ďťż
[Województwo Śląskie] Wizerunek i promocja Regionu



Kris - Wto Sie 04, 2009 4:09 pm

Górny Śląsk, kopalnia atrakcji
Iwona Sobczyk , "Gazeta Wyborcza"
2009-07-26, ostatnia aktualizacja 2009-07-26 20:59

To kraina dla odkrywców. Trzeba podarować jej coś więcej niż przelotne spojrzenie, żeby odkryć jej niezwykłość i ogromną różnorodność. Na Górnym Śląsku każdy znajdzie coś dla siebie

Czytelników Metra oprowadza Iwona Sobczyk, dziennikarka katowickiego oddziału Gazety Wyborczej.

Odkrywanie nieznanego lądu proponuję zacząć w Gliwicach, jednym z najbardziej studenckich miast regionu. Przede wszystkim warto przejść się po samym centrum. Jest tu sporo dobrej architektury. A są to obiekty unikalne, jak ruiny Teatru Miejskiego (al. Przyjaźni 18), uznawane za jedno z najbardziej magicznych miejsc na Górnym Śląsku. XIX-wieczny teatr spłonął w 1945 roku. Dziś artystów przyciąga surowość i malowniczość utrwalonej ruiny, która starcza za całą scenografię.

W Gliwicach także wkraczamy na Szlak Zabytków Techniki Województwa Śląskiego. Wytyczony kilka lat temu, obejmuje 31 najciekawszych obiektów związanych z przemysłową tradycją regionu. Niedawno został uznany przez Polską Organizację Turystyczną za najciekawszą propozycję turystyczną w kraju! Spośród gliwickich atrakcji nie wolno pominąć najwyższej na świecie wieży telekomunikacyjnej, nazywanej "gliwicką wieżą Eiffla" (ul. Tarnogórska 129). Radiostacja przeszła do historii 31 sierpnia 1939 roku, jako miejsce prowokacji hitlerowskiej, będącej pretekstem do rozpoczęcia II wojny światowej.

Szolą pod ziemię

Z Gliwic jedziemy do Zabrza, rodzinnego miasta słynnego Janoscha, autora powieści i bajek dla dzieci, na Górnym Śląsku postaci kultowej. Miasto mocno eksponuje turystyczne powaby swojego przemysłowego dziedzictwa. Koniecznie trzeba odwiedzić Muzeum Górnictwa Węglowego (ul. 3 Maja 19), posłuchać huku pracujących kopalnianych maszyn w skansenie górniczym "Królowa Luiza" (ul. Wolności 410) i zjechać pod ziemię szybem zabytkowej kopalni Guido (ul. 3 Maja 91A). Na dole poczujecie się jak prawdziwi górnicy. Kopalniana winda - szola - zjeżdża 320 metrów pod ziemię w niecałą minutę. Potem już nie ma odwrotu. Do przejścia są prawie dwa kilometry wąskich korytarzy, raz pnących się w górę, raz spadających w dół. Niezła gimnastyka, zapewniam! Po paru metrach takiej wycieczki przestaniecie się dziwić, po co na wejściu wręczono wam kask.

Jeśli po wycieczce do Guido macie gardła pełne węglowego pyłu, radzę wybrać się do kompleksu szybu "Maciej" (ul. Srebrna 6). Kilkanaście lat temu został on przekształcony w głębinowe ujęcie wody pitnej. Pysznej wody można się napić przy wejściu do "Macieja". Jeśli ktoś bardziej niż wody jest spragniony powietrza i przestrzeni, może od razu wspiąć się na wieżę wyciągową szybu. Z góry widać, że Śląsk wcale nie jest czarny, tylko... zielony!

Jak Bytom wywalczył sobie lwa

Sąsiednia Ruda Śląska to ostoja starych robotniczych osiedli. Jest ich tu więcej niż w jakimkolwiek innym mieście. Klimat prawdziwego Śląska można poczuć na osiedlu Kaufhaus, w dzielnicy Nowy Bytom. Rzędy ceglanych familoków wijących się wzdłuż ulicy Niedurnego uwiecznił Kazimierz Kutz w filmie "Paciorki jednego różańca". W świetnym stanie zachowała się założona w połowie XIX wieku, jedna z najstarszych robotniczych osad na Górnym Śląsku, kolonia Ficinus (ul. Kubiny). Proste, ale nietypowe, bo zbudowane z piaskowca domy, kilka lat temu przekształcono w klimatyczny pasaż handlowy.

Z Rudy Śląskiej możemy pojechać w stronę sąsiedniego Bytomia. Na każdym kroku mijamy tu architektoniczną perełkę. Niestety, wiele z nich, wskutek szkód górniczych i wieloletnich zaniedbań, jest dziś w fatalnym stanie. Niech was to nie odstraszy! Bytom to jedno z najciekawszych miast regionu. Ślady jego dawnej piękności przyciągają dziś artystów, a miasto powoli budzi się do nowego życia. Ma ambicje uczynić z kultury swój znak rozpoznawczy. Działają tu znakomite, znane nie tylko w kraju instytucje kulturalne, jak Śląski Teatr Tańca, Opera Śląska czy Centrum Sztuki Współczesnej Kronika. Ta ostatnia mieści się przy rynku. Po drodze do Kroniki warto zatrzymać się na chwilę przy rzeźbie śpiącego lwa autorstwa wybitnego artysty Theodora Kalidego. O lwa Bytom stoczył prawdziwą walkę. Do zakończenia II wojny światowej rzeźba stała w Bytomiu, zwieńczała pomnik upamiętniający mieszkańców miasta poległych w wojnie francusko-pruskiej. Potem znikła. Odnaleźli ją trzy lata temu bytomscy historycy. Stała przy jednym z wejść do warszawskiego ZOO. Stolica długo wzbraniała się przed oddaniem dzieła, ale w końcu się udało. Oryginał wrócił na Śląsk - warszawiacy zadowolili się kopią.

W Bytomiu można zrezygnować z samochodu na rzecz pociągu. W sezonie letnim (od czerwca do września) ze stacji kolejowej odjeżdżają do Miasteczka Śląskiego składy najstarszej na świecie kolei wąskotorowej.

Stworzona na potrzeby przemysłu sieć liczyła w okresie rozkwitu 160 kilometrów. Dziś trasa kolejki, przejętej przez pasjonatów i oddanej turystom, ma 23 kilometry. Jadąc z prędkością 20 kilometrów na godzinę, można podziwiać zabudowania elektrociepłowni "Szombierki", wyrobiska dolomitu i zabytkową kopalnię rud srebrnonośnych w Tarnowskich Górach. Właściwie w każdym z tych miejsc warto byłoby zatrzymać się na dłużej. Przypominająca gigantyczną katedrę stuletnia elektrociepłownia "Szombierki" nadal pracuje, choć już nie pełną parą, bo w części została oddana na potrzeby artystów. Obie strefy nie są oddzielone. W dawnej hali maszyn zamienionej na salę widowiskową, dźwięki muzyki i słowa wypowiadane przez aktorów nakładają się na ciche buczenie pracujących kotłów. W "Szombierkach" można podziwiać też monumentalną ceglaną wieżę szybu Krystyna, która już niebawem ma zostać zaadaptowana na cele hotelowo-kulturalne. Przestrzeń po dawnej kopalni jest chętnie odwiedzana przez rozrastającą się grupę wielbicieli ekstremalnej, rozgrywanej w postindustrialnym pejzażu odmiany golfa.

W Tarnowskich Górach, prócz zabytkowej kopalni (ul. Szczęść Boże 81), trzeba koniecznie zwiedzić podziemia Sztolni Czarnego Pstrąga (park Repecki). Oba zabytki wpisane są na listę Pomników Historii. Z Bytomia można też ruszyć w kierunku Katowic, po drodze zatrzymując się na chwilę odpoczynku w Chorzowie, w Wojewódzkim Parku Kultury i Wypoczynku. To jeden z największych miejskich parków w Europie. Budowali go mieszkańcy całego województwa, pracując (jak to bywało w poprzedniej epoce) w czynie społecznym.

Kosmiczny spodek i miejski Nikiszowiec

Zwiedzenia warta jest także stolica aglomeracji, Katowice. Na uwagę zasługuje najbardziej kosmiczna sala widowiskowa w Polsce i symbol miasta - Spodek. Ale wyjątkowych budynków jest w Katowicach więcej. Nie bez kozery miasto nosi miano stolicy polskiej moderny. Żeby podziwiać wyjątkową urodę tej architektury, najlepiej wybrać się na spacer wzdłuż ulicy Curie-Skłodowskiej. Przy skrzyżowaniu z ulicą Kopernika stoi kościół garnizonowy o prostej, oszczędnej bryle. Trochę dalej, przy skrzyżowaniu z ulicą Żwirki i Wigury - wysoki budynek zwany "drapaczem chmur". Powstawał w tym samym czasie, co nowojorskie wieżowce, odróżniał się od nich awangardową, surową formą. W momencie oddania do użytku, w 1932 roku, był najwyższym budynkiem w Polsce i jednym z najwyższych w Europie.

Jeśli po tej lekcji sztuki zgłodniejecie, wybierzcie się w Katowicach na obiad do Złotego Osła (ul. Mariacka 1). To najbardziej kultowa (nie tylko moim zdaniem) restauracja w mieście, oblegana przez studentów. Uwaga - wegetariańska! Wielbiciele schabowego mogą tu wpaść w ramach eksperymentu. Ale na pewno nie wyjdą głodni, bo jedzenie jest pyszne, dań bez liku, porcje wielkie, a ceny niewygórowane. Trzeba tylko znaleźć wolny stolik, co w godzinach obiadowego szczytu bywa niełatwe. A klienci wychodzą stąd niezbyt chętnie. Złoty Osioł to miejsce, gdzie przychodzi się nie tylko zjeść, lecz także wyluzować, filozofować, dyskutować, grać na pianinie (klienci i właściciele w kwestii umiejętności wirtuoza są bardzo wyrozumiali) i podziwiać wystrój. Bajkowe wnętrze w całości pokryte freskami zaprojektował Andrzej Urbanowicz, jeden z najbardziej znanych śląskich malarzy.

W Katowicach nie wolno pominąć dwóch robotniczych osiedli - Giszowca i Nikiszowca. Oba powstały na początku XX wieku i zostały zaprojektowane przez Emila i Georga Zillmanów z Charlottenburga. Jako pierwszy wybudowano Giszowiec. Zaplanowany jako miasto-ogród, znacznie odstawał od panującego modelu robotniczego osiedla. Dzięki niskiej, zróżnicowanej przez architektów zabudowie i masie zieleni, było tu jak na wsi. Nikisz był już bardziej miejski. Dziś jest mekką artystów. To bardzo "filmowe" osiedle. Między ceglanymi familokami filmy kręcili tu Kazimierz Kutz ("Perła w koronie", "Sól ziemi czarnej"), Maciej Pieprzyca ("Barbórka"), Radosław Piwowarski ("Kolejność uczuć") czy Lech Majewski ("Angelus"). Dla Majewskiego inspiracją stały się dzieje Grupy Janowskiej, czyli Koła Malarzy Nieprofesjonalnych, fenomenu na skalę światową. W latach 30. założyli ją górnicy kopalni Wieczorek, zajmujący się amatorsko malarstwem. Motorem napędowym grupy był wtedy Teofil Ociepka, twórca lokalnej gminy okultystycznej i mistrz nauk tajemnych. Jego obrazy są teraz znane na całym świecie. Grupa działa nadal. Jej najbardziej znanym dziś przedstawicielem jest Erwin Sówka.

Od niedawna turysta może na Nikiszu zanocować. Kilka mieszkań w starych familokach zostało przerobionych na wygodne apartamenty do wynajęcia. W dzielnicy warto też odwiedzić szyb Wilson (ul. Oswobodzenia 1). W zaadaptowanej markowni i cechowni odbywają się koncerty i wystawy.

Muzeum piwne

Z Katowic można pojechać w kierunku Tychów, choćby po to, żeby zwiedzić jedno z najlepszych muzeów w Polsce, mieszczące się w zabudowaniach browaru z początku XX wieku Tyskie Muzeum Piwowarstwa (ul. Mikołowska 5). Można też wybrać trasę w kierunku Mysłowic. To punkt obowiązkowy dla miłośników historii, a także... pożarnictwa i grupy Myslovitz. Przy Stadionowej 7a mieści się Centralne Muzeum Pożarnictwa z imponującą kolekcją pojazdów strażackich. W tym samym budynku działa muzeum miejskie, gdzie prócz rozmaitych eksponatów, stoją także naturalnej wielkości figury przedstawiające członków najsłynniejszej mysłowickiej grupy. Niedaleko muzeum znajduje się Trójkąt Trzech Cesarzy, miejsce, w którym do I wojny światowej stykały się granice cesarstwa niemieckiego, austriackiego i rosyjskiego. Z Mysłowic można ruszyć w stronę Sosnowca i dalej, do Będzina.

W Będzinie szlak zabytków techniki zmieniamy na szlak orlich gniazd. Zalicza się do niego średniowieczną warownię stojącą na wzgórzu w centrum miasta. Wielbiciele ekstremalnej turystyki powinni pojechać do Grodźca, dzielnicy Będzina, żeby zobaczyć monumentalne ruiny tutejszej cementowni. Często można tu spotkać młode pary, które przyjeżdżają robić sobie na jej tle ślubne zdjęcia.

