ďťż
[Śląskie] Muzea miejskie i tematyczne



Bruno_Taut - Pon Sie 22, 2005 7:50 am
Dzieje się coś w tej szacownej placówce? Zbiory mają fantastyczne. Największe wrażenie robi trzystuletni wóz strażacki z opactwa cystersów w Henrykowie na Dolnym Śląsku. Unikat na skalę europejską, a niemal nieznany. Jak wiele innnych także i to muzeum na Górnym Śląsku prowadzone jest bez polotu i rozmachu.




tremolo - Sob Paź 07, 2006 11:20 pm
Ciężko o reklamę no i dojazd nieciekawy, muzeum właściwie schowane. To coś jakby ktoś kolekcjonował lewe buty albo cyfry 3 z zegarka. Niepopularnę.

Mieszkam w Mcach ale powiem Ci raz tam byłem jak jeszcze tylko 2 hale były wybudowanę. Eksponaty ciekawe, no ale ludzie wolą jednak sztukę, obrazy, freski, koscioły...

na Utymanie robia podobno muzemum hutnictwa Cynku bodajże, jechalem oczywiście na rowerze tam dzisiaj no i coś tam isę świeciło w tej największej hali z Zegarem.



absinth - Sob Paź 07, 2006 11:38 pm
na Uthemannie to dopiero walcza o to zeby utworzyc muzeum hutnictwa cynku

poki co jest tzw izba pamieci na ul 11 listopada i zabytkowa walcownia cynku w okolicach ul Rozdzienskiej
zas na Uthemannie w hali z zegarem jest jednostka ratowniczo gasnicza strazy pozarnej



tremolo - Nie Paź 08, 2006 11:05 am
Pewnie ja przeniosą do tego nowego kompleksu koło Selgrosa Pewnie straż dostała to w ramach akcji w MTK




absinth - Nie Paź 08, 2006 1:49 pm
straz pozarna to tam jest od dosc dawna w tym budynku z zegarem na Uthemannie



Wit - Pią Gru 07, 2007 11:33 pm


Powstanie muzeum PRL
05.12.2007
Wczoraj w Katowicach podpisano uroczyście deklarację honorową popierającą ideę utworzenia w Rudzie Śląskiej Muzeum PRL-u. Największego w Polsce! Swą siedzibę znajdzie w remontowanym właśnie folwarku w Rudzie Śląskiej Bielszowicach, gdzie dawniej mieścił się PGR.

Już można deklarować przekazywanie pamiątek: nie tylko dzieł sztuki, ale np. charakterystycznych dla epoki mebli, wydawnictw, kontaktując się drogą elektroniczną. (muzeum-muzeumprl.pl lub kontakt-muzeumprl.pl).

W skład Komitetu Honorowego nowego muzeum weszły bardzo ważne osobistości m.in.: Andrzej Drogoń, dyrektor katowickiego oddziału IPN, ks. Henryk Pyka, dyrektor Muzeum Archidiecezjalnego w Katowicach, Andrzej Stania, prezydent Rudy Śląskiej, Lech Szaraniec, dyrektor Muzeum Śląskiego oraz Jan Rzymełka poseł PO, który został przewodniczącym komitetu. Funkcja wiceprzewodniczącego przypadła Krzysztofowi Kornackiemu, szefowi Muzeum Zamojskich w Kozłówce, gdzie znajduje się... Muzeum Socrealizmu - gromadzące ok. 1600 prac plastycznych oraz rzeźb z okresu Polski Ludowej.
- Nasze placówki nie będą ze sobą konkurować, bo muzeum w Rudzie Śląskiej będzie gromadzić i przechowywać wszelką dokumentację związaną z historią Polski z lat 1944-1989. A zatem nie tylko obrazy i plakaty, ale też pisma, książki, inne pamiątki. Naszym zamiarem jest stworzenie reprezentatywnej kolekcji dzieł sztuki z tego okresu, ale także z takich dziedzin jak: teatr, muzyka, film, literatura - obiecuje Rzymełka.

Istotnym elementem części historycznej ma być dokumentowanie odbudowy kraju po II wojnie światowej, w tym odbudowy Warszawy. - Usytuowanie Muzeum w Rudzie Śląskiej narzuca konieczność pokazania złożoności życia mieszkańców Górnego Śląska w warunkach PRL - ocenia Rzymełka. - Tu także powinna się znaleźć szeroka informacja o województwie śląskim, gdzie swoje miejsce znajdzie i Stalinogród i Katanga.

Osobny dział będzie poświęcony historii oporu przeciw narzuconej władzy: od ugrupowań partyzanckich, które w 1945 roku nie złożyły broni, przez poznański czerwiec'56, studencki marzec'68, gdański grudzień'70, aż do powstania wolnych związków zawodowych "Solidarność" i pierwszych, w połowie wolnych, wyborów w 1989 r.

- Do podjęcia inicjatywy zachęca nas popularność muzeum w Kozłówce, które rocznie, by obejrzeć popiersie Bieruta, odwiedza 300 tysięcy turystów. Nasze ze względu na lokalizację może przyciągnąć jeszcze więcej pasjonatów najnowszej historii Polski - mówi Rzymełka.

Agata Pustułka - POLSKA Dziennik Zachodni



Wit - Sob Gru 15, 2007 3:20 pm


Powstaje muzeum pacyfikacji Wujka. 16 grudnia '81 ożyje na makiecie
dziś
Pacyfikację katowickiej kopalni Wujek będzie można obejrzeć na gigantycznej makiecie w powstającym właśnie interaktywnym muzeum.

Znów pojawią się karnie na kopalnianym placu: pięć kompanii ZOMO, dwie kompanie ORMO. Kopalnię otoczy 30 bojowych wozów piechoty i kompania czołgów. Przytaszczą siedem armatek wodnych. Wreszcie swoje pozycje zajmie oddany do dyspozycji dowódcy pluton specjalny ZOMO. Czołg rozwali mur, zomowcy zastrzelą dziewięciu górników. Tak samo jak 26 lat temu 16 grudnia. Historię pacyfikacji katowickiej kopalni, w skali jeden do stu, na makiecie, rekonstruują Jan Nałęcz i Ryszard Borzęcki.

Obaj dowodzą zespołem modelarzy z kilku warszawskich klubów i zrzeszeń. Na zlecenie śląsko-dąbrowskiej Solidarności z aptekarską dokładnością i detektywistycznym zacięciem ożywiają przeszłość.

Makieta będzie głównym eksponatem jaki znajdzie się w organizowanym muzeum poświęconym oporowi górników. Jego otwarcie przewidziane jest za kilka miesięcy.

Dla nastolatków tamte dni są niemal jak wspomnienie II wojny światowej. Pacyfikacji Wujka, jej ofiarom, na lekcjach historii poświęca się zaledwie kilka zdań.

To właśnie świadkowie wydarzeń chcą ocalić od zapomnienia ostatnich bohaterów. Stąd pomysł najprostszy, by zorganizować muzeum.

Jak zwykle w takich sytuacjach pomógł też przypadek, który popchnął muzealną inicjatywę do przodu. Dotychczasowa Izba Pamięci wydarzeń 1981 roku musi być rozebrana i przeniesiona. Znajduje się w kopalnianym domu kultury, a ten będzie wkrótce częściowo wyburzony z powodu szkód górniczych.

Dyrekcja kopalni przeznaczyła na muzeum fragment budynku magazynu odzieżowego, stojącego po prawej stronie Pomnika-Krzyża.

Pomieszczenia muszą zostać wyremontowane, wyposażone w media i ogrzewanie. Remont ma sfinansować Katowicki Holding Węglowy.

Do części poświęconej krwawemu epizodowi z dziejów "Wujka" zwiedzający będą przechodzić przez imitację barykady, jaką protestujący sklecili z czego tylko się dało 26 lat temu. - Z muzeum będzie też możliwość wyjścia na wewnętrzną kopalnianą rampę. Od terenu kopalni oddzielałaby ją tylko pleksi z namalowanymi nieistniejącymi fragmentami kopalni. Patrząc na pleksi i na wciąż istniejące budynki zwiedzający przenosiliby się w przestrzeń z grudnia 1981 r. Wtedy także z rampy padły zomowskie strzały - tłumaczą organizatorzy muzeum.

Chcą, by muzeum było multimedialne, interaktywne, by zwiedzającym towarzyszył przejmujący dźwięk, sugestywny obraz i słowa wpadające wprost do serca, jak wers anonimowego utworu poświęconego pacyfikacji: Święta Barbara twarze z krwi obmyje, a Chrystus z głów zdejmie hełmy cierniowe.

Znów zawyją syreny, przez głośniki popłyną apele o zaprzestanie protestu.

Na pewno powstanie sala filmowa na około 50 miejsc. Goście muzeum będą mogli obejrzeć m.in. "Czarne Serca", film, który młodzi artyści przygotowali na 25. rocznicę pacyfikacji. Zwiedzającym pokazane zostaną dokumentalne obrazy z telewizyjnych archiwów. Nie zabraknie zdjęć. Czarno-białych jak tamta rzeczywistość.

- Apeluję o gromadzenie i przekazywanie nam pamiątek stanu wojennego. Może ktoś ma coś jeszcze na strychu, w piwnicy - pyta Stanisław Płatek, ranny na Wujku związkowiec Solidarności, członek Społecznego Komitetu Pamięci Poległych Górników..

Co to może być? Podziemne wydawnictwa, wycinki z gazet, chusty malowane w więzieniach i obozach internowania, upamiętniające wydarzenia w kopalni Wujek.

Rodzinom po zabitych mężach i ojcach nie zostało wiele pamiątek. Czas rozsypał mebelki dla lalek, które córce Agnieszce zrobił tata Ryszard Gzik. Kasia Kopczak dostała z IPN teczkę z dokumentami poświęconymi ojcu - ze sprawozdaniem z pogrzebu, opisem sekcji zwłok.

Swoje osobiste muzeum noszą przede wszystkim w sercach.

Z pewnością już się nie znajdzie tekturowa tablica z napisem: Zabiło ich ZOMO, którą ktoś położył na prześcieradłach, przykrywających ciała zabitych. Leżały na podłodze w stacji ratownictwa...

Pod pomnik - Krzyż przy kopalni co jakiś czas przychodzą wycieczki. Nie brakuje zagranicznych - z Ukrainy, nawet z RPA. Jednak najwięcej pod Krzyż przyjechało jak dotąd... związkowców - kolejarzy z Japonii. Przez ostatnich 15 lat miejsce pacyfikacji odwiedziło ich aż 4 tysiące. To właśnie japoński związek zawodowy był jednym ze sponsorów budowy pomnika. - Muzeum trzeba będzie więc wyposażyć w słuchawki i playery z komentarzem w kilku językach - zauważa Wojciech Gumułka, rzecznik śląsko-dąbrowskiej Solidarności. - Także po japońsku.

Główna atrakcja, czyli makieta jest prawie na ukończeniu. Trwa dopieszczanie szczegółów.

- Łączna powierzchnia wynosi około 8 metrów kwadratowych - mówi Jan Nałęcz. Autorzy i budowniczowie przedzierają się przez materiały źródłowe, książki, dokumenty, szukają świadków wydarzeń, by wiernie oddać każdy szczegół i... kleją: kopalnianą bramę z tektury, komin z papieru, budynek dyrekcji, punkt sanitarny.

- Na makiecie ma być tak jak było 26 lat temu w kopalni, za i przed bramą - twierdzi Borzęcki.

