ďťż
[Śląskie] Muzea miejskie i tematyczne



Wit - Pią Lip 25, 2008 6:02 pm
Muzycy Myslovitz czekają na peruki i makijaż
Iwona Sobczyk2008-07-24, ostatnia aktualizacja 2008-07-25 08:36



Chociaż zespół Myslovitz ma roczną przerwę w graniu i muzycy od siebie odpoczywają, to w kuchni Macieja Kota stoją ściśnięci obok siebie. Kończą się tu prace nad stworzeniem dokładnych modeli mysłowickiej piątki. Figury staną w miejskim muzeum

Klawiszowiec Przemek Myszor i gitarzysta Wojtek Powaga stoją na kuchennym blacie. Lider zespołu Artur Rojek i perkusista Wojtek "Lala" Kuderski nieco chybotliwie balansują na stołkach, zaś basista Jacek Kuderski zajmuje kawał parapetu. Brakuje im jeszcze nóg, rąk, włosów i paru innych detali. Wszyscy są gipsowo bladzi, twarze mają chropowate. Na szczęście to tylko modele, pierwowzory są całe i zdrowe.

Na pomysł, żeby przygotować figury przedstawiające muzyków i ustawić je w muzeum wpadł Adam Plackowski, dyrektor placówki. Magistrat wsparł ideę kilkunastoma tysiącami złotych. - Nie mieli wątpliwości. Większość naszych urzędników zdaje sobie sprawę, że jeśli ktoś w Australii czy innym dowolnie wybranym miejscu na świecie słyszał o Mysłowicach, to dzięki tym chłopakom - mówi Plackowski.

Początkowo planowano, że figury będą woskowe, jak u Madame Tussaud w Londynie. Wosk okazał się jednak za drogi i mało praktyczny. Stanęło więc na wersji ekonomicznej: dokładne, wykonane na podstawie gipsowych odlewów głowy muzyków zostały przyklejone do wcześniej ściętych seryjnie produkowanych sklepowych manekinów. Rozwiązanie nie jest idealne, bo smukłe i wysokie manekiny nie do końca odpowiadają posturom członków zespołu. - Trzeba im teraz będzie obciąć trochę nogi i ręce, żeby byli bardziej podobni - mówi Plackowski. O manekinach, oczywiście.

Na razie kończyny manekinów leżą w muzeum, a korpusy z głowami stoją w pracowni Macieja Kota, dąbrowskiego plastyka, autora modeli i fana zespołu. - Do końca tygodnia mam nadzieję dokończyć głowy. Zostało jeszcze kilka prostych prac, trzeba dołączyć detale, trochę ich przeszlifować i pomalować. Najtrudniejsze za nami - mówi Kot.

Członkowie zespołu na odlewy zgodzili się bez wahania. Pierwszy procedurze pokrycia twarzy silikonową masą poddał się Wojtek "Lala" Kuderski. - Dostałem rureczkę, przez którą miałem oddychać. Miała chyba średnicę szpilki, musieliśmy przerwać. Udało się za drugim podejściem. Leżałem z tym czymś na twarzy i czułem się jak ten bohater "Ósmego pasażera Nostromo", któremu Obcy przyczepił się do głowy - śmieje się "Lala". Sam pomysł mu się podoba. - Sympatyczny. Lepszy niż ten wcześniejszy, kiedy chcieli nam stawiać pomnik - dodaje.

Maciej Kot napracował się przy poprawianiu odlewów. Szczególnie mocno przy Arturze Rojku. - Jakoś tak się wykrzywił, zanim maska zastygła, trzeba mu było trochę zmienić wyraz twarzy - wzdycha Kot, który najbardziej dumny jest z podobizny Przemka Myszora. Muzyk zdołał się uśmiechnąć pod tężejącą maską. Nie dość, że wyszedł podobny, to jeszcze pogodny.

Członkowie zespołu zostali już poproszeni o wyposażenie swoich sobowtórów w ubrania pochodzące z ich własnej garderoby. Wiadomo, że coś odpowiedniego odda "Lala" Kuderski. Zajęty przed Off Festivalem Rojek zdał się na muzealników. - Wybierzemy się do second handu po coś dla niego - mówi Plackowski.






Cuma - Pon Lip 28, 2008 5:15 pm
http://www.mmsilesia.pl

Kultura: Muzeum PRL-u powstanie w Rudzie Śląskiej i Dąbrowie Górniczej. W Sosnowcu Izba Pamięci Edwarda Gierka.Gierek wiecznie żywy. Będzie izba pamięci i muzea Autor: TV Silesia
Gierek wiecznie żywy. Będzie izba pamięc ... Zmarł 7 lat temu. Znów odżywają spory między jego przeciwnikami a gorącymi zwolennikami. - Historia go na pewno doceni - twierdzą zgodnie ci drudzy i planują utworzenie izby pamięci.

Sosnowiec - Zagórze. Mały parafialny cmentarz, składający się ze skromnych marmurowych nagrobków. Obok jednego z nich ciągle pali się jakiś znicz i leży bukiet świeżych kwiatów. Na nagrobku napisane "Stanisława Gierek i Edward Gierek". W siódmą rocznicę śmierci słynnego sekretarza na uroczystości przybyły dziesiątki osób z całej Polski. Również prezydent Sosnowca - Kazimierz Górski.
- Kto nie pamięta o przeszłości, nie jest wart teraźniejszości ani nie ma prawa do przyszłości - zacytował nad grobem słowa Józefa Piłsudskiego prezydent.

Sosnowca nie promuje, bo wcale nie musi

- Starym obyczajem oddaliśmy cześć człowiekowi, który sprowadził do kraju nowoczesność i rozruszał gospodarkę. Jest wiele epizodów z jego życia, które historia na pewno oceni pozytywnie. - Mówi dla MM Zofia Dybała - sekretarz zarządu Stowarzyszenia im. Edwarda Gierka. - Owszem zadłużył kraj, ale o wiele więcej do neigo sprowadził. Zostało to zmarnowane, gdyż nie w pełni skorzytaliśmy z tych udogodnień - twierdzi Dybała, dodając dumnie, że na uroczystościach pojawiło się wiele znanych osób z regionu ale i z daleka Polski.

Marek Godek, miejski radny chciał nawet aby postać Gierka wpisać w strategię promocyjną Sosnowca. Rada miasta nie podzieliła jego pomysłu, ale Godek nie składa broni. - W strategii promocyjnej go nie ma, ale w pamięci mieszkańców tak. Teraz chcemy powołać do życia Izbę Pamięci Edwarda Gierka. Systematycznie zbieramy pamiątki po Nim i mimo, że trochę już się tego nazbierało, wciąż to za mało by mówić o konkretnej siedzibie - mówi Marek Godek z rozmowie z MM Silesią. - Na pewno będzie ona w Sosnowcu, być może w jakichś budynkach pofabrycznych. Najważniejsze, aby przybliżyć wszystkim tą postać, również młodym. Nie gloryfikować, ale pokazać prawdę. - wzdycha Godek.

źródło: wikipedia commons

Młodzi "czają temat"

Tymczasem rzeczywiście coraz więcej młodych ludzi interesuje się Gierkiem. - Więcej młodych trafia do naszego stowarzyszenia, organizujemy spotkania z młodzieżą, wyjazdy do Brukseli i konkursy - mówi Zofia Dybała. - Dlaczego tak jest? Młodzi, którzy poznają Gierka doceniają go, bo dziś trudno o mieszkanie, pracę, godne życie. - tłumaczy Dybała.

Inny pogląd na popularność Gierka ma Michał Świgoń, politolog i twórca serwisu Histmag.org. - Ludzie szukają prostych rozwiązań, uproszczonej wizji rzeczywistości. Wielu z nich poprawę swojej sytuacji materialnej kojarzy właśnie z czasami Edwarda Gierka. Nie zdają sobie sprawy choćby z tego, że zadłużenie międzynarodowe, poczynione w tamtych czasach, spłacamy do dziś.

- Myślę, że Gierka można nazwać swoistą ikoną popkultury - stanowił w końcu po szarym i nudnym Gomułce barwną odmianę, stwarzając pozory nowoczesności i otwarcia na Zachód. - wyjaśnia Świgoń.
- Nie, na razie nie mieliśmy zamówień na koszulki z Edwardem Gierkiem, ale kto wie... Natomiast na pewno obserwujemy nostalgię do tych czasów, głównie w kontekście motoryzacji. Wzory ze starymi syrenkami czy fiaty 125p na koszulkach dobrze się przedają - zauważa Leszek Palej z koszulkowo.com.

Pamiętają, będą pokazywać potomnym...

Czy możliwe jest, aby w całym klimacie nostalgii za PRL-em i Edward Gierek trafił do muzeów? Stosunkowo niedawno pojawiły się pomysły powołania do życia placówek muzealnych PRL-u w naszym regionie. W Dąbrowie Górniczej obok Pałacu Kultury Zagłebia powstać ma Muzeum Socrealizmu. Być może za siedzibę placówce posłuży również kompeks opuszczonych budynków zakładów Dąbrowskiej Fabryki Obrabiarek Defum. Ma mieć to wymiar symboliczny, robotniczy. Pomysł władzom miasta poddali zagłebiowscy internauci. Również oni głośni sprzeciwiali się zmianie nazwy jednego z sosnowieckich skrzyżowań.

źródło: forum-sosnowiec.pl

Drugie muzeum - podobno największe w Polsce - powstać ma w Rudzie Śląskiej - Bielszowicach w budynkach po dawnym... PGR. Będzie tu gromadzona wszelka dokumentacja związana z historią Polski z lat 1944-1989. Twórcy obydwóch placówek proszą o zgłoszenie się wszystkich, będących w posiadaniu jakiekolwiek pamiątki po PRLu, chcących pokazać je szerszej publice.
W grę wchodzi też wypożyczenie część eksponatów ze słynnego Muzeum Socrealizmu w Kozłówce. Udało się tam zgromadzić m.in. ponad 1700 rzeźb, obrazów, plakatów. Zbiory pochodzą głównie z lat 60. minionego wieku.
- Jeśli tylko twórcy takiego muzeum z Rudy Śląskiej lub Dąbrowy Górniczej zwrócą się do nas z prośbą o udostępnienie zbiorów, nie odmówimy. Takie wymiany się zdarzają, nawet na 10 lat. Tymbardziej, że sporo zbiorów i tak wciąż zalega w naszych magazynach. - mówi dla MMSilesia Małgorzata Mazurkiewicz z Zespołu Pałacowo - Parkowego w Kozłówce. - Nie sądzę, by placówki w Waszym regionie były dla nas konkurencją. Co roku odwiedza nas ponad 250 tys. odwiedzających. - dodaje Mazurkiewicz.

PS Podkreślony fragmet dotyczy terenu położonego w Śląskim Parku Przemysłowym. Kiedy byliśmy niedawno na "zwiadach" tam widzieliśmy jakieś ładnie odnawiane budynki, ogrodzone, nie wiedzieliśmy jednak że to były PGR, ani że to przyszłe muzeum [/url]



MephiR - Pią Sie 01, 2008 2:57 pm
Muzeum Techniki i Motoryzacji
Radzionków ma Muzeum Chleba, będące bardzo popularnym i często odwiedzanym miejscem. Gdy powstawał jego projekt, bytomscy politycy zmarnowali szansę i nie zatrzymali jego twórcy, Piotra Mankiewicza w naszym mieście.

Początkowo ten pasjonat chciał, by muzeum mieściło się zabytkowej kamienicy zbudowanej w 1873 roku przez rzemieślnika-piekarza w Bytomiu przy ul. Jainty. Kamienica trafiła do innego właściciela i przez wiele lat popadła w ruinę. Remontu doczekała się dopiero w tym roku, gdy ponownie została sprzedana.