To oczywiście tylko mały wycinek tego, co można i co warto obejrzeć na Górnym Śląsku. Między wymienionymi atrakcjami radzę podróżować niespiesznie. Być może to któraś z bocznych dróg wyda wam się bardziej kusząca od wcześniej zaplanowanej. Pojedźcie nią. W końcu największe wrażenie na prawdziwym podróżniku robi to, co sam odkrył.
http://www.emetro.pl/emetro/1,85648,686 ... akcji.html




Wit - Wto Sie 18, 2009 9:42 am
Polonijni dziennikarze poczują smak rolady
Anna Malinowska2009-08-17, ostatnia aktualizacja 2009-08-18 09:06



150 dziennikarzy z 30 krajów świata odwiedzi nasz region we wrześniu. - To wyśmienita promocja województwa - cieszy się marszałek Bogusław Śmigielski.
Dziennikarze polonijni spotykają się w kraju już od 16 lat. Za każdym razem goszczą w innym regionie. Cztery lata temu byli już na Śląsku. Zwiedzili wówczas Katowice, Częstochowę, Wojewódzki Park Kultury i Wypoczynku oraz Koszęcin, w którym zaśpiewał dla nich zespół Śląsk. - Po tej wizycie zespół zaproszono m.in. na występy dla górników z Donbasu, a na całym świecie powstało ponad 3 tys. artykułów i audycji o Śląsku - mówi Stanisław Lis, prezes Małopolskiego Forum Współpracy z Polonią, które organizuje spotkania.

Wizyta w znacznej mierze finansowana jest przez Senat. - Izba Wyższa od początku istnienia zajmuje się Polakami za granicą. Dziennikarze polonijni, goszcząc w śląskich redakcjach, będą mogli coś podpatrzyć, wymienić doświadczenia, co - mam nadzieję - zaowocuje współpracą między mediami - mówi Krystyna Bochenek, wicemarszałek Senatu.

W tym roku polonijni dziennikarze obejrzą głównie zabytki poprzemysłowe. - Chcieliśmy im pokazać coś, co odróżnia nas od innych regionów. Szlak Zabytków Techniki jest nietuzinkowy, ciągle potrzebuje promocji - dodaje Śmigielski.

Dziennikarze będą u nas gościć przez tydzień. Odwiedzą m.in. Giszowiec, Nikiszowiec, gdzie z pewnością będą mieli okazję zjeść tradycyjny śląski obiad. Browar w Żywcu poczęstuje ich piwem. Zwiedzą też Elektrociepłownię Szombierki w Bytomiu.

17. Światowe Forum Mediów Polonijnych rozpocznie się 7 września. Na Śląsk przyjadą dziennikarze m.in. z Australii, Argentyny, Białorusi, Egiptu, Libanu i Węgier.



Kris - Pią Sie 21, 2009 7:54 am
”Promocja kultury ziemi raciborsko-rybnickiej"

Wspólna moneta, transport i wiele imprez kulturalnych to tylko część założeń projektu ”Promocja kultury ziemi raciborsko-rybnickiej. Jak podkreślił podczas konferencji prasowej prezydent Rybnika Adam Fudali, współpraca obu miast będzie unikalna na skalę światową.

Zdaniem prezydenta Raciborza Mirosława Lenka, inicjatywa pomoże miastom subregionu zachodniego uniknąć marginalizacji na Śląsku.

Projekt popularyzuje tradycje i kulturę regionu, a także ma umacniać więzi partnerskie między Rybnikiem i Raciborzem. Jego koszt to ponad milion 600 tysięcy złotych. (IAR)
http://ww6.tvp.pl/6605,20090820925815.strona



Wit - Pon Sie 24, 2009 12:54 pm
Śląska kultura jak spocony facet w sombrero
Anna Malinowska2009-08-21, ostatnia aktualizacja 2009-08-22 02:33



Jak to się stało, że przez ostatnie lata nieźle działającej w kraju demokracji tożsamość śląska kojarzy się albo z kulturą jarmarczną, albo z próbą oderwania regionu od reszty kraju? W piątek w pałacyku w Promnicach naukowcy, dziennikarze i politycy próbowali zastanowić się, jak to zmienić

Spotkanie "Tożsamość śląska a społeczeństwo obywatelskie" zorganizowała Katowicka Loża Business Center Club. - Co się takiego dzieje z tożsamością śląską, że mieszkańcy w ogóle nie przychodzą na uroczystości w rocznicę pogrzebu Wojciecha Korfantego, za to na festyny disco polo ściągają tłumy? - dopytywali prowadzący debatę Waldemar Szymczyk, zastępca redaktora naczelnego katowickiej "Gazety Wyborczej" i Eugeniusz Budniok z BCC.

- Kultura śląska jawi się dziś jako spocony, tłusty facet w sombrero. I najlepiej, żeby jeszcze jodłował. To nasza największa słabość, największe nieszczęście. Tymczasem kiedy popatrzymy wstecz na XX wiek mamy po kolei: twórczość Stanisława Hadyny, filmy Kazimierza Kutza, piosenki Katarzyny Gaertner. A w wolnej Polsce został nam właśnie facet w sombrero - rozpoczął dyskusję publicysta Michał Smolorz.

Większość rozmówców przyznała, że dziś tożsamość śląska często sprowadza się do uczestniczenia w wydarzeniach związanych z kulturą najniższych lotów. Dlaczego? Jerzy Gorzelik, lider Ruchu Autonomii Śląska, wskazał małość i nijakość reprezentujących region elit, a Kamil Durczok, szef Faktów w TVN-ie, podkreślił rolę mediów, które skupiają się głównie na walce o reklamodawców.

- Niestety, przed milionową widownią sprzedają się rzeczy pierońsko prymitywne. Z drugiej strony dziwię się tej miłości regionalnych dziennikarzy do Piotra Uszoka, prezydenta Katowic. Dopiero niedawno pojawiła się jakaś krytyka. Przez lata, kiedy Wrocław czy Poznań zmieniały się diametralnie, w Katowicach kompletnie nic się nie działo. A dziennikarze w ogóle nie zwracali na to uwagi - mówił Durczok. Podkreślił też słabą promocję w mieście. - Byłem na katowickim koncercie Boba Geldofa. Przyszła garstka ludzi, bo mieszkańcy w ogóle nie byli informowani o tym wydarzeniu - dodał.

Kazimierz Kutz próbował być optymistą i namawiał do stawiania na edukację: - Kształcić, kształcić i jeszcze raz kształcić. Wykształceni ludzie będą się bogacili i w ten sposób powstanie nam mieszczaństwo, klasa średnia, której w tej chwili tak brakuje.

Z badań prof. Marka Szczepańskiego, socjologa z Uniwersytetu Śląskiego, wynika, że w 1989 r. na stu absolwentów podstawówki tylko 18 proc. wybierało liceum ogólnokształcące. W Warszawie było ich trzy razy więcej. - Nauka w liceum to przede wszystkim nauka ogłady, która później stanowi o mieszczaństwie. Na szczęście jest tendencja zwyżkowa, bo po 20 latach mamy 5 razy więcej studentów szkół wyższych. Tacy ludzie są zaczynem przyszłego mieszczaństwa, które było skutecznie zbijane, zduszone w PRL-u. Jeśli się odrodzi, wzrosną szanse na to, że facet w sombrero będzie zjawiskiem niszowym - podkreślał profesor.

Uczestnicy debaty byli zgodni, że w budowie śląskiej tożsamości najważniejsza jest edukacja regionalna. Koniecznie jako osobny przedmiot w szkole. - To musi być przedmiot uczący historii, geografii, literatury i wszystkiego, co dzieje się w najbliższym otoczeniu! - apelował Smolorz.

- Musimy zmienić też naszą mentalność. Najlepszym przykładem niech będzie propozycja, jaką złożyłem kiedyś w katowickim magistracie. Chodziło o stworzenie ogólnopolskiego konkursu fizycznego pod szyldem dokonań urodzonej w mieście noblistki, Marii Goeppert Mayer. Odpowiedziano mi, żebym zgłosił się do Pałacu Młodzieży, bo tam jest jeden pan, który zajmuje się konkursami. Jeśli tak będziemy podchodzić do inicjatyw, to zostaną nam tylko festyny, a naszą tożsamość będzie wyznaczać śląskie disco polo - mówił Gorzelik.




cin - Czw Sie 27, 2009 6:17 pm
Ze strony UM Zabrze:

W najbliższy piątek, 28 sierpnia, w Zabrzu na żywo nadawana będzie "Kawa czy herbata?".
Ten popularny program będzie można oglądać w Programie 1 TVP od godz. 6.00 do 8.00. Poprowadzą go Agata Konarska i Paweł Pochwała. Do udziału zaproszono również gości, w tym m.in.: Jana Sarnę, dyrektora Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii i dr. Zbigniewa Nawrata, dr. Andrzeja Lekstona (który także jako specjalista pełnić będzie dyżur telefoniczny) oraz prezydent Małgorzatę Mańkę-Szulik. Nie zabraknie też propozycji regionalnej kuchni oraz śląskich przebojów. Zagadnienia turystyki poprzemysłowej widzom przybliżą: Dariusz Walerjański, Tomasz Masoń oraz Michał Makselon. Gospodarze przygotowali również szereg innych, ciekawych tematów.



Kris - Sob Sie 29, 2009 8:06 pm
PROMOCJA ŚLĄSKICH ZABYTKÓW TECHNIKI
Witold Domanik, 2009-08-28 21:08

Takiej reklamy Śląsk jeszcze nie miał. Ponad dwa miliony złotych ma kosztować nowa kampania promocyjna województwa śląskiego. Reklamy w mediach pojawią się w przyszłym roku, ale już teraz rozpoczęło się poszukiwanie firmy, która wymyśli, w jaki sposób zachęcić do zwiedzania zabytków techniki. To one mają stać się największym atutem województwa, które będzie promowało swoje atrakcje turystyczne także za granicą.

Galeria szybu Wilson w Katowicach zaskakuje wielu obcokrajowców. - Na Śląsku jest niesamowicie. Pierwszy raz widziałam kopalnie i inne zabytki przemysłowe. Naprawdę macie ciekawą historię - uważa Florina Motok, turystka z Rumunii.

Jednak, żeby podziwiać trzeba wiedzieć, że takie atrakcje w ogóle istnieją. Ta wiedza jest coraz szersza, bo turystów wciąż przybywa - mówi przewodnik Janina Olejniczak i zapewnia, że na pewno by tak nie było, gdyby nie akcje promocyjne. - Dzięki promocji i reklamie zjawiają się ludzie zarówno z okolicy, jak i zagranicy. Przyjeżdżają z centrum Katowic i są mile zaskoczeni - stwierdza Olejniczak, przewodnik po dzielnicy Nikiszowiec w Katowicach.

Dlatego władze województwa planują dalej zaskakiwać. Urząd marszałkowski rozpisał przetarg na kolejne kampanie reklamowe. Jeszcze większe niż poprzednie. - W przyszłym roku planujemy trzy kampanie reklamowe. Pierwsza z nich to historyczne wydarzenie, po raz pierwszy będziemy za granicą w Nadrenii i Westfalii - wyjaśnia Tomasz Stemplewski z urzędu marszałkowskiego. Właśnie w tamtym regionie Niemiec mieszka prawie milion osób z polskimi korzeniami.

Nowa kampania nie zamierza jednak omijać Polski i Śląska. Tym razem stawia na konkretne atrakcje. - Przede wszystkim Szlak Zabytków Techniki pokazany będzie mieszkańcom naszego województwa w kampanii regionalnej - podkreśla Adam Hajduga z urzędu marszałkowskiego.

Zdaniem ekspertów promocja to najlepsza droga do zmiany postrzegania regionu. - Te kampanie są coraz lepsze, w coraz lepszy sposób promują region. Zmieniają wizerunek
Śląska i chyba o to nam wszystkim chodzi - przyznaje Michał Lorenc z agencji reklamowej Media Partner.

Efekt zmian to kwestia konsekwencji i uporu. - W tym roku jesteśmy regionem, który wydał największą kwotę na działania promocyjne. Są już pierwsze efekty w postaci nagród. Tutaj mamy rolę lidera - podkreśla Stemplewski.

Ale od lidera w promocji do lidera w przyciąganiu turystów droga jest długa. Zdaniem specjalisty od reklamy Bohdana Dzieciuchowicza dopiero zapowiadana właśnie kampania ma szanse ją skrócić. - Musimy sobie zdawać sprawę, że nie stanowimy konkurencji ani dla Krakowa ani dla Wrocławia. Musimy znaleźć jakiś oryginalny punkt. I tym punktem który nas różni od innych są zabytki przemysłowe - uważa Dzieciuchowicz. A ta kampania, warta kilka milionów złotych ma po raz pierwszy je eksponować.

Kolejna promocja województwa Śląskiego ruszy w pierwszej połowie przyszłego roku.
http://www.tvs.pl/informacje/15414/



absinth - Wto Wrz 08, 2009 2:34 pm
Polecam:



Śląsk nie jest czarno-biały, jest kolorowy
Rozmawiał Łukasz Kałębasiak 2009-09-06, ostatnia aktualizacja 2009-09-07 12:46:02.0

- Kojarzyłem ze Śląskiem obrazy czarno-białe, nieprzyjemne, depresyjne i brudne, a znalazłem kolory i piękno. To najprzyjemniejsze doświadczenie, jakiego doznałem w ostatnich latach - opowiada o swoich wrażeniach z pracy na Śląsku fotoreporter Tomasz Tomaszewski

Rozmowa z Tomaszem Tomaszewskim

Łukasz Kałębasiak: W październiku zostanie wydany wyjątkowy numer "National Geographic", w dużej części poświęcony Górnemu Śląskowi w Pana obiektywie...

Tomasz Tomaszewski: Ten numer będzie celebracją 10-lecia polskiej edycji magazynu, a Śląsk głównym reportażem reprezentującym Polskę. W ramach licencji mamy prawo do krótkich materiałów dotyczących lokalnych wydarzeń, a raz na jakiś czas polska redakcja może zaprezentować większy materiał. To się nie zdarza często, bo czasy są trudne. W zeszłym roku takim właśnie poważnym materiałem był mój reportaż na temat kondycji polskiej wsi pt. "Rzut beretem".