Na dachach kopalnianych budynków leży warstwa śniegu z waty. 16 grudnia 1981 roku ludzie brnęli przecież w zaspach. Prężą się brudnozielone lufy czołgów tym razem w skali 1 do 87. Figurki jeszcze w rozsypce. Ma być ich przecież ponad pół tysiąca: górników, lekarzy, pielęgniarek z Wujka. Pojawi się miniaturka księdza Bolczyka, ówczesnego dyrektora kopalni Macieja Zaremby, pułkownika Piotra Gębki.

Twórcy chcą wiedzieć nawet jaki kolor miała wołga, którą pod kopalnię zajechał jeden z dowódców akcji pułkownik W. Zamierzają pokazać, co do centymetra, gdzie kto stał, w jakich miejscach górnicy padali od kul.

Z jednym mogą mieć problem. Nikt nie wie, gdzie dokładnie upadł, ranny w głowę, Jan Stawisiński.

- Od lat staram się zlokalizować to miejsce i nikt mi nie potrafi pomóc, a to dla mnie ogromnie ważne. Gdyby zaraz po tragedii, do pierwszej wizji lokalnej, prokuratorzy wojskowi z Gliwic dopuścili górników pewnie umieliby, chociaż w przybliżeniu, wskazać, a tak... - Janina Stawisińska, matka Jana, bezradnie rozkłada ręce.

Kula wystrzelona przez jednego z zomowców zakończyła jego życie i rozpoczęła gehennę matki, która setki razy przemierzała trasę Koszalin - Katowice, by nie opuścić żadnej z sądowych rozpraw, podczas kolejnych procesów zomowców.

Janina Stawisińska z czułością przechowuje w pamięci najpiękniejsze lata dzieciństwa syna, który niestrudzenie bawił się klockami, tworząc najrozmaitsze konstrukcje mostów. Cały ten czas dziś wydaje się jej zaledwie chwilą. Jak dobrze, że wspomnienia wciąż są wyraźne jak fotografie wklejone chronologicznie do albumu. Chciałaby, żeby o synu pamiętali, gdy jej już na świecie nie będzie.

- Po Jasiu został mi przestrzelony hełm, wiele fotografii, świadectwa szkolne, trzy odcinki wypłat, książeczka mieszkaniowa. Wszystko oddam do muzeum, przywiozę z Koszalina, gdzie mieszkam - mówi Stawisińska, która po niedawnej przeprowadzce chce skompletować pamiątki po synu.

- Dla młodych ludzi wydarzenia na Wujku to prehistoria, a nasze opowieści brzmią jak trucie starych zgredów - nie ukrywa Stanisław Płatek. To on 14 grudnia 1981 roku spytał zgromadzonych w łaźni kolegów: Czy damy się poniżać, bić, czy dalej będziemy znosić bezprawie.

Płatek, co roku, zwykle na kilka dni przed kolejną rocznicą wprowadzenia stanu wojennego jeździ do szkół i opowiada młodym ludziom o czasach, gdy w telewizji zamiast Teleranka pojawiła się twarz generała Jaruzelskiego, ukrywającego oczy za szkłami ciemnych okularów.

--------------------------------------------------------------------------------

Kwiaty ofiarom pacyfikacji Wujka16 grudnia 1981 roku

26 lat po tragicznej pacyfikacji kopalni Wujek znów spotkamy się przy Pomniku-Krzyżu upamiętniającym śmierć dziewięciu górników zastrzelonych przez pluton specjalny ZOMO. W pierwszych dniach stanu wojennego, w grudniu 1981 roku strajkowali z innymi, by zaprotestować przeciwko łamaniu ich elementarnych praw.

Strażnikiem pamięci tamtych dni jest społeczny komitet, w skład którego wchodzi m.in. Stanisław Płatek, który został postrzelony w czasie tej akcji. Ran od kul doznało wówczas 21 osób, kilkadziesiąt ucierpiało z powodu uderzeń, zatruć gazem. W zarządzie społecznego komitetu pamięci są też córki zabitych górników: Katarzyna Kopczak-Zagórna, Agnieszka Gzik-Pawlak.

Rocznicowe uroczystości rozpoczną się w Katowicach dziś 15 grudnia. Tego właśnie dnia, 26 lat temu górnicy zabarykadowani w kopalni Wujek już wiedzieli, że rano stłumione zostały strajki w Jastrzębiu, a w Manifeście Lipcowym oddano strzały i rannych zostało 4 górników. Wieczorem w kopalni zjawił się kapłan górników z Wujka, ks. Henryk Bolczyk i odmówił z nimi różaniec. Potem w nocy ostrzyli pręty, szukali stylów od łopaty, do kieszeni pakowali śruby i nakrętki, by się bronić. Nie wierzyli, że milicja znów użyje broni. Gdy w czasie ataku usłyszeli odgłos z broni maszynowej, ktoś nawet krzyknął: Dalej, to są ślepe!

- Chcemy przypominać o tym bezprawiu - mówi Krzysztof Pluszczyk, przewodniczący społecznego komitetu pamięci, który także opiekuje się rodzinami zabitych.

W sobotę o godz. 18.30 w Górnośląskim Centrum Kultury w Katowicach będzie koncert "Lombard w hołdzie Solidarności - drogi do wolności". Jest to widowisko multimedialne obrazu i dźwięku w wyjątkowy sposób przedstawiające historię Polski od roku 1981 do czasów obecnych. Lombard zaśpiewa m.in. "Przeżyj to sam".

Główne uroczystości rozpoczną się w niedzielę, 16 grudnia o godz. 12.00 - jak co roku - mszą w intencji górników oraz ich rodzin. Odprawiona zostanie w kościele Podwyższenia Krzyża Świętego w Katowicach. Tradycyjnie po jej zakończeniu uczestnicy uroczystości przejdą pod Pomnik-Krzyż pod kopalnią Wujek. Udział zapowiedzieli: marszałek Sejmu Bronisław Komorowski, wicepremier Waldemar Pawlak, a z Kancelarii Prezydenta - Anna Fotyga.

Przy monumencie odsłonięta zostanie kolejna pamiątkowa tablica, tym razem ufundowana przez Solidarność Huty Katowice. Pierwszą tablicę przywieźli z Wybrzeża pod Wujek w 1983 roku Anna Walentynowicz oraz Kazimierz Świtoń. W czasie jej mocowania zostali aresztowani. Tablica przeleżała do 1989 roku na milicji. Jest tam też tablica ufundowana przez prezydenta Lecha Wałęsę, hutników z Baildonu.

W niedzielę wręczone zostaną wysokie odznaczenia państwowe przyznane przez prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego uczestnikom tamtych wydarzeń. Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski otrzymał pośmiertnie Władysław Molęcki, działacz Solidarności lat 80. i 90. Krzyżami Kawalerskiemi Orderu Odrodzenia Polski uhonorowani zostali: Marian Bernert, Ludwik Karmiński, Jan Ludwiczak, Tadeusz Matusiak, Jan Patalita, Mieczysław Pieronkiewicz, Włodzimierz Ulański, Stanisław Wysztygiel, Grażyna Zaremba, pośmiertnie - Kazimierz Matyka.

Agata Pustułka, Teresa Semik - POLSKA Dziennik Zachodni





Wit - Czw Sty 17, 2008 10:16 pm
Do Rudy Śląskiej powróci rzeczywistość PRL-u
Tomasz Malkowski2008-01-17, ostatnia aktualizacja 2008-01-17 23:04



Grupa miłośników chce stworzyć w Rudzie Śląskiej muzeum, gdzie odtworzona będzie zgrzebna rzeczywistość Polski Ludowej. Mieszkanie z meblościanką, bar mleczny i gabinet I sekretarza staną w stuletnich budynkach bielszowickiego folwarku

Jeden z najstarszych w regionie folwarków, pamiętający jeszcze schyłek XIX wieku, przetrwał do dziś w Bielszowicach. Zabudowania przez 10 lat stały puste, odkąd zamknięto działający w nich PGR. W tym czasie szabrownicy rozkradli wszystko, w zrujnowanych budynkach ostały się tylko nagie mury.

Cztery lata temu olbrzymie ceglane obory, wozownie i spichlerze trafiły w prywatne ręce. Nowy gospodarz odrestaurował już okazały dom i wozownię, pozostałe budynki zabezpieczono przed zniszczeniem, a cały teren ogrodzono.

- Początkowo nie wiedziałem, co tu powstanie. Słyszałem o muzeum NRD w Zagłębiu Ruhry i pomyślałem: dlaczego nie zrobić czegoś podobnego u nas. Od lat mówi się o powołaniu muzeum komunizmu w różnych miejscach Polski, ale nic z tego nie wychodzi - tłumaczy właściciel folwarku.

W Warszawie od lat powstają kolejne projekty SocLandu. Tam Muzeum Komunizmu ma powstać w podziemiach Pałacu Kultury i Nauki, ale nie ma środków na jego realizację. Natomiast jedyna galeria sztuki socrealistycznej znajduje się w Muzeum Zamoyskich w Kozłówce, cieszy się sporym zainteresowaniem zwiedzających.

- Nie ma nigdzie w Polsce muzeum, które pokazywałoby codzienne życie powojenne. Młodzi ludzie mają nawet problem z rozszyfrowaniem skrótu PRL. Takie miejsce jest potrzebne - mówi Krzysztof Kornacki, dyrektor Muzeum Zamoyskich. Właściciel folwarku nawiązał z nim kontakt i tak powstała inicjatywa utworzenia muzeum PRL-u w dawnym folwarku. Powołano komitet honorowy muzeum, na jego czele stanął poseł Jan Rzymełka, a członkami są m.in.: prezydent Rudy Śląskiej Andrzej Stania, Piotr Greiner, dyrektor Archiwum Państwowego, oraz Andrzej Drogoń, dyrektor katowickiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej.

W trakcie rejestracji jest fundacja muzeum, która będzie prowadzić tę prywatną placówkę. - Liczymy na ofiarność ludzi, którzy podarują nam większość eksponatów. Szukamy przedmiotów codziennego użytku w dobrym stanie, mebli, a także samochodów czy motorów - mówi gospodarz folwarku.

Rudzkie muzeum będzie pokazywać życie w Polsce pomiędzy 1945 rokiem a przełomowym 1989. W zaadaptowanych budynkach folwarku pojawią się sklep mięsny z gołymi hakami, mieszkanie z meblościanką, gabinet I sekretarza i charakterystyczne dla epoki bary mleczne. - Na stworzenie kolejnej kolekcji sztuki socrealistycznej nie ma już szans. Ten okres w sztuce trwał tylko cztery lata i większość dzieł z tego okresu nie jest już do zdobycia. Ale zwykłe przedmioty mogą być gratką. Byle musztardówka, z której pito kiedyś wódkę, to dziś rarytas kosztujący kilkadziesiąt złotych. Nie mówiąc już o słynnych saturatorach, stały na każdej ulicy, a teraz nie możemy odszukać choćby jednego - mówi Kornacki.

Twórcy muzeum zapewniają, że nie będzie to tylko sentymentalna podróż, oprócz blasków mają być i cienie minionego ustroju. - Nie zabraknie ukazania walki Polaków o wolność i kolejnych znaczących momentów naszej historii, jak Poznania '56, wydarzeń marcowych czy sierpnia 1980 roku. Będzie trochę heroizmu, ale bez martyrologii. W muzeum powinna panować atmosfera zabawy, by przyciągnąć młodzież - dodaje pomysłodawca przedsięwzięcia.

