miasta na lepsze i gorsze.

- Dlaczego na reklamach jest na przykład Będzin lub Zabrze, a nie Racibórz? - pytają mieszkańcy i władze jednego z najstarszych miast Polski, które akurat w tym roku obchodzi jubileusz 900-lecia swojego istnienia.

- Bo nazwa miasta się nie rymowała - odpowiadają w Urzędzie Marszałkowskim w Katowicach.

- To kolejny dowód na to, że w Katowicach nie traktuje się poważnie Raciborza. Gdybyśmy należeli do Opolskiego byłoby inaczej - komentuje Grzegorz Urbas, radny z Raciborza. Oburzenia nie kryje również prezydent Mirosław Lenk. %07- Nie rozumiem jak mogliśmy zostać pominięci. Racibórz jest najstarszym miastem Śląska. To wrota Bramy Morawskiej i siedziba Piastów! - przypomina historię Lenk.

Okazuje się, że rym był jedynym kryterium przy wyborze miast-wizytówek województwa śląskiego.

- Agencja z Krakowa, która wykonała projekt, kierowała się wyłącznie tym, czy w nazwę miejscowości można wpleść jakiś humorystyczny slogan. Stąd "Śląskie Będzin Dobrze" - tłumaczy Aleksandra Marzyńska, rzecznik prasowy marszałka.

Idąc tym tropem, można zobaczyć billboardy z hasłami "Śląskie grube Rybnik" lub "Śląskie Cieszyn się bardzo". Poza tym bije u nas "Śląskie źródło Wisły" i można uśmiać się opowiadając "Śląskie najciekawsze wice".

Gdyby ktoś się nie zorientował w ostatnim przypadku chodzi o Katowice. Nie wszyscy też potrafią rozszyfrować hasło: "Śląskie Zabrze wygrywa". Dlatego na wszelki wypadek w urzędzie marszałkowskim podpowiadają, że chodzi o słowo "zawsze", a nie drużynę z tego miasta.

- Nie daliśmy agencji listy miejscowości. Jedynym naszym wymogiem było to, by zaprezentować miasta z wszystkich czterech subregionów - mówi Aleksandra Marzyńska.

Kosztującą prawie 900 tysięcy złotych pozytywną kampanię marszałka przyjęto negatywnie w wielu miastach województwa.

Pieklą się Tychy, dla których nie znaleziono rymu.

- Mamy swoje browary i piramidę, która kojarzy się z energią. O to chodziło przecież w kampanii - przypomina Iwona Ciepał, naczelnik wydziału promocji w tyskim magistracie.

Narzekają w Bielsku-Białej. - Być może i nasz subregion ma swojego reprezentanta, ale jest to Śląsk Cieszyński. Mogli chociaż wykorzystać Szczyrk - mówi Anna Zgierska, naczelnik wydziału promocji w bielskim magistracie.

Tymczasem w agencji Eskadra z Krakowa, która przygotowała kampanię dla urzędu marszałkowskiego tłumaczą, że haseł wymyślono więcej, ale trzeba było coś wybrać.

- Ogłosiliśmy nawet konkurs w tej sprawie dla mieszkańców województwa, którzy mogli zaproponować własne hasła. Otrzymaliśmy 160 listów - mówi Piotr Sawiński, dyrektor działu marketingu regionalnego Eskadry. Agencja rozważała, czy na plakatach nie powiesić na przykład również Żor z hasłem: "Śląskie Żory miłości". Wymyślono również grę słów dla Jastrzębia: "Śląskie Jastrzębie odwiedzają Zdrój". - Z przyczyn technicznych musieliśmy się zdecydować na kilka miast. Wygrały najlepsze slogany. Wielkość ani znaczenie miasta dla województwa nie odgrywały zupełnie żadnej roli %07- mówi Sawiński. Agencja przed realizacją kampanii konsultowała wszystkie działania z urzędem marszałkowskim, ale nie uzgadniała sloganów.

Kampania nie podoba się nawet tym, którzy zostali w niej ujęci. - To wręcz antyreklama! - mówią częstochowianie o billboar-dach z hasłem "Śląskie skarby Częstochowa". Widok zamkniętej bramy do miasta przed którą stoją tyłem wysoka kobieta i niski młody człowiek w zbyt dużym garniturze wywołuje kontrowersje. Zamknięta brama kłóci się z pragnieniem prezentowania miasta jako miasta otwartego.

Dlatego władze na wszelki wypadek na własną rękę inwestują w promocję miasta. Gmina wyda na to 56 tys. zł (14 tysięcy z miejskiego budżetu, resztę z Unii). Co ciekawe urzędnicy wybrali tę samą firmę, która na zlecenie urzędu marszałkowskiego przygotowała kontrowersyjną kampanię.