Kiedy skończyłem tę historię ukazującą szczególny aspekt wsi, jakim są dawne PGR-y oraz ludzie tam pracujący, pomyślałem, że może kolejnym rozdziałem mojej opowieści o Polsce będzie historia honorująca ludzi zatrudnionych w ciężkim przemyśle.

I pomyślał Pan o Górnym Śląsku.

- Tak, gdyż wydawał mi się z wielu powodów idealnym wyborem. Przede wszystkim dlatego, że większość z nas ma w głowie wyciśniętą matrycę: ciężka praca, pot, etos, wysiłek. Śląsk od razu się z tym kojarzy.

Po drugie, jakoś mnie ten Śląsk magnetycznie przyciąga, również dlatego, że tak niewiele na jego temat wiedziałem. Mam tutaj znajomych, przyjeżdżałem z kolejnymi wystawami, ale to były krótkie wizyty i z tym prawdziwym Śląskiem nie miałem tak naprawdę wiele wspólnego. Pomyślałem więc, że skoro ja, który sporo podróżuje, tak niewiele o tym regionie wiem, to nie jest chyba wielkim nadużyciem stwierdzenie, że większość ludzi w Polsce również mało wie o Śląsku.

Dziś niektóre dzieci myślą, że mleko pochodzi z fabryki mleka i w ogóle nie kojarzą go z krową. To samo zaczyna dotyczyć pracy i wysiłku. Za czasów komuny były częścią propagandy. To spowodowało, że teraz fotografowie rzadko poświęcają czas na penetrowanie tych tematów. Oczywiście pojawiają się, ale mają charakter interwencyjny, dość ponury. Jeżeli zdjęcia o Śląsku, to tylko czarno-białe. Koniecznie hałdy, zatrucie środowiska, bose dzieci usmolone pyłem węglowym. Materiału, który honoruje ten nieprawdopodobny wysiłek, ale również związane z nim niebezpieczeństwo, i pokazuje to wszystko w kolorze, nie znam.

Ten reportaż też chciał Pan zrobić w czerni i bieli...

- To było moje pierwsze skojarzenie. Ale dostałem szlaban w polskiej redakcji. Na szczęście dla siebie uległem namowom i dzięki temu przeżywam tu rodzaj nirwany.

Opowiadam historię, która w dużej części zaprzecza temu, co i ja do tej pory również kojarzyłem ze Śląskiem. Wszystkiemu temu, co wcześniej obejrzałem, a co było czarno-białe, nieprzyjemne, depresyjne i brudne. Znajduję tu, w tych miejscach i twarzach ludzi, niesamowicie dużo piękna. Ze wszystkich moich podróży to najprzyjemniejsze doświadczenie, jakiego doznałem w ostatnich latach!

Dlaczego?

- Odkrywam tutaj wiele bardzo dobrych cech, które świadczą o tym, że Śląsk nie dał się staremu systemowi zniszczyć, jak stało się to w bardzo wielu innych regionach Polski. Być może to wynik zjawiska "oblężonej twierdzy", które powoduje, że ludzie bardziej ze sobą współpracują. Ta wewnętrzna solidarność trzyma ich mocno. Tutaj takim zagrożeniem była propaganda. Niby Gierek kazał wszystkich górników kochać, ale z drugiej strony sączono nam jad do głowy, że w gruncie rzeczy nie wiadomo, czy Ślązacy to Polacy, a może Niemcy? Więc raczej trzeba na nich uważać.

Odczuwam dzisiaj coś zupełnie odwrotnego. Wydaje mi się, że tutaj nikt nie może się czuć obcy. W każdym razie ja nigdy się tak nie poczułem. Podoba mi się to, że ludzie tu są niezwykle tolerancyjni. Niczego nie muszę tłumaczyć. Rzeczy, które robię podczas pracy, i to, czym się interesuję lub zachwycam, w wielu częściach Polski byłyby powodem do złośliwych, nieprzyjemnych komentarzy: a po co to Panu?, a o co chodzi? Tutaj tego w ogóle nie ma!

Jacy w takim razie są Ślązacy?

- Gdy ludzie tylko wyczuwają dobrą energię, od razu się otwierają. Dostrzegam też dystans do samego siebie, skromność tych ludzi. Nie próbują się wymądrzać. Wiedzą swoje, ale nie wyrażają tego w żaden arogancki sposób. Ja już też trochę się znam: wiem, co to jest przodek czy ściana, ale miałem do czynienia z zawodowcami, którzy nigdy nie próbowali mnie upokorzyć, że nie mam tak naprawdę o tym pojęcia.

Poza tym ludzie mają tutaj poczucie humoru. Lubią się śmiać. Przede wszystkim jednak ciężko pracują. Nie ma tu leserów, którzy próbują się gdzieś przespać na styropianie. To nieprawdopodobny etos pracy. Niezależnie, czy rozmawiam z dyrektorem kopalni, inżynierem czy niewykształconym człowiekiem, to po paru minutach zawsze wraca kwestia pracy.

Jest też pewien rodzaj zdrowego uporu związanego z tradycją i wyznawaniem wartości. Czuję, że ta społeczność jest znacznie zdrowsza niż wiele innych społeczności, które poznałem, robiąc chociażby reportaż "Rzut beretem", kiedy odbyłem 56 podróży po całej Polsce.

Jest wiele rzeczy, które mnie pozytywnie zaskoczyły na Śląsku. Po prostu fantastycznie się tu czuję! O ile w Warszawie zdarza mi się zaraz po przebudzeniu nie mieć zbyt entuzjastycznych myśli dotyczących nadchodzącego dnia, to tutaj nie mogę się doczekać, żeby wstać i gdzieś pojechać.

Krótko mówiąc: Śląsk Pana zaskoczył. Z jakim pomysłem na fotoreportaż przyjeżdżał Pan tutaj?

- Staram się nie wymyślać rzeczy, zanim ich nie zobaczę. Doświadczenie nauczyło mnie, że świat jest takim cudem, że mnie nie wystarcza wyobraźni, żeby przeskoczyć to, co rzeczywistość oferuje. Dlatego nie miałem "obrazu Śląska". Chciałem pokazać robotnika, człowieka, który coś produkuje rękami. Przyjeżdżając tutaj, nie zastanawiałem się, czym jest dla mnie Śląsk do momentu, kiedy nie wysiadłem z samochodu i nie przeszedłem się po kilku ulicach. Po prostu oszalałem! Poczułem, że kolory, z którymi mam tutaj do czynienia, są zupełnie innego rodzaju.

Pamiętam zdjęcia zadymionego Śląska z lat 70. Tego tutaj już nie ma. Byłem w jednym z miejsc, które najbardziej kojarzą się z ciężkim przemysłem, czyli w koksowni. Mają tam ekologiczną oczyszczalnię, w jednym ze zbiorników jest krystalicznie czysta woda, do której można by wejść i się wykąpać. Place nie są wysprzątane, ale wprost wylizane, a na środku rośnie piękny trawnik z kwiatami. I w tym miejscu się produkuje koks.

Tam trafił Pan też na konkurs ogrodniczy.

- Nie wiem, czy jestem w stanie o tym opowiedzieć, bo to dotykanie metafizyki. Trzeba sobie wyobrazić koksownię, gdzie ziemia jest czarna, i wąski pasek przy torach podzielony na cztery segmenty. Cztery brygady konkurują tam ze sobą o to, który ogródek jest najlepszy. Raz w miesiącu komisyjnie przydzielają sobie punkty i zliczają je pod koniec roku. Człowiek, który to wymyślił, pan Andrzej, pracuje tam 33 lata i zajmuje się środkową częścią. Na jej środku stoi kosz, do którego robotnicy nasypali ziemi i posadzili ulubione kwiatki. Jest kawałek ze studnią z drewna, kawałek z łabędziami zrobionymi z metalu i kawałek z gołębnikiem.

W gołębniku również Pan był...

- To również doświadczenie trudne do opisania słowem. Hodowcy mówią o tych ptakach jak o kimś, kogo darzy się nieograniczonym uczuciem. Ich wiedza na temat gołębi również poraża. Rano o godz. 4 byłem w miejscu, z którego wypuścili równocześnie 8 tys. gołębi, po czym następnego dnia pojechałem do miejsca, gdzie przylatywały inne gołębie. Kiedy zaczęły nadlatywać na podwórko w Piekarach Śląskich, wyglądały jak grudki węgla na niebie. A pan Stefan mówi, że właśnie pojawił się numer 384. Pytam: jak to? Przecież to jest czarny punkt na niebie! Ale gołąb wylądował, przeszedł przez elektroniczną klatkę i na ekranie zobaczyłem liczbę 384. Przez następną godzinę nadlatywały i gołębiarz precyzyjnie je identyfikował.

W tej ich miłości do tych ptaków jest coś metafizycznego, bo gołąb symbolizuje wolność i czystość. Przeciwieństwo tego, z czym oni mieli do czynienia, przez większość życia pracując pod ziemią.

Jak było pod ziemią?

- Byłem w metanowej kopalni Pokój w Rudzie Śląskiej. Przeszedłem tam 320-metrowy chodnik o wysokości 1,5 metra na poziomie 750. Jeszcze zanim do niego doszedłem, z trudem przypominałem sobie własne imię i nazwisko. Tam jest zwierzęca praca. Ale jest też coś zdrowego w powietrzu, co wynika z relacji między ludźmi. Po angielsku to się nazywa "rough", czyli szorstkość, ale w dobrym znaczeniu. Oni tam nie opowiadają banialuk, nie mydlą oczu, tylko mówią to, co czują. Bo każdy wie, że gdyby nie dokręcił śruby czy źle postawił podporę, to może przez niego ktoś zginąć - on sam albo kolega. Pod ziemią nie da się oszukiwać. Powietrze jest gęste od "braterstwa".

Chodząc z ratownikami górniczymi, miałem pewność, że niezależnie od tego, co by się wydarzyło, mogę liczyć na tego człowieka. Że on nie wpadnie w panikę, nie zacznie histeryzować. Byłem kilka razy w takich sytuacjach. Raz musiałem znokautować faceta, bo wpadł w histerię i wszyscy byśmy zginęli przez jego zachowanie. Tu miałem pewność, że jeśli coś by się wydarzyło i ten człowiek będzie musiał kogoś wyciągnąć z narażeniem własnego życia, to on to zrobi.

Mimo tej ciężkiej pracy, jaką wykonują górnicy, gdy przychodzi się do nich z dobrą energią i oni widzą, że nie mają do czynienia z facetem, który się boi własnego cienia, że ja też się staram, to natychmiast się otwierają. Mam masę zdjęć, których nie mogę wykorzystać, bo oni się na nich bez przerwy śmieją. Mówiłem im: chłopaki, przestańcie się do mnie śmiać, bo ja tutaj nic nie zrobię!

Mało komu udało się dotąd wejść z aparatem fotograficznym do łaźni...

- Ludzie komunikują się ze sobą na różnych płaszczyznach. Są miejsca, gdzie komunikacja werbalna jest na szarym końcu. Kiedy ja wszedłem do tej łaźni, nie miałem czasu na elaborat o tym, jak ważny jest to projekt, bo ich to nie interesuje, chcą po prostu wrócić do domu. Nie chcą być fotografowani na golasa, boją się złośliwych komentarzy. To wszystko powoduje, że zrobienie takiego zdjęcia nie jest proste. Ale nikt mi nie odmówił! To działo się w powietrzu. Wszedłem tam ze swoją energią i powiedziałem do nich tylko trzy słowa. Głęboko wierzę w to, że gdy ktoś myśli, że robiąc zdjęcia, robi coś złego, to robi coś złego. Ja nie sądzę, że robię coś złego, ale przeciwnie - że mogąc to pokazać, tworzę pewne dobro. Więc próbowałem im ten komunikat dostarczyć. Dlatego powiedzieli: no dobra, zrób to, tylko szybko, żebyśmy nie stracili za dużo czasu, bo żony czekają. I to się udało z trzema grupami ludzi. Starałem się, aby to było skromne, nie wulgarne, żeby nie odebrać im godności.

W tle slideshow z tych zdjęć, który mi Pan pokazał, płynęła piosenka Pink Floydów "Wish you were here", czyli "Żałuję, że cię tu nie ma". To właśnie chciałby Pan przekazać o Śląsku?

- To było moje pierwsze skojarzenie. Ponieważ dobrze się tu czuję, to po cichu myślę, że będę w stanie namówić ludzi, żeby tutaj przyjechali i nauczyli się tego koloru pracy i tego specyficznego zapachu, poznali tę nieprawdopodobną architekturę oraz miłych i życzliwie nastawionych do świata ludzi. Gdy ludzie zobaczą, jak tu jest ciekawie, to może niektórzy z nich przyjadą do Nikisza, na kluchy śląskie i moją ulubioną roladę.



d-8 - Wto Wrz 08, 2009 4:31 pm
tak, miło się czyta. bardzo miło.



Kris - Wto Wrz 08, 2009 5:30 pm
art. z Newsweek 32/2009 s. 28-30







bidzis004 - Śro Wrz 09, 2009 3:50 am
Co za pierdoły troche prawdy w tym jest natomiast wiele jest kłamstw i pomówień to wsytd ze takie cos ukazało sie w tej gazecie.



salutuj - Śro Wrz 09, 2009 6:23 am
Mnie irytują niezmiernie te zdjęcia i ich sceneria.

1. "Dzieci ulicy"

2. Folklor na tle odrapanych familoków i to przeboskie odbicie w kałuży.

3. Pan Hans ze szlauchem i podpis - Ślązacy się stają wielce nowocześni i piją piwo w ogródkach.[/i]



bidzis004 - Śro Wrz 09, 2009 9:52 am

Mnie irytują niezmiernie te zdjęcia i ich sceneria.