Irena Fugalewicz z Fundacji dla Śląska, która współpracuje przy tworzeniu muzeum PRL-u, uważa, że pomysł gromadzenia rzeczy z tego okresu jest znakomity, bo wiele z nich bezpowrotnie znika. - Sam folwark daje duże możliwości, wystawy nie będą musiały być zamknięte w murach, ale znajdą miejsce także na zewnątrz. Na pewno ważny będzie program takiej placówki, by zachowała równowagę pomiędzy trochę śmieszno-absurdalną stroną PRL-u a jego smutnymi momentami - mówi.



Wit - Czw Lut 07, 2008 4:09 pm


Muzeum w gliwickim Zamku Piastowskim na miarę XXI wieku
dziś
Ciekawiej, inaczej, na miarę XXI wieku - tak mają wyglądać już niebawem ekspozycje w gliwickim muzeum w Zamku Piastowskim. Będą miały charakter przede wszystkim edukacyjny. I jest do tego coraz bliżej - wczoraj inicjator przedsięwzięcia, Leszek Jodliński, dyrektor placówki (otrzymał już nominację na dyrektora Muzeum Śląskiego), pokazywał odmienione po remoncie wnętrza. Pierwsi zwiedzający obejrzą całkiem nową propozycję gliwickiego muzeum podczas majowej Nocy Muzeów.

Zakończył się właśnie pierwszy etap prac inwestycyjnych w ramach projektu "Rewitalizacja Zamku Piastowskiego". Remont trwał od czerwca zeszłego roku. Wymieniono tynki, posadzki i parkiety, instalacje elektryczne, które m.in. umożliwią podłączenia nagłośnienia i urządzeń multimedialnych zaplanowanych w projekcie aranżacji wystaw. Warto wspomnieć, że po raz pierwszy zwiedzający będą mogli wspiąć się na zamkową wieżę.

Lada moment muzealnicy będą mogli przystąpić do aranżacji wystaw stałych: historycznej, archeologicznej i etnograficznej. Ostatnim etapem będzie stworzenie Centrum Informacji Kulturalnej i Edukacji Regionalnej. Projekt rewitalizacji muzeum jest współfinansowany przez Unię Europejską i z budżetu państwa.

(maki) - POLSKA Dziennik Zachodni



Wit - Pią Lut 15, 2008 9:29 am


Powstanie parku militarnego coraz bliżej
dziś
Już tylko kilka kroków dzieli mysłowickie placówki muzealne od stworzenia pierwszego w naszym mieście parku militarnego. Minister obrony narodowej wydał zgodę na bezpłatne przekazanie wojskowego sprzętu. Teraz muzealnicy i miłośnicy historii wojskowości pracują nad ściągnięciem go z całej Polski. A przewiezienie 20-tonowego czołgu nie jest łatwe.

Jako pierwsi informowaliśmy o planie Adama Plackowskiego, dyrektora Muzeum Mysłowic i kierującego Centralnym Muzeum Pożarnictwa Adama Szkuty. Park militarny, który chcą stworzyć, zdecydowanie poszerzy ofertę prowadzonych przez nich placówek. Wymarzyli sobie czołg T-55 i śmigłowiec stojący przed głównym wejściem do gmachu muzeów.

Teraz ich plan nabiera coraz bardziej realnych kształtów. - Jako jedne z trzech muzeów w Polsce dostaliśmy zgodę ministra obrony narodowej na odebranie sprzętu - cieszy się Adam Plackowski. - Pisaliśmy w tej sprawie dwukrotnie, ale w końcu zapadła korzystna dla nas decyzja.

Wkrótce do Mysłowic trafią dwie haubice (122 mm), armata przeciwlotnicza i armata kalibru 76 mm. - To sprzęt z czasów drugiej wojny światowej, później modernizowany. Używano go jeszcze w 70. i 80. latach ubiegłego wieku - opowiada pasjonujący się bronią Zbigniew Kościan.

Na pewno na listę muzealnych zbiorów trafi również

40-letni samochód ciężarowy radziecki Kraz 255 służący w wojskach Układu Warszawskiego. Mysłowiczanie starają się również o czołg, ale już wiadomo, że na pewno nie dostaną wymarzonego przez nich T-55 tylko T-77. Dla fanów militariów to istotna różnica (inna wieżyczka), ale zwiedzający na pewno nie zwrócą na to uwagi. Za ten sprzęt muzeum nie zapłaci ani grosza. - Agencja Mienia Wojskowego sprzedaje wyeksploatowane militaria, ale muzea mogą otrzymać je za darmo - wyjaśnia Zbigniew Kościan.

Już teraz pracownicy i sympatycy muzeum głowią się, jak ciężki sprzęt zwieźć dosłownie z każdego krańca Polski. - Musimy zorientować się, jak przewieźć ważący 20 ton czołg. Transport haubic i moździerza również nie należy do łatwych - dodaje Plackowski.

Dlatego też nie wiadomo dokładnie, kiedy pierwsi zwiedzający będą mogli obejrzeć zgromadzone na Słupnej militaria. Adam Plackowski ma nadzieję, że pierwsze rzeczy uda się przewieźć w ciągu miesiąca. - Ale trudno mówić o konkretnym terminie - zastrzega dyrektor Muzeum Mysłowic.

Dyrektorzy mysłowickich placówek muzealnych planują, że po jednej stronie budynków ustawią wojskowy sprzęt, a po drugiej powstaną okopy, punkt strzelniczy a nawet cztery bunkry. - Znaleźliśmy je za brzęczkowickim cmentarzem - opowiada Zbigniew Kościan.

Park militarny jeszcze bardziej wzbogaci to miejsce, nazywane od czasu Off Festivalu "Słupną Parkiem".

Stojące obok kąpieliska muzealne budynki są względnie nowe. Choć budowano je przez wiele lat, to Centralne Muzeum Pożarnictwa przeprowadziło się do nich dopiero w połowie 90. lat ubiegłego wieku. W halach było bardo dużo miejsca.

Jednym z atutów tej lokalizacji jest ogromny ogrodzony teren. - Mamy w sumie 2,99 hektara - informuje Adam Szkuta, dyrektor Centralnego Muzeum Pożarnictwa. I choć zagospodarowano już część działki, z boku siedziby CMP mogą odbywać się rekreacyjne imprezy, to wciąż spora połać terenu jest do wykorzystania.

Przez pewien czas planowano zorganizowanie parku militarnego nie przed muzeami, ale przy Trójkącie Trzech Cesarzy, który z racji swego historycznego znaczenie byłby idealnym miejscem na taką atrakcję. - Trójkąt to będzie dłuższa batalia. Na razie niedokończona jest jeszcze kwestia mostu - odpowiada Adam Plackowski. - Docelowo opowiadamy się za tą lokalizacją, bo to idealny plener dla armat. Ale na jego zagospodarowanie trzeba mieć fundusze, żeby chociażby ogrodzić teren.

Stworzenie parku militarnego idealnie wpisuje się w działania pracowników Centralnego Muzeum Pożarnictwa. Do sierpnia bieżącego roku placówka musi wykorzystać trzymilionową dotację z funduszy unijnych. Od wielu miesięcy budynek jest modernizowany. - Odnowimy elewację, ogrodzenie, poprawimy oświetlenie, wykończmy salę audiowizualną - zapowiada dyrektor Adam Szkuta.

Muzeum Miasta Mysłowice działa od 2006 roku

Mieści się przy ul. Stadionowej 7 w Słupnej, w budynku Centralnego Muzeum Pożarnictwa. Oprócz wielu inicjatyw, jak na przykład, rewitalizacja Trójkąta Trzech Cesarzy, placówka słynie z tzw. muzealnych czwartków. Co miesiąc ciekawi ludzie prezentują swoje pasje. Uczestnicy spotkań mogli poznać już reguły obowiązujące w wysokogórskiej wspinaczce, mysłowicką przyrodę, obejrzeć kolekcję zegarów, zabytkową broń i malarstwo emocjonalne. O ostatnim takim spotkaniu piszemy na STR. 2. Muzeum jest czynne od wtorku do niedzieli. W środy, piątki i w weekendy funkcjonuje od godz. 10 do 16, we wtorki i czwartki od godz. 10 do 17.30. Zwiedzanie w niedzielę jest darmowe.

Krzysztof P. Bąk - POLSKA Dziennik Zachodni



Wit - Pią Lut 15, 2008 9:30 am


PRL w pigułce
dziś
W Bielszowicach powstaje muzeum PRL-u. Będzie się mieściło w 114-letnim kompleksie obór, spichlerzy i wozowni. Powierzchnia głównego budynku to dwa tysiące metrów kwadratowych: parter, piętro, piwnice. To właśnie w tym obiekcie będzie główna ekspozycja, która w zamyśle jej pomysłodawców rozrośnie się z czasem na inne pomieszczeniach folwarku. Niektóre z historycznych już obiektów usytuowane zostaną na terenie odkrytym.

Ten historyczny obiekt sam w sobie zasługuje na uwagę. A jeśli dodatkowo powstanie w nim muzeum to myślę, że będzie to atrakcyjny punkt na mapie zarówno miasta jak i całego naszego regionu - twierdzi Adam Nowak, rzecznik prasowy Urzędu Miejskiego.

- Pomysł sprawdził się już w innych krajach. Widziałem podobne muzea za granicą, na przykład na Litwie i w Niemczech. Tam jest wielkie zainteresowanie epoką komunizmu - zapewnia poseł Jan Rzymełka, przewodniczący Komitetu Honorowego Muzeum PRL-u. Należą do niego między innymi: Krzysztof Kormacki, dyrektor Muzeum Zamoyskich w Kozłówce, prezydent miasta Andrzej Stania, Henryka Źabicka, prezes Fundacji dla Śląska, Piotr Greiner, dyrektor Archiwum Państwowego i Jacek Piechota, były minister gospodarki.

Inicjatorzy przedsięwzięcia mają sprecyzowaną wizję przedsięwzięcia. Pierwsza część ekspozycji ma pokazywać życie obywatela Polski Ludowej. Planują odtworzenie niewielkiego mieszkania ówczesnej, przeciętnej rodziny i... gabinetu I sekretarza KC PZPR.

- Będą autentyczne meble z epoki, charakterystyczne przedmioty codziennego użytku. Druga część muzeum obejmie historię przemysłu PRL. Myślimy też o kolekcji motorowerów, motocykli i samochodów z epoki. Chcemy też wystawić ciężarówki czy samoloty - mówi właściciel folwarku, który do czasu otwarcia obiektu pragnie pozostać anonimowy.

- Nie zabraknie też innych akcentów historycznych. Spróbujemy udokumentować walkę Polaków o niepodległość od końca wojny do wyborów w 1989 roku. Przy muzeum działał będzie ośrodek edukacyjny z salami audiowizualnymi i pracownią informatyczną - dodaje.

- Wiedza na temat minionej epoki jest bardzo zróżnicowana, ale każdy w tym muzeum powinien znaleźć coś dla siebie. Albo będzie to bardziej lub mniej sentymentalna podróż w czasie, albo ciekawa i pouczająca, interaktywna lekcja historii - mówi Jan Rzymełka.

Na razie trwa renowacja obiektu. Prowadzona jest pod okiem Henryka Mercika, miejskiego konserwatora zabytków. - Teren jest już uporządkowany, a jeden budynek gotowy prawie w stu procentach. Trwają prace konserwatorskie i zabezpieczające budynków gospodarczych - mówi Henryk Mercik.

Na etapie rejestracji jest fundacja, która będzie prowadzić placówkę. Każdy, kto chciałby wspomóc inicjatywę, proszony jest o kontakt mailowy ((muzeum@muzeumprl.pl)) lub telefoniczny (032 255-10-10).