Tym razem udało się, choć nasi politycy i tym razem "kręcili nosem". W naszymi mieście już za niedługi czas zacznie działać Muzeum Techniki i Motoryzacji. Tym razem to Zabrze udzieliło uprzejmości naszemu miastu, odsyłając z kwitkiem członków Klubu Motorowego Górników i Energetyków.

W Muzeum będzie można podziwiać takie samochody jak Spitfire 1500, Ford Mustang i Tatra 603, Ford Econoline z lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, czy nasze polskie samochody jak Syrena 105, Warszawa, Polski Fiat 125. Muzeum będzie się mieścić w hali Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego, znajdzie się również na Szlaku Zabytków Techniki. Rafał Siech (członek Klubu Motorowego Górników i Energetyków, kolekcjoner, pasjonat starych samochodów) ma nadzieje, ze nie tylko szlak, ale bliska lokalizacja centrum handlowego sprawi, iż do Muzeum będą zaglądać całe rodziny, tak by pasją samochodową mogli się zarazić najmłodsi.

http://bytomski.pl/portal.php?act=aktua ... d_akt=1825

-------------------------------------------------------------------------------------------------

Będzie super . WORD w Bytomiu znajduje się nieopodal planowanego węzła autostradowego, więc rodzinki podczas wypraw w góry może będą sobie zjeżdżać na chwilę z trasy na zakupy w M1 i zwiedzanie muzeum starych samochodów .



Wit - Pią Sie 22, 2008 11:32 am


Siemianowice. Eksponaty złapane w sieci
dziś
W jednym pomieszczeniu stworzymy gniazdo ciężkiego karabinu maszynowego z okresu powstań śląskich, natomiast w drugim żołnierz Dywizji Karpackiej weźmie do niewoli Niemca - opowiada Artur Garbas, pracownik siemianowickiego Muzeum Miejskiego. - Chcemy, żeby nowa ekspozycja była "żywa". Nic nie znajdzie się za szybą, a dzieci będą mogły dotknąć mundurów czy karabinów, a nawet założyć hełm - wyjaśnia.

Pomysł nowej ekspozycji powstał jeszcze w zeszłym roku, podczas odsłonięcia pomnika Czynu Niepodległościowego na placu Skargi. - Chcieliśmy taką wystawą odtworzyć powstańcze i wojenne losy tysięcy siemianowiczan - opowiada Artur Garbas. - Dobrym przykładem będzie mój dziadek, który walczył w Powstaniu Śląskim, bronił kraju w 1939 roku, a potem, ze stalagu, siłą został wcielony do Wehrmachtu. Tak to wyglądało w tamtych czasach, zwłaszcza w 1943 roku, kiedy wszyscy siemianowiczanie - bez pytania o zdanie - stali się obywatelami Rzeszy. Wtedy odwołanie się od wcielenia do Wehrmachtu oznaczało po prostu śmierć. Dlatego szacujemy, że około dziesięciu tysięcy mieszkańców Siemianowic Śląskich mogło zostać siłą wcielonych do niemieckiej armii. Dziadek, podobnie jak wielu innych, zdezerterował przy pierwszej lepszej okazji; było to we Francji, gdzieś pod Falaise, po lądowaniu Sprzymierzonych w Normandii. Później walczył w armii Andersa - dodaje.

Wystawa zajmie dwa pomieszczenia Muzeum Miejskiego, które obecnie służą jako magazyny. Zanim jednak zostaną zaadaptowane do potrzeb ekspozycji, magazynowane rzeczy muszą zostać przeniesione. Do pomieszczeń obok muzeum, do których najpierw trzeba się... przebić. - Mamy już wstępne zezwolenie, ale czekamy na projekt. Sprawa, niestety, opóźnia się, bo mieliśmy zacząć w połowie sierpnia - mówi Garbas.

Pomieszczeń jeszcze nie ma, ale trwa kolekcjonowanie eksponatów. Arturowi Garbasowi udało się już zebrać kompletny mundur niemiecki, razem z butami, hełmem, pasem, ładownicą, szelkami, maską przeciwgazową i bagnetem. Całe wyposażenie znajdzie się na manekinie. - Nie będziemy szukać atrapy broni, bo żołnierz wehrmachtu będzie się przecież poddawał - śmieje się Artur Garbas. - Wyposażenie żołnierza wehrmachtu częściowo oryginały, ale jest też kilka zrekonstruowanych rzeczy - dodaje.

Muzeum Miejskie zamówiło już atrapę ciężkiego karabinu maszynowego Vickers z okresu I wojny światowej. Produkcją tego rodzaju "broni" zajmuje się poznańska firma. CKM Vickersa (broń kalibru 7,7 mm weszła do służby w armii brytyjskiej już w 1912 roku, ale była tak popularna, że z użycia wycofano ją dopiero w 1968 r.) znajdzie się w pierwszym z pomieszczeń ekspozycji. - Na Allegro widziałem już ładnie wykonaną replikę angielskiego Stena, może uda się ją kupić? - zastanawia się Garbas. - Spróbujemy zwrócić się też do Muzeum Wojska Polskiego o wypożyczenie oryginału polskiego mausera. Mam nadzieję, że się uda, bo chciałbym, żeby trzymał go nasz "karpatczyk" - zaznacza.

W siemianowickim muzeum kompletowany jest właśnie mundur żołnierza armii generała Władysława Andersa. Jest już bluza z odpowiednimi naszywkami oraz charakterystyczny hełm, stosowany powszechnie w armii brytyjskiej. - Liczymy na pomoc kolekcjonerów, chętnie odkupimy od nich potrzebne eksponaty, zwłaszcza że poszukujemy polskiego munduru sprzed 1939 roku, a jak dotąd mamy tylko hełm wzór 31 - kończy Garbas.

Gdzie można kupić stare militaria?

Część eksponatów do planowanej wystawy trafiła do Muzeum Miejskiego z bytomskiej giełdy staroci. Mundury i elementy wojskowego wyposażenia nabyć można również w Bielsku-Białej, gdzie odbywa się "Operacja Południe", organizowana przez Stowarzyszenie Miłośników Militariów "Południe" oraz bielskie Muzeum Broni Pancernej i Militariów im. Franciszka Biera i częściowo finansowana przez Ministerstwo Obrony Narodowej. Wiele przedmiotów trafia na internetowe aukcje, zaś najpopularniejszym portalem jest Allegro.

W internecie kupić można wszystko, albo niemal wszystko. Replika karabinu mauser 98k, ważąca 2,9 kilogramy została wystawiona z ceną wywoławczą 579 zł, licytacje replik innych karabinów trzeba rozpocząć od podobnych kwot. Mało tego, na Allegro można nabyć repliki XVII czy XVIII-wiecznych armat! W tym przypadku licytacja rozpoczyna się jednak od sumy przekraczającej 4 tysiące złotych. Stare hełmy, mundury czy buty wystawiane są z ceną kilkuset złotych, a cena zależy od tego czy chodzi o oryginał czy replikę.

Grzegorz Lisiecki - POLSKA Dziennik Zachodni

http://siemianowiceslaskie.naszemiasto. ... 88390.html




Wit - Wto Sie 26, 2008 7:08 am
Niezwykła ekspozycja w Nadleśnictwie Katowice
Anna Malinowska2008-08-24, ostatnia aktualizacja 2008-08-25 08:05



Jeśli chcemy posłuchać szczekania sarny albo pohukiwania sowy, wystarczy wcisnąć odpowiedni przycisk. W świat lasu wprowadza nas światło i dźwięk, a eksponatów nie strzegą szklane gabloty. Sala Edukacyjna w katowickim nadleśnictwie jest jedyną w mieście ekspozycją multimedialną.

Ekspozycja zajmuje kilka niedużych pomieszczeń. W pierwszym możemy zobaczyć las o różnych porach roku. Jest dzik otoczony zwałami śniegu, bocian czarny na wiosennych mokradłach czy też sarny, na skąpanej słońcem łące. W kolejnej salce można dotknąć futer różnych zwierząt. Następnie przechodzimy do gabinetu myśliwego. Stamtąd z kolei do ekspozycji ptaków, owadów aż wreszcie do miejsca, w którym pokazana jest praca leśników.

Jeśli chcemy posłuchać szczekania sarny albo pohukiwania sowy wciskamy tylko odpowiedni przycisk. Oprócz odgłosów fauny, są też sygnały i pieśni myśliwskie. - Dzieci po prostu uwielbiają te przyciski. To dla nich duża frajda i cały czas sprawdzają, jak wyją wilki czy pomrukuje dzik - śmieje się Sławomir Forystek z nadleśnictwa, który oprowadza po ekspozycji.

Każda wycieczka może sobie wybrać odpowiedni scenariusz: dla dzieci, ogólny i w śląskiej gwarze. I tak np. wersja dziecięca to głównie piosenki o zwierzętach. Cała ekspozycja jest przystosowana dla osób poruszających się na wózkach. Zwiedzać mogą też niewidomi. Eksponaty, przyciski z odgłosami są opisane w brajlu.

Na zewnątrz na zwiedzających czeka też ogród. Tam również wszystkiego można nie tylko dotknąć, ale i zerwać. W części ogrodu stoją ule. Jeden z nich zbudowano tak, by bez problemu można było zobaczyć, jak wygląda życie pszczół.

- Sala edukacyjna powstała po to, żeby zwiedzający zrozumiał, czym jest las, by pokazać, czym grozi degradacja takiego środowiska. Tłumaczymy też, że wyrzucanie śmieci to nie tylko zanieczyszczenie gleby i wody, ale narażanie zwierząt na długą i bolesną śmierć. Jeśli np. lis zrani sobie łapę o puszkę po piwie, nie będzie w stanie nic upolować i zginie - tłumaczy Forystek.

Leśną ekspozycję można oglądać za darmo. Trzeba tylko wcześniej zadzwonić do nadleśnictwa pod nr 032 252 51 41 i umówić się.



Wit - Nie Sie 31, 2008 8:29 pm


Wojskowy helikopter wylądował w muzeum
Iwona Sobczyk2008-08-31, ostatnia aktualizacja 2008-08-31 19:58

Muzeum w Mysłowicach uratowało od rozstrzelania na poligonie wysłużony wojskowy śmigłowiec. Maszyna służy jako kolejna atrakcja tworzonego w mieście parku militarnego. Muzealnicy myślą teraz, jak wydobyć z dna Przemszy... radziecki czołg

Podarowany muzealnikom przez Agencję Mienia Wojskowego radziecki śmigłowiec, wyprodukowany w 1976 roku, ostatni lot odbył trzy lata temu. Jest sprawny, w zbiornikach ma jeszcze trochę paliwa. Przyjechał z jednostki wojskowej w Balicach. - Wojsko chciało go dać do rozstrzelania na poligon, zjawiliśmy się w ostatniej chwili - mówi Zbigniew Kościan, pracownik muzeum i pasjonat militariów.

Od kiedy helikopter się pojawił, muzealnicy nie mogą opędzić się od pytań, kiedy odbędzie się pierwszy lot. - Nie będzie żadnych lotów, śmigłowiec można sobie za to dokładnie pooglądać, usiąść w środku, pobawić się przyciskami, poznać dokładnie jego budowę - mówi Kościan. Będzie też można pokręcić śmigłem.

Muzeum ma już półtonowy moździerz i sporo mniejszego sprzętu. We wrześniu do muzeum ma dotrzeć samochód Kraz. W okolicach lutego - czołg. Wszystko - niestety, pozbawione cech bojowych - muzeum dostanie za darmo od Agencji Mienia Wojskowego. Z miejskiej kasy płaci tylko za transport.