1. "Dzieci ulicy"

2. Folklor na tle odrapanych familoków i to przeboskie odbicie w kałuży.

3. Pan Hans ze szlauchem i podpis - Ślązacy się stają wielce nowocześni i piją piwo w ogródkach.


4. Brekdance czy jak to sie tam pisze przed dworcem na bobrku , matko jedyna co za wstyd , a te głomby z UM o tym że to juz Śląsk jest dobrze kojarzony że to juz nie kojarzą nas z biedą kopalniami etc , propaganda a jak było żle tak dalej jest żle i tylko nieliczni mogą się przekonać jak jest naprawde , marze o programie rewitalizacji ok 500 kamienic w całej Aglomeracji , to i tak jak wiemy kropla w morzu ale da to juz jakis efekt na którym mozemy sie promować razem bądz osobno, eh szkoda gadać.

Mam nadzieje ze za to sie wezmie RAŚ i ta stara baba pro znawca etnograf ewkoncu sie dowie z kim ma doczynienia pisząc o Ślązakach mając o nich pojęcie na poziomie pojmowania świata przez dziecko z przedszkola .



salutuj - Śro Wrz 09, 2009 10:34 am
"Katowice wciąż kojarzą się z przemysłem, kopalniami i brudnym powietrzem. - To efekt 40 lat propagandy - mówi rzecznik miasta
Nadal pokutuje stereotyp "czarnego Śląska" - wynika z ogólnopolskich badań wrocławskiej firmy Imas International. - Zapytaliśmy internautów o opinie na temat 14 miast. Uznaliśmy, że zdanie użytkowników sieci może być cenne i warto je skonfrontować z akcjami promocyjnymi miast - mówi Daniel Michalski, specjalista w Imas International."

http://miasta.gazeta.pl/katowice/1,3501 ... autow.html

Reprezentatywną grupę 502 internautów zapytano, co sądzą o Katowicach. Aż 47 proc. kojarzy miasto z przemysłem, a pytani o szczegóły najczęściej wymieniali kopalnie oraz węgiel, rzadziej huty. 10 proc. badanych twierdzi, że powietrze jest tu brudne, a nad miastem unosi się smog. Niestety, internauci nie potrafili wskazać zbyt wiele miejsc, z którymi kojarzą Katowice. Najwięcej (5 proc.) wymieniło dworzec PKP, ale z zaznaczeniem, że jest brudny i niebezpieczny."



bidzis004 - Śro Wrz 23, 2009 7:36 am
Dzisiaj oglądałem poraz kolejny "Nauke Jazdy" na tvn'e , i uwazam że to jedna z najlepszych promocji GOPu jak nie najlepsza która funkcjonowała zwalczając pewien stereotyp i jezdząc autem widać bylo duzo kamienic familoków etc i tym samym ludzie z zewnątrz widzieli że jednak "Śląsk" może być kolorowy a nie tylko szary , pozatym pokazywała że Ślązak może też byc osobą medialną i nie pracuje tylko w kopalni , etc.

Szkoda że jednak juz nie emitują a redakcja tvn nie ma w zamiarach ponownej edycji dobrego programu , można zobaczyć powtórki co prawda pare lat temu kręcone aczkolwiek dobre na TVNie bodaj dziennie gdzies w granicach 3 w nocy.

Oglądaliście ? jak tak to jakie są wasze opinie na ten temat ?



Cuma - Śro Wrz 23, 2009 3:06 pm
Chyba masz racje. Pamietam raz jeden odcinek jak jeździli po katowicach i lektor mówiw coś w stylu "Katowice to dziś ogromny plac budowy..." Tylko wkurzały mnie pomyłki w lokalizacji. Raz jechali przez Nowy Bytom i lektor mówił że są w centrum Bytomia. W innym znowu odcinku stweirdzili że skrzyżowanie Wolności/Kościelna jest najbardziej ruchliwym w Rudzie Śląskiej A napewno w innych miastach podobne gafy strzelali



bidzis004 - Czw Wrz 24, 2009 4:50 pm
Na jednym z odcinkow dobrze widać Altusa jeszcze bez elewacji , pozatym dośc humorystyczne to jest i warto było oglądać .



maciek - Pon Paź 05, 2009 12:43 pm
Czy ktoś z Was oglądał wczoraj (04.10.2009) w TVP 1 o godzinie 23:00 film "Doskonałe popołudnie" niajakiego Przemysława Wojcieszka urodzonego w Jelczu-Miłoszycach ponoć uznanego twórcę kina niezależnego?

Film by mnie nie zainteresował, gdyby nie wątek górnośląski: Warszawiak z dobrego domu przeprowadza się do Gliwic aby tu skończyć studia, poznaje dziewczynę z Gliwic i postanawia się z nią ożenić. Pierdoły aż szczypie w... No nic, ale to w jaki sposób ten pan przedstawia G. Śląsk był tak obrazowy i tak jednoznaczny, że aż nie można było tego nie obejrzeć do końca. Niestety nie dlatego, że jest tak fajnie, ale dlatego że już gorzej tego zrobić nie można. Tu nie ma zdjęć pokazujących Gliwice z tej normalnej strony, którą ja znam, bo tam mieszkałem i studiowałem, ale od strony, której nawet nie dostrzeżesz jeśli bardzo chcesz, bo jak każde GŚ miasto jest zróżnicowane. Jednak autor tak sprytnie zmontował sceny, aby obraz przedstawiał nędzę i rozpacz. Parę przykładów:
- wszystkie sceny są kręcone wyłącznie w częściach miasta lub innych miast GOP za które nie dalibyście 5gr,
- wszysktkie sceny z okien samochodu czy pociągu to wyłącznie rudery, bo już nawet nie familoki,
- szczytem przedsiębiorczości ludzi na śląsku jest masarnia byłego górnika - ojca panny młodej,
- tu nie ma stacji kolejowych a matka głównego bohatera - Warsiawianka wysiada na nasypie kolejowym, kiedy przyjeżdża do syna.
Oczywiście Warszawa przedstawiona jest jako kraina mlekiem i miodem płynąca.

SKANDAL to mało powiedziane. Obejrzyjcie to proszę i wyraźnie swój pogląd zanim nie napiszę jakiegoś email do tego "twórcy" kina niezależnego.



Prince - Pon Paź 05, 2009 1:20 pm
Na forum wielokrotnie poruszaliśmy już tą sprawę. Wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że mamy już dosyć pokazywania Śląska w takim świetle tymbardziej, że jest to kłamliwe i krzywdzące.

Absolutnie popieram Twój pomysł napisania email-a do reżysera. A może powinniśmy taką wiadomość wysłać jako całe forum i wspólnie się pod tym podpisać?



salutuj - Pon Paź 05, 2009 1:28 pm
ja mysle ze pora nakrecic amatorski film o syfie w Krakowie Warszawie i innych gorolowach i wrzucic a U2B, moze nie bedzie to kino dla wymagajacych, ale na pewno niezalezne, a i zobaczy je sporo ludzi, moze wiecej jak w tv.



ellilamas - Pon Paź 05, 2009 1:31 pm
Widziałem ten film... tragedyja - na żadnym ujęciu nie rozpoznałem mojego miasta... jeśli sceny były kręcone w Gliwicach, to chyba tylko w jakimś obskurnym zakątku w Sośnicy. Region przedstawiony jako zagłębie biedy.



maciek - Pon Paź 05, 2009 1:39 pm

Na forum wielokrotnie poruszaliśmy już tą sprawę. Wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że mamy już dosyć pokazywania Śląska w takim świetle tymbardziej, że jest to kłamliwe i krzywdzące.

Absolutnie popieram Twój pomysł napisania email-a do reżysera. A może powinniśmy taką wiadomość wysłać jako całe forum i wspólnie się pod tym podpisać?


Ja mam ambiwalentny stosunek do wszelkiego rodzaju takiego piśmiennictwa. Odpowiedź jaką uzyskasz od "twórcy", czy "sponsora" jego "dzieł" będzie taka, że to artysta i ma prawo. I tu trzeba przyznać im rację. No chyba, żeby środowiska twórzcze regionu przekonać do takiego listu do ministra, czy kto tam daje im kase na te ich wypociny. Wiecie, oni się trzymają razem, jak adwokaci adwokatów, architecki architektów



Prince - Pon Paź 05, 2009 2:08 pm
Może to naiwne co napisze ale uważam, że film jest robiony przede wszystkim dla widza. A skoro widz katygorycznie się z nim nie zgadza to znaczy, że film jest do bani.

Dlatego moim zdaniem warto coś taiego napisać chociażby dlatego, żeby chociaż zasygnalizować sprzeciw.

Tak na marginesie przecież milczenie oznacza przyzwolenie.



Cuma - Pon Paź 05, 2009 2:16 pm
Dajcie znać kiedy i gdzie podpisać



maciek - Pon Paź 05, 2009 2:18 pm
A kto pisze o milczeniu? Ja zamierzam do tego pana napisać, ale czy od razu należy pisać pisma, petycje, stanowiska komitetu partii? Skoro film jest dla widza to jest odbierany indywidualnie przez każdego inaczej. Trzeba znaleźć email do tego pana i pojechać po nim jak tylko się da, byle w granicach prawa i przyzwoitości. Wolę krótko emocjonalnie i na temat niż rozważnie i przeciągając. Skoro jest artystą to lepiej zrozumie taki przekaz aniżeli długie wywody na temat wyższości masła nad margaryną.



mark40 - Pon Paź 05, 2009 4:34 pm
Jak ktos znajdzie meila niech wklei.



rasgar - Pon Paź 05, 2009 5:52 pm
Prawda, Panowie i Panie, jest taka, że utartego stereotypu nie zmienimy w ten sposób. Listy i petycje można pisać, ale (pardon) g... to da, bo zaraz znajdzie się kolejny "twórca kina niezależnego", który wymyśli sobie w fabule krajobraz nędzy i rozpaczy i bez namysłu przyjedzie do nas - idąc tropem stereotypu. A jak nie znajdzie od razu czegośÂ to będzie szukał aż znajdzie (a ma w biedniejszych okolicach do wyboru, do koloru).

"Niestety" wygląda na to, że żeby zmienić ten stereotyp, trzeba wziąść się za nasze otoczenie. Porządnie.

Powiedzmy sobie szczerze - "najbardziej reprezentacyjne" (pierwszy obraz po przyjeździe): okolice dworca PKP, PKS, autokarowego - nie pomagają nam tego stereotypu zwalczać.

Teraz, obarczeni tym stereotypem, nie możemy poprzestać na tym, żeby "gonić" inne miasta, musimy je znacznie wyprzedzić, żeby ktoś zmianę trendu zauważył



maciek - Pon Paź 05, 2009 6:25 pm

Jak ktos znajdzie meila niech wklei.

Nie mogę znaleźć. Kolo widocznie nie istnieje skoro nie ma go nawet na NK Szukam dalej.



absinth - Pon Paź 05, 2009 6:34 pm

Ja mam ambiwalentny stosunek do wszelkiego rodzaju takiego piśmiennictwa. Odpowiedź jaką uzyskasz od "twórcy", czy "sponsora" jego "dzieł" będzie taka, że to artysta i ma prawo. I tu trzeba przyznać im rację.

zgadzam sie.

Ja raczej czekam na przebudzenie po slaskiej stronie i pokazanie regionu inaczej niz "gornik bez nogi pije w bramie familoka z mlodym bezrobotnym" przez tworcow stad. Nie ma co sie bawic w cenzure i domaganie sie zeby nie pokazywac Slaska tak czy inaczej. Mozna to co najwyzej skomentowac, ze to owszem jest fragment, ale tylko frament rzeczywistosci. Najlepszym jednak komenatrzem byl by film, ktory pokazywalby cos innego niz taki stereotyp.

Inna rzecz, ze na Slasku niestety sporo dzielnic tak wyglada ja w tych filmach



kaspric - Pon Paź 05, 2009 7:10 pm
^^ od pewnego czasu mam wrażenie, że sami sobie wbijamy w tej kwestii samobója. Promocja skupia się praktycznie tylko na dziedzictwie rewolucji przemysłowej, efekt jest taki, że tylko z tym dziedzictwem jesteśmy kojarzeni.



absinth - Pon Paź 05, 2009 7:13 pm
bieda, alkoholizm, patologia to nie dziedzictwo przemyslowe.



kaspric - Pon Paź 05, 2009 8:07 pm
^^ nie o to chodzi. GŚ jest różnorodny nie tylko w kontekście wojewódzkim (góry, Silesia, jura etc.), ale w obrębie samej metropolii. Mam wrażenie, że nie promuje się tego, że poza dziedzictwem pzemysłowym mamy w metropolii więcej, może nic wyjatkowego, ale jednak jest coś poza tymi kopalnianymi muzeami i innymi zabytkami techniki. To wszystko samo w sobie byłoby niewielką atrakcją, ale w kontekście tej całej spuścizny ma znaczenie.
Zupełnie inaczej odbierany jest np dawny szyb przerobiony na centrum kultury, jeśli podkreśla się to, że obecnie leży w centrum tętniącego życiem miasta. Niestety cały czas musimy to podkreślać, bo wiedza o GŚ jest taka, jak w tym marnym filmie.



MarcoPolo - Pon Paź 05, 2009 8:24 pm
1.Powinno się powyburzać dzielnice biedy
2.Powinno się promowac metropolie i swiadomosc tego co tu mamy dobrego wsrod nas samych



absinth - Pon Paź 05, 2009 8:27 pm


Śląskie. Przewodnik Pozytywny
Już w październiku atrakcje województwa śląskiego w Empiku

Województwo śląskie to jedna z najciekawszych i najbardziej zaskakujących turystę części Polski. Są tu oczywiście - od dawna kojarzące się ze Śląskiem - wielkie miasta, kopalnie oraz inne unikatowe zabytki techniki, ale w tej niezwykłej krainie nie brak też atrakcji innego typu, choćby takich jak najsłynniejsze polskie miejsce pielgrzymkowe - sanktuarium na Jasnej Górze, potężne ruiny zamków na Szlaku Orlich Gniazd czy jedne z najbardziej malowniczych polskich gór - Beskidy. Do poznania niezwykłych atrakcji śląskiego zachęca najnowszy przewodnik turystyczny "Śląskie. Przewodnik Pozytywny" wydany przez Śląską Organizację Turystyczną we współpracy z Programem PolskaTurystyczna.pl.