Liczymy na odzew społeczny przy tworzeniu muzeum. Chodzi nie o pieniądze, lecz przekazanie eksponatów, które mogłyby wzbogacić ekspozycję. Oczywiście nie będzie to zbieranie wszystkiego, co tylko jest zbędne i nikomu niepotrzebne, tylko według przyjętych zasad i koncepcji tworzonych zbiorów - tłumaczy gospodarz folwarku.

Co o tym przedsięwzięciu sądzą mieszkańcy miasta?

- Pewnie, że z dużą chęcią bym odwiedził takie muzeum, bo przecież to były moje czasy. Sukces placówki zależy od tego, jak będzie reklamowana. Ja minioną rzeczywistość znam z autopsji, ale jestem bardzo ciekawy spojrzenia innych na te czasy - mówi 66-letni Józef Czech.

- Uważam, że takie muzeum nie jest niczym odkrywczym i można by było w Bielszowicach otworzyć coś bardziej zachęcającego do odwiedzin. W większych miastach co piąta knajpa jest w stylu komuny - twierdzi 23-letni Tomasz Pluta, 23 lata.

Galeria Socrealizmu

Jedyna w Polsce Galeria Sztuki Socrealizmu powstała 12 lat temu w Muzeum Zamoyskich w Kozłówce (woj. lubelskie). Wcześniej w muzealnych magazynach składowano socrealistyczne "dzieła" sztuki. Zainteresował się nimi Andrzej Wajda i wykorzystał magazyny w trakcie kręcenia "Człowieka z marmuru". Po sukcesie filmu zbiorami zaczęli interesować się dziennikarze. Narodził się pomysł zorganizowania wystawy czasowej, której nadano tytuł "Oddech Stalina". Ekspozycja zyskała ogromną popularność i była wystawiana przez dwa lata. Muzeum postanowiło założyć stałą galerię. - Kozłówkę ogląda rocznie ćwierć miliona osób. Sto tysięcy odwiedza Galerię Socrealizmu. Jest to przede wszystkim ekspozycja dla ludzi młodych, którzy czasem nie wiedzą nawet co oznacza skrót PRL. Chcemy pokazać im kawałek historii Polski, którego nie da się wymazać - mówi Krzysztof Kornacki, dyrektor Muzeum Zamoyskich. W Warszawie od lat powstaje Muzeum Komunizmu SocLand. W 1999 r. Czesław Bielecki, Jacek Federowicz i Andrzej Wajda powołali fundację, która miała zaprojektować i prowadzić muzeum. Nadal nie jest znana data powstania muzeum i jego lokalizacja.

Ewa Skuta - POLSKA Dziennik Zachodni



Wit - Pią Mar 07, 2008 8:01 pm


Wielkanocny Ogród Sztuk 2008 już od niedzieli
dziś
Muzeum w Gliwicach zaprasza na tradycyjnie odbywający się o tej porze Wielkanocny Ogród Sztuk. Jak zapowiadają organizatorzy, tegoroczną aranżację ogrodu Willi Caro zdominuje wiosna, na drzewach zawisną wyjątkowe instalacje w postaci ogromnych gniazd, w których umieszczone zostaną dużych rozmiarów postaci ludzkie. Będą to rzeźby Tomasza Koclęgi.

Inauguracja tegorocznej edycji projektu odbędzie się w niedzielę, 9 marca. Impreza potrwa do 20 marca.

W pierwszym dniu poznamy laureatów konkursu Najpiękniejsze Kroszonki, a prace wszystkich uczestników tego wydarzenia będzie można zobaczyć na pokonkursowej wystawie. Towarzyszyć jej będzie prezentacja palm wielkanocnych pochodzących z Lipnicy Murowanej. Po południu zaplanowano Spotkanie z Obrazem, którego głównym bohaterem będzie dzieło "Ecce homo". Nie zabraknie również plenerowych, ogrodowych zabaw i warsztatów adresowanych w szczególności do dzieci: Szukania Zajączka i malowania Gliwickiej Pisanki.

Podczas Wielkanocnego spotkania z tradycją (15 marca) odbędą się pokazy zdobienia jaj w wykonaniu nagrodzonych kraszankarzy oraz warsztaty plastyczne, podczas których będzie można wykonać świąteczne kartki i dekoracje. Śląskie obrzędy wiosenne i wielkanocne przybliży zespół Jaśkowiczanie z Orzesza w inscenizacji "Wiosna wom niesymy".

Muzycznymi gwiazdami Wielkanocnego Ogrodu Sztuk będą Anna Szałapak i Marzena Grzymkowska. W kramach przed Willą Caro będzie można zaopatrzyć się w świąteczne ozdoby i smakołyki. W sprzedaży dostępne będą również kartki pocztowe z reprodukcjami kroszonek z gliwickiej kolekcji oraz najnowsze wydawnictwa Muzeum.

(maki) - POLSKA Dziennik Zachodni





kiwele - Pią Mar 07, 2008 9:06 pm
Przy czytaniu o zabiegach, by pozyskac eksponaty dla Muzeum PRL w Rudzie Slaskiej pomyslalem sobie, ze historia zawsze bedzie sie powtarzac.
Otoz na Barbary w Strazy Miejskiej zlozono do zlomowania kilka lat temu wycofane z ulic Katowic parkomaty, chyba 160 sztuk. To byl najlepszy na swiecie system, bo parkomat oddawal pieniadze za niewykorzystany czas, a karte mozna bylo zawsze doladowac. Wkrotce juz nikt nawet sobie nie przypomni, ze cos takiego eleganckiego istnialo w Katowicach. A dziwimy sie, ze nie mozna dzis odnalezc np. popularnych niegdys saturatorow.



Wit - Pią Mar 07, 2008 10:10 pm
Mysłowice zbroją się. Mają już dwie armaty
Iwona Sobczyk 2008-03-07, ostatnia aktualizacja 2008-03-07 22:51



W ubiegłym tygodniu do Muzeum Miasta Mysłowice prosto z wojskowych magazynów trafił półtonowy moździerz - pierwszy eksponat parku militarnego, który ma powstać na terenie Trójkąta Trzech Cesarzy.

Moździerz ma ponad pół wieku. - Lufa jest zaspawana. Elementy wyposażenia, jakie armia rozdaje za darmo muzeom zajmującym się militariami, muszą być pozbawione cech bojowych - mówi Adam Plackowski, dyrektor muzeum.

O eksponaty starał się przez rok, pisał do Agencji Mienia Wojskowego, ministra obrony narodowej i w końcu się udało. W komplecie do moździerza dostał jeszcze dwie armaty, haubicę i samochód Kraz. Teraz stara się o czołg, bo ostatnio w magazynach nie znalazł T-55, na który bardzo liczył.

Moździerz stoi na razie w budynku Centralnego Muzeum Pożarnictwa, które użycza sal muzeum miejskiemu. Są tam już karabin sprzed I wojny światowej i nosze z okresu powstań śląskich.

Kiedy dojadą pozostałe eksponaty, wszystko zostanie wyniesione z budynku. - Chcemy zrobić okopy i rozstawić uzbrojenie - mówi Plackowski. Zwiedzający będą mogli zasiąść za kierownicą pancernego pojazdu i spojrzeć na innych turystów z perspektywy ufortyfikowanego stanowiska. Trawnik przed muzeum to jednak tylko tymczasowe miejsce dla mysłowickiego arsenału. Plackowski marzy, żeby park militarny jak najszybciej został przeniesiony na teren Trójkąta Trzech Cesarzy - zlewiska Białej i Czarnej Przemszy, miejsca, gdzie kiedyś stykały się granice trzech mocarstw.

- To był teren z fortyfikacjami, które częściowo zachowały się do naszych czasów, a jednocześnie atrakcja turystyczna z ciekawą roślinnością, restauracjami, kortami, teatrem i wieżą poświęconą Bismarckowi, z której przy dobrej widoczności było widać Tatry. Przyjeżdżały tu tłumy turystów z całej Europy - opowiada Plackowski.

Wraz z grupą pasjonatów, m.in. ze Stowarzyszenia na rzecz Zabytków Fortyfikacji "Pro Fortalicium", chce przywrócić trójkątowi dawny blask. Kolej już podarowała im znajdujący się przy trójkącie most, na którym ma powstać platforma widokowa. Od tego miejsca do centrum miasta mają prowadzić ścieżki turystyczne, szlakiem wyznaczanym przez pamiątki po dawnych Mysłowicach.



Wit - Wto Kwi 01, 2008 7:37 pm
Wujek przyciągnie oparami z waty
am2008-04-01, ostatnia aktualizacja 2008-04-01 21:12



Kopalniane budynki, zomowcy, ślady gąsienic na śniegu, opary gazu łzawiącego i krążący nad wszystkim śmigłowiec. To tylko niektóre elementy ukończonej właśnie makiety pacyfikacji kopalni Wujek.

Do sporządzenia większości tych rzeczy wystarczyła masa akrylowa (kilkanaście kilogramów), trzy kilo kartonu, drewno i aluminium. Problem był tylko z odtworzeniem gazu. Na makiecie udaje go spryskana farbą wata. Na razie makieta jest jeszcze przechowywana u warszawskich modelarzy, którzy wykonali ją pod kierunkiem Jana Nałęcza. Jako jeden z pierwszych zobaczył ją Stanisław Płatek, jeden z przywódców strajku z 1981 r. - Po prostu cofnąłem się w czasie. Patrzenie na tę makietę było dla mnie bardzo osobistym, wzruszającym przeżyciem. Wszystko wygląda tak jak kiedyś - chwali autorów.

Makieta wiernie przedstawia układ poszczególnych budynków, łącznie z kioskiem z gazetami czy punktem opatrunkowym. Widać milicjantów, górników, ich rodziny.

Makieta ma dziewięć metrów kwadratowych powierzchni i waży 30 kg. Nad całością przez pół roku pracowało kilkanaście osób.- Po osiem godzin dziennie. Pacyfikacja była 26 lat temu i ludzie świetnie pamiętają to wydarzenie. Nie było więc miejsca na fantazję. Wszystko musiało odzwierciedlać fakt i materiały źródłowe - tłumaczy Nałęcz.

Makieta docelowo zostanie przewieziona do Katowic, do minimuzeum pacyfikacji. Trafią tam również fotogramy i eksponaty, jak np. zomowski mundur. Na terenie kopalni Wujek trwają obecnie prace modernizacyjne pomieszczeń na potrzeby ekspozycji. Organizatorzy spodziewają się, że całość zostanie uruchomiona w drugiej połowie roku.



kropek - Wto Kwi 01, 2008 7:44 pm
^^^ jeszcze fotka



Spora ta makieta



Wit - Czw Kwi 10, 2008 10:25 pm
W Gliwicach wszystko będzie jak za Gomułki
Józef Krzyk, pap2008-04-10, ostatnia aktualizacja 2008-04-10 22:16



Fragment głównej ulicy Gliwic, biuro partyjne, popiersie Gomułki, typowe mieszkanie z lat 60. to niektóre obiekty, jakie będzie można od 22 kwietnia obejrzeć w Willi Caro na wystawie "Mała stabilizacja. Gliwice 1956-1970".

Małą stabilizacją nazwali historycy i politolodzy czas rządów Władysława Gomułki. Po epoce stalinowskiej, która kojarzyła się z terrorem, wielu Polaków dało się wtedy porwać - przynajmniej początkowo - hasłom budowania własnej nowej drogi. Można było słuchać zachodniej muzyki, na wolność wypuszczono większość więźniów politycznych, ale w zamian władza domagała się pełnej lojalności. Nie znikła wszechobecna cenzura, na murach, a nawet w witrynach sklepów nie tylko przy okazji państwowych świąt trzeba było umieszczać komunistyczne emblematy i hasła. Co więcej - z okazji 1 maja i kolejnych rocznic rewolucji październikowej organizowano obowiązkowe pochody i akademie. I to wszystko udało się pokazać - z perspektywy Gliwic - organizatorom wystawy.