- Jesienią chcemy też przenieść tu ze dwa małe bunkry linii obrony B-2, które wyciągnięte z ziemi leżą w lesie w rejonie Trójkąta Trzech Cesarzy. Teraz nie możemy, bo trwa okres ochronny ptaków - mówi Kościan. Gdy już bunkry dojadą, w trawniku powstaną okopy. Pomoc w ufortyfikowaniu muzeum zadeklarowali już harcerze. - To tylko tymczasowe miejsce, cały czas pracujemy nad tym, żeby w przyszłości park militarny przenieść na Trójkąt Trzech Cesarzy - mówi Adam Plackowski, dyrektor muzeum.



Wit - Sob Wrz 06, 2008 9:05 am


Muzeum Pożarnictwa z certyfikatem
dziś
Centralne Muzeum Pożarnictwa w Mysłowicach jest drugim europejskim prezentującym historię walki z ogniem, które zostało certyfikowane przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Służb Pożarniczo-Ratowniczych (CTIF).

Dokument został wręczony w czasie trwającego do wczoraj 16. Międzynarodowego Sympozjum CTIF. Do mysłowickiego muzeum zjechało ponad sto gości z 16 europejskich państw, m.im. z Austrii, Czech, Niemiec, Grecji, Francji, Szwecji, a także z Białorusi. Tematem przewodnim sympozjum były hełmy strażackie - ich powstanie, produkcja i przeznaczenie.

Muzeum otrzymało certyfikat m.in. za świetne warunki lokalowe. CMP od 17 lat znajduje się w dzielnicy Mysłowic - Słupnej. Na trzech hektarach, w pięciu halach (w sumie ok. 5 tys. m kw. powierzchni) zgromadzono 5,5 tys. eksponatów i 3,6 tys. tomów specjalistycznej literatury. - To muzeum zasługuje na ten certyfikat chociażby dlatego, że historia pożarnictwa pokazywana jest w świetnej przestrzeni%07- tłumaczy Adolf Schinnerl, wiceprzewodniczący komisji historycznej CTIF.

Ale nie tylko, członkowie CTIF przyznają, że godne pozazdroszczenia są zbiory zgromadzone w Mysłowicach. - Szczególnie ważna jest różnorodność doskonale pokazująca przekrój całej historii pożarnictwa. Od najstarszego, najprostszego do współczesnego sprzętu używanego przez strażaków - dodaje Schinnerl.

Adam Szkuta, dyrektor Centralnego Muzeum Pożarnictwa jest zadowolony z uzyskanego certyfikatu. - Potwierdza, że jego placówka spełnia wszystkie normy unijne, jeżeli chodzi o ekspozycję muzealiów. Certyfikat jest ważny przez 10 lat - tłumaczy Szkuta.

Centralne Muzeum Pożarnictwa powstało w 1971 roku. Inicjatorem jego powołania był ówczesny mysłowicki komendant straży pożarnej, Henryk Chruzik. Mieściło się w budynkach dawnego hitlerowskiego i stalinowskiego obozu przy Promenadzie. Ponieważ budynki były często zalewane przez Przemszę, zdecydowano się na przeprowadzkę.

Pierwszą halę przy ulicy Stadionowej w dzielnicy Mysłowic-Słupnej oddano do użytku w 1991 roku. Prace w dwóch ostatnich trwały jeszcze kilka miesięcy temu.

Najstarsze eksponaty w mysłowickiej placówce pochodzą z połowy XIX wieku. To m.in. drewniane sikawki konne. Nie brakuje również samochodów, hełmów, sztandarów, odznaczeń i mundurów.

Krzysztof P. Bąk - POLSKA Dziennik Zachodni

http://slask.naszemiasto.pl/wydarzenia/894707.html



Wit - Nie Wrz 14, 2008 10:25 pm


Otwarte drzwi elektrowni
Grzegorz Żądło, 2008-09-13 21:06

Dym, smród i tokstyczne odpady. Wielu ludziom właśnie tak kojarzą się duże zakłady przemysłowe. Wśród nich- elektrownie. W Łaziskach chcą to zmienić. Dzisiaj każdy mógł zobaczyć, jak od środka wygląda tamtejsza elektrownia. Ale najciekawsze było to, co czekało na zwiedzających w tutejszym Muzeum Energetyki, które ma szansę stać się atrakcją nie tylko Łazisk, ale i całego regionu.

Kombinezon, który chroni przez porażeniem prądem o napięciu tysiąc razy większym niż ten płynący w zwykłym gniazdku to tylko jeden z unikalnych eksponatów muzeum energetyki, które funkcjonuje przy Elektrowni Łaziska. Mamy sprzęt AGD, mamy takie sprawy, o których wszyscy już zapomnieliśmy, stare gramofony, telewizory po prostu warto zobaczyć - zachęca Krystian Karpeta.

Muzeum Energetyki to jeden z pomysłów na promocję elektrowni Łaziska, ale i samego miasta. Eksponaty trafiają tu najczęściej od osób prywatnych i zaprzyjaźnionych zakładów. Zdarzają się też niestety takie przypadki, ze cała fabryka jest likwidowana, syndyk na tym trzyma rękę. I nie dostaniemy ani jednej śrubki - mówi Adam Wisthal z Polskiego Towarzystwa Przyjaciół Muzeum Energetyki.

Jednak i tak to co już udało się zebrać, budzi podziw zwiedzających, m.in Małgorzaty Październy: Idzie poogladać co było kiedyś jeszcze. choć się pamięta niektóre rzeczy co nasze babcie miały. A tych rzeczy może być jeszcze więcej, jak obiecujeJolanta Pietryja-Smolorz z działu marketingu: Chętni sponsorzy, jeżeli nam pomogą, to rozszerzymy całą działalność i będzie jeszcze atrakcyjniejsze. Atrakcyjna ma być też sama elektrownia. Stąd pomysł na dni otwarte podczas których można obalić niejeden mit.

Chętnych do poznania tajników różnych urządzeń jest coraz więcej. : Ta świadomość techniczna, nie wnikając w szczegóły, niuanse i wzory obliczeniowe, jest bardzo duża. I podczas takich doświadczeń, które mam z oprowadzania wycieczek spotykałem się z bardzo szczegółowymi pytaniami - mówi Radosław Smoleniec, kierownik zmiany w elektrowni.

Jeszcze do niedawna zakłady przemysłowe, takie jak ta elektrownia, kojarzone były głównie negatywnie. W Łaziskach chcą to zmienić i sądzac po liczbie osób, które przyszły dzisiaj na dzień otwarty można zaryzykować stwierdzenie, że powoli udaje im się to zrobić. A jeśli jeszcze funkcjonujące tu muzeum energetyki powiększy swoje zbiory, Elektrownia Łaziska zacznie się kojarzyć, nie tylko z produkcją prądu.

http://www.tvs.pl/informacje/4698/
...........................................................
Wspomnień czar
Adam Szaja, 2008-09-13 21:08

Spełniają swoje marzenia z dzieciństwa, i marzenia tych, którzy motoryzację kochają. W przeszłości bawili się modelami starych samochodów, dziś mają je na własność. Kilkadziesiąt starych samochodów z Ameryki, Niemiec, czy innych krajów można od dziś oglądać w Bytomiu. Otwarto tam Galerię Motoryzacji i Techniki. Właściciele mówią, że kolekcjonowanie samochodów, to wspaniała pasja.

To jest zamiłowanie do rzeczy, które giną, ważny jest samochó jak ważne jest stare radio, jak stary aparat fotograficzny, jak stary telefon. - mówi Krzysztof Grzelczak - Zostałem złapany na fotoradar właśnie tym samochodem, niewiele przekroczyłem prędkość, ale wydawało mi się, ze tym samochodem jej nie przekroczę.

Samochody może nie są aż tak drogie, ale paliwo, utrzymanie tego samochodu, zeby był na chodzie, części trzeba sprowadzać i konserwować. Pali między 20 a 30 litrów na sto, zależy jaką prędkością jedziemy, ile mu damy - wyjaśnia Seweryn Respondek

To są piękne samochody natomiast wymagają stałej dbałości, nie jest to wbrew pozorom jakaś straszna gehenna, z kobietami też różnie bywa - żartuje Marek Wilszczyk - Trzeba dbać o to zeby ten samochód był piękny i żeby dało się nim jeździć. Filtr oleju do tego samochodu kosztuje około 30 euro czyli są to podobne pieniądze jak w przypadku współczesnego samochodu kompaktowego.

http://www.tvs.pl/informacje/4702/



kris_61 - Pią Wrz 19, 2008 6:08 am
Miało być w Zabrzu, a jest u nas
Nieoficjalne otwarcie Galerii Motoryzacji i Techniki odbyło się w sobotę przy okazji V Parady Pojazdów. Dla zwiedzających obiekt zostanie udostępniony już wkrótce. To pierwsze takie muzeum w mieście.

Rafał Siech jest członkiem bytomskiego Klubu Motorowego Górników i Energetyków oraz pasjonatem motoryzacji. Ma w swojej kolekcji 20 zabytkowych aut. Razem z innymi pasjonatami postanowił uruchomić Muzeum Motoryzacji. - Najpierw miało być w Zabrzu, ale kiedy Zabrze odmówiło, Bytom przyjął mnie z otwartymi ramionami. To swoista wspólnota interesów. Bytom jest promowany, WORD ma reklamę, a my dach nad autami i nikt nie zarabia na tym ani złotówki, a wszyscy są zadowoleni z zysków kulturalnych. Zabytkowe samochody to dobra kulturowe. Nie ma sensu ich izolować - mówi Siech. To w Zabrzu zostało powołane Stowarzyszenie Promobil na rzecz powstania muzeum. Liczy 50 osób.

Uruchomienie muzeum nie jest proste. Potrzebne są pieniądze. Dlatego właściciele liczą na pomoc samorządów. Bytom pomysłowi przyklasnął, bo takie muzeum to dla miasta okazja do stworzenia nowej atrakcji, przyciągnięcia turystów oraz promocji miasta na mapie zabytków techniki. - Nie chcieliśmy po raz drugi stracić takiej szansy. Już raz ktoś powiedział "nie" Muzeum Chleba i dzisiaj zamiast w Bytomiu, funkcjonuje w Radzionkowie. To w naszym mieście odbywają się Ogólnopolski Zlot Pojazdów Militarnych i parada zabytkowych pojazdów. Muzeum będzie się wpisywało w ten nurt - mówi Piotr Koj, prezydent Bytomia. Gmina zadba o pokrycie kosztów związanych z przygotowaniem projektu aranżacji hal dla muzeum i zatrudnieniem pracowników. Na razie miasto przekazało 150 tys. zł. W przedsięwzięcie włączył się też Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego z Katowic i użyczył pomieszczeń, w oddziale WORD przy ulicy Strzelców Bytomskich 98. To dwie hale. Zmieści się tu nawet 50 pojazdów. - Postanowiliśmy wesprzeć muzeum, bo będą tam też prowadzone działania związane z propagowaniem bezpieczeństwa w ruchu drogowym - mówi Roman Bańczyk, dyrektor WORD w Katowicach. Być może powstanie fundacja, która będzie zbierała pieniądze, z których muzeum będzie płaciło za media. Pasjonatom taka lokalizacja bardzo odpowiada. - To jedna z głównym ulic miasta. Jest tu centrum handlowe. Mieszkańcy, po zakupach, będą mogli wstąpić do muzeum - mówi Siech. Bytomianie już niedługo będą mogli oglądać stare samochody, ale niewykluczone, że w Zabrzu takie muzeum też powstanie. - Chciałbym, by w Zabrzu powstała filia muzeum bytomskiego. Nie mam zamiaru przenosić instytucji z Bytomia do Zabrza, bo kiedy potrzebowałem pomocy, Bytom się ode mnie nie odwrócił - tłumacz Siech.