"Śląskie. Przewodnik Pozytywny" to jak do tej pory najbardziej obszerne wydawnictwo, pokazujące bogactwo i różnorodność województwa śląskiego - wyjaśnia Agnieszka Sikorska, dyrektor biura Śląskiej Organizacji Turystycznej. - Tylko u nas poznać można żywą historię - wejść do wnętrza cieszyńskiej rotundy, którą wszyscy kojarzymy z 20-złotowego banknotu, wziąć udział w rekonstrukcji bitwy na zamku Ogrodzieniec, zjechać 320 metrów pod ziemię żeby zobaczyć przedstawienie teatralne w Kopalni Guido w Zabrzu, czy dopingować naszych sportowców w legendarnym katowickim Spodku. Architektura drewniana, sporty (nie tylko)ekstremalne, wielkie wydarzenia czy, będący prawdziwym turystycznym hitem, Szlak Zabytków Techniki - wszystko to można zobaczyć tylko w Śląskim - dodaje.

Oprócz opisu ciekawych zabytków i zakątków oraz miast i miejscowości na 336 stronach przewodnika prezentowane są również przydatne informacje praktyczne. Autorka, która przemierzyła województwo śląskie wzdłuż i wszerz podpowiada m. in. gdzie przenocować i posilić się w poszczególnych miejscowościach. Po śląskim podróżowała ze swoim synkiem, w przewodniku znalazły się więc również przydatne wskazówki dla rodzin z dziećmi. Autorka stworzyła też subiektywne propozycje 1- lub 2-dniowych wycieczek, pozwalających zobaczyć różnorodne atrakcje znajdujące się blisko siebie - trasy te można pokonać samochodem, rowerem lub pieszo. Całości dopełnia mnóstwo barwnych fotografii, rysunków i mapek czy ciekawostek w ramkach.

Wydanie przewodnika zostało dofinansowane z budżetu Samorządu Województwa Śląskiego i promowane jest w ramach kampanii "Śląskie. Pozytywna energia".

„Śląskie. Przewodnik pozytywny" - sieć sklepów Empik, cena: 19,90 zł



http://www.silesia-region.pl/wiadomosc.php?id=3501

fajnie, ale mi brakuje czegos takiego:


Książka "Zrób to w Warszawie! Do it in Warsaw!" Już jutro w sprzedaży
14-05-2008
Komunikat prasowy

Przejedź się autobusem z pętli do pętli, wypij kawę przy stoliku z najlepszym widokiem, wyrusz tropem różu, zjedź ciastko w szalecie lub rybkę na statku... Książka "Zrób to w Warszawie! Do it in Warsaw!", polsko-angielski alternatywny przewodnik "Gazety Co Jest Grane" po Warszawie, ukaże się 15 maja.

"Zrób to w Warszawie! Do it in Warsaw" to nietypowy, trochę zwariowany i bardzo subiektywny przewodnik po Warszawie. Zawiera opisy najciekawszych, niestandardowych miejsc i zakamarków, a także propozycje miejskich aktywności. W książce znajdą się też teksty o Warszawie widzianej oczami ludzi kultury, artystów, aktywistów z organizacji pozarządowych, którzy kształtują pozytywny wizerunek miasta, autorstwa m.in. Agaty Passent, Bogny Świątkowskiej, Macio Morettiego, Vienia i wielu innych.

W przewodniku pojawią się informacje, jak spędzić czas w Warszawie - co zjeść, gdzie się bawić, gdzie kupić atrakcyjną pamiątkę, w którym teatrze zobaczyć dobry spektakl, a które miejsca lepiej omijać szerokim łukiem. To Warszawa, którą dziennikarze stołecznej redakcji "Gazety Wyborczej" odkrywają codziennie.

Książkę napisali Agnieszka Kowalska i Łukasz Kamiński, dziennikarze stołecznej redakcji "Gazety Wyborczej", a wydała Agora SA (format 165 x 216 mm, 272 strony).

Książka będzie promowana w telewizji (MTV Polska, TVP Warszawa), radiu (TOK FM, Antyradio, Radio PiN), prasie (autopromocja w stołecznych wydaniach "Gazety Wyborczej", "Gazety Co Jest Grane" oraz "Metra"), internecie (Gazeta.pl/warszawa) oraz na outdoorze (billboardy na terenie Warszawy).

Kreację kampanii przygotował dział promocji stołecznej redakcji "Gazety Wyborczej", spot radiowy wyprodukowało Jasiński/Stadnicki Advertising, a media zaplanowała Grupa Radiowa Agory Radiowe Doradztwo Reklamowe i Starlink.



GoldBoy - Pon Paź 05, 2009 8:56 pm
Jak dla mnie to zupełnie nie jest tak, że reklamujemy kopalnie Guido czy Browar Tyski i przez to jesteśmy kojarzeni ze kopalniami, hutami czyli brudem i biedom. Przecież Poznań chwili się Starym Browerem, a Łódź Manufakturą. Wizerunek, że Śląsk = kopalnie i huty itd. To efekt PRL i przemian po 89. Dzisiaj tak naprawdę nie ma jakiegoś silnego symbolu który "przykryłby" ten przykry i po części nieprawdziwy wizerunek. Jedyne co do masowej świadomości się przebija to Spodek i SŚ i imprezy tam organizowane. Metropolia tkwi w apatii, widać to w WPKiW, w jakości miejsc pracy, widać po nieremotowanych kamienicach - owszem są pewnie setki remontowanych kamienicach, ale giną w tysiącach tych zaniedbanych, widać w stanie komunikacji miejskiej.
Moim zdaniem reklama może pomóc ale zmienić się muszą też miasta i to nie tylko katowicki Rynek.

ps. Tak trochę poza konkursem prezydent jakiego miasta chwali się, że w jego mieście produkcja przemysłowa jest większa niż we Wrocławiu



kaspric - Pon Paź 05, 2009 10:36 pm
^^ IMO sęk w tym, że żeby zacząć trafiać do świadomości ludzi, że GŚ jest wyjątkowy, najpierw trzeba trafić z tym, że jest "normalny"



d-8 - Wto Paź 06, 2009 9:18 am
ja nie rozumiem jednego - tego głupiego pędu żeby na siłę nie kojarzono nas z kopalniami !

a z czym ? przecież kopalnia to super rozpoznawalny obiekt / obszar / architektura !!!

należy właśnie przy wykorzystaniu dotychczasowego symboli ( szyb kopalniany, ceglate budynki, taśmociągi, wieże ciśnień itd itp ) bądź innych typowych industrialnych budowli promować przez nowe funkcje tak jak to miało miejsce w przypadku festiwalu 'nowa muzyka' gdzie właśnie w kopalnianej przestrzeni zapodano kulturę przez duże 'k' !



salutuj - Wto Paź 06, 2009 10:02 am
tu chodzi o skojarzenia pokrewne
kopalnia - gornicy niegdysiejsza zazdrosc o prace, dzis o emerytury
kopalnia - przemysl, huty kominy dym i pyl i szarosc i brud i kwasne deszcze
etc.

sol jest krysztalowa, zloto ekskluzywne, a wegiel czorny brudny i robi dym jak sie hajcuje i tak oto kopalnia kopalni nierowna.



kaspric - Wto Paź 06, 2009 3:54 pm
Ależ Dominiku właśnie Nowa Muzyka jest doskonałym przykładem, jak to powinno się robić! Bez zbędnego rozczulania się nad historią tego miejsca, po prostu wykorzystano zajefajną przestrzeń w mieście. Kto był na NM, ten musiał odnieść wrażenie, że to jest impreza miejska, a nie impreza w skansenie.
A samo miejsce nie było głównym czynnikiem ściągającym ludzi, tylko lineup. I dopiero potem przyszło zaskoczenie "przecież tu jest zajebiście!"

Nie chodzi o na siłę nie kojarzenie nas z kopalniami, ale o to, żeby zacząć kojarzyć też choćby z miejskością.
Zresztą Paweł to dobrze opisał co do skojarzeń.



d-8 - Wto Paź 06, 2009 5:04 pm
to też ja w prostych słowach wyrażam swoją opinię.

skończyć chrzanić, że kopalnie to ostanie zło.

pokazywać ile się da takich przykładów jak 'nowa muzyka' !

i skojarzenia się przekonwertują



brysiu - Śro Paź 07, 2009 7:41 pm
No to ja odpowiem inaczej - jak będziecie kiedyś w pobliżu jakiegoś saloniku prasowego, weźcie do ręki najnowszy National Geographic (nr 10/09).

W środku - fotorepotaż p. Tomasza Tomaszewskiego z tekstem p. Dariusza Kortko z GW, z bardzo ciekawymi podpisami. Plus - Za Kulisami (czy jakoś tak) pod koniec numeru. Podczas czytania aż mi się wilgotno pod oczami zrobiło (serio).

Naprawdę radzę.

Wtedy wszelkie wątpliwości co do tematu promocji naszego regionu wydają się być wręcz śmieszne.
A, będąc Ślązakiem z dziada-pradziada jakoś tak nawet w mojej robocie nie potrafię spokojnie usiedzieć - muszę coś robić: tu przestawić, tam pokrzyczeć, gdzie indziej - poprzerabiać. To dopiero Etos Pracy (;-P)...

PS. Nie traktować tego jako reklamę - ot, ciekawostkę znalazłem w "comiesięcznej prasie polskojęzycznej"...;-P



bidzis004 - Pią Paź 09, 2009 3:19 am
Znalazłem coś pozytywnego o nas i sie tak zastanawiam cz można by zorganizować na większą skale jakiegoś ogólnopolskiego spotkania fotografów etc tak aby na zdjęciach odkryli to co dobre i złe wykkorzystany potencjał i ten brzydki niezrewitalizowany , chodzi o to aby dotrzeć do przeciętnego kowalskiego dla którego Śląsk jest mało atrakcyjny , najlepiej dotrzeć do własnie grupy fotografów którzy sie Śląskiem zafascynują i będą mieli zgoła inne zdanie niz reszta ogolądającychn ich zdjęcia co w dłuzszej perspektywie zmieni obraz naszego regionu z wiecznie kopalnianego na dynamiczny bo taki zaczyna sie stawać , może macie jakieś inne pomysły? , kolejna sprawa Mark40 w tamtym roku zrobił dobrą akcje na sky (Silesia wakacyjną porą) , może by tak zorganizować coś podobnego w jesienno zimowej sceneri? , juz z ciut innymi miejscami tak ażeby sie to nie powtarzało , chociazby teren dsd w Bytomiu jest atrakcyjną miejscówką która jest skryta a warto by ją wyreklamować chociazby dla nas samych , na scc mamy pare wątków o Silesi jako takiej i Katowicach co z tego skoro mało kto tam wchodzi oprócz nas samych? w czym tkwi problem?

Może zamiast Silesia GOP wrzucic jakiś tytuł zgoła inny tak aby sam tytuł nie odstraszał kogoś kto ma stereotypowe nastawienie a zachęcał do wejścia nie mówie nawet o samym scc ale takie akcje trzeba zorganizować abyt pokazać skarby naszej Silesi na róznych forach tego typu .

Proponuje wątek o takim tytule , Silesia raj dla fotografów czy jakos to ubrać w dobre anglojęzyczne słowa i na scc na miedzynarodowy i na mnóstwo innych for czy to o studentach czy turystycznych , o architekturze , tak aby przekonali sie wkoncu jaki jest GOP jaki ma potencjał , to kazdy z nas wie ale pokazmy razem chociaz te dobre strony jak to najklepiej zrobił mark40.

http://podrozeksztalca.blox.pl/html/131 ... tml?7,2009



maciek - Pią Paź 09, 2009 7:26 am
^ Jasne, że można i to dośc prosto. Tak, jak i aktorzy chętnie biorą udział w zawodach tensiowych, tak i fotografowie chętnie wezmą udział w nazwijmy to warsztatach połączonych z konkursem. Idea jest prosta - zaprosić parę sław, zaprosić znanych, zaprosić tych, którzy znani w tej branży być mogą - zapłacić im za 2-3 dni w hotelu, zadać zadanie polegające na na przykład jakimiś filozfoicznym przdstawieniu czegoś tam, potem komisja w składzie innych znawów wybierze zwycięzce i co? Sukces murowany i nie dlatego że tu przyjadą a dlatego, że będą mieć żarcie i wódkę za darmo, którą wypiją we własnym gronie. Wiem, że to brzmi może i niesmacznie, ale tak jest. Przyjemne z pożytecznym. Swego czasu rozmawiałem z pewnym bardzo znanym aktorem, który o zawodach tenisowych artystów w Bielsku mówił z wielką pasją, ale wyraźnie dało sie odczuć, że przede wszystkim to darmowe żarcie i nocleg i spotkanie z kolegami z branży zrobiły na nim największe wrażenie

Swoją drogą to świetny pomysł na promocję regionu i w zasadzie dość tani. Trzeba tylko znaleźć sponsora, opiekuna (np. ASP) i jazda.



absinth - Pią Paź 09, 2009 5:04 pm

Znalazłem coś pozytywnego o nas i sie tak zastanawiam cz można by zorganizować na większą skale jakiegoś ogólnopolskiego spotkania fotografów etc tak aby na zdjęciach odkryli to co dobre i złe wykkorzystany potencjał i ten brzydki niezrewitalizowany , chodzi o to aby dotrzeć do przeciętnego kowalskiego dla którego Śląsk jest mało atrakcyjny , najlepiej dotrzeć do własnie grupy fotografów którzy sie Śląskiem zafascynują i będą mieli zgoła inne zdanie niz reszta ogolądającychn ich zdjęcia co w dłuzszej perspektywie zmieni obraz naszego regionu z wiecznie kopalnianego na dynamiczny bo taki zaczyna sie stawać , może macie jakieś inne pomysły? , kolejna sprawa Mark40 w tamtym roku zrobił dobrą akcje na sky (Silesia wakacyjną porą) , może by tak zorganizować coś podobnego w jesienno zimowej sceneri? , juz z ciut innymi miejscami tak ażeby sie to nie powtarzało , chociazby teren dsd w Bytomiu jest atrakcyjną miejscówką która jest skryta a warto by ją wyreklamować chociazby dla nas samych , na scc mamy pare wątków o Silesi jako takiej i Katowicach co z tego skoro mało kto tam wchodzi oprócz nas samych? w czym tkwi problem?