- Chcemy, aby zwiedzający poczuł się tak, jakby znalazł się w tamtych czasach - wyjaśnia Damian Recław, kierownik działu historii Muzeum w Gliwicach. W pierwszej części wystawy w zaaranżowanych boksach będzie można oglądać "minimiasto": sklep, fragment ulicy, typowy dla lat 60. pokój z meblami i sprzętem domowym, gabinet partyjnego sekretarza z wyposażeniem. W drugiej części będą gabloty z plakatami i broszurami przedstawiającymi problematykę epoki. Eksponaty pochodzą nie tylko ze zbiorów Muzeum w Gliwicach. Część wypożyczyły m.in. Muzeum Niepodległości w Warszawie, Muzeum Śląskie w Katowicach, Instytut Pamięci Narodowej, a także gliwickie szkoły, a nawet osoby prywatne.

Wbrew pozorom gliwiczanie nie byli w czasach gomułkowskich jedynie obserwatorami wydarzeń. Za sprawą Politechniki Śląskiej stały się jednym z ważniejszych ośrodków akademickich w Polsce. W marcu 1968 roku demonstrację studentów brutalnie rozpędziła milicja. To również zostało przypomniane przez autorów wystawy. Otwarciu ekspozycji towarzyszyć będzie prezentacja wydanej przez Muzeum w Gliwicach książki Bogusława Tracza "Druga dekada. Gliwice. 1957-1970". Wystawę oglądać będzie można do końca sierpnia.



Wit - Pon Kwi 14, 2008 10:34 pm
W muzeum aresztują zwiedzających
Iwona Sobczyk2008-04-11, ostatnia aktualizacja 2008-04-11 22:08



W celach, do których w latach 80. trafiali aresztowani za działalność opozycyjną, uruchomione zostanie w poniedziałek interaktywne muzeum. Zwiedzający mają się poczuć jak więźniowie polityczni

Budynek przy ul. Kilińskiego 9 w Katowicach od powstania na początku ubiegłego wieku służył różnym formacjom. Po wojnie wprowadziły się UB i MO. Dziś ma tu swoją siedzibę IPN, i to właśnie pracownicy instytutu wpadli na pomysł, żeby w starych celach więziennych zorganizować muzeum dokumentujące historię represji wobec opozycji antykomunistycznej czasów PRL-u. Wzorem jest Muzeum Powstania Warszawskiego, a głównym adresatem - młodzież. - Tradycyjne formy przekazu już do niej nie trafiają, trzeba stawiać na interaktywność - mówi dr Andrzej Drogoń, dyrektor katowickiego IPN-u.

Areszt to kilkanaście odrapanych dusznych cel, z których przez wysoko umieszczone przesłonięte gęstą kratą okienka można popatrzeć na przechodniów, łaźnia, depozyt i pokój przesłuchań. Jedyną nowością w salach są głośniki i plazmowe ekrany, na których wyświetla się filmy przypominające gościom czasy PRL-u.

Młodzież będzie mogła też zobaczyć na ekranach sfilmowaną wcześniej w jednej z cel inscenizację przeprowadzonego w latach 50. pokazowego procesu bp. Czesława Kaczmarka oskarżonego o szpiegostwo i próbę obalenia ustroju socjalistycznego.

Inicjatorzy muzeum mają kilka pomysłów, które pomogą odwiedzającym wczuć się w klimat epoki. Podczas organizowanych tu zajęć młodzież nie tylko będzie słuchała wykładów, ale i inscenizowała rozmaite zdarzenia. "Scenografia" już na nich czeka - na biurku w pokoju przesłuchań leżą sterty pożółkłych teczek, niebawem obok niech stanie lampa do przesłuchań. W kącie aresztu będzie powielacz, na którym każdy, kto zechce, odbije sobie "bibułę". - Pokażemy też, jak żywiono aresztowanych - każdy odwiedzający dostanie kubek kawy zbożowej, kawałek chleba i margaryny - mówi Jarosław Podworski, starszy inspektor z katowickiego IPN-u, inicjator założenia muzeum.

Dr. Zygmuntowi Woźniczce, historykowi z Uniwersytetu Śląskiego, pomysł się podoba. Apeluje jednak o umiar. - Boję się, żeby to się nie przekształciło w zabawę w ubeków i więźniów, a przecież to były zdarzenia tragiczne. Pewne sprawy są świętością. Czy pani sobie wyobraża, że wycieczce w KL Auschwitz daje się pasiaki, mundury i każe odgrywać więźniów i kapo? Liczę na rozwagę specjalistów z IPN-u - mówi.

- Widziałem podobne muzea w innych krajach, czasem w znacznie bardziej drastyczny sposób przywołujące zbrodnie komunizmu, i ludzie zawsze umieli się zachować - mówi Przemysław Miśkiewicz, były działacz podziemnego NZS-u, dziś przewodniczący Stowarzyszenia "Pokolenie". Do aresztu na Kilińskiego trafił za "zaśmiecanie terenu" 15 grudnia 1983 roku po tym, jak złożył kwiaty pod bramą kopalni Wujek. Opowiada, że następnego dnia w trzyosobowej celi, w której za ubikację służyło wiadro stojące w rogu, upchnięto dziesięć osób. Wyjście do toalety na korytarzu było raz dziennie. Najgorszy nie był jednak smród i ścisk, tylko jedzenie. - Ćwiartka chleba, margaryna i taka marmolada z buraków nie do zjedzenia. Pod tym względem inne więzienia to były sanatoria - mówi Miśkiewicz.

Oficjalne otwarcie muzeum już w poniedziałek. Na razie można je zwiedzać wirtualnie - na stronie www.ipn-areszt.pl





Wit - Wto Maj 06, 2008 5:18 pm


Jaworzno. Szansa dla muzeum
dziś
Gotowy jest już projekt modernizacji i rozbudowy siedziby dla jaworznickiego muzeum.

Na potrzeby tej placówki przystosowany ma zostać budynek po bibliotece. Teraz muzealnicy gnieżdżą się w mikroskopijnych pomieszczeniach, gdzie nie ma żadnych możliwości zorganizowania wystawy. Muzealne eksponaty z miesiąca na miesiąc pokrywa coraz grubsza warstwa kurzu. Nikt nie może oglądać urządzeń mierniczych wykorzystywanych dawniej w górnictwie, czy dokumentów ważnych dla historii miasta, bo nie ma na to miejsca. Czasowe wystawy organizowane są z rzadka i jedynie w zaprzyjaźnionych placówkach.

Tak jest już od przeszło dwóch lat, kiedy to inspektor budowlany bezwzględnie nakazał opuszczenie budynku przy ulicy Pocztowej, gdzie wcześniej mieściło się muzeum.

- Stan techniczny tamtego budynku był bardzo zły. Od marca 2006 roku czekamy na nową siedzibę - wyjaśnia Przemysław Dudzik, dyrektor muzeum.

Projekt modernizacji i rozbudowy budynku dla muzealników jest już przygotowany. Teraz rozpisany zostanie przetarg na wykonanie wszystkich prac według wskazanego projektu. Dopiero po jego rozstrzygnięciu można będzie mówić o kosztach, jakie w związku z tymi zadaniami poniesie miasto. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to pierwsi zwiedzający będą mogli się tam pojawić już w przyszłym roku.

- Ponieważ nie znamy jeszcze wszystkich kosztów, to pozostaje jedynie mieć nadzieję, że założony na ten rok budżet miasta wytrzyma ten remont. Jeśli tak będzie, to zrobimy wszystko, żeby jak najszybciej przygotować ekspozycje, które warto będzie oglądać. Chcemy, żeby muzeum było miejscem, gdzie wciąż trwa życie kulturalne miasta, a więc liczymy się z tym, że placówka wydłuży godziny pracy - zapowiada dyrektor Dudzik.

Grażyna Krawczyk - POLSKA Dziennik Zachodni



Wit - Pon Maj 19, 2008 6:45 pm
Stworzyli praczłowieka na podstawie czaszki
is2008-05-19, ostatnia aktualizacja 2008-05-19 18:51



Chcesz spojrzeć w oczy kuzynowi neandertalczykowi i najstarszemu przodkowi człowieka, który żył 7 milionów lat temu? Od poniedziałku możesz to zrobić na Wydziale Nauk o Ziemi Uniwersytetu Śląskiego w Sosnowcu. Postacie zrekonstruował jeden z naukowców.

Okryty skórami neandertalczyk zapatrzony gdzieś w bok trzyma w dłoni włócznię. U jego stóp leży odłamana kość mamuta. Obok zrekonstruowane w najdrobniejszych szczegółach czaszki naszych przodków z rozmaitych epok i miejsc. Po drugiej stronie sali - między wysokimi trawami, na tle pejzażu "z epoki", na którym nawet światło pada tak, jak za jego życia - czai się niepozorny Sahelanthropus tchadensis, zwany Toumai, czyli "jutrzenką" - nasz najstarszy przodek sprzed 7 milionów lat.

Naukowcy najbardziej cieszą się z niego, bo to pierwsza na świecie kompletna rekonstrukcja tego gatunku. - Nikt nie ma czegoś takiego. Po neandertalczyku zostało dużo pamiątek, bo to ostatnie ogniwo ewolucji, potem byliśmy już tylko my. Jedynym śladem po Sahelanthropusie jest czaszka odnaleziona jakiś czas temu w Afryce - mówi dr Andrzej Boczarowski. To on stworzył wirtualne projekty postaci, materialny kształt nadała im rzeźbiarka Marta Szubert.

Wystawa "Pomiędzy Ewą... a nami. Najmłodsze dzieci ewolucji" będzie stałą częścią ekspozycji Muzeum Wydziału Nauk o Ziemi. Ma służyć celom edukacyjnym i... refleksji nad człowieczeństwem.



Upadek muzeum
2008-05-19 20:09:50

Podczas minionego weekendu wszystkie śląskie muzea przeżywały nocne oblężenie zwiedzających... prawie wszystkie. W muzeum miejskim w Świętochłowicach nie pojawił się nikt. I taki stan trwa już ponad trzy lata. Sale świecą pustkami, eksponaty zakurzone stoją na szafach, a miejsce które powinno służyć pielęgnowaniu tradycji, samo chyli się ku upadkowi.

To pozostałość po ostatniej kontroli stanu belek stropowych.Siedziba muzeum ma prawie 130 lat, a ostatni solidny remont był przeprowadzony w latach siedemdziesiątych. W dwutysięcznym roku stropy miały zostać wymienione. Rozstrzygnięto nawet przetarg na wykonanie robót i na tym się skończyło. Magistrat stwierdzil, że remont najzwyczajniej w świecie się nie opłaca. W podłogach dziury, eksponaty od lat nie oglądały światła dziennego. Od kilku lat muzeum korzysta więc z gościny świętochłowickiego MDKu. To właśnie tutaj odbywają się koncerty i poranki muzyczne mające w mieście dwudziestopięcioletnią tradycję i wiernych uczestników. Jak zapewniają władze miasta, za cztery lata w budynku ratusza znajdzie się miejsce dla kilku instytucji kultury, w tym swiętochłowickiego muzeum. 100%

Roman Penkała, rzecznik prasowy UM w Świętochłowicach: - W tym roku jest planowane wykonanie dokumentacji technicznej, a od przyszlego roku również realizacja inwestycji. Będziemy się starali o pozyskanie środków unijnych na ten cel. Jednak zanim odnowiony zostanie dawny ratusz, w zagrażających bezpieczeństwu murach świętochłowickiego muzeum, zamiast tłumów zwiedzających, zarówno w dzień jak i w nocy, hulać będzie co najwyżej wiatr.