Inicjatywę utworzenia Muzeum Motoryzacji popiera Piotr Mankiewicz, który od kilku lat prowadzi Muzeum Chleba, Szkoły i Ciekawostek w Radzionkowie. Rocznie muzeum odwiedza 40 tys. zwiedzających, w tym kilka tysięcy obcokrajowców. Dzisiaj w muzeum można zobaczyć stare maszyny piekarnicze i cukiernicze, posłuchać historii chleba, zobaczyć, jak powstaje, a wszystkie eksponaty obejrzeć z bliska. Mankiewicz na pomoc Radzionkowa nie ma co liczyć. - Chcę wybudować nową salę, ale miasto nie jest tym w ogóle zainteresowane. Muzeum odwiedza czasami nawet 500 osób dziennie. Autokary nie mają gdzie parkować. Miasto obiecało mi działkę, dzięki której mógłbym rozbudować parking, ale w końcu jej nie dostałem - mówi Mankiewicz. - Trzeba coś robić dla innych. Dla mnie najważniejsze jest to, że podchodzą do mnie ludzie i mówią, że ciekawie spędzili czas w muzeum, że tu jest po prostu pięknie, a to przecież dwie godziny zwiedzania. Na biletach nie da się zarobić. Wszystkie eksponaty kupuję na targach staroci, z własnych pieniędzy. Muzea na całym świecie nie są dochodowe, ale tu nie chodzi o zarobek. Miasta powinny popierać i wspierać ludzi, którzy chcą działać - mówi Mankiewicz. Adam Grządziel od 30 lat interesuje się zabytkowymi autami. Prowadzi Muzeum Motoryzacji w Katowicach. - Stoi tam 10 samochodów. Ja mam w swojej kolekcji 30. Mam znajomych, którzy chętnie udostępnią swoje auta do zwiedzania. Ale nie ma na to miejsca. Moje muzeum mieści się budynku po byłym kinie Piast. Przydałby się większe pomieszczenie, ale miasto nie chce mi pomóc. Wiele razy pisałem do urzędu pisma z propozycjami, z projektami, ale nawet nie odpisują. A przecież Katowice powinny żyć motoryzacją - mówi. Grządziel jest przekonany, że takie muzea jak jego, mogą przyciągnąć do miasta rzesze turystów. - Pasjonaci motoryzacji to specyficzne środowisko. Hobbysta, żeby zobaczyć konkretne auto, jest w stanie pojechać za nim na drugi koniec świata. Sam tak robię. Jestem pewny, że bytomskie muzeum odniesie sukces. Gratuluję pasjonatom pomysłu - mówi.

Zwiedzających mogą przyciągnąć nietypowe eksponaty, ale i ciekawy sposób pokazania tych tradycyjnych. Na to jednak są potrzebne pieniądze. Tradycyjne muzea nie zawsze mają ich tyle, ile potrzeba, by wprowadzić zmiany. - Nie problem jest kupić komputer. Później do tego komputera trzeba kupować coraz nowsze oprogramowanie - mówi Mieczysław Dobkowski, dyrektor Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu, które ma do dyspozycji rocznie 3 mln zł. - Musimy opłacić pracowników, zapłacić za prąd, wodę, utrzymać budynki. Gdybyśmy mieli milion więcej, moglibyśmy więcej inwestować w wydawnictwa, kupić słuchawki dla zwiedzających, które ułatwiłyby oglądanie wystaw, zwiększyć działania promocyjne. Na głowie mamy też ciągłe remonty.

Publiczne muzea obowiązują ministerialne przepisy. - Prywatny właściciel może z eksponatami robić, co chce. My mamy też w obowiązku przechowywanie zbiorów, które nie są może atrakcyjne dla zwiedzających, ale są cenne i ważne. Prowadzimy też badania naukowe. Moim zdaniem nowoczesna prezentacja jest ważna, ale nie należy przesadzać. Multimedia i oprawa nie powinny przyćmiewać eksponatu - dodaje dyrektor. Do MG przychodzi rocznie 40 tys. zwiedzających.

Agnieszka Klich - POLSKA Dziennik Zachodni



Wit - Pią Wrz 19, 2008 8:24 pm


Zamek Piastowski
TVS, 2008-09-19 18:54

Po trzech latach XIV wieczny gliwicki dwór zwany Zamkiem Piastowskich znów otwiera swoje podwoje dla zwiedzających.

Świeży wygląd i nowy blask, zrewitalizowanego obiektu, a przede wszystkim niezwykła wystawa - "Gliwice, miasto wielu kultur. Historia Gliwic i pradzieje Ziemi Gliwickiej". Z cała pewnością znów przyciagną miłośników poznawania historii, tym razem w wyjatkowych wnętrzach.

http://www.tvs.pl/informacje/4894/



Wit - Nie Wrz 21, 2008 3:02 pm


Aż 50 tysięcy osób zwiedziło zagrodę żubrów
19.09.2008
Od czerwca do końca sierpnia Muzeum Zamkowe zwiedziło 91 tysięcy osób. W tym samym czasie do Zagrody Pokazowej Żubrów w parku za ul. Żorską zajrzało blisko 50 tysięcy gości. Bardzo prawdopodobne, że były to te same osoby. Pszczyński zwierzyniec z żubrami w roli głównej wysforował się na drugą atrakcję turystyczną miasta. Tak przynajmniej można wnioskować po trzech miesiącach od jego otwarcia.

Jacek Patyk, prezes Agencji Rozwoju i Promocji Ziemi Pszczyńskiej, do której zagroda należy, nie ukrywa zadowolenia z powodu tak dobrej frekwencji. Ale słowa sukces nie nadużywa.

- To dopiero początki. Wszystko dla wszystkich jest nowe. Zwierzęta oswajają się z zagrodą, opiekunowie zwierząt z ich zwyczajami i potrzebami, my zaś ciągle mamy wiele do zrobienia w sferze organizacyjnej i programowej. Ten rok traktujemy jako okres próbny i czas na dopracowanie szczegółów - mówi.

Agencja zamierza udostępniać zagrodę przez 365 dni w roku. Zwierzęta wymagają opieki i karmienia przez cały czas, więc personel będzie tu zawsze. Rzecz w tym, jak zachęcić ludzi do jej odwiedzania poza ścisłym sezonem turystycznym. Magnesów wymyślono kilka.

Pierwszym mają być lekcje o tematyce przyrodniczej dla szkół. Tą ofertą agencja chce zainteresować szkoły co najmniej na terenie województwa śląskiego. Osobną propozycję przygotowuje dla biur podróży. Połączeniem edukacji przyrodniczej i historycznej ze spacerem po parku Zwierzynieckim ma być ścieżka, do której współfinansowania agencja chce pozyskać Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska. Obie strony już się porozumiewają, a dr Marian Małecki otrzymał zlecenie opracowania jej koncepcji. Trakt zaczynałby się przy kapliczce "Bądź wola Twoja" na rogu ul. Wojska Polskiego i Żorskiej, a kończył przy Trzech Dębach, miejscu zbiórek powstańców śląskich i grobów harcersko-żołnierskich. Mniej więcej w połowie tej trasy, prowadzącej wśród pięknego starodrzewiu, znajduje się zagroda żubrów. I tu byłby czas na dłuższy postój.

Zwierzyniec to nie muzeum z ekspozycjami, do którego można przychodzić i kilka razy, żeby poznać wszystkie. Jacek Patyk jest tego w pełni świadom.

- Turysta, który po raz drugi znajdzie się w zagrodzie, musi coś nowego w niej znaleźć. Stąd nasze starania o nowe zwierzęta, pomysł na urządzenie gabinetu myśliwskiego i wyposażenie obiektu, w którym znajduje się salka kinowa w ekrany dotykowe. Zainstalowany tam program umożliwi zwiedzającym wirtualną wyprawę przyrodniczą. Pozwoli dowiedzieć się czegoś więcej na temat naszych zwierząt, a także pszczyńskiej flory - dodaje.

Zwierzyniec zamieszkuje na razie para żubrów, rodzina muflonów (tryk, samica i młode), para jeleni, trzy sarny i trzy daniele. Niebawem dołączy do nich żubrzyca Porcja II z zagrody przy rezerwacie w Jankowicach oraz sześć innych zwierząt, które trafią do Pszczyny z Leśnego Parku Niespodzianek w Ustroniu. Zamówiono dwie łanie dla jelenia, łanię daniela i kolejne muflony. Będzie więc co oglądać, a nawet czego posłuchać, bowiem zbliża się pora rykowiska jeleni i zagrodowy czterolatek z pewnością poczuje zew krwi.

Nie jest żadną tajemnicą, że na terenie Pszczyny znajdują się dwie zagrody pokazowe żubrów. Jedna o rzut kamieniem od zamku, druga w Jankowicach, należąca do Nadleśnictwa Kobiór. Niektórzy żartują, że przez 150 lat żubry w puszczy pszczyńskiej się ukrywały, a teraz w można je oglądać w wydaniu stereo.

- To nie do końca tak. Jankowice mają tylko żubry, my - także inne zwierzęta. Tam pojedzie turysta, który ma własny środek lokomocji, do nas trafić można na piechotę robiąc sobie na przykład z rynku kilkunastominutowy spacer - uważa Patyk.

Obie zagrody ponoć nie robią sobie konkurencji. Wręcz przeciwnie. Na dniach ma być podpisana umowa o współpracy pomiędzy ARiPZP i Nadleśnictwem Kobiór. Zgodnie z sugestią profesor Wandy Olech z SGGW w Warszawie, głównego koordynatora hodowli żubrów w Polsce, obie zagrody będą służyły do zachowania pszczyńskiej linii tych zwierząt. Jankowice jako wiodąca, Pszczyna jako pomocnicza. Tak więc atrakcja turystyczna przysłuży się jeszcze nauce i przyrodzie.

--------------------------------------------------------------------------------

Budowa pszczyńskiej zagrody kosztowała ponad 6,5 mln złotych. Gmina wydała na nią jedną trzecią tej kwoty (69,5 proc. stanowiła dotacja unijna). Przez te trzy miesiące funkcjonowania zagroda zarabiała na siebie. Wpływy z biletów, które kosztują 6 zł (cały), 3,5 zł (ulgowy) i dodatkowa złotówka, jeśli chce się obejrzeć film, oraz dochody ze sprzedaży gadżetów i pamiątek, wystarczają na pensje personelu, utrzymanie zwierząt i ciągle jeszcze czynione zakupy. Jeśli ta korzystna tendencja się utrzyma, założenia, jakie poczyniono przed jej budową spełnią się co do joty.

Pasł się z krowami

Zwierzęta podobnie jak ludzie miewają ciekawe przygody i historie. W pszczyńskiej zagrodzie numerem jeden pod tym względem jest jeleń. Trafił tutaj z Rudy Śląskiej, gdzie przed trzema laty przywędrował z lasu razem z kozami do gospodarstwa. Stadko zadomowiło się do tego stopnia, że pasło się razem z krowami. Ale przyszedł czas, że jelonek zmężniał i zaczął pokazywać różki. Trzeba mu było poszukać miejsca bezpiecznego dla niego i otoczenia. I tak dzięki kontaktom Grzegorza Czembora, kierownika zagrody z leśnikami (sam jest leśnikiem), jelonek trafił do Pszczyny.

Sylwia Plucińska - POLSKA Dziennik Zachodni

http://pszczyna.naszemiasto.pl/wydarzenia/898897.html
......................................................................................................
VI Dzień Otwarty Elektrowni Łaziska
19.09.2008
Ile blondynek potrzeba, żeby wkręcić żarówkę? Jeśli w grę wchodzi 4000-watowa żarówka z latarni morskiej w Świnoujściu, wbrew obiegowym żartom, dwie na pewno nie wystarczą. Można się o tym przekonać, odwiedzając Muzeum Energetyki i oglądając eksponat z bliska. Najlepszą okazją do takiej wycieczki jest zawsze Dzień Otwarty Elektrowni Łaziska, kiedy po placówce oprowadza aż czterech wykwalifikowanych przewodników.