Może zamiast Silesia GOP wrzucic jakiś tytuł zgoła inny tak aby sam tytuł nie odstraszał kogoś kto ma stereotypowe nastawienie a zachęcał do wejścia nie mówie nawet o samym scc ale takie akcje trzeba zorganizować abyt pokazać skarby naszej Silesi na róznych forach tego typu .

Proponuje wątek o takim tytule , Silesia raj dla fotografów czy jakos to ubrać w dobre anglojęzyczne słowa i na scc na miedzynarodowy i na mnóstwo innych for czy to o studentach czy turystycznych , o architekturze , tak aby przekonali sie wkoncu jaki jest GOP jaki ma potencjał , to kazdy z nas wie ale pokazmy razem chociaz te dobre strony jak to najklepiej zrobił mark40.

http://podrozeksztalca.blox.pl/html/131 ... tml?7,2009


w tym temacie:


Polecam:



Śląsk nie jest czarno-biały, jest kolorowy
Rozmawiał Łukasz Kałębasiak 2009-09-06, ostatnia aktualizacja 2009-09-07 12:46:02.0

- Kojarzyłem ze Śląskiem obrazy czarno-białe, nieprzyjemne, depresyjne i brudne, a znalazłem kolory i piękno. To najprzyjemniejsze doświadczenie, jakiego doznałem w ostatnich latach - opowiada o swoich wrażeniach z pracy na Śląsku fotoreporter Tomasz Tomaszewski

Rozmowa z Tomaszem Tomaszewskim

Łukasz Kałębasiak: W październiku zostanie wydany wyjątkowy numer "National Geographic", w dużej części poświęcony Górnemu Śląskowi w Pana obiektywie...

Tomasz Tomaszewski: Ten numer będzie celebracją 10-lecia polskiej edycji magazynu, a Śląsk głównym reportażem reprezentującym Polskę. W ramach licencji mamy prawo do krótkich materiałów dotyczących lokalnych wydarzeń, a raz na jakiś czas polska redakcja może zaprezentować większy materiał. To się nie zdarza często, bo czasy są trudne. W zeszłym roku takim właśnie poważnym materiałem był mój reportaż na temat kondycji polskiej wsi pt. "Rzut beretem".

Kiedy skończyłem tę historię ukazującą szczególny aspekt wsi, jakim są dawne PGR-y oraz ludzie tam pracujący, pomyślałem, że może kolejnym rozdziałem mojej opowieści o Polsce będzie historia honorująca ludzi zatrudnionych w ciężkim przemyśle.

I pomyślał Pan o Górnym Śląsku.

- Tak, gdyż wydawał mi się z wielu powodów idealnym wyborem. Przede wszystkim dlatego, że większość z nas ma w głowie wyciśniętą matrycę: ciężka praca, pot, etos, wysiłek. Śląsk od razu się z tym kojarzy.

Po drugie, jakoś mnie ten Śląsk magnetycznie przyciąga, również dlatego, że tak niewiele na jego temat wiedziałem. Mam tutaj znajomych, przyjeżdżałem z kolejnymi wystawami, ale to były krótkie wizyty i z tym prawdziwym Śląskiem nie miałem tak naprawdę wiele wspólnego. Pomyślałem więc, że skoro ja, który sporo podróżuje, tak niewiele o tym regionie wiem, to nie jest chyba wielkim nadużyciem stwierdzenie, że większość ludzi w Polsce również mało wie o Śląsku.

Dziś niektóre dzieci myślą, że mleko pochodzi z fabryki mleka i w ogóle nie kojarzą go z krową. To samo zaczyna dotyczyć pracy i wysiłku. Za czasów komuny były częścią propagandy. To spowodowało, że teraz fotografowie rzadko poświęcają czas na penetrowanie tych tematów. Oczywiście pojawiają się, ale mają charakter interwencyjny, dość ponury. Jeżeli zdjęcia o Śląsku, to tylko czarno-białe. Koniecznie hałdy, zatrucie środowiska, bose dzieci usmolone pyłem węglowym. Materiału, który honoruje ten nieprawdopodobny wysiłek, ale również związane z nim niebezpieczeństwo, i pokazuje to wszystko w kolorze, nie znam.

Ten reportaż też chciał Pan zrobić w czerni i bieli...

- To było moje pierwsze skojarzenie. Ale dostałem szlaban w polskiej redakcji. Na szczęście dla siebie uległem namowom i dzięki temu przeżywam tu rodzaj nirwany.

Opowiadam historię, która w dużej części zaprzecza temu, co i ja do tej pory również kojarzyłem ze Śląskiem. Wszystkiemu temu, co wcześniej obejrzałem, a co było czarno-białe, nieprzyjemne, depresyjne i brudne. Znajduję tu, w tych miejscach i twarzach ludzi, niesamowicie dużo piękna. Ze wszystkich moich podróży to najprzyjemniejsze doświadczenie, jakiego doznałem w ostatnich latach!

Dlaczego?

- Odkrywam tutaj wiele bardzo dobrych cech, które świadczą o tym, że Śląsk nie dał się staremu systemowi zniszczyć, jak stało się to w bardzo wielu innych regionach Polski. Być może to wynik zjawiska "oblężonej twierdzy", które powoduje, że ludzie bardziej ze sobą współpracują. Ta wewnętrzna solidarność trzyma ich mocno. Tutaj takim zagrożeniem była propaganda. Niby Gierek kazał wszystkich górników kochać, ale z drugiej strony sączono nam jad do głowy, że w gruncie rzeczy nie wiadomo, czy Ślązacy to Polacy, a może Niemcy? Więc raczej trzeba na nich uważać.

Odczuwam dzisiaj coś zupełnie odwrotnego. Wydaje mi się, że tutaj nikt nie może się czuć obcy. W każdym razie ja nigdy się tak nie poczułem. Podoba mi się to, że ludzie tu są niezwykle tolerancyjni. Niczego nie muszę tłumaczyć. Rzeczy, które robię podczas pracy, i to, czym się interesuję lub zachwycam, w wielu częściach Polski byłyby powodem do złośliwych, nieprzyjemnych komentarzy: a po co to Panu?, a o co chodzi? Tutaj tego w ogóle nie ma!

Jacy w takim razie są Ślązacy?

- Gdy ludzie tylko wyczuwają dobrą energię, od razu się otwierają. Dostrzegam też dystans do samego siebie, skromność tych ludzi. Nie próbują się wymądrzać. Wiedzą swoje, ale nie wyrażają tego w żaden arogancki sposób. Ja już też trochę się znam: wiem, co to jest przodek czy ściana, ale miałem do czynienia z zawodowcami, którzy nigdy nie próbowali mnie upokorzyć, że nie mam tak naprawdę o tym pojęcia.

Poza tym ludzie mają tutaj poczucie humoru. Lubią się śmiać. Przede wszystkim jednak ciężko pracują. Nie ma tu leserów, którzy próbują się gdzieś przespać na styropianie. To nieprawdopodobny etos pracy. Niezależnie, czy rozmawiam z dyrektorem kopalni, inżynierem czy niewykształconym człowiekiem, to po paru minutach zawsze wraca kwestia pracy.

Jest też pewien rodzaj zdrowego uporu związanego z tradycją i wyznawaniem wartości. Czuję, że ta społeczność jest znacznie zdrowsza niż wiele innych społeczności, które poznałem, robiąc chociażby reportaż "Rzut beretem", kiedy odbyłem 56 podróży po całej Polsce.

Jest wiele rzeczy, które mnie pozytywnie zaskoczyły na Śląsku. Po prostu fantastycznie się tu czuję! O ile w Warszawie zdarza mi się zaraz po przebudzeniu nie mieć zbyt entuzjastycznych myśli dotyczących nadchodzącego dnia, to tutaj nie mogę się doczekać, żeby wstać i gdzieś pojechać.

Krótko mówiąc: Śląsk Pana zaskoczył. Z jakim pomysłem na fotoreportaż przyjeżdżał Pan tutaj?

- Staram się nie wymyślać rzeczy, zanim ich nie zobaczę. Doświadczenie nauczyło mnie, że świat jest takim cudem, że mnie nie wystarcza wyobraźni, żeby przeskoczyć to, co rzeczywistość oferuje. Dlatego nie miałem "obrazu Śląska". Chciałem pokazać robotnika, człowieka, który coś produkuje rękami. Przyjeżdżając tutaj, nie zastanawiałem się, czym jest dla mnie Śląsk do momentu, kiedy nie wysiadłem z samochodu i nie przeszedłem się po kilku ulicach. Po prostu oszalałem! Poczułem, że kolory, z którymi mam tutaj do czynienia, są zupełnie innego rodzaju.

Pamiętam zdjęcia zadymionego Śląska z lat 70. Tego tutaj już nie ma. Byłem w jednym z miejsc, które najbardziej kojarzą się z ciężkim przemysłem, czyli w koksowni. Mają tam ekologiczną oczyszczalnię, w jednym ze zbiorników jest krystalicznie czysta woda, do której można by wejść i się wykąpać. Place nie są wysprzątane, ale wprost wylizane, a na środku rośnie piękny trawnik z kwiatami. I w tym miejscu się produkuje koks.

Tam trafił Pan też na konkurs ogrodniczy.

- Nie wiem, czy jestem w stanie o tym opowiedzieć, bo to dotykanie metafizyki. Trzeba sobie wyobrazić koksownię, gdzie ziemia jest czarna, i wąski pasek przy torach podzielony na cztery segmenty. Cztery brygady konkurują tam ze sobą o to, który ogródek jest najlepszy. Raz w miesiącu komisyjnie przydzielają sobie punkty i zliczają je pod koniec roku. Człowiek, który to wymyślił, pan Andrzej, pracuje tam 33 lata i zajmuje się środkową częścią. Na jej środku stoi kosz, do którego robotnicy nasypali ziemi i posadzili ulubione kwiatki. Jest kawałek ze studnią z drewna, kawałek z łabędziami zrobionymi z metalu i kawałek z gołębnikiem.

W gołębniku również Pan był...

- To również doświadczenie trudne do opisania słowem. Hodowcy mówią o tych ptakach jak o kimś, kogo darzy się nieograniczonym uczuciem. Ich wiedza na temat gołębi również poraża. Rano o godz. 4 byłem w miejscu, z którego wypuścili równocześnie 8 tys. gołębi, po czym następnego dnia pojechałem do miejsca, gdzie przylatywały inne gołębie. Kiedy zaczęły nadlatywać na podwórko w Piekarach Śląskich, wyglądały jak grudki węgla na niebie. A pan Stefan mówi, że właśnie pojawił się numer 384. Pytam: jak to? Przecież to jest czarny punkt na niebie! Ale gołąb wylądował, przeszedł przez elektroniczną klatkę i na ekranie zobaczyłem liczbę 384. Przez następną godzinę nadlatywały i gołębiarz precyzyjnie je identyfikował.

W tej ich miłości do tych ptaków jest coś metafizycznego, bo gołąb symbolizuje wolność i czystość. Przeciwieństwo tego, z czym oni mieli do czynienia, przez większość życia pracując pod ziemią.

Jak było pod ziemią?

- Byłem w metanowej kopalni Pokój w Rudzie Śląskiej. Przeszedłem tam 320-metrowy chodnik o wysokości 1,5 metra na poziomie 750. Jeszcze zanim do niego doszedłem, z trudem przypominałem sobie własne imię i nazwisko. Tam jest zwierzęca praca. Ale jest też coś zdrowego w powietrzu, co wynika z relacji między ludźmi. Po angielsku to się nazywa "rough", czyli szorstkość, ale w dobrym znaczeniu. Oni tam nie opowiadają banialuk, nie mydlą oczu, tylko mówią to, co czują. Bo każdy wie, że gdyby nie dokręcił śruby czy źle postawił podporę, to może przez niego ktoś zginąć - on sam albo kolega. Pod ziemią nie da się oszukiwać. Powietrze jest gęste od "braterstwa".

Chodząc z ratownikami górniczymi, miałem pewność, że niezależnie od tego, co by się wydarzyło, mogę liczyć na tego człowieka. Że on nie wpadnie w panikę, nie zacznie histeryzować. Byłem kilka razy w takich sytuacjach. Raz musiałem znokautować faceta, bo wpadł w histerię i wszyscy byśmy zginęli przez jego zachowanie. Tu miałem pewność, że jeśli coś by się wydarzyło i ten człowiek będzie musiał kogoś wyciągnąć z narażeniem własnego życia, to on to zrobi.

Mimo tej ciężkiej pracy, jaką wykonują górnicy, gdy przychodzi się do nich z dobrą energią i oni widzą, że nie mają do czynienia z facetem, który się boi własnego cienia, że ja też się staram, to natychmiast się otwierają. Mam masę zdjęć, których nie mogę wykorzystać, bo oni się na nich bez przerwy śmieją. Mówiłem im: chłopaki, przestańcie się do mnie śmiać, bo ja tutaj nic nie zrobię!

Mało komu udało się dotąd wejść z aparatem fotograficznym do łaźni...