Wit - Pią Maj 23, 2008 4:49 pm


Duch Karola Goduli się nie pojawił. Przyjechał za to hrabia Nicolas von Ballestrem
dziś
Prawie czterystu gości skusiło się w sobotę na nocne zwiedzanie Muzeum Miejskiego. Takich tłumów nie było tutaj od dawna. Rudzcy muzealnicy, którzy pierwszy raz zdecydowali się zorganizować u siebie takie przedsięwzięcie mogli odetchnąć.

Bałem się, czy to wypali, ale widać, że pomysł był strzałem w dziesiątkę - przyznał już na "półmetku" imprezy Michał Lubina, dyrektor placówki.

Głównym bohaterem nocnej imprezy miał być Karol Godula, od którego śmierci mija w tym roku 160 lat. Dlatego właśnie goście Muzeum mogli zobaczyć poświęconą postaci "cynkowego króla" wystawę plastyczną, opowiadający jego dzieje filmowy dokument oraz spektakl dziecięcego teatru "Bajkoland", wspomaganego przez chór ze Szkoły Podstawowej nr 6. O Goduli zaśpiewała Ferajna Makuli. Opowiadali Norbert Klosa, Ślązak Roku 2007 oraz Izabela Kaczmarzyk i Krystian Gałuszka, autorzy książek traktujących o legendzie "Diabła z Rudy".

Korzystając z otwartych nocną porą drzwi goście zajrzeli do muzealnych sal - choć zgromadzone tam eksponaty można oglądać na codzień, tym razem wyraźnie wzbudzały większe zainteresowanie zwiedzających.

- Przecież tu wygląda zupełnie jak u babci - można było usłyszeć od oglądających odtworzone wnętrza śląskich izb.

A jednak to nie Karol Godula i nie "śląskie klimaty" wzbudziły najwięcej emocji podczas sobotniej nocy. Istne poruszenie wywołało natomiast pojawienie się hrabiego Nicolasa von Ballestrema, potomka hrabiego Karola Franciszka - tego, który dwieście lat temu uczynił Godulę zarządcą swego majątku, umożliwiając mu start do wielkiej kariery. Tego nie było w planach - zapewniali dyrektor Muzeum i sam gość.

- Przyjechałem na 70. rudzkiego Gimnazjum nr 2. Skoro jednak pojawiła się okazja, by wziąć udział w takiej imprezie, to postanowiłem skorzystać - tłumaczył Nicolas Ballestrem, którego natychmiast otoczył krąg ciekawskich, żądnych hrabiowskiego autografu i wspólnego, pamiątkowego zdjęcia. Tłumy, które mimo nocnej pory zdecydowały się na odwiedziny w Muzeum wywarły na nim spor wrażenie.

To dobry znak na przyszłość, że ludzie interesują się historią. Świadomość przeszłości pozwala bowiem na lepszy rozwój osobowości. Oczywiście bardzo miłą rzeczą jest dla mnie fakt, iż bohaterem tego wydarzenia jest akurat Karol Godula, człowiek tak bardzo związany z historią mojej rodziny - przyznał hrabia Ballestrem.

Michał Wroński - POLSKA Dziennik Zachodni




Wit - Sob Cze 14, 2008 12:31 pm


Górnicze miejsce pamięci
wczoraj
Jest duża szansa na to, by w Piekarach Śląskich powstało wreszcie muzeum. Pomysł Stowarzyszenia "Nasze Piekary" popierają bowiem coraz mocniej nie tylko władze miasta, ale i przedstawiciele Kompanii Węglowej S. A. To jednak nic dziwnego, ponieważ w muzeum ma znaleźć się sporo górniczych eksponatów.

Inicjatorem pomysłu jest Stowarzyszenie "Nasze Piekary", które działa od początku 2004 roku. - Staramy się zadbać o to, co można pozostawić dla potomnych, ocalić przed zniszczeniem, dewastacją - zaznacza Leszek Podzimski.

Niedawno odbyło się spotkanie władz miasta między innymi z przedstawicielami kopalni, Kompanii Węglowej S. A., a także zainteresowanych tematem mieszkańców Piekar Śląskich. Pomysły na muzeum były różne i niemal każdy z uczestników dyskusji miał swoją wizję. Wypracowano jednak porozumienie. Muzeum - choć nie wiadomo jeszcze kiedy powstanie - będzie gromadziło eksponaty ściśle związane z tradycją górniczą w Piekarach Śląskich. Powód? - Za kilka lat młode pokolenie nie będzie nawet pamiętało o kopalni "Andaluzja", a co dopiero o innych, równie wartych uwagi, kopalniach węgla kamiennego, rud cynku i ołowiu - uważa Podzimski.

Stowarzyszenie podjęło uchwałę o powołaniu grupy inicjatywnej, która utworzyłaby muzeum piekarskiego górnictwa będącego oddziałem muzeum miejskiego. Władze miasta są przychylne pomysłowi pasjonatów historii. - Zawsze popieramy tego typu idee. Doceniamy to, że jest to inicjatywa oddolna, bo w projekt zaangażowani są głównie pracownicy kopalń, którzy doskonale znają wartość górniczych zabytków - mówi zastępca prezydenta Piekar Śląskich Zenon Przywara. Władze miasta nie ukrywają, że realizacja pomysłu może potrwać wiele miesięcy. - Pierwszym etapem będzie przede wszystkim zabezpieczenie i zebranie eksponatów znajdujących się w likwidowanej kopalni "Andaluzja". Wszystkie procedury przejęcia zabytków przez gminę muszą zostać przeprowadzone zgodnie z prawem, ponieważ eksponaty są majątkiem trwałym Kompanii Węglowej - tłumaczy zastępca prezydenta.

Pierwszym krokiem wykonanym w celu przejęcia zabytków przez miasto z likwidowanej kopalni będzie negocjacja z zarządem Kompani. Barierą mogę jednak okazać się tradycyjnie środki finansowe na realizację planów... - Sam pomysł niestety nie wystarczy. Nie należy słów rzucać na wiatr, dlatego stowarzyszenie powinno przygotować konkretny wniosek dopracowany pod względem merytorycznym - dodaje Przywara.

Jedno jest pewne. Środki finansowe niezbędne do stworzenia izby pamięci, czy muzeum nie będą pochodziły z budżetu miasta. Władze tłumaczą, że gmina nie może ponosić dodatkowych kosztów związanych z utrzymaniem muzeum, kiedy brakuje ich np. na oświatę czy komunikację miejską. - Klarowna, konkretna wizja powstania miejsca pamięci stanowi argument pozwalający na ubieganie się o środki unijne. Tym bardziej, że będzie o nie zabiegać Stowarzyszenie na rzecz krzewienia kultury i tradycji w mieście - mówi Leszek Podzimski.

Urząd Miasta zapowiada, że jest gotowy pomóc pomysłodawcom w sformułowaniu wniosku. Wiadomo, że w muzeum znajdą się maszyny, które były wykorzystywane przy wydobyciu węgla przez ostatnich 100 lat (tyle właśnie liczy kopalnia "Andaluzja"), wagony, sieć telefonii, okablowanie. Inicjatorzy chcą, by muzeum znajdowały się w budynku pracowników administracji Zakładu Górniczego "Piekary" przy ul. Ziętka. Dalsze rozmowy z zarządem kompanii będą prowadzone. Za kilka lat zakończone zostanie i tam wydobycie węgla, a śladem po dawnych kopalniach - symbolu Śląska będzie jedynie wnoszący się ponad blokowiska szyb kopalniany.

Stowarzyszenie zaprasza wszystkich pasjonatów historii i tradycji Piekar do współpracy. Poszukiwane są między innymi stare mapy, które mogłyby zasilić zbiory muzealne.

Katarzyna Nylec - POLSKA Dziennik Zachodni



Wit - Nie Cze 29, 2008 9:30 pm
Duch Daisy oprowadza nocą po browarze
Magdalena Warchala2008-06-29, ostatnia aktualizacja 2008-06-29 16:29

Jak każdego lata, tyski browar otworzył nocą drzwi przed zwiedzającymi. Szczęśliwców, którzy wygrali wejściówki, po zabudowaniach oprowadzały duchy dawnego właściciela browaru, klucznika, piwowara i księżnej Daisy.

Pierwszy w tym roku spacer po browarze rozpoczął się w sobotni wieczór o 21.30. Na powitanie gości wyszedł klucznik, zabierając ich w podróż do przeszłości. Krocząc z latarniami przez XIX-wieczne zabudowania, zwiedzający stali się bohaterami spektaklu odgrywanego przez pracowników Tyskiego Muzeum Piwowarstwa. Przebrani w stroje z epoki, snuli opowieści o początkach browaru, zdradzali tajemnice związane z warzeniem piwa i zabawiali gości anegdotami.

Dorota Janas, koordynatorka Tyskiego Muzeum Piwowarstwa, wyjaśnia, że pomysł wieczornego zwiedzania browaru to efekt rosnącej popularności akcji nocy muzealnych.

Browar można będzie zwiedzać przez wszystkie piątkowe i sobotnie noce wakacji, ale uwaga: nie każdy chętny będzie mógł wziąć udział w tej atrakcji. Podwójne wejściówki dostaną wyłącznie zwycięzcy konkursu SMS-owego. Szczegóły na stronie www.nocnezwiedzanie.kp.pl.

Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice





Tequila - Pon Lip 07, 2008 9:51 am


J-23 będzie znów nadawał

Michał Wroński

2008-07-06, aktualizacja: 2008-07-06 21:26:46

W kamienicy przy ulicy Gliwickiej 6 powstanie Muzeum Hansa Klossa. Za kilka dni katowiczanie dowiedzą się o tym z wywieszonego na elewacji baneru. Pierwsi goście wejdą do środka w lutym przyszłego roku.


Hans Kloss (© ARC)

- To nie będzie muzeum jednego aktora, ale postaci popkulturowej. A Hans Kloss, skoro nie dorobiliśmy się własnego Supermana czy Jamesa Bonda funkcjonuje w świadomości Polaków jako popkulturowa ikona. Bohater z którym można się łatwo identyfikować - tłumaczy Piotr Owcarz, prezes grupy Media Partner, która podjęła się tego przedsięwzięcia.

Ma świadomość, iż serial "Stawka większa niż życie", prócz licznego grona fanów ma też zagorzałych przeciwników, zarzucających mu fałszowanie historii, ale zdecydowanie podkreśla - odcinamy się od polityki i historii. Interesuje nas Kloss jako bohater popkultury

Agent J-23 w swym katowickim muzeum będzie miał przynajmniej dwie, wykonane z kreolanu, naturalnych rozmiarów figury. W przygotowanych przez Marcela Sławińskiego - autora scenografii do wielu spektakli teatralnych i operetkowych - piwnicznych wnętrzach pojawią się też repliki innych serialowych postaci. Obejrzeć będzie można wystawę gadżetów, związanych z postacią Hansa Klossa: komiksów, płyt, kaset czy gazet. W piwnicy będzie działać Cafe Ingrid.

Najważniejszym gościem imprezy inaugurującej działalność muzeum ma być sam Stanisław Mikulski (czyli filmowy Hans Kloss), reżyserzy serialu "Stawka większa niż życie" oraz gwiazdy polskiej estrady i filmu. Nie powinno też zabraknąć innych bohaterów adaptacji telewizyjnej oraz serialu.