W tę sobotę z niepowtarzalnej okazji do zwiedzenia zakładu skorzystało 595 osób. Najstarszy gość miał 85 lat, najmłodszy - zaledwie rok. Najwięcej było odwiedzających z Łazisk Górnych, ale pojawili się również tacy spoza granic kraju.

Wycieczka po elektrowni, jak co roku, została uwieńczona wizytą w Muzeum Energetyki. Wśród najciekawszych eksponatów były m.in. potężny silnik spalinowy, który napędzał niegdyś prądnicę w oczyszczalni ścieków w Bytomiu oraz gniazdko ptaka zdjęte z komina elektrowni, uwite… z drutów i przewodów.

Małą sensację wśród zwiedzających wywołał jeden z najnowszych nabytków muzeum - stanowisko do demonstracji wyładowań elektrycznych na szklanej butelce. Goście mogli zobaczyć, jak iskry rozchodzą się po powierzchni szkła między poskręcanym wewnątrz naczynia drutem a metalową podstawą butelki. Sporym zainteresowaniem cieszyła się także wystawa prac plastycznych Krzysztofa Gileckiego i stoisko, na którym Zespół Szkół Energetycznych prezentował swoją ofertę edukacyjną.

- Naprawdę warto uczestniczyć w takich imprezach - mówił po zwiedzaniu muzeum Alfred Rumpel. - Wielu z tych eksponatów nigdzie indziej się nie zobaczy.

(kag) - POLSKA Dziennik Zachodni

http://mikolow.naszemiasto.pl/wydarzenia/898975.html
.......................
Trochę szkoda, że media informują o tej imprezie (zwiedzanie elektrowni) po fakcie...



Wit - Śro Wrz 24, 2008 5:58 pm


Miasto chce zainwestować w odtworzenie geologicznego parku w kamieniołomach
dziś
Dziki kamieniołom będący częścią pradawnego triasowego morza, w którym przed milionami lat pływały płetwojaszczury będzie jedną z największych atrakcji województwa śląskiego. Projekt wykluwa się w Jaworznie w pobliżu Sadowej Góry (znanej także jako Sodowej Góry).

W Polsce jest zaledwie kilka takich parków.

- Nasz będzie nietypowy, ponieważ nie powstaje wyłącznie po to, żeby pokazać zrekonstruowane dinozaury. Park u podnóża Sadowej Góry będzie obejmował wszystkie sfery Ziemi. Zaprezentujemy morskie zwierzęta triasowe, takie jak liliowce, które wyglądem przypominają tulipany, pokażemy las karboński z ważkami gigantami. W piaskownicy zakopiemy skamieniałości, w tym odlew mamuta, żeby dzieci mogły się pobawić w odkrywców - mówi Agnieszka Bartyzel, geolog powiatowy w Jaworznie.

Na terenie trzyhektarowego geoparku powstanie również stacja meteorologiczna, w salach multimedialnych uczniowie i turyści prześledzą ewolucję fauny i flory, zobaczą szczątki odkrytego niedawno w pobliżu mamuta. Przewiduje się także budowę placu zabaw i specjalnych wystaw dla niewidomych.

Wyjątkowa struktura geologiczna kamieniołomu znana jest nielicznym geologom i paleontologom, którzy prowadzą tam badania.

- Pofałdowane dno kamieniołomu było efektem wybuchu wulkanu lub trzęsienia ziemi sprzed dwustu milionów lat. Przypuszcza się jednak, że reszty dopełniła potężna fala tsunami - mówi Bartyzel.

Badana przez naukowców, struktura geologiczna jest właściwie cmentarzyskiem szkieletów morskich zwierząt. Została wydobyta w trakcie eksploatacji tych rejonów przez człowieka.

Całość prac związanych z powstaniem parku ma zostać zakończona w ciągu pięciu lat. Na przyszły rok jest zaplanowane wykonanie projektu i kosztorysu. Urzędnicy mają nadzieję pozyskać na to pieniądze ze źródeł zewnętrznych.

Obecnie w kraju powstaje podobny projekt na granicy polsko-niemieckiej w pobliżu Szczecina. Będzie to transgraniczny park polodowcowy.

- Takie inwestycje są niezwykle rzadkie nie tylko w Polsce, ale i w Europie, bo muszą spełniać szereg warunków. Unikatowość jest podstawowym, ale nie jedynym. Park powinien nie tylko prowadzić działalność edukacyjną i turystyczną, musi się także wpisać w rozwój regionu oraz zyskać poparcie Unesco - tłumaczy Mirosław Rutkowski z Polskiego Instytutu Geologicznego w Warszawie.

Współpraca Aleksandra Łogusz

Zainteresowanie prehistorią

Tego typu parki naukowe robią się coraz bardziej popularne.

Jednym z nich jest kielecki Geopark. Odwiedza co roku nawet 100 tys. osób.Cieszy się zainteresowaniem ludzi w każdym wieku. W tym roku przewidziano tam kolejne inwestycje za prawie pół miliona zł, czyli ok. czterech kilometrów ścieżek dla pieszych, budowę punktów widokowych i tablic informacyjnych. Są też plany by udostępnić zwiedzającym jaskinie.

Pomysł wykorzystania kamieniołomów w Niegowonicach na Jurze (gm. Łazy) mają też tamtejsze władze. Chcą by w oprócz geologicznych ciekawostek stanęły tam ogromne rzeźby dinozaurów. Na razie szukają inwestora, który wyłoży na to pieniądze.

Katarzyna Piotrowiak - POLSKA Dziennik Zachodni

http://slask.naszemiasto.pl/wydarzenia/901202.html
................
Yeh...i jeszcze karbońskie kopuły w Sosnowcu!




Wit - Sob Wrz 27, 2008 1:06 am
czyżby walka o muzeum samochodów?



Cenna kolekcja
Tomasz Brzoza, 2008-09-24 20:43

Amerykańskie samochody Rafała Siecha mogą wrócić do Zabrza. Po zawaleniu się Huty Zabrze, gdzie eksponowane były pojazdy, kolekcjoner nie widząc zainteresowania ze strony miasta przeniósł się do Bytomia. Tam znalazł swoje miejsce w otwartym niedawno muzeum pojazdów zabytkowych. Zabrze sąsiadowi pozazdrościło i teraz namawia kolekcjonera na otwarcie takiego muzeum u siebie.

Brudny i zapuszczony. Tak wygląda budynek Łaźni Łańcuszkowej w dawnej kopalni Bielszowice w Zabrzu. Zmienić jego oblicze może kolekcjoner samochodów Rafał Siech, który tu mógłby umieścić swoją amerykańską kolekcję. - Jest kwestia remontu, ponieważ sam budynek nie jest wiele finansowo wart, jest wart na pewno kulturowo i historycznie, natomiast trzeba w niego wpompować ogromne pieniądze - stwierdza Rafał Siech, kolekcjoner samochodów zabytkowych.

A tą finansową pompą ma być oczywiście miejski budżet. - Jak poukładamy budżet miasta, to będziemy wiedzieli, czy jest to możliwe w przyszłym roku. Ja jestem zainteresowana, żeby tych młodych ludzi ściągać, żeby młodym ludziom pomagać zaistnieć, ta koncepcja pana Siecha jest imponująca i myślę, że warto mu pomagać - uważa Małgorzata Mańka-Szulik, prezydent Zabrza

Tyle, że nie zawsze tak było. Jeszcze kilka lat temu Rafał Siech swoją kolekcje wystawiał w jednej z hal Huty Zabrze. Po jej zawaleniu większość samochodów mocno ucierpiała. Ocalałą część kolekcji Siech chciał przenieść do innego budynku. Zaproponował władzom miasta otwarcie specjalnego muzeum. Wówczas miasto pomieszczeń dla aut nie znalazło. Za to szybko znalazł je - Bytom. - Zapotrzebowanie na to jest duże, nie tylko chodzi tu o samochodach, bowiem mamy tu też rowery, motocykle - stwierdza Piotr Koj, prezydent Bytomia.

Bytom się cieszy, ale nie wiadomo jak długo. Zabrze sukcesu bowiem pozazdrościło i już namawia kolekcjonera na przeniesienie samochodów do byłej łaźni. Sam zainteresowany nie ukrywa, że oferta jest kusząca. - Jestem stąd i fajnie było by mieć to pod ręką, zawsze działałem w Zabrzu, Bytom jest dla mnie obcym środowiskiem, ale Bytom przyjął mnie z otwartymi ramionami - mówi Siech.

A w tym fachu przyjazna atmosfera to zdaniem Stefana Arendarczyka innego kolekcjonera - klucz do sukcesu. - Ja lubię być tam, gdzie mnie chcą, tam gdzie mnie nie chcą to raczej omijam, wyczuwam sprawę i jak widać egzystuję już bardzo długo, bo muszę podkreślić, że tym hobby bawię się już nie od wczoraj, tylko od siedemdziesiątego roku - mówi Stefan Arendarczyk, Muzeum Pojazdów Zabytkowych w Zabrzu.

Na razie Rafał Siech się waha. Tym bardziej, że remont łaźni w Zabrzu jeszcze nie ruszył. I nie wiadomo kiedy ruszy. A jeśli będzie się toczył równie ślamazarnie jak w przypadku muzeum miejskiego, to władze Bytomia mogą spać spokojnie.



http://www.tvs.pl/informacje/5032/



Wit - Pią Paź 03, 2008 7:06 am
Chłopaku, raj jest w sosnowieckim muzeum
Milena Nykiel2008-10-02, ostatnia aktualizacja 2008-10-02 21:05



Takiej wystawy w sosnowieckim muzeum jeszcze nie było. Ponad 800 modeli miniaturowych samochodów to raj dla chłopców małych i dużych.
Muzeum w sosnowieckim pałacu SchĂśna rzadko prezentuje prywatne kolekcje nieznanych osób. Do pokazania "Świata małych samochodów" muzealników nie trzeba było przekonywać. - Spodziewaliśmy się, że to będzie przebój - mówi Agnieszka Mańko z Muzeum w Sosnowcu.

Przeczucie jej nie myliło. Przez kilka dni wystawę odwiedziły tłumy. Przedszkolaków i uczniów sosnowieckich podstawówek nie dało się zliczyć.

Nie wszyscy byli jednak zainteresowani motoryzacją. - Wolałabym obejrzeć lalki, ale tata bardzo chciał zobaczyć mercedesy. Wstydził się iść sam i wziął mnie ze sobą - przyznaje siedmioletnia Julia Bagińska. Jej tata Sebastian nie żałował. - Czuję się jak w raju. Tylu modeli samochodów jeszcze w życiu nie widziałem - mówił.

Na wystawie można oglądać setki mercedesów różnych typów i rozmiarów. Jest hippisowski garbus pomalowany w motylki, wołga, porsche 911, syrenka, warszawa, a nawet powóz z początków działalności Carla Benza.

Każdy spośród prawie 800 modeli na swoją historię. Współwłaściciel kolekcji Ryszard Cichy najmilej wspomina chevroleta impalę. - To był mój pierwszy model, który zdobyłem, wymieniając się z kolegą na dwa ołowiane żołnierzyki - mówi. Modele aut rosyjskich kupił na bazarze w Czeladzi. Zdarł kilka par butów, szukając samochodów francuskich. Wieczorami śledził aukcje w internecie. Ku uciesze pana Ryszarda, a rozpaczy jego żony miniatur z roku na rok przybywało. Żona psioczyła, że w domu nie ma już miejsca na kolejne autka, a kolekcję porasta gruba warstwa kurzu. Pan Ryszard zamontował więc szklane gabloty, w których umieścił eksponaty. Okazało się, że nie wszystkie. Jeden z modeli dwadzieścia lat spędził pod babciną lodówką.