- Ludzie komunikują się ze sobą na różnych płaszczyznach. Są miejsca, gdzie komunikacja werbalna jest na szarym końcu. Kiedy ja wszedłem do tej łaźni, nie miałem czasu na elaborat o tym, jak ważny jest to projekt, bo ich to nie interesuje, chcą po prostu wrócić do domu. Nie chcą być fotografowani na golasa, boją się złośliwych komentarzy. To wszystko powoduje, że zrobienie takiego zdjęcia nie jest proste. Ale nikt mi nie odmówił! To działo się w powietrzu. Wszedłem tam ze swoją energią i powiedziałem do nich tylko trzy słowa. Głęboko wierzę w to, że gdy ktoś myśli, że robiąc zdjęcia, robi coś złego, to robi coś złego. Ja nie sądzę, że robię coś złego, ale przeciwnie - że mogąc to pokazać, tworzę pewne dobro. Więc próbowałem im ten komunikat dostarczyć. Dlatego powiedzieli: no dobra, zrób to, tylko szybko, żebyśmy nie stracili za dużo czasu, bo żony czekają. I to się udało z trzema grupami ludzi. Starałem się, aby to było skromne, nie wulgarne, żeby nie odebrać im godności.

W tle slideshow z tych zdjęć, który mi Pan pokazał, płynęła piosenka Pink Floydów "Wish you were here", czyli "Żałuję, że cię tu nie ma". To właśnie chciałby Pan przekazać o Śląsku?

- To było moje pierwsze skojarzenie. Ponieważ dobrze się tu czuję, to po cichu myślę, że będę w stanie namówić ludzi, żeby tutaj przyjechali i nauczyli się tego koloru pracy i tego specyficznego zapachu, poznali tę nieprawdopodobną architekturę oraz miłych i życzliwie nastawionych do świata ludzi. Gdy ludzie zobaczą, jak tu jest ciekawie, to może niektórzy z nich przyjadą do Nikisza, na kluchy śląskie i moją ulubioną roladę.




maciek - Pią Paź 09, 2009 5:11 pm
^ W tym i nie tym. Pan TT zrobił akcję jednorazową na potrzeby NG, a można z tego zrobić naprawdę fajną rzecz. Konkurso-warsztaty dla fotografów to byłoby coś. Nie znam się na tym, ale może byłoby to coś zupełnie nowego, a na pewno na G. Śląsku.



bidzis004 - Pią Paź 09, 2009 6:00 pm
Druga sprawa mianowicie , czy istnieje taka możliwośc aby "Metropolia Silesia" zrobiły jakieś banery witające "Welcome to Silesia" na wiaduktach chociazby zaraz gdzies na Śośnicy i z drugiej strony zaraz za bramkami w Brzęczkowicach?

Chociazby tutaj przed sośnicą na tym wiadukcie , to jest szczyt niegospodarności że nie wykorzystujemy takiego potencjału





Ah jak chciało by sie tu widzieć las wiezowców nocą kiedy tego doczekamy?




m20 - Pią Paź 09, 2009 6:10 pm
Wydaje mi się, że nic poza znakami stricte drogowymi w obrębie autostrady wieszać nie wolno, ale moge sie mylic



bidzis004 - Pią Paź 09, 2009 7:15 pm
Wyszedł juz ten numer NG? ktoś wie?

Panowie zacznijmy działać a kolejne kamienice będą remontowane i będzie boom na kluby restauracje , zaczną tu na masową skale otwierać , to jest szczyt że tak wielki region tak wielka konurbacja a ludzie tak mało o nas wiedzą...
Zróbmy coś dla Śląska... rozruszajmy to wszystko jako GKW niech będzie wkoncu raz pozytywnie o nas głośno , głośno o miastach nie o wybuchu w kopalni , bo jak nie będziemy nic robic to dalej będą nas tak traktować a jest ku temu dobra myśl media się interesują trzeba to wykorzystać.
Mnie niestety na ssc zbanowali a mógłbym wiele zdziałać w tym kierunku , trudno się mówi.



Emenefix - Sob Paź 10, 2009 7:28 pm
Wyszedł. Niestety nienajlepszy materiał
Jestem zachwycony że trafilismy do NG
Przykro mi, że tekst ma wydźwięk

"Górnicy, pył, pot, łzy, szkody górnicze, Lipiny"



brysiu - Nie Paź 11, 2009 7:12 am
Szczerze powiedziawszy nie przesadzałbym tak.

Górnicy - i owszem: prywatne historie kilkorga z nich, poprzeplatane wątkami polityczno-społecznymi na tle przemian gospodarczych Polski (ale fajne zdanie mi wyszło;-P).

"Górnicy, pył, pot, łzy (...)" - to rozumiem, na tym polega praca górnika. Widzieć innych górników obok siebie, ocierać pył z oczu i pot z czoła, tęsknić za czasami, kiedy wszystko było prostsze (banał, ale jednak...).

"(...) szkody górnicze, Lipiny" - oj, pojechałeś, i to ostro, szczególnie z Lipinami. W tekście ni wzmianki o tym, a i na metaforę się nie nadaje.

Generalnie, gdy się spłyca wypowiedzi ludzi w tym tekście można odnieść wrażenie, że mowa jest tylko o "starych, dobrych czasach" i o tym, jak to na Śląsku brudno, czarno i w ogóle odpychająco. Ja widzę tu coś innego.

Ludzie opowiadający o swojej pracy jak o życiu. Wciągnięci w spiralę tradycji, od której nieliczni szukają ucieczki. Ale "zew kopalni" jest silniejszy - prędzej czy później trzeba było pójść i fedrować. Kopalnia, zakłąd pracy, stawał się życiem tysięcy ludzi, z czego miliony nie zdają sobie sprawy. Plus liczne historie o tym, jak to już na emeryturze dalej tęskno do pokładów i gdy obowiązek wzywa - jak w przytoczonej w tekście historii - nawet emerytowany sztygar ubiera się i idzie pomóc.

Tak, znam tych ludzi, wychowałem się w rodzinie górniczej i wiem, że tak jest naprawdę, że to nie wymysły red. Kortki.

Zdjęcia - pierwsza klasa, majstersztyk. Zawsze, gdy chodzi o artykuł o tematyce społecznej i przemian NG pokazuje ludzi pracy, przedsiębiorczych, ale nie czyściutkich i pachnących, tylko umazanych błotem czy w poplamionych i zapoconych koszulach. To właśnie cenię u fotografów NG - pokazywanie życia jakim jest, a nie jak sobie wyobrażamy, że powinno być.

Pytanie - czy artykuł pomoże w promocji Śląska?
Cóż - na pewno nie zaszkodzi. Kto czytał całość (włącznie z Kulisami) wie, że intencją Kortki i Tomaszewskiego było pokazanie regionu, w którym ceni się przede wszystkim szczerą i uczciwą pracę. To się moim zdaniem udało.



SPUTNIK - Śro Paź 14, 2009 6:48 pm
trochę z przymrużeniem oka



Praca i Rekrutacja: Wypadłeś za burtę? Zobacz, w jakich zawodach szybko wrócisz na pokład

Architekt? Farmaceuta? A może finansista?

W poniższym opracowaniu eksperci portalu przedstawiają analizę ogłoszeń o pracę w wybranych branżach, które ukazywały się w serwisie od stycznia do kwietnia tego roku. Raport wykazuje, że początek drugiego kwartału roku 2009 to powolny rozruch na polskim rynku pracy. Kwiecień pokazał, że pracodawcy zaczęli patrzeć na kryzys jako zjawisko, które motywuje do pozytywnych zmian i lekko reanimować zatrudnienie w firmach. Zaczęło pojawiać się nieco więcej ofert pracy dla speców od marketingu, turystyki czy programistów oraz finansistów.

- Zaczęto wykorzystywać ten czas na znajdowanie prawdziwych talentów. Wielu fachowców mogło wypaść za burtę, więc inne firmy chętnie złożyły im propozycję, by skorzystać z ich doświadczenia, płacąc mniej niż w roku ubiegłym – podsumowuje Joanna Piec-Gajewska, ekspert rynku pracy z Portalu Praca.pl. Liderami w ilości ogłoszeń o pracę są województwa: mazowieckie, śląskie i dolnośląskie. Najmniej ofert pracy przypada na województwo: lubuskie, podkarpackie, lubelskie i opolskie. Ten rok pokazuje, że pracodawcy niezależnie od profesji postawili na umiejętności sprzedażowe swoich pracowników, no bo skoro mamy kryzys, warto zatrudnić kogoś, kto oprócz swojej pracy, zadba także o ilość zleceń.

Co się zmienia?
→ pracodawcy szukają u kandydatów wielu umiejętności, które mogliby wykorzystać na jednym stanowisku
→ jeśli pracodawcy decydują się na rekrutację to robią to po to, by zaoszczędzić i takimi kryteriami się kierują, np. specjalista ds. marketingu powinien także mieć smykałkę handlową i jeździć z ofertą do Klienta
→ rynek pracy to rynek, na którym karty rozdaje pracodawca w przeciwieństwie do roku ubiegłego.

ANALIZA WYBRANYCH BRANŻ
Architektura ↑: liderem ofert dla architektów i projektantów jest Śląsk. Łatwo znaleźć pracę w Katowicach, ale także w Poznaniu i Wrocławiu.

Liderzy:
25% śląskie
10% wielkopolskie
7,3% dolnośląskie.

Śląsk to obecnie jeden z najciekawszych regionów, gdzie między architektami toczy się medialna dyskusja nad przebudową miasta. Pracują tu obecnie jedni z najbardziej rozpoznawalnych architektów w kraju, tacy jak Tomasz Konior czy Robert Konieczny, umieszczeni przez The European Centre for Architecture Art Design, na liście najlepszych architektów Europy. Czy Katowice mają szansę stać się stolicą architektów? – Niewątpliwie są branże, w których osoby do naśladowania zamieszkują konkretne miejsca. Łódź kiedyś kojarzona z włókiennictwem, obecnie bardziej kojarzy nam się z nowoczesnością Manufaktury. Sopot pretenduje do bycia miastem informatyków. Czy Katowice mają szansę być miastem projektantów? Liczba ofert najwyraźniej wskazuje, że zaczyna rodzić się tutaj potencjał – mówi Marek Karczewski, ekspert rynku pracy z Portalu Praca.pl. Ekspert dodaje jednak, że modne i pożądane zawody z tejże branży to także projektanci krajobrazu, fachowcy od zagospodarowania terenu. O tym czy Śląsk może stać się „mekką architektów” z pełną aprobatą wyraża się Joanna Piec-Gajewska, ekspert rynku pracy z Portalu Praca.pl, mająca na co dzień kontakt z pracodawcami z południa Polski. – Taka wiedza, że w danym miejscu żyją ludzie, których moglibyśmy podpatrywać, nauczyć się czegoś, daje wielu ludziom ochotę do zamieszkania i pracowania w innym miejscu. – dodaje Piec-Gajewska.

FINANSE ↓ W stosunku do roku poprzedniego nieco osłabiła się liczba poszukiwanych specjalistów w branże FINANSE, ale w tym sektorze o pracę nie trudno nawet w takich miastach jak: Lublin.

Liderzy:
26% mazowieckie
7,7% dolnośląskie
Początek II kwartału:
21% - mazowieckie,
10% śląskie,
8% pomorskie.

Warszawa i Wrocław wciąż odnotowuje duże zapotrzebowanie na finansistów. - Nie są to oferty banków. Tych w porównaniu z rokiem ubiegłym jest zdecydowanie mniej. Trend jaki obserwujemy w pierwszym kwartale i na początku drugiego, to zapotrzebowanie na ludzi z doświadczeniem bankowym do pracy w firmach doradztwa finansowego, gdzie znajomość bankowych produktów jest bardzo ważna – komentuje Joanna Piec-Gajewska, ekspert rynku pracy w Portalu Praca.pl. Dużo się mówi o kryzysie w bankowości, ale ofert w tym sektorze jest dużo w porównaniu z innymi branżami. Z zapotrzebowaniem na fachowców w sektorze finansowym zgadza się Michał Szkoła, dyrektor ds. sprzedaży z Finance Center Niezależni Doradcy Kredytowi.
- Obecny czas to dobry okres dla firm doradztwa finansowego. Można pozyskać do współpracy doświadczonego doradcę, który wie jak uzyskać dobre dochody dla siebie i firmy, w której pracuje. Posiada wiedzę jak inwestować w nowoczesne produkty finansowe i dynamicznie się rozwijać nawet w czasach spowolnienia. Efekt? Przede wszystkim mniejszy koszt "przejęcia" pracownika, bo można mu zaproponować mniejsze pieniądze za to samo stanowisko, a nawet wyższe – komentuje szef Finance Center. Michał Szkoła dodaje, że jest to oferta dla tych, którzy naprawdę potrafią sprzedawać produkty finansowe i robią to z czystej przyjemności. Dotyczy to także firm doradztwa finansowego, które potrafią prężnie działać na rynku w dobie kryzysu, ponieważ w ciągu kilku miesięcy 30% pośredników zaprzestało swojej działalności lub połączyli się miedzy sobą. Eksperci przewidują, że na tym samym poziomie do końca roku utrzymają się także oferty pracy dla bankowców.

FARMACEUCI: praca dostępna jest nawet w mniejszych miasteczkach takich jak Wisła – pracę farmaceuci mogą znaleźć niemal wszędzie.

Liderzy:
10% -śląskie,
10% mazowieckie
10% pomorskie.

