ďťż
[Katowice] Wieża spadochronowa w Parku Kościuszki



boguslawpolak - Nie Maj 04, 2008 3:09 pm
Sygn. akt S 56/03/Zn
POSTANOWIENIE
o umorzeniu śledztwa
Dnia lipca 2005 r.
................................. Ewa Koj prokurator.........................
(imię, nazwisko i stanowisko)
Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu
w.... Katowicach.......................
w sprawie przeciwko*) zabójstw ludności cywilnej i jeńców wojennych
popełnionych w czasie działań wojennych we wrześniu 1939 r.
w Katowicach przez żołnierzy Wehrmachtu i członków Freikorpsu.
tj. o przestępstwo z art. 1pkt 1 dekretu z dnia 31 sierpnia 1944 r.
o wymiarze kary dla faszystowsko- hitlerowskich zbrodniarzy winnych
zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz
dla zdrajców narodu polskiego (Dz. U. z 1946 r. Nr 69, poz 377) i art.
123 § 1 pkt 4 kk przy zast. z art. 11 § 2 kk. w zw. z art. 3 ustawy z dnia
18 grudnia 1998 r. o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania
Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu (Dz. U. 1998, nr 155,
poz. 1016)
na podstawie art. 17 § 1pkt 5 i 322 kpk
p o s t a n o w i ł:
umorzyć śledztwo w sprawie:
Zbrodni wojennych będących zbrodniami przeciwko ludzkości
stanowiących ludobójstwo popełnione przez żołnierzy Wehrmahtu
oraz członków Freikorpsu polegającej na spowodowaniu we wrześniu
1939 r roku w Katowicach pozbawienia życia przez zastrzelenie
z motywów narodowościowych i politycznych popełnionych w celu
wyniszczenia grupy narodowościowej i politycznej następujących
osób:
· W dniu 4 września 1939 roku w drodze egzekucji przez rozstrzelanie
bez jakichkolwiek podstaw prawnych w podwórzu przy ul.
Zamkowej: Józefa Renca, Nikodema Renca, Aleksandra Rzeszótko,
Leona Łukaszewskiego, Ernesta Onderkę, Władysława Pierończyka,
Franciszka Feige, Edmunda Baranowskiego, Feliksa Ozimka, Konstantego
Woźniczkę
· w dniach od 4 września do 15 września 1939 roku w Katowicach:
Wiesława Mnicha, Henryka Kurka, Walentego Pronobisa, Teodora
Szyszkę, Jana Olejniczaka, Edmunda Trzeckiego, Marte Bimczok,
Władysława Lorenca, Karola Rogera, Edmunda Szweda, Karola
Kaliwodę, Franciszka Grygera, Wilhelma Schindlera, Jana Apostolusa,
Ernesta Janika, Engelberta Swadźbę, Ryszarda Hassa,
Ignacego Hassa, Adama Parczyka, Michała Odrzywołka, Hermana
Mierzwiaka, Juliusza Krause, Jerzego Zimmermanna, Alojzego Czaję,
Stefana Zajkowskiego, Pawła Psiuka, Emanuela Oślizło, Romana
Cipę, Augusta Krzewitza, Karola Kaliwodę
· w pierwszej połowie września 1939 r. w lasach Panewnickich
w drodze egzekucji przez rozstrzelanie: Piotra Rolnika, Izydora
Szczepanka, Józefa Musialika, Emanuela Oślizło, Waltera Urbanka,
Urbana Hamerlę
tj. o przestępstwo z art. 1pkt 1 dekretu z dnia 31 sierpnia 1944 r.
o wymiarze kary dla faszystowsko- hitlerowskich zbrodniarzy winnych
zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz
dla zdrajców narodu polskiego (Dz. U. z 1946 r. Nr 69, poz 377) i art.
123 § 1 pkt 4 kk przy zast. z art. 11 § 2 kk. w zw. z art. 3 ustawy z dnia
18 grudnia 1998 r. o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania
Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu (Dz. U. 1998, nr 155,
poz. 1016)
- w stosunku do sprawców kierowniczych Heinricha Himmlera
i Udo von Woyrscha – wobec ich śmierci tj. na zasadzie art. 17§1 pkt
5 kpk
- w stosunku do pozostałych sprawców wobec ich niewykrycia tj.
na zasadzie art. 322§1 kpk
U Z A S A D N I E N I E
W dniu 21 września 2003 r. w Przeglądzie pojawił się artykuł pt.
Śląskie Westerplatte dotyczący obrony we wrześniu 1939 r. Katowic,
a w szczególności harcerzy, obrońców wieży spadochronowej w Parku
Kościuszki. Autor artykułu powołał się między innymi na śledztwo
prowadzone przez była Okręgową Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich.
W oparciu o kwerendę w archiwum zakładowym tut.