------------------------------
Wszystkie z tych haseł są atwe do skojarzenia o co chodzi ale ztym Zabrzem, to nie wpadłem na to ze ma tam byc "zawsze" tylko, że Zabrze, no ale moze nie jestem zbyt domyślny



Wit - Śro Maj 07, 2008 8:48 pm
Zielone szkoły? Tylko w Beskidach
Magdalena Warchala2008-05-07, ostatnia aktualizacja 2008-05-07 21:42



90 proc. trzecioklasistów ze śląskich szkół pojedzie w tym roku na zieloną szkołę nad morze. Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska, który dopłaca do tych wyjazdów, chce to zmienić. Urzędnicy chcą, by dzieci poznawały walory regionu, w którym mieszkają, i wspierały rozwój miejscowej turystyki.

Zielone szkoły zostały wymyślone po to, by dzieci z rejonów zanieczyszczonych przemysłem mogły zaczerpnąć świeżego powietrza i aktywnie spędzić czas, jednocześnie nie tracąc lekcji. Co roku trzecioklasiści ze wszystkich szkół na Śląsku przez dwa tygodnie bawią się i uczą w miejscowościach wypoczynkowych, w których pobyt finansuje im częściowo Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska. Co roku WFOŚ wydaje na to 6 mln zł. Lwia część tych pieniędzy trafia nie do śląskich, lecz do nadmorskich kurortów, ponieważ większość nauczycieli i rodziców uważa, że najzdrowszy i najatrakcyjniejszy jest wyjazd nad Bałtyk. Gabriela Lenartowicz, prezes WFOŚ, chce przekonać rodziców, że to mit.

- W województwie śląskim jest wiele pięknych i czystych miejsc, głównie w Beskidach. Dzieci mogłyby tu nie tylko wspaniale wypocząć, ale i uczestniczyć w edukacji regionalnej. Przecież w zielonych szkołach równie ważna jak rekreacja jest nauka - przekonuje Lenartowicz. Jej zdaniem organizowanie wyjazdów w Beskidy byłoby korzystne nie tylko dla dzieci, które lepiej poznałyby swój region, ale także dla rodziców, którzy mogliby sporo zaoszczędzić.

- Po pierwsze, transport w góry kosztuje mniej niż nad morze. Po drugie, na wyjazdy w obrębie województwa każdemu dziecku dopłacamy o 100 zł więcej, czyli aż 250 zł. Niestety, nie wszyscy dyrektorzy informują o tym w czasie wywiadówek - martwi się Lenartowicz.

Skąd wziął się zwyczaj, że na zieloną szkołę trzeba koniecznie jechać nad morze? Maria Szopa-Zając, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 34 w Katowicach, której uczniowie niedawno wrócili z Jastrzębiej Góry, mówi o względach zdrowotnych i ekonomicznych. - Wiosenny pobyt nad Bałtykiem jest szczególnie korzystny dla dzieci. W czasie sztormowej pogody powietrze jest bardzo nasycone jodem, którego nie ma przecież w górach. Poza tym dla dzieci z uboższych rodzin zielona szkoła bywa często jedyną okazją, aby zobaczyć morze i znajdujące się nad nim atrakcje, np. fokarium na Helu. W Beskidy zabieramy uczniów na weekendowe rajdy - tłumaczy Szopa-Zając.

Prezes Lenartowicz podejrzewa, że morze preferowane jest też z innych względów. - Lobbing prowadzony przez właścicieli ośrodków wczasowych nie zawsze jest uczciwy. Bywa, że oferują oni darmowy pobyt rodzinom nauczycieli albo duże zniżki. Dla nadmorskich ośrodków walka o zielone szkoły jest walką o byt. Przecież poza sezonem uczniowie to praktycznie ich jedyni goście - mówi prezes Lenartowicz. Jej domysły potwierdza jeden z pracowników ośrodka w Kołobrzegu: - Kto by przyjechał nad morze w kwietniu czy w maju? Utrzymanie ośrodka poza sezonem sporo kosztuje. Na szczęście od pięciu lat mamy stałego klienta - szkołę spod Katowic. Dostaje od nas rabaty i obie strony są zadowolone. Czy coś w tym złego?

Kiedy pieniądze ze Śląska zasilają konta nadmorskich domów wczasowych, beskidzkie ośrodki świecą pustkami. W kwietniu gośćmi Domu Wczasowego "Limba" w Wiśle byli nieliczni emeryci. - A przecież pogoda była ładna, chętnie przyjęlibyśmy grupy szkolne. Na szczęście trochę podstawówek zarezerwowało u nas turnusy w maju - zdradza Danuta Cieślar, kierowniczka Limby.

Aby przekonać rodziców, że warto domagać się organizowania zielonych szkół w Beskidach, WFOŚ zamierza najpierw rozprawić się z jodowym mitem. - Nie wiem, czy dwutygodniowy pobyt nad morzem to dość czasu, by mówić o zbawiennym wpływie jodu na zdrowie. Być może ten sam efekt zdrowotny daje wdychanie krystalicznie czystego górskiego powietrza? - zastanawia się Lenartowicz.

WFOŚ planuje zasięgnąć w tej sprawie opinii ekspertów. Chce też informować rodziców, że mają prawo decydować o tym, gdzie wyjadą ich dzieci.



Strona 8 z 19 • Wyszukano 1935 wypowiedzi • 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19
Copyright (c) 2009 | Powered by Wordpress. Fresh News Theme by WooThemes - Premium Wordpress Themes.