- Liczę, iż także po uroczystym otwarciu muzeum będą się w nim pojawiać ludzie kultury i sztuki, studenci, a także wszyscy szukający czegoś więcej aniżeli pubu, gdzie leje się piwo. W Katowicach, pod względem atrakcji kulturalnych, wciąż jeszcze nie dzieje się zbyt wiele. Chcemy w ten sposób zaktywizować środowisko, dać ludziom coś nowego ze świata filmu. Jeśli pomysł złapie, to pewnie będziemy też chcieli stworzyć fanklub Hansa Klossa - mówi Piotr Owcarz

Serial "Stawka większa niż życie" nakręcony został pod koniec lat 60-tych. W tym roku mija właśnie 40 lat od pierszej jego emisji. Wcześniej przygody Hansa Klossa można było oglądać w Teatrze Telewizji. W rolę pracującego dla rosyjskiego wywiadu Polaka w mundurze oficera Abwehry wcielił się Stanisław Mikulski, a poszczególne odcinki wyreżyserowali Janusz Morgenstern i Andrzej Konic. Serial odniósł oszałamiający sukces i wciąż - mimo sprzeciwów środowisk kombatanckich, zarzucających mu prezentowanie fałszywego obrazu II wojny światowej - z powodzeniem wraca na ekrany.

http://polskatimes.pl/dziennikzachodni/ ... .html.html



Wit - Wto Lip 08, 2008 7:14 pm


Zbudują muzeum z gliny i słomy
05.07.2008
W mieście ma powstać muzeum, które będzie tętnić życiem przez 24 godziny na dobę. Prawie cała budowla ma być zrobiona z gliny i słomy.

- To będzie rewolucja muzealna i architektoniczna na skalę europejską - zapowiada pomysłodawca przedsięwzięcia, Lucjan Buchalik, dyrektor żorskiego muzeum.

Oprócz pięciu sal wystawienniczych, z których każda poświęcona będzie innemu kontynentowi, na terenie muzeum działać będą knajpki, restauracje. Ma być też sala konferencyjna, mała biblioteka, a nawet park linowy i ścianka wspinaczkowa. Oczywiście, jak na muzeum przystało, trasa wspinaczki będzie prowadzić od eksponatu do eksponatu. To tylko niewielka część atrakcji jakie będą czekać na odwiedzających żorskie muzeum Yatenga - Miejsce Spotkań Kultur Świata.

Budynek, którego budowa ma się rozpocząć w 2009 roku na 2500 metrach kwadratowych, przy popularnej trasie Katowice-Wisła, ma zostać "ulepiony" głównie z gliny. Budowlanym surowcem będzie też słoma.

Prace architektoniczne muzeum zleciło trójce młodych, zdolnych śląskich architektów - Marcinowi Mateuszowi Kołakowskiemu oraz Barbarze i Oskarowi Grąbczewskim. Projekt żorskiej Yatengi konsultowany jest ze światowej sławy niemieckim profesorem Gernotem Minke.

- To nieskromne co powiem, ale profesor jest zachwycony naszą Yatengą. Twierdzi, że będzie to perełka architektoniczna na skalę światową%07- mówi Oskar Grąbczewski.

Czy budowla z pozornie tak nietrwałych materiałów wytrzyma próbę czasu w naszym klimacie? - Oczywiście. Glina i słoma przy specjalistycznej obróbce są tak samo trwałe jak tradycyjne materiały budowlane - zapewnia mieszkający obecnie w Londynie Marcin Mateusz Kołakowski.

- Stworzymy przestrzeń otwartą na wszystkie strony świata, most łączący różne kultury. Będzie to ekologiczne, zielone, przyszłościowe miejsce na Śląsku - mówi Oskar Grąbczewski.

Nowatorski projekt podoba się władzom, które obiecały dołożyć do inwestycji, której koszt szacuje się na 19 milionów złotych.

- Ciekawa budowla i wielość atrakcji, które będzie proponować sprawi, że ludzie nie tylko z naszego miasta chętnie będą ją odwiedzać. Warto w coś takiego zainwestować - powiedział Waldemar Socha, prezydent miasta, a projekt zyskał także akceptację radnych.

Pomysłodawcy muzeum nie chcą obciążać budżetu gminy, więc część pieniędzy zamierzają zdobyć z Unii Europejskiej.

- Już pod koniec lipca będziemy mieli gotową pełną dokumentację techniczną i oficjalnie rozpoczniemy starania o pieniądze - mówi Lucjan Buchalik.

Bambusowa replika w skali jeden do jednego

27 lipca, w miejscu, gdzie ma powstać muzeum, wybudowana zostanie replika Yatengi w skali jeden do jednego.

- Zaprosiliśmy holenderskiego artystę Antoona Vasteegde, który wspólnie z mieszkańcami, tylko za pomocą bambusa i gumek recepturek wybuduje makietę Yatengi. Będzie to największa makieta architektoniczna na świecie, dzięki której wszyscy będą mogli zobaczyć, jakie cudo chcemy wybudować

- mówi Katarzyna Podyma z żorskiego muzeum. W Polsce do tej pory nie powstało muzeum, do którego można by porównać żorską Yatengę. Podobieństw można się doszukiwać w Centrum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha w Krakowie. Na terenie kraju jest realizowanych wiele nowatorskich projektów. Jednym z ciekawszych jest budowane Muzeum Lotnictwa w podkrakowskich Czyżynach, którego budynek ma mieć kształt śmigła. Muzeum będzie można zwiedzać pod koniec tego roku. Wizytówką Katowic ma się stać Muzeum Ziemi Śląskiej, które ma być gotowe do końca 2012 r.

Tomasz Siemeniec - POLSKA Dziennik Zachodni



Wit - Śro Lip 09, 2008 8:47 am


Śmigłowiec wylądował w muzeum
dziś
Ma ponad 11 metrów długości i prawie 4 m wysokości, a waży ponad trzy tony - takich gabarytów wojskowy śmigłowiec MI-2, choć ma zdemontowane płaty wirnika, wylądował wczoraj na trawniku przy Muzeum Mysłowic.

Będzie to kolejny eksponat w tworzonym tam właśnie parku militarnym.

Śmigłowiec ma bogatą przeszłość. Liczy sobie 32 lata, ale wciąż jest sprawny. Stacjonował w jednostce wojskowej w podkrakowskich Balicach. Trzy lata temu ostatni raz wzbił się w powietrze.

- Został wycofany z użytkowania, ponieważ jego silnik przepracował przewidzianą regulaminem liczbę godzin w powietrzu - wyjaśnia pracujący w Muzeum Mysłowic Zbigniew Kościan. - Zawsze się tak robi, nawet jeżeli maszyna jest w dalszym ciągu w pełni sprawna.

Takich helikopterów w Polsce lata kilka tysięcy.

- MI-2 są wykorzystywane również jako jednostki bojowe. Ten akurat służył jako śmigłowiec ratowniczy - dodaje Kościan.

Teraz nowy muzealny nabytek musi zostać poddany solidnej konserwacji.

- Trzeba go przede wszystkim pomalować i zabezpieczyć - mówi Adam Plackowski, dyrektor Muzeum Mysłowic. - Liczymy na to, że pomogą nam w tej pracy modelarze z pracownik "Albatros" - dodaje.

Przywieziony wczoraj do Mysłowic MI-2 jest wart %07prawie 300 tys. zł (tylko jeden silnik tego śmigłowca wojsko wycenia na ok. 80 tys. zł).

Muzeum jednak otrzymało tę maszynę za darmo. Trzeba było zorganizować tylko transport, który kosztował 2,5 tys. zł.

Helikopter będzie jedną z atrakcji w powstającym przy muzeach parku militarnym. Oprócz MI-2 Agencja Mienia Wojskowego obiecała przekazać tworzącej się ekspozycji również czołg T-34 (nie wiadomo jeszcze, kiedy trafi do Mysłowic), a także ciężarówkę kraz (może przewozić nawet 30 ton), haubicę 120 mm, działko polowe 76 mm oraz działko przeciwlotnicze 57 mm.

Od kilku miesięcy w muzeum można już oglądać dwukrotnie modernizowany moździerz z 1938 roku.

Militarne eksponaty póki co będą stały przy muzeum, w scenerii dwóch bunkrów i okopów. Docelowym miejscem dla militariów będzie jednak Trójkąt Trzech Cesarzy.

- Powstanie tam ekspozycja w ciągu kilku lat, jeśli uda nam się pozyskać zewnętrzne fundusze. Teren musi być dobrze zabezpieczony i oświetlony - zdradza Adam Plackowski.

Krzysztof P. Bąk - POLSKA Dziennik Zachodni




Kris - Pon Lip 14, 2008 7:24 pm
Nie ma lepszego od Hansa naszego
2008.07.14
Ze Stanisławem Mikulskim o powstaniu muzeum Hansa Klossa w Katowicach rozmawia Jolanta Szymczyk-Przewoźna


W serialu Hans Kloss niemal sam wygrał II wojnę światową. Teraz będzie miał w Katowicach swoje muzeum (fot. Internet )

- Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, w lutym będziemy mieli w Katowicach muzeum Hansa Klossa. To pomysł Piotra Owcarza, katowiczanina z krwi i kości, prezesa firmy Grupa Media Partner. Cieszy się Pan?

Stanisław Mikulski: - Bardzo. Być może jeszcze znajdą się chętni do zobaczenia rekwizytów filmowych, fotosów, gadżetów i przypomnienia sobie tego serialu. Żałuję tylko, że tak późno ktoś wpadł na ten pomysł. Myślę też, że jest on trochę szaleńczy, bo w Polsce muzeum kojarzy nam się z czymś bardzo poważnym. Takich muzeów jak to Hansa Klossa u nas nie ma. Mam jednak nadzieję, że pomysł uda się zrealizować i będzie sukces.

- Jednak nie od razu był Pan entuzjastą tego pomysłu. Minęło trochę czasu nim Piotr Owcarz przekonał Pana do niego. Czego się Pan obawia?

- Rzeczywiście, gdy mi powiedział o swoich planach, zapytałem: po co? Wydawało mi się, że jest na to już za późno. Po co wyjmować teraz z lamusa serial, który nakręcono 40 lat temu? Piotrowi Owcarzowi udało się mnie przekonać, mówił, że ten serial wciąż żyje w naszej świadomości. I chyba ma rację.

- Ma Pan swoją wizję tego miejsca?

- Niczego nie sugeruję. Ja tylko dodam swoje trofea związane z tym filmem, nagrody, jakie "Stawka" zdobyła. Będą wśród nich przedmioty z długą historią i całkiem nowe, jak kilim z podobizną Hansa Klossa w mundurze, który w tym roku dostałem w Mongolii. Tam teraz można zobaczyć ten serial i zdobył sporą popularność. Dlatego w fabryce dywanów utkano dla mnie taką pamiątkę.

- Spotyka się Pan z Brunnerem?

- Czasami tak. A na pewno przyjedziemy razem do Katowic na otwarcie muzeum.

- Słyszałam, że to górnicy ocalili Klossowi życie. Gdy w prasie pojawiła się pogłoska, że Pan zginie w ostatnim odcinku, zaprotestowali i zażądali większej liczby odcinków i ocalenia Klossa.

- To prawda, ale ta historia wiąże się z teatrem telewizji. Bo "Stawka większa niż życie" była najpierw spektaklem teatralnym. Miało być sześć odcinków, a skończyło się na czternastu. Ponieważ stała się bardzo popularna, postanowiono zrobić serial.

- Jest plan nakręcenia drugiej części serialu, ale dotąd niezrealizowany. Wielu Pana fanów ten pomysł oburza. Piszą "nie ma lepszego od Hansa naszego".