Pasją gromadzenia modeli aut pan Ryszard zaraził syna Łukasza. - Nawet na komunię dostałem model w miniaturze. Jest teraz dużo wart, nigdy go jednak nie sprzedam - deklaruje Łukasz. W tym roku zaczął pracę w sosnowieckim salonie Mercedesa.

Wystawę ogląda się przystankami. Pierwszy to najprostsze modele (może je zbierać już przedszkolak, bo nie zawierają części, które mógłby połknąć). Drugi przystanek - modele bardziej zaawansowane (do kolekcjonowania przez starsze dzieci, miniaturom otwierają się drzwi i mają w środku kierownicę). Przystanek trzeci - specjały dla najstarszych (ze wszystkimi detalami, jak w prawdziwym pojeździe).

Auta można oglądać w muzeum do 16 listopada. Później wystawa zostanie przeniesiona do sosnowieckiego salonu Mercedesa.



Wit - Śro Paź 08, 2008 9:41 pm


Kolejne trzy cenne dzieła opuściły Stary Zamek w Żywcu
06.10.2008
Z sali audiowizualnej Starego Zamku w Żywcu zniknęły trzy jej największe ozdoby - cenne obrazy, należące kiedyś do arcyksięcia Karola Stefana Habsburga. Będą wystawione na aukcji. Szanse na powstanie Galerii Habsburskiej w Muzeum Miejskim, ulokowanym w Starym Zamku, stopniały prawie do zera.

- Przykro nam, że tak się stało. Mamy jednak nadzieję, że obrazy wrócą do Żywca - mówi Anna Tuleja, dyrektor Muzeum Miejskiego w Żywcu.

Z 24 obrazów kolekcji Karola Stefana w Zamku pozostały jedynie te, które księżna Maria Krystyna Habsburg podarowała miastu oraz jej prywatne obrazy - siedem dzieł olejnych i miedzioryt.

Do warszawskiego domu aukcyjnego Rempex trafiły dwa obrazy Wojciecha Kossaka i jeden Alexandra Kirchera. Należą one do osób prywatnych. Z wielką pompą zostały przekazane kilka lat temu do Starego Zamku w depozyt.

- Są silnie związane z Żywcem i habsburskim rodem - wyjaśnia Dorota Firlej, zajmująca się ekspozycjami w Muzeum. Dodaje, że kiedyś stanowiły część rodzinnej kolekcji obrazów żywieckich Habsburgów. Do 1939 roku były własnością Karola Stefana - pierwszego Habsburga, który w 1895 r. osiadł z rodziną w Żywcu. Był wielkim mecenasem sztuki. Miał płótna wybitnych artystów europejskich i polskich, m.in. Kossaka, Axentowicza, Malczewskiego, Wyczółkowskiego. Podczas II wojny światowej zostały skonfiskowane lub zrabowane. Kilkadziesiąt zdeponowano na Zamku Królewskim na Wawelu. W latach 90. potomkowie Habsburgów uzyskali tytuł prawny do rodzinnej kolekcji, a Wawel na prawach pierwokupu zatrzymał część płócien. W drodze ugody siedem lat temu wypłacił Habsburgom pieniądze za dzieła. Kilkadziesiąt obrazów oddano Habsburgom. Pozostałe kupili na różnych aukcjach prywatni kolekcjonerzy. Kilku stwierdziło, że obrazy powinny jednak powrócić do Żywca i przekazali je w muzealny depozt. Teraz trzy z nich, największe i być może najcenniejsze, znów opuściły Żywiec.

Dyrektor Anna Tuleja mówi, że na razie nie likwidują podkładów, oświetlenia i zabezpieczeń w miejscach, w których wisiały dzieła.

- Jeden z zainteresowanych kupnem obrazów stwierdził, że jeżeli uda mu się je nabyć, być może przekaże je do muzeum w depozyt - podkreśla Tuleja.

Dom Aukcyjny Rempex potwierdził, że obrazy zostaną wystawione na aukcji 22 października. Na razie trwa ich wycena.

Do niedawna kolekcja habsburska w Żywcu liczyła 24 dzieła. Na początku tego roku jeden z depozytariuszy przeniósł 12 obrazów do Muzeum w Suchej Beskidzkiej. Pod koniec roku dzieła zostaną poddane ekspertyzom naukowców z Warszawy i Uniwersytetu Jagiellońskiego. Badania mają potwierdzić autorstwo kilku prac, dotychczas znanych jako wykonane przez anonimowego artystę. Obrazy te raczej nie wrócą do Żywca.

Co dalej z Galerią Habsburgów, której uruchomienie hucznie zapowiadano przyjmując obrazy z kolekcji habsburskiej do Zamku? Projekt zakłada zagospodarowanie Nowego Zamku po wyprowadzeniu stamtąd Zespołu Szkół Drzewnych i Leśnych. Obiekt będzie odnowiony i zmieni się w centrum hotelowo-konferencyjne. Na 130 metrach kwadratowych mają być zgromadzone pamiątki po byłych właścicielach dóbr żywieckich. Dyrektor Tuleja nie przekreśla szans na powstanie galerii. - Będzie się świetnie wpisywać w ten projekt - twierdzi.

Jeden Kircher i dwa Kossaki

Pod koniec ubiegłego tygodnia Stary Zamek w Żywcu opuściły: - obraz marynistyczny Alexandra Kirchera z 1892 roku, przedstawiający cesarza Wilhelma II na pokładzie krążownika Kaiser Franz Josef I,- portret autorstwa Wojciecha Kossaka z 1911 r., przedstawiający arcyksięcia Karola Stefana i arcyksiężną Marię Teresę na tle Nowego Zamku w Żywcu, - obraz wykonany przez Kossaka w 1910 r., przedstawiający dzieci książęcej pary podczas przejażdżki saniami obok żywieckiego Starego Zamku.

Marianna Lach - POLSKA Dziennik Zachodni

http://slask.naszemiasto.pl/wydarzenia/906067.html
........................
Ruszył remont zabytkowego dworku Krasińskich w Złotym Potoku
03.10.2008
Znany jest już skład rady Muzeum Regionalnego im. Zygmunta Krasińskiego w Złotym Potoku, jedynej w województwie śląskim placówki muzealnej, której organem prowadzącym jest gmina wiejska. Do tego gremium weszli: prof. Alicja Zemanek (historyk nauk przyrodniczych Uniwersytetu Jagiellońskiego), dr Karol Nabiałek (mediewista z Instytutu Historii PAN), dr Leszek Madej (historyk z UJ), Zofia Szota (Muzeum Historii Katowic) oraz Roland Dobosz (Muzeum Górnośląskie w Bytomiu).

Rada wytyczać ma główne kierunki pracy muzeum, które istnieje dopiero od kilku miesięcy. Rozpisano też konkurs na jego dyrektora, otwarcie ofert nastąpi 23 października. Szef placówki będzie miał pełne ręce roboty, choćby z uporządkowaniem bardzo dużej ilości eksponatów, zgromadzonych przez samorząd gminny.

Ruszyła oczekiwana od kilkunastu lat wymiana poszycia dachu zabytkowego dworku myśliwskiego Krasińskich, w którym wystawiane są zbiory muzealne. Dach kryty był gontem, który uległ zniszczeniu. Każdy ulewny deszcz lub intensywne opady śniegu przyjmowano w muzeum z obawą, że cenne eksponaty trzeba będzie stąd ewakuować. Zimą śnieg przenikający licznymi szparami wynoszono ze strychu wiadrami, zanim zdążył stopnieć.

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego przekazało na wymianę dachu 150 tysięcy złotych, po 30 tysięcy dokładają Wojewódzki Konserwator Zabytków oraz gmina Janów z własnego budżetu. Pieniędzy wystarczy, jeśli po zdjęciu starego pokrycia nie pojawi się konieczność wykonania dodatkowych prac, np. naprawy zbutwiałych elementów więźby dachowej. Wykonawca remontu deklaruje, że będzie prowadził prace kolejno na poszczególnych częściach dachu, zabezpieczając je plandekami. Dlatego nie trzeba przenosić zbiorów muzealnych w inne miejsce, wystawy będą czynne bez przerwy.

Warto pamiętać, że z powodu fatalnego stanu mostku obok stawu "Amerykan" obowiązują ograniczenia ruchu na drodze wewnętrznej, prowadzącej do dworku Krasińskich i Zespołu Szkół.



Piotr Piesik - POLSKA Dziennik Zachodni

http://czestochowa.naszemiasto.pl/wydar ... 05165.html



Wit - Nie Paź 12, 2008 7:14 pm
Tańsza wersja muzyków z zespołu Myslovitz
Małgorzata Goślińska2008-10-12, ostatnia aktualizacja 2008-10-12 19:50



Najtrudniej było odlać twarze. Artur Rojek nie miał czasu, więc jest wyrzeźbiony

Figury muzyków Myslovitz stanęły w muzeum obok górnika w przepoconych łachach, wytarganych z kopalni, skórzanego manekina zapaśniczego, CKM-u pod płaszczem wojskowym, drewnianego aparatu obok stoliczka z filiżanką i innych inscenizacji symbolizujących Mysłowice. - Myslovitz to marka tego miasta, logo, znak rozpoznawczy - mówi Adam Plackowski, twórca i dyrektor muzeum.

Stoją na estradzie w specjalnej rotundzie, na razie pod szmatą, ale już można ich podejrzeć. Ubrani w ciuchy podarowane przez artystów (Rojek podobno występował w swoich na jakimś koncercie) i wyszukane w lumpeksach. Szmata chroni twarze przed słońcem, inaczej makijaże wyblakłyby po miesiącu. Od wtorku zastąpi ją witraż.

Modele już widzieli swoje podobizny. Nie przeszkadza im, że są potężniejsi niż w rzeczywistości. Narzekali za to na skąpy zarost. Zdążyły im urosnąć brody.

Figury rodziły się w muzeum przez pół roku, tylko twarze dąbrowski plastyk Maciej Kot wykonał u siebie w kuchni. Z początku miały być z wosku, ale gdy muzycy usłyszeli, ile miasto wyłoży na ich kopie, zaprotestowali. Plackowski kupił więc manekiny z wystaw sklepowych. Trzeba było im zmniejszyć torsy, zwiększyć potylice i ściąć twarze.

Odlać oryginalne to było największe wyzwanie. Z muzykami trudno było się umówić. Gdy Rojek wreszcie się pojawił, tak się spieszył, że maska nie wyszła. - Musiałem go wyrzeźbić. Dlatego odstaje od reszty. U innych widać nawet brodawki - mówi Plackowski.

Na koniec głowy wzięły w swoje ręce wizażystka i fryzjerka. Wyszły im jakby zamyślone. - Nie było nas stać na szklane oczy, dlatego są zamknięte - tłumaczy Plackowski.

Dzieło będzie skończone za tydzień. Z przodu stanie telewizor - szafa grająca z dyskografią Myslovitz, a z drzwi z tyłu wyjrzy tłum mysłowickich muzyków, wyklejony z gazet.

Pięć figur kosztowało tyle, co połowa jednej woskowej - 15 tys. zł.