Komisji ustalono, iż pod sygn. S 11/76 prowadzone było śledztwo
w sprawie martyrologii członków ZHP w okresie okupacji hitlerowskiej
od września 1939 r. do stycznia 1945 r. na obszarze byłego województwa
katowickiego. Do śledztwa tego włączono materiały zebrane
w śledztwie Ds 53/66 w sprawie dokonanych morderstw na
powstańcach śląskich i harcerzach we wrześniu 1939 r. Zawierają
one przesłuchania świadków relacjonujących zdarzenia dotyczące
obrony Katowic. Śledztwo S 11/76 zakończyło się w dniu 28 listopada
1977 r. postanowieniem o jego umorzeniu.
Ponieważ analiza wyżej opisanych materiałów wykazała, iż nie
zostały zrealizowane podstawowe cele śledztwa, tj. nie wyjaśniono
wszechstronnie okoliczności sprawy, mimo istnienia w tym zakresie
możliwości dowodowych, w dniu 3.10.03 r. podjęto decyzję o wyłączeniu
materiałów w przedmiocie zdarzeń związanych z obroną Katowic
we wrześniu 1939 r. i kontynuowaniu śledztwa.
W toku prowadzonego postępowania zebrano obszerny materiał
dowodowy. Składają się na niego: zeznania 81 świadków przesłuchanych
w latach 1967 i 1976 w ramach wówczas prowadzonego postępowania,
zeznania 45 świadków przesłuchanych obecnie, listy pisane
przez nieżyjących już świadków do literata Kazimierza Gołby,
autora książki pt. „Wieża spadochronowa” oraz do historyka Pawła
Dubiela, dokumenty z archiwów niemieckich dotyczące ruchów
wojsk na Śląsku oraz publikacje o charakterze historycznym dotyczące
pierwszych dni wojny na Śląsku.
W oparciu o tak zebrany materiał dowodowy poczyniono ustalenia,
pozwalające na odtworzenie przebiegu zdarzeń w pierwszych
dniach wojny obronnej 1939 r. na terenie Katowic ze szczególnym
uwzględnieniem popełnionych w tym czasie zbrodni.
W kwietniu 1939 r. Magistrat w Katowicach Referat Obrony
Przeciwlotniczej rozesłał do mieszkańców Katowic, którzy ukończyli
17 lat, wezwania do wykonywania osobistych świadczeń wojennych
z chwilą obwieszczenia pogotowia OPL. W dniu 24.08.1939 r.
„POBUDKA” ZHR • nr 3 • 10 X 2005 r.
31
osoby te otrzymały karty powołania do pełnienia
obowiązków w obronie przeciwlotniczej
i przeciwgazowej. Po stawieniu się
w siedzibie Urzędu Miejskiego powołanych
uzbrajano wyposażano w mundury i kierowano
do wyznaczonych posterunków.
Komenda Chorągwi w Katowicach włączyła
się w przygotowania mobilizacyjne
w dniu 11 marca 1939 r. Działania te prowadzone
były przez komendantów hufców
przy Przysposobieniu Wojskowym. Zadaniem
harcerzy do lat 17 miała być łączność,
obserwacja nalotów, walka z dywersją, pilnowanie
ładu i porządku. W tym czasie
funkcje Komendanta Chorągwi pełnił Ludwik
Klama a po jego powołaniu do wojska
Józef Pukowiec. Pogotowie Harcerek Śląskich
w Katowicach, którego komendantką
była Adela Korczyńska, pełniło służbę łącznościową,
sanitarną oraz w punktach ewakuacyjnych
dla ludności. W sierpniu 1939 r.
większość obozów harcerskich została odwołana,
a powracający do miasta harcerze
zgłosili gotowość do służby. Pełnili ją wspólnie
z oddziałami powstańczymi i z wojskiem.
Posterunek OPL złożony jedynie z harcerzy
znajdował się w budynku przy ul.
Żwirki i Wigury, tzw. drapaczu chmur. Od
dnia 24.08. na poddaszu tego 14 piętrowego
budynku starsi harcerze pełnili służbę
w systemie czterozmianowym po 6 godzin.
Sztab urzędował na czwartym piętrze.
Przed wojną w gmachu tym na 13 piętrze
znajdował się lokal Klubu Łącznościowego
wyposażony w załącznik syreny alarmowej
systemu ostrzegania przed nalotem lotniczym
(k. 270). To tam po godz. 5 po zaobserwowaniu
trzech samolotów niemieckich lecących
w kierunku lotniska w Muchowcu
harcerze uruchomili syrenę alarmową. Służbę
pełnili między innymi Aleksander Drapella,
Alfred Ćwięczek, Czesław Grajek, łącznikową
Jerzy Siemiginowski. Dnia 2.09.1939 r.
zgodnie z rozkazem komendy Hufca ewakuowali
się (k. 247, 95).
Dnia 26 sierpnia 1939 r. w Katowicach
odbyło się wspólne zebranie władz Związku
Powstańców Śląskich i Polskiej Organizacji
Wojskowej, na którym zapadła decyzja
o włączeniu się tych formacji w obronę kraju.