Rynek pracy z pewnością hojny jest nadal dla farmaceutów, którzy poszukiwani są we wszystkich województwach. Ofert z lubelskiego, lubuskiego i kujawsko-pomorskiego jest jak na lekarstwo, ale biorąc pod uwagę wciąż rosnąca popularność pracy w aptece, oferty te zaczynają pojawiać się nawet w województwach, które mają niewiele do zaoferowania ludziom o profesjach bardzo pożądanych: takich jak księgowi czy kucharze. - Trudno mówić o kryzysie w przemyśle farmaceutycznym, zwłaszcza, że mamy do czynienia z okresem wiosennym, kiedy ruszają kampanie reklamowe: środków odchudzających, witamin, które mają poprawić nasz wygląd, ale to tylko jedna strona sukcesu rekrutacji w tej branży – podkreśla Marek Karczewski, ekspert rynku pracy z Portalu Praca.pl. Poza tym apteki prześcigają się w programach lojalnościowych dla Klientów, budują sieci, a firmy farmaceutyczne eksperymentują z opakowaniami przyciągając Klientów nowymi opakowaniami tych samych lekarstw. Dobrą informacją jest to, że duża liczba ogłoszeń skierowana jest do osób ze średnim wykształceniem.

Autor/Źródło
praca.pl



Prince - Czw Paź 15, 2009 9:35 pm
HISTORIA GIZY

On traci prace na kopalni, ona wszelkimi sposobami stara się utrzymać rodzinę. To oś fabularna "Ewy" najnowszej śląskiej produkcji filmowej według scenariusza i w reżyserii Adama Sikory oraz Ingmara Villqista. Zdjęcia rozpoczęły się właśnie w Katowicach i Świętochłowicach. Film opowiada historię Gizy, żony górnika, która po tym jak mąż traci prace sama musi zacząć zarabiać. Zaczyna od sprzątania domów, a kończy... No właśnie - tego dowiedzą się widzowie, którzy za rok wybiorą się do kina.
"Ewa" to historia rodziny, której w jednej chwili wali się świat. Przykładna matka i żona po tym, jak mąż traci pracę w kopalni, zaczyna pracę jako prostytutka. - Jest tam wiele trudnych scen, emocjonalnie bardzo silnych, ale ucieszyłam się, kiedy dostałam tę propozycję i oczywiście się nie wahałam, ale był taki moment zawahania, czy poradzę sobie z tą rolą - wspomina Barbara Lubos-Święs, która gra w filmie główną bohaterkę Gizę. Nie wahali się natomiast Ci, którzy tej produkcji jako jednej z ośmiu przyznali 400 tysięcy złotych ze Śląskiego Funduszu Filmowego. - Myśmy w tym roku mieli ponad 40 tytułów. To jest bardzo dużo tytułów. Wszystkie produkcje wydają się być bardzo dobre, ale to właśnie oceny ekspertów o tym decydują - tłumaczy Patrycja Młynarczyk, Centrum Sztuki Filmowej.

O tym, czy ta będzie równie dobra, gdy pojawi się na dużym ekranie, zadecydują przede wszystkim widzowie. Pierwsi już dziś pilnie patrzyli filmowcom na ręce. - Lubię poznawać nowych ludzi, bo to jest bardzo ciekawe, zawsze czegoś nowego się dowiem. Zawsze coś podpatrzę jak powstaje film - mówi Zosia Marzec, która odwiedziła plan filmowy. Ale nie dla wszystkich taka przygoda to czysta przyjemność. Mieszkańcy świętochłowickiej dzielnicy Lipiny, która po raz kolejny gości filmową ekipę, kamery na ulicy traktują nieufnie - przyznaje Justyna Kramorz, która opiekuje się filmowcami. - Troszeczkę być może krytycznie do tego podchodzą. Jest to związane z tym, że nie zawsze te trudne dzielnice pokazuje się w dobrym świetle i być może taka nieufność jest z tym związana.

Niepotrzebnie - przekonują autorzy. - Bardzo nam zależy na tym, żeby nasz film był spojrzeniem bardzo ciepłym i ludzkim na Śląsk, naszą ojczyznę, bo jesteśmy narodowości śląskiej. I chcemy pokazać to wszystko, co w naszych bohaterach piękne - podkreśla Ingmar Villqist, autor scenariusza i reżyser "Ewy". W jedną z głównych ról wciela się Anna Guzik, która jak przyznaje, nie miała łatwego zadania. - Żeby nie wpaść w banał, trzeba troszkę pokombinować. Gram taką, a nie inną osobę, właścicielkę agencji towarzyskiej, no i żeby nie zrobić z niej ani potwora, ani... żeby nie pójść w żaden stereotyp - to jest najtrudniejsze - uważa aktorka.

Równie trudne jest, by w sposób niebanalny pokazać Śląsk i Ślązaków. Dlatego obsada została dobrana bardzo starannie. - Kluczem i bardzo ważnym elementem był język, żeby to była czysta gwara, aby aktorzy, którzy grają w tym filmie, nie starali się mówić gwarą, aby tę gwarę mieli we krwi, aby to był język prawdziwy - wyjaśnia Adam Sikora, reżyser i autor zdjęć do "Ewy".

Czy z filmowych wyżyn udało się spostrzec zwykłego człowieka i pokazać jego prawdziwą historię widzowie przekonają się za rok.

http://www.tvs.pl/informacje/17063/

wrzucę tutaj, szykuje się nam kolejne piękne przedstawienie Śląska. On bezrobotny ona staje się dziwką. Rzygać się chce. Czy ci wszyscy popieprzeni filmowcy nie mają już co robić tylko wymyślać takie tematy by ten region pokazać w najgorszym świetle. Na cholere wyrzucać tyle pieniędzy na promocję skoro oni takimi shitami wszystko zniszczą, szlag mnie trafia jak to widze



Prince - Pią Paź 16, 2009 11:36 am
halo czy już nikogo to nie rusza^^

Nie wydaje wam się, że trzeba coś z tym zrobić??



SPUTNIK - Pią Paź 16, 2009 1:08 pm

halo czy już nikogo to nie rusza^^

Nie wydaje wam się, że trzeba coś z tym zrobić??


to znaczy co ? połamać nogi głównej bohaterce ?

dopóki będą miejsca gdzie będzie można takie filmy kręcić to będą one powstawać i nie ma się co spinać jak kazachstan na borata.

w sopocie nie ma lipin, bobrka czy szopienic, więc tam takich filmów nie kręcą



m20 - Pią Paź 16, 2009 2:02 pm

halo czy już nikogo to nie rusza^^

Nie wydaje wam się, że trzeba coś z tym zrobić??


obejrzałeś materiał przy tym artykule czy tylko przeczytales ?

reżyser czuje się Ślązakiem, więc nie wiem skąd podejrzenia o szkalowanie czy eksponowanie fałszywym obrazem.



rasgar - Pią Paź 16, 2009 4:08 pm

nie ma się co spinać jak kazachstan na borata

Samo sedno.

Proszę opanować panikę na każde napomnienie o śląsku w mediach.



absinth - Pią Paź 16, 2009 7:52 pm
heh, nie byloby zle gdyby sie nam udalo wykreowac na miasto designerow i architektow

wizerunkowo swietnie



maciek - Pią Paź 16, 2009 7:56 pm

heh, nie byloby zle gdyby sie nam udalo wykreowac na miasto designerow i architektow

wizerunkowo swietnie


Tylko jak to zrobić?



absinth - Pią Paź 16, 2009 8:06 pm
na poczatek wykorzystac to co mamy, czyli Koniecznego, Koniora, Grabczewskich, MOHO design i przy kazdej okazji podkreslac ze sa zwiazani z Kato i ze dostali takie a takie nagrody, choc wiekszosc osob i tak nie bedzie miala pojecia o co chodzi to i tak troche tej chwaly splynie na miasto - tp zawsze dobrze brzmi ze ktos doceniony na swiecie mieszka "u nas w miescie" pod to podciagac z czasem kolejne mniejsze i wieksze imprezy zwiazane z projektowaniem, wykorzystac ASP i wychodzic z ciekawszymi projektami na ulice jak to robia w miescie partnerskim Katowic St. Etienne zeby to projektowanie widoczne bylo w miescie na ulicach a nie tylko w pracowniach i mediach. Olbrzymia rola czywiscie po stronie miasta... tia
no i pisze to co piszemy od kilku lat...



Prince - Pią Paź 16, 2009 9:46 pm

halo czy już nikogo to nie rusza^^

Nie wydaje wam się, że trzeba coś z tym zrobić??


obejrzałeś materiał przy tym artykule czy tylko przeczytales ?

reżyser czuje się Ślązakiem, więc nie wiem skąd podejrzenia o szkalowanie czy eksponowanie fałszywym obrazem.



Cuma - Pią Paź 16, 2009 9:59 pm
A w naszej konurbacji istnieje klaster "Architektura-Budownictwo-Geodezja", w którym zrzeszonych jest 15 firm. Istnieje Inkubator dla firm architektonicznych, projektowych i geodezyjnych. To także nasze atuty



Prince - Pią Paź 16, 2009 9:59 pm
Gdyby pójść o kroczek dalej całą Metropolię moznaby kreować jako miejsce świetnych architektów. Poza katowickimi gwiazdami Konieczny, Konior mamy w Bytomiu Medusagroup, która renomą nie odstępuje. Dodatkowo jest tutaj mnóstwo mniejszych wartościowych pracowni. Będzie tego spora gromadka. Wojciechowski, aim architekci, Venit, NXD i wiele innych.



bidzis004 - Pią Paź 16, 2009 10:48 pm
Problem w tym że głównie postrzegają nas za śluńsk czyli przemysl i wszystko co złe... tak więc trudno jest zmienić postrzegane niedawno miasta za syf a wówczas musieli by to zmienic wręcz o 180 stopni.

Szkoda bo mamy jednak zlepek nie trzymających sie kupy narzędzi które działając osobno nie tworzą jednej spójności wręcz rywalizują ze sobą tracąc przy tym duze możliwości to i tak wielki sukces że udało sie im wybić z Katowickiego marazmu , gdyby tak stworzyć jedno miasto Silesia wtedy wówczas dało by się racjonalnie promować rozwinięte na wysoką skale Śląskie biura a jak dotychczas to tylko Katowice moga sie na to miano wybić reszta to niestety aktualnie prowincja , nasze metropolitalne ambicje i zgoła aktualną sutuacje trudno będzie wykreować skoro bierze się pod uwage głównie Katowice , zapominając o równie sprawnie i dobrze rozwiniętej reszcie , i gdy takie trudności z Sołtysem na czele nie pozwalają wybić sie nad poziom miast wokoło trudno będzie sciągnąc ludzi do Katowic z ww prowincji , a co dopiero ich zatrzymać w Aglomeracji o emigracji ludzi z Katowic za niedługo mieszkanców będzie poniżej 300tyś i wtedy sie obudzą z ręką w nocniku , i to mówie ogólnie o całości nie tylko o biurach architektonicznych itd.



absinth - Pią Paź 16, 2009 11:29 pm
post z lutego 2009




Wstrząsający obraz życia na bogucickim Pekinie

Z hasłem "Pekin 2008" każdemu kojarzą się Igrzyska Olimpijskie. Taki też tytuł nosi najnowszy film dokumentalny Dagmary Drzazgi. Nie opowiada jednak o sporcie, ale o miejscu w katowickiej dzielnicy Bogucice.

Wystarczy tylko wejść między stare budynki, skręcając z ulicy Katowickiej, by stanąć oko w oko z problemami ludzi, którzy na co dzień mierzą się z biedą i brakiem perspektyw. Jedni pocieszają się alkoholem, drudzy pracą, choć przynosi marny dochód, a jeszcze inni marzą o przeprowadzce, czy szansie na lepsze życie dla swoich dzieci. Dotyczy Ślązaków, Cyganów i przyjezdnych, którzy w nowej rzeczywistości już się nie odnaleźli. Film będzie można zobaczyć w niedzielę o godz. 22.35 w telewizyjnej "Dwójce". Autorem zdjęć jest Mieczysław Chudzik.

- Jestem już po kolaudacji. Po raz pierwszy zdarzyło mi się, że pierwsi widzowie nie byli w stanie wykrztusić słowa. Byli porażeni. Potem powiedzieli, że film powinni obowiązkowo zobaczyć ministrowie, żeby wiedzieli, jak może wyglądać życie na takich podwórkach. Wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że osiągnęłam cel. Taki nie jest cały Śląsk, ale życie na Pekinie tak właśnie wygląda. Niczego nie skłamałam. Obserwowałam tych ludzi przez rok - przyznaje Dagmara Drzazga, dziennikarka Telewizji Katowice, autorka reportaży i filmów dokumentalnych. Na Pekin trafiła przypadkiem - tam powstawały zdjęcia do jednego z wątków filmu "Senność" Magdaleny Piekorz.
::: Reklama :::

- Przyjechałam na plan jako autorka cyklu "Zbliżenia filmowe". Jedno spojrzenie na ludzi, którzy zza firanek czy z klatek schodowych podglądali filmowców wystarczyło, by chcieć o nich opowiedzieć - mówi.
Regina Gowarzewska-Griessgraber - POLSKA Dziennik Zachodni

fajnie, ale jesli jeszcze ktos nakreci kolejny film o dramatyzmie zyciu na Slasku najlepiej z familokiem w tle, bylym gornikiem ktory stracil rente i nastolatkach pijacych wodke w bramie to puszcze pawia. Ja wiem, ze to jest czesc rzeczywistosci, ale ile mozna...
moze wreszcie by ktos nakrecil film o tym, ze ludziom cos sie na tym slasku udaje, o tym, ze sa tu dobrzy designerzy (Moho) architekci (Konieczny), etc, a tu znow... szkoda, ze jeszcze wysmianycego u Pieprzycy motywu biedaszybow nie ma...


dodajac, mnie tez juz takie filmy dawno temu zmeczyly, ale kluczem do sprawy nie jest zakazanie krecenie czegos takiego, lecz raczej zapracowania na wizerunek regionu dynamicznego, aby mozna bylo nakrecic 10 filmow pozytywnych, do tego jednak nam w rzeczywistosci daleko



Strona 15 z 19 • Wyszukano 2382 wypowiedzi • 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19
Copyright (c) 2009 | Powered by Wordpress. Fresh News Theme by WooThemes - Premium Wordpress Themes.