Wit - Wto Paź 28, 2008 5:48 pm
Tychy kupiły szkice Jerzego Nowosielskiego
Łukasz Kałębasiak2008-10-28, ostatnia aktualizacja 2008-10-28 17:45



Siedem projektów polichromii, którymi Jerzy Nowosielski ozdobił kościół p.w. Ducha Świętego w Tychach, trafiło do zbiorów Muzeum Miejskiego. Za 56 tys. zł kupiły je od Galerii Starmach władze miasta. We wtorek pokazano je po raz pierwszy

Na taki kościół czekałem - miał powiedzieć w 1983 roku Jerzy Nowosielski, kiedy zobaczył tyską świątynię w dzielnicy Żwaków. Poświęcony we wrześniu 1982 roku gmach zaprojektował Stanisław Niemczyk. Wielkie, nachylone do środka ściany dachu były idealnym miejscem na polichromie. Ksiądz prałat Franciszek Resiak, budowniczy kościoła i jego proboszcz wymarzył sobie na nich malarstwo Nowosielskiego czytając w tygodniku "Znak" kolejny tekst artysty na temat prawosławnych ikon. - W któryś lutowy poniedziałek napisałem do niego list z dołączonym planem kościoła. Sądziłem, że odpisze mi za parę miesięcy. A on w piątek był już w Tychach - wspomina.

- Podziwiam odwagę księdza, że mnie, prawosławnego, zaprosił. Bo ja dla prawosławnych jestem zbyt katolicki a dla katolików - za bardzo prawosławny - powiedział podczas jednego ze spotkań Nowosielski. Krakowski malarz zaproponował najpierw, że namaluje wielkie obrazy, które potem podwiesi pod sufitem. To jednak nie podobało się ks. Resiakowi. Nowosielski wrócił do domu. Dzień później zadzwonił: - Całą noc nie spałem, rozmawiałem też z żoną - jednak będę malował tak, jak ksiądz sobie życzy.

Artysta przygotował dwa projekty. Pierwszy, jak mówi dziś architekt "mocno przegadany", udało się artyście wyperswadować. Obydwie wersje polichromii zamknął w kilku podmalowywanych szkicach, które po wykonaniu polichromii ze sobą zabrał. O ich istnieniu tyscy muzealnicy dowiedzieli się, kiedy jeden z pracowników trafił do krakowskiej galerii Andrzeja Starmacha, od lat reprezentującego Fundację Nowosielskich. Okazało się, że są na sprzedaż. Zaczęło się gorączkowe szukanie pieniędzy, bo Starmach wycenił każdy z siedmiu szkiców na 10 tys. zł. Kiedy nie udało się znaleźć prywatnych sponsorów, z pomocą przyszły władze Tychów. - Przyznam, że decyzję o zakupie podjęliśmy na samym początku. Czekaliśmy, żeby zbić cenę - mówił wczoraj prezydent Tychów Andrzej Dziuba. Rzeczywiście - za mniejsze prace muzeum zapłaciło po 7,5 tys. zł. Tylko największy projekt kosztował ponad 10 tys. zł. W sumie siedem dzieł Nowosielskiego galeria sprzedała za 56 tys. zł.

Wczoraj obejrzeliśmy je po raz pierwszy. Wśród zakupionych szkiców jest projekt polichromii całego sufitu z ogromną Matką Boską nad ołtarzem, szkic sceny przemienienia Chrystusa na górze Tabor ze ściany południowej i dwie różne wersje ukrzyżowania, które zdobią część północną kościoła.

Najciekawsze są na pewno dwa szkice polichromii, które miały powstać na ścianie wschodniej, nad wejściem do świątyni. Zabrakło na nie pieniędzy i ściana do dziś jest pusta. Nowosielski planował dla niej wielką scenę chrztu Chrystusa w Jordanie a pod spodem odwróconych plecami do oglądającego Adama i Ewę.

Wszystkie projekty pozwalają prześledzić zmiany, jakie zachodziły między pomysłem a ostatecznym dziełem, ścieranie się koncepcji i dostosowywanie do ściany kościoła. - Którykolwiek projekt zostałby jednak zrealizowany, jestem pewny, że działałby na nas tak samo mocno - mówi architekt Stanisław Niemczyk. Każdy, kto był we wnętrzu kościoła p.w. Ducha Świętego, musi się z nim zgodzić.

Projekty Nowosielskiego można oglądać w Muzeum Miejskim w Tychach do 15 listopada
................................

Kartograficzne ciekawostki
dziś
Wczoraj z pracowni konserwatorskiej trafiły do sosnowieckiego Muzeum trzy unikatowe mapy z początku XX wieku. To perełki kartograficzne.

- Pierwszy dokument, to plan Sosnowca z 1907 roku. To pierwsza znana mapa Sosnowca jako miasta. Plan został wykonany w pracowni Michała Krenca i jest o tyle ciekawy, że został opisany w języku polskim - podkreśla Michał Węcel, historyk z sosnowieckiego Muzeum.

Druga mapa jest planem Sosnowca, ale z 1916 roku, kiedy to miasto było pod niemiecką okupacją. Po raz pierwszy ujęto wtedy w granicach miasta Milowice.

- Bardzo ciekawy jest trzeci dokument, w którym znalazł się plan posiadłości rodziny Schoenów. Nie wiemy kto jest jego autorem, ale możemy się domyślać, że powstał na przełomie XIX i XX wieku - mówi Michał Węcel.

Plan został przekazany Muzeum przez osobę prywatną. która również sfinansowała konserwację dokumentu. Renowacja kosztowała 1500 zł.

Sebastian Reńca - POLSKA Dziennik Zachodni

http://slask.naszemiasto.pl/wydarzenia/914986.html



Kris - Czw Lis 06, 2008 10:00 pm


Najstarszy wodociąg w Tychach

Najstarszy tyski wodociąg jest już w tyskim Muzeum. Fragmenty drewnianej rury wodociągowej, które wróciły po wykonaniu prac konserwatorskich oraz po ekspertyzie dendrologicznej, można oglądać na wystawie „Osiem wieków historii Tychów i dzielnic podmiejskich”.

Rura została wykopana przy ulicy Starokościelnej, w czasie prowadzonych w Tychach robót kanalizacyjnych, latem 2008 roku. Zgodnie z przepisami, dotyczącymi tego typu znalezisk, obiekt został przekazany do zbiorów Muzeum Miejskiego w Tychach.

Konserwację zabytku przeprowadzono w Muzeum Górnośląskim w Bytomiu.

Z literatury historycznej wiemy, że drewniane wodociągi układano w Tychach już w XVIII wieku – na przykład w 1761 roku poprowadzono wodociąg z drewnianych rur od studni przy kościele św. Marii Magdaleny do browaru. Pisze o tym m.in. Jerzy Buchs w swojej monografii browaru książęcego, wydanej na jego jubileusz 300-lecia w 1929 roku.

Ekspertyza dendrochronologiczna wykonana przez profesora Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie dr hab. inż. Marek Krąpiec pozwala określić rok ścięcia jodły, z której wykonano rurę, na 1809.

UM Tychy, Aktualności
http://ww6.tvp.pl/6605,20081106823287.strona



Kris - Pon Lis 17, 2008 9:26 am


Pamiątki z dzielnic
15.11.2008

Muzeum w Sosnowcu poszukuje pamiątek, starych fotografii związanych z dzielnicami Kazimierz Górniczy, Porąbka z osiedlem Juliusz, Ostrowy Górnicze i Maczki. Wypożyczone od mieszkańców będą eksponatami na wystawie.

- Co roku prezentujemy jakąś sosnowiecką dzielnicę. W przyszłym roku będzie ich cztery. Ich historia bardzo się ze sobą zazębia - mówi Małgorzata Śmiałek z sosnowieckiego Muzeum. - Interesują nas wszelkie możliwe fotografie, na przykład szkolne, rodzinne, komunijne, ślubne, zrobione podczas pracy czy sportowe. Z chęcią zobaczylibyśmy też pocztówki przedstawiające między innymi fragmenty ulic, tereny rekreacyjne, kopalniane - mówi Małgorzata Śmiałek.
SR - POLSKA Dziennik Zachodni
http://sosnowiec.naszemiasto.pl/wydarzenia/922711.html



Wit - Śro Lis 19, 2008 2:07 am


Pacyfikacja kopalni Wujek jak na dłoni
15.11.2008
Makieta obrazująca przebieg dramatycznych wydarzeń z 16 grudnia 1981 roku w kopalni Wujek jest już w Katowicach. Dziś rozpocznie się jej montaż w przyszłym muzeum przywołującym historię z pierwszych dni stanu wojennego. Muzeum powstaje w dawnym magazynie odzieżowym. To z rampy tego budynku kilku funkcjonariuszy plutonu specjalnego ZOMO wystrzeliło w kierunku strajkujących górników. Zginęło 9 osób, a 21 zostało rannych.

Makietę wykonali w skali 1:100 modelarze z Warszawy zużywając do tego blisko 30 kilogramów masy akrylowej, kartonu, drewna i aluminium. Odtworzyli dawne zabudowania kopalni, auta policyjne i wojskowe, czołgi oraz 600 postaci, zarówno górników, jak i służb porządkowych tłumiących ich protest. Widać ślady opon i gąsienic na śniegu, jest strumień z armatki wodnej, transparenty Solidarności, przedmioty, z których zbudowano barykady.

- Jesteśmy pod wrażeniem tej pracy, jest bardzo realistyczna - mówi Krzysztof Pluszczyk, uczestnik strajku w Wujku, a dziś przewodniczący Społecznego komitetu pamięci poległych górników. - Przebieg zdarzeń i detali odtworzony został m.in. na podstawie relacji świadków, a także postępowania dowodowego, które toczyło się przed sądem.

W zabytkowym budynku dawnego magazynu odzieżowego, znajdującego się na prawo od Krzyża-Pomnika, jeszcze trwają prace remontowe. Otwarcie muzeum planowane jest na 1 grudnia br. W jego pomieszczeniach, prócz makiety o powierzchni 9 mkw., można będzie zobaczyć eksponaty z dawnej izby pamięci - fotogramy, zomowski mundur. Prezentowane będą także filmy dokumentalne Agnieszki Świdzińskiej.

Teresa Semik - POLSKA Dziennik Zachodni

http://slask.naszemiasto.pl/wydarzenia/922746.html
........................................


Wzmocnić pamięć
TVS, 2008-11-15 17:51

Kopalnia, budynki, pojazdy wojskowe, milicjanci górnicy i ich rodziny na 8 metrach kwadratowych. Po roku od rozpoczęcia prac na śląsk trafiła makieta przedstawiająca pacyfikacje kopalni Wujek w Katowicach. Pracowało nad nią kilkunastu modelarzy. Pierwszego grudnia zostanie otwarte muzeum kopalni Wujek. Dziś rozpoczął się montaż makiety w muzeum, dawnym budynku magazynu odzieżowego tuż obok pomnika krzyża.

http://www.tvs.pl/informacje/6374/



Wit - Czw Lis 20, 2008 12:41 pm
ECHO MIASTA

"Wujek" na makiecie 2008.11.20

Za dziesięć dni otwarcie muzeum "Wujka". Zobaczymy w nim m.in. makietę pacyfikacji kopalni


Robert Nawrat z muzeum kopalni "Wujek" z makietą prezentującą wydarzenia sprzed 27 lat (fot. Joanna Nowicka)

Trwają ostatnie prace porządkowe przed planowanym otwarciem muzeum kopalni "Wujek". Powstanie w dawnym magazynie odzieżowym. - Zwiedzający będą mogli zobaczyć nasze zbiory od pierwszego grudnia - zaprasza Krzysztof Pluszczyk, górnik, przewodniczący Społecznego Komitetu Pamięci Górników KWK "Wujek", opiekun muzeum.