- Były takie pogłoski, ale byłby to film już w innej obsadzie. W przyszłym roku będę obchodził 80 urodziny. Nie mógłbym już zagrać Hansa Klossa.

Pomysł
Muzeum Hansa Klossa ma powstać przy ul. Gliwickiej w Katowicach. Twórcy scenografii teatralnej i filmowej odtworzą w nim klimat lat 40. Będą pamiątki po filmie, 10-minutowy mix wszystkich odcinków, silikonowe postacie bohaterów serialu, jego fan club i oczywiście możliwość spotkania z Hansem Klossem i innymi aktorami przy kawiarnianym stoliku.

http://echomiasta.pl/index.php?option=c ... &Itemid=46



ethan - Śro Lip 16, 2008 1:41 pm

Zbudują muzeum z gliny i słomy
05.07.2008
Lucjan Buchalik z folderem przedstawiającym Yatengę

W mieście ma powstać muzeum, które będzie tętnić życiem przez 24 godziny na dobę. Prawie cała budowla ma być zrobiona z gliny i słomy.

- To będzie rewolucja muzealna i architektoniczna na skalę europejską - zapowiada pomysłodawca przedsięwzięcia, Lucjan Buchalik, dyrektor żorskiego muzeum.



Oprócz pięciu sal wystawienniczych, z których każda poświęcona będzie innemu kontynentowi, na terenie muzeum działać będą knajpki, restauracje. Ma być też sala konferencyjna, mała biblioteka, a nawet park linowy i ścianka wspinaczkowa. Oczywiście, jak na muzeum przystało, trasa wspinaczki będzie prowadzić od eksponatu do eksponatu. To tylko niewielka część atrakcji jakie będą czekać na odwiedzających żorskie muzeum Yatenga - Miejsce Spotkań Kultur Świata.

Budynek, którego budowa ma się rozpocząć w 2009 roku na 2500 metrach kwadratowych, przy popularnej trasie Katowice-Wisła, ma zostać "ulepiony" głównie z gliny. Budowlanym surowcem będzie też słoma.

Prace architektoniczne muzeum zleciło trójce młodych, zdolnych śląskich architektów - Marcinowi Mateuszowi Kołakowskiemu oraz Barbarze i Oskarowi Grąbczewskim. Projekt żorskiej Yatengi konsultowany jest ze światowej sławy niemieckim profesorem Gernotem Minke.

- To nieskromne co powiem, ale profesor jest zachwycony naszą Yatengą. Twierdzi, że będzie to perełka architektoniczna na skalę światową%07- mówi Oskar Grąbczewski.

Czy budowla z pozornie tak nietrwałych materiałów wytrzyma próbę czasu w naszym klimacie? - Oczywiście. Glina i słoma przy specjalistycznej obróbce są tak samo trwałe jak tradycyjne materiały budowlane - zapewnia mieszkający obecnie w Londynie Marcin Mateusz Kołakowski.

- Stworzymy przestrzeń otwartą na wszystkie strony świata, most łączący różne kultury. Będzie to ekologiczne, zielone, przyszłościowe miejsce na Śląsku - mówi Oskar Grąbczewski.

Nowatorski projekt podoba się władzom, które obiecały dołożyć do inwestycji, której koszt szacuje się na 19 milionów złotych.

- Ciekawa budowla i wielość atrakcji, które będzie proponować sprawi, że ludzie nie tylko z naszego miasta chętnie będą ją odwiedzać. Warto w coś takiego zainwestować - powiedział Waldemar Socha, prezydent miasta, a projekt zyskał także akceptację radnych.

Pomysłodawcy muzeum nie chcą obciążać budżetu gminy, więc część pieniędzy zamierzają zdobyć z Unii Europejskiej.

- Już pod koniec lipca będziemy mieli gotową pełną dokumentację techniczną i oficjalnie rozpoczniemy starania o pieniądze - mówi Lucjan Buchalik.

Bambusowa replika w skali jeden do jednego

27 lipca, w miejscu, gdzie ma powstać muzeum, wybudowana zostanie replika Yatengi w skali jeden do jednego.

- Zaprosiliśmy holenderskiego artystę Antoona Vasteegde, który wspólnie z mieszkańcami, tylko za pomocą bambusa i gumek recepturek wybuduje makietę Yatengi. Będzie to największa makieta architektoniczna na świecie, dzięki której wszyscy będą mogli zobaczyć, jakie cudo chcemy wybudować

- mówi Katarzyna Podyma z żorskiego muzeum. W Polsce do tej pory nie powstało muzeum, do którego można by porównać żorską Yatengę. Podobieństw można się doszukiwać w Centrum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha w Krakowie. Na terenie kraju jest realizowanych wiele nowatorskich projektów. Jednym z ciekawszych jest budowane Muzeum Lotnictwa w podkrakowskich Czyżynach, którego budynek ma mieć kształt śmigła. Muzeum będzie można zwiedzać pod koniec tego roku. Wizytówką Katowic ma się stać Muzeum Ziemi Śląskiej, które ma być gotowe do końca 2012 r.

Tomasz Siemeniec - POLSKA Dziennik Zachodni



Kris - Sob Lip 19, 2008 12:21 pm
Pomysł stworzenia muzeum górnictwa coraz bliższy realizacji
wczoraj

Stare maszyny górnicze będą służyły jako eksponaty w muzeum. Niektóre z nich zobaczymy w centralnych miejscach miasta.

Członkowie stowarzyszenia "Nasze Piekary", władze miasta, pracownicy Zakładu Górniczego "Piekary" i sami górnicy żywo zainteresowani koncepcją powstania muzeum w Piekarach Śląskich udali się na teren kopalni "Andaluzja". - Zjechaliśmy w głąb kopalni, by ocenić stan techniczny i wartość kulturalną maszyn górniczych, znajdujących się dziesiątki metrów pod powierzchnią ziemi, jak i na jej powierzchni. Naszym zamierzeniem jest ocalenie tych narzędzi przed przetopieniem, czy sprzedaniem tych cennych pamiątek do skupu złomu - wyjaśnia zastępca prezydenta miasta Zenon Przywara.

Zarówno inżynierowie pracujący w kopalni, jak i władze Piekar zgodnie podkreślają, że wszelkie znajdujące się pod ziemią elementy to zabytki polskiego górnictwa. - Wszystkie te narzędzia i maszyny naszym zdaniem powinny ujrzeć światło dzienne, by mieszkańcy mogli na własne oczy przekonać się, jakie skarby kryją podziemia górnicze - dodaje inżynier Krzysztof Musz z Zakładu Górniczego "Piekary".

Poczyniono już pierwsze kroki zmierzające do stworzenia pierwszego muzeum na terenie miasta. Już teraz powstaje specjalny zespół architektoniczno-urbanistyczny, który pracować będzie nad wyznaczeniem miejsc, gdzie eksponaty górnictwa mogłyby zostać rozlokowane. Grupa fachowców opracuje na podstawie planu miasta punkty, do których przetransportowane zostaną dane obiekty, bądź ich części. - Eksponaty polskiego górnictwa będą odpowiednio wkomponowane w zabudowę Piekar. Muzeum stanie się symbolem naszego miasta - mówi Przywara. By wszystko zostało dopięte na ostatnio guzik brakuje tylko zgody Kampanii Węglowej, która jest właścicielem majątku kopalni.

Władze miasta będą wnioskowały o możliwość przekazania tych obiektów w użytkowanie piekarskiego muzeum. Większość tych maszyn była eksploatowana w piekarskich kopalniach już w latach 20., a mimo tego nie straciły na wartości. Wręcz przeciwnie. - Najcenniejsze eksponaty to maszyny wyciągowe działające niegdyś na szybach "Sienkiewicz" i "Żeromski". Są one w doskonałym stanie - dodaje Przywara. Władze miasta zapowiadają, że będą ubiegać się o wpisanie muzeum do Szlaku Zabytków Techniki Województwa Śląskiego.

We wnętrzu kopalni "Andaluzja" zachowały się m.in. schrony, maszyny służące do wydobycia węgla oraz makieta obrazująca plan przestrzenny zakładu z 1980 roku wraz z wszelkimi szczegółami, jak lampy górnicze, formy chodników, telefony. - Potrzebne nam będzie pomieszczenie o wymiarach nie mniejszych niż 36 metrów kwadratowych, by móc umieścić w nim makietę w takiej formie, w jakiej znajduje się w kopalni - tłumaczy Krzysztof Musz.

Skanseny i muzea górnicze działają już w Tarnowskich Górach (Zabytkowa Kopalnia Srebra) i Zabrzu (Sztolnia Królowa Luiza oraz Muzeum Górnictwa Węglowego).
Katarzyna Nylec - POLSKA Dziennik Zachodni
http://piekaryslaskie.naszemiasto.pl/wy ... 76379.html



Wit - Wto Lip 22, 2008 6:04 pm
Muzeum Yatenga powstaje w Żorach
Marcin Mońka 2008-07-22, ostatnia aktualizacja 2008-07-22 16:49



Być może już w niedalekiej przyszłości w Żorach powstanie muzeum, unikatowe nawet w europejskiej skali. To właśnie tutaj wizjonerzy pracują nad projektem Muzeum Yatenga - Spotkanie Kultur Świata. Początek już w ten weekend

Żory od lat słyną ze swoich afrykańskich pasji, i co roku działające w mieście muzeum wzbogaca się o kolejne eksponaty. Jest ich tak wiele, że w mieście pomyślano o nowej przestrzeni wystawienniczej. W ten sposób powstaje śmiała wizja Muzeum "Yatenga - Spotkanie Kultur Świata". Choć pomysł pozornie wydaje się odległy to jednak już w ten weekend będzie można przekonać się na własne oczy, że takie wizje mają ogromną szanse na szybkie wprowadzenie w życie. Przez dwa dni teren działki przeznaczonej pod budowę Yatengi opanują architekci, wolontariusze i wszyscy ci, którzy chcą poczuć namiastkę przyszłego muzeum. W sobotę już od rana, pod okiem holenderskiego architekta Antoona Versteegde'a, będzie powstawać architektoniczny model bambusowy muzeum. Zaplanowano również wykłady i warsztaty dla dzieci i młodzieży - ich tematem będzie zarówno Afryka, jak i Azja i Ameryka Łacińska. Nie zabraknie także doznań muzycznych: gościem imprezy będzie m.in. Masala Soundsystem.

Jeszcze do czwartku wszyscy chętni mogą zgłaszać się do projektu jako wolontariusze. - Chcesz powiedzieć "Budowałem Yatengę" i zapisać się w historii polskiej architektury? A może nie wierzysz, że w Żorach można zrobić coś na skalę europejską? Jeżeli tak, zostań w domu i narzekaj. Jeżeli nie, przyjdź i dołącz do nas. Yatenga zdobywa sobie uznanie i poparcie w świecie. To nie zabawa w piaskownicy. W konkursie o pieniądze unijne konkurować będziemy z Poznaniem i Łodzią. Pokażmy, że Żory nie są "zabitą dechami" prowincją, która nie potrafi niczego sensownego wymyślić. Wolontariusze, zgłaszajcie się do czwartku pod numerami telefonów (032) 43 43 714, 43 44 882 - mówią organizatorzy.

Dwudniowa impreza rozpocznie się w sobotę na działce pod budowę muzeum przy drodze krajowej nr 81 na trasie Katowice -Wisła.



Strona 1 z 5 • Wyszukano 146 wypowiedzi • 1, 2, 3, 4, 5
Copyright (c) 2009 | Powered by Wordpress. Fresh News Theme by WooThemes - Premium Wordpress Themes.