Wiszący śmigłowiec
W kopalni pojawiła się już specjalna makieta, na której w skali 1:100 odtworzono szturm sił milicji i wojska na kopalnię trzy dni po ogłoszeniu stanu wojennego 27 lat temu. Przez prawie pół roku pracowali nad nią warszawscy modelarze, odtwarzając kopalniane budynki, wojskowe i milicyjne pojazdy, postacie górników, ich rodziny czy zomowców. Na makiecie widać ślady opon i gąsienic na śniegu, są armatki wodne, górnicze barykady, a nawet opary gazu łzawiącego. Układ poszczególnych budynków został wiernie odwzorowany nawet z takimi szczegółami jak kopalniana brama, kiosk z gazetami czy punkt opatrunkowy. Pojawił się też milicyjny helikopter.
- Jest podwieszony cienkimi żyłkami do kominów kopalnianych - mówi Jan Nałęcz, który koordynował prace modelarzy. - Jako materiałów do wykonania makiety używaliśmy kartonu, drewna, pleksi, a także mas modelarskich. Najtrudniejsze do wykonania były duże budynki i skonstruowanie makiety tak, by można ją było przewieźć z Warszawy do Katowic. W efekcie podzieliliśmy ją na cztery części, które złożyliśmy dopiero w kopalni "Wujek".

Wyważone drzwi
Makieta, to niejedyny ciekawy eksponat, który już w grudniu będą mogli oglądać zwiedzający.
- Muzeum jest podzielone na kilka części. Pierwszą poświeciliśmy samej kopalni, która liczy sobie już prawie 100 lat. Dalej można zobaczyć pamiątki po stanie wojennym - obwieszczenia, szyfrogramy i inne dokumenty. Do tego drzwi, które ZOMO wyważyło w mieszkaniu ówczesnego przewodniczącego Jana Ludwiczaka, górniczy hełm Janka Stawisińskiego przestrzelony przez milicję, naboje, petardy i inne eksponaty pokazujące rzeczywistość pacyfikacji - opisuje Pluszczyk.
Zwieńczeniem całości jest makieta i część multimedialna, czyli taśmy z odgłosami walki i oryginalnymi komunikatami nadawanymi przez krótkofalówki, a także specjalny film opowiadający o tamtych wydarzeniach.

Jest nawet milicyjny helikopter

Łukasz Buszman,



Wit - Czw Lis 27, 2008 12:52 pm
ECHO MIASTA

Kloss przyjedzie z Krakowa 2008.11.24

Krakowski rzeźbiarz pracuje nad silikonowymi figurami Hansa Klossa i Brunera. "Echo Miasta" jako pierwsze mogło je zobaczyć. - Figura w niemieckim mundurze w skali 1:1 to będzie wstrząs - ocenia Piotr Owcarz, pomysłodawca muzeum Klossa w Katowicach

Piotr Owcarz jeszcze jako dziennikarz zrobił wywiad ze Stanisławem Mikulskim, idolem z dzieciństwa. Gdy wiele lat później, już jako szef agencji Media Partner, opowiedział mu o pomyśle na muzeum Hansa Klossa, aktor tylko się uśmiechnął. Nie wierzył, że się uda. Dziś już wierzy, nawet wypożyczył muzeum swoje pamiątki, podobnie jak inni twórcy filmu. Wielu z nich będzie na otwarciu muzeum w Katowicach, 28 lutego przyszłego roku. Wszystko pokaże TVP 1.

Inny świat
- To będzie jakby wejście w inny świat - mówi Piotr Owcarz. Gliwicka 3 - pomieszczenie niewielkie, z klimatem raczej krakowskim. Wzorowane trochę na Hard Rock Cafe ("jesz, a obok stoi oryginalna perkusja Iron Maiden"), trochę na Muzeum Powstania Warszawskiego, w którym dosłownie czuje się bicie serca miasta. W środku scenografia, figury Klossa i Brunera jak żywe, Cafe Ingrid z wystrojem i muzyką z lat 40. Wśród pamiątek np. pierwsza strona scenariusza "Stawki większej niż życie", nagroda TV NRD, dyplomy z podpisami Wojciecha Jaruzelskiego.
- Mam dokument, z którego wynika, że film kosztował 10 mln 850 tys. złotych, z czego tylko 3 miliony poszło na aktorów. To śmieszne stawki, a tam przecież grały gwiazdy, w każdym odcinku inne: Tyszkiewicz, Brylska, Skarżanka - dziwi się Owcarz. Na razie wszystko trzyma w biurze. Na Gliwickiej trwa remont, w grudniu przyjedzie scenografia.

Odcisk twarzy aktorów
Figury Klossa i Brunera są prawie gotowe. Pracuje nad nimi Tomasz Pałka, artysta rzeźbiarz z Krakowa, autor m.in. figury Ojca Świętego na kopcu Kościuszki.
Artysta długo przygotowywał się do zadania m.in. wielokrotnie oglądając film na DVD z dużym powiększeniem, ale wykorzystał też możliwość kontaktu z aktorami. - Spotkałem się z panami, żeby zrobić odcisk twarzy i dłoni. Mimo upływu czasu, konstrukcja budowy twarzy i dłoni pozostaje ta sama - mówi. Maska to główna baza, która gwarantuje wierność oryginałowi.
Figury Brunera i Klossa powstają z amerykańskiego silikonu, miękkiego w dotyku, zabarwionego na karnację ludzkiego ciała. Będą ubrane w mundury z epoki, z detalami, odznakami. Włosy: naturalne, łączone z syntetycznymi.
- Zrobienie kukiełki jest trudne, bo to zadanie interdyscyplinarne. To nie tylko bryła, ale kolor oczu, włosów. Stając przed topografią twarzy, staję przed wielką tajemnicą. Trzeba przekazać osobowość, czegoś zabraknie i to już nie jest to - mówi artysta. - Z osobami medialnymi jest tak, że każdy ma swoją wizję tej postaci. Będę zadowolony, jeśli na inauguracji muzeum moje figury spodobają się odbiorcom - dodaje artysta.

Otwarcie na luzie
Do otwarcia muzeum Hansa Klossa zostało niewiele czasu, bo raptem tylko trzy miesiące. Pomoże Silesia Film, która tego samego dnia zorganizuje projekcję "Stawki większej niż życie". Miasto zadba m.in. o scenę, która stanie na ulicy Sobieskiego, kuchnię polową dla kilkuset osób, może jarmark staroci. Na scenie wystąpią znane kabarety. Planowane jest też widowisko historyczne na ulicach Katowic: zamach powstańców na niemiecką policję. - Chcemy, żeby było na luzie i śmiesznie. Hans Kloss nie jest poważną postacią, jest jak Supermen - mówi Owcarz.
Przygotowywana jest kampania billboardowa, najpierw na Śląsku i w Zagłębiu, a potem w całej Polsce, w największych miastach: Warszawie, Poznaniu, Krakowie. Owcarz chce, żeby muzeum znał i potrafił wskazać każdy, jak Spodek czy Wesołe Miasteczko. - Żeby nie przyjeżdżali do nas tylko na siatkówkę, mecz, ale też do muzeum Hansa Klossa - deklaruje.

Wioleta Niziołek



Wit - Nie Lis 30, 2008 12:20 am
Myslovitz: Możecie nam nakopać do d...
mag2008-11-27, ostatnia aktualizacja 2008-11-28 15:04



- Traktuję to jak zabawę - mówi Rojek o podobiźnie swojego zespołu Myslovitz. Dzieło artysty Macieja Kota trudno nazwać pomnikiem. Tylko twarze odlane są z gipsu. Kot przymocował je do manekinów ze sklepu i ubrał w ciuchy, wyciągnięte z szaf muzyków. Figury stoją na scenie za kotarą, żeby im makijaże nie wyblakły. Mają zamknięte oczy, bo sztuczne gałki były zbyt drogie

Dzieło znajduje się w Muzeum Miasta Mysłowice i w czwartek zostało uroczyście odsłonięte. Był prezydent miasta, było przecinanie wstęgi. - Powinienem przeciąć z oryginałami - Grzegorz Osyra wezwał muzyków. - Teraz możecie nam wszyscy nakopać do ... - zachęcał Przemek Myszor, gitarzysta i klawiszowiec Myslovitz. Kot jest z jego twarzy najbardziej dumny. Myszor - manekin uśmiecha się, co wymagało nie lada wysiłku od oryginału. Musiał wytrzymać ten uśmiech przez dziesięć minut pod silikonowym odlewem.

A Rojek przekrzywił odlew, zanim zastygł i trzeba go było wyrzeźbić. Dlatego najmniej siebie przypomina. - Zawsze chciałem być wysoki - wyznał wczoraj. Jako manekin jest o głowę wyższy


...............



Historia mysłowickiego rocka
Tomasz Brzoza, 2008-11-27 20:57

Jeśli mysłowicki rock to oczywiście Myslovitz. Piątka muzyków doczekała się odlewów swoich twarzy, które od dziś można oglądać w Muzeum Miejskim w Mysłowicach.

Tym razem Artur Rojek i jego kompania nie wśród kwiatów, za to w blasku fleszy obok i jako eksponaty. A eksponaty to nie byle jakie. - Widzę tutaj trochę Lali. Widzę w tych rysach twarzy gdzieś tutaj. Ja to widzę z prawej strony jest diabeł z lewej anioł, bo ja mam podwójna twarz jakby ktoś chciał wiedzieć - mówi Wojciech ''Lala'' Kuderski, perkusista Myslovitz.

Tyle, że ta druga nieco bardziej krucha bo z gipsu. W mysłowickim muzeum od dziś poznać można historię mysłowickiego rocka. Historia ta od wielu już lat kojarzona jest z zespołem Myslovitz. Stąd pomysł na gipsową ekspozycję w mysłowickim muzeum. Jej autorem jest Maciej Kot, który blisko cztery miesiące pracował nad finalnym efektem. Łatwo nie było. - Marudzili, niektórzy bardziej, niektórzy mniej. Była to bardzo ciekawa zabawa, dla niektórych to nie była zabawa, to aż strach, to się akurat działo, niektórzy bali się o cerę.

Zdaniem fanów ta piątka jak nikt inny zasłużyła sobie na własne miejsce w muzeum. - Myślę, że bardzo fajna inicjatywa, takie wyróżnienie dla zespołu, który jakby nie było jest wizytówką tego miasta i od niego się wszystko zaczęło - uważa Anna Sorek. Kulturotwórczą rolę Myslovitz docenia także dziennikarz muzyczny, Marcin Zasada. Za to robienia z muzyków eksponatów już nie. - Troche pachnie to takim kulturowym bałwochwalstwem. Pamiętajmy, że z gabinetów figur woskowych jest bardzo blisko do domu woskowych ciał, a tam nie było przyjemnie.

Sami muzycy pomysł traktują z przymrużeniem oka. - Nie należy tego traktować całkiem serio, takie jest założenie, więc nie jest to dla mnie żaden obciach, nie jest to nadmierna powaga, po prostu jakiś sympatyczny element tego przedsięwzięcia - dodał Artur Rojek, wokalista zespołu. Przedsięwzięcia, które ma otworzyć drzwi wszystkim mysłowickim twórcom. - Jest to przedziwne miejsce, przedziwni ludzie, wspaniali ludzie w Mysłowicach, uwarunkowane jest to historycznie i Ci ludzie tworzą nowatorskie rzeczy - tłumaczy Adam Plackowski, Muzeum Miejskie w Mysłowicach.

Zwłaszcza te muzyczne, bo na tej mapie Mysłowice zaznaczają się bardzo mocno. Tak właśnie brzmi historia mysłowickiego rocka, niebawem będzie można także jej posmakować, bo pomysłodawcy tej wystawy myślą już o kolejnej, tyle, że z czekolady.

http://www.tvs.pl/informacje/6686/



Strona 2 z 5 • Wyszukano 169 wypowiedzi • 1, 2, 3, 4, 5
Copyright (c) 2009 | Powered by Wordpress. Fresh News Theme by WooThemes - Premium Wordpress Themes.