Zorganizowano Ochotnicze Oddziały Powstańcze
złożone z powstańców kategorii C
i D oraz młodzieży powstańczej, a w dzielnicach
ochotnicze kompanie powstańcze:
w Bogucicach pod dowództwem Franciszka
Kruczka, której zadaniem była obrona kopalni
Katowice oraz stacji benzynowych
przy ul. Zamkowej i Paderewskiego, w Załężu
pod dowództwem Leona Bazana i Henryka
Tomanka, której zadaniem była ochrona
torów kolejowych, gazociągu, mostów oraz
zabezpieczenie przed sabotażem kopalni
„Kleofas” i huty „Baildon”, w Dębiu pod dowództwem
Ryszarda Drzyzgi, w Brynowie
i Załęskiej Hałdzie pod dowództwem Konstantego
Woźniczki, której zadaniem było
zabezpieczenie kopalni „Wujek” przed sabotażem,
w Zawodziu pod dowództwem Karola
Orendorza i Jana Hassy. Dowództwo nad
miejskim batalionem powstańczym sprawował
Nikodem Renc, w grupie sztabowej oddzielne
grupy szturmowe tworzyła POW,
która współpracowała i podlegała dowództwu
wojskowemu. W Domu Powstańca Śląskiego
mieściła się Komenda Główna powstańczej
obrony miasta, na czele której
stał Rudolf Niemczyk, a po powołaniu go do
służby wojskowej w dniu 1.09. 1939 r. Jan Faska.
Oddziały powstańcze były bardzo słabo
uzbrojone. Na dachu mieścił się posterunek
obrony przeciwlotniczej, gdzie służbę od dn.
24.09 pełnili Tadeusz Czylok, Zdzisław Rożanowicz,
Gerard Barczyk, Roman Wilczyński,
Olgierd Wołczyk i Ryszard Naiberg (k.
257)
Od końca sierpnia 1939 r. w Miejskim
Ośrodku Wychowania Fizycznego przy
ul. Raciborskiej zbierały się grupy powstańców,
harcerzy i członków Polskiej Organizacji
Wojskowej zarówno z terenu miasta
jak i obszarów przygranicznych. Zgłosiło
się ok. 135 osób, które wyposażono w broń
znajdującą się na strychu. Udali się do Domu
Powstańca, gdzie poddali się rozkazom
Jana Faski. Punkty obrony zorganizowano
na dachu Teatru Śląskiego, w Parku Kościuszki,
na wieżach kościoła Piotra i Pawła
oraz augsbursko-ewangelickiego, w hali targowej,
na dachu Muzeum Śląskiego.
W Katowicach wojna rozpoczęła się
wczesnym rankiem w piątek 1.09.1939 r. od
nalotu trzech samolotów, które zrzuciły
bomby w okolicy lotniska w Muchowcu, nie
wyrządzając większych szkód, później nad
miastem przelatywały niemieckie samoloty
nie dokonując jednak bombardowań. Wielu
mieszkańców kontynuowało ewakuację
z miasta, dołączali do nich mieszkańcy terenów
przygranicznych, uciekający przed Freikorpsem
i wkraczającym wojskiem niemieckim.
W dn. 2.09.1939 r. z miasta ewakuowały
się władze oraz Policja. Harcerze pomagali
w pakowaniu dokumentów w gmachu magistratu
na ul. Pocztowej (k. 228). W dn.
3.09.1939 r. Baltazar Szaflik – uczestnik III
Powstania Śląskiego, rzemieślnik z Katowic
i Wojciech Nowakowski restaurator wraz
z innymi przedstawicielami handlu i rzemiosła,
w ratuszu na Pocztowej zorganizował
Komitet Obywatelski, którego zadaniem
było pilnowanie porządku w mieście. Ochotnikom
rozdano kilkadziesiąt karabinów
i białe opaski z pieczątką. Wyznaczono dyżury
w ważniejszych gmachach państwowych
między innymi w budynku Policji Państwowej
przy ul. Jagiellońskiej (k. 224).
Przedstawiciele komitetu zwrócili się do
członków zawodowej straży pożarnej o wzięcie
udziału w pilnowaniu miasta, ale ci co
pozostali w remizie reprezentowali mniejszość
niemiecką i zasłaniając się koniecznością
chronienia miasta przed pożarem odmówili.
W dniu 2.09.1939 r. po godz. 16 komendant
Jan Faska, poinformował pełniących
służbę w gmachu Domu Powstańca, o rozkazie
Naczelnego Dowództwa o ewakuacji
Śląska. Jednocześnie w sztabie prowadzono
dyskusje nad celowością obrony miasta
w sytuacji, gdy wojsko się wycofuje. Rankiem
dn. 3.09.1939 r. podjęto decyzję i większość
oddziałów powstańczych opuściła Katowice.
Pozostali nieliczni, którzy wrócili do
swoich domów na terenie Katowic. To samo
uczynili katowiccy harcerze, którzy w większości
podporządkowali się rozkazowi. Bezspornym
jest natomiast, iż nie wszyscy wykonali
rozkaz, bo do wkraczających od Brynowa
wojsk niemieckich otworzono z tegoż
gmachu ogień. Dopiero użycie działka przeciwpancernego
pozwoliło Niemcom na kontynuowanie
marszu na Katowice. W gmachu
Domu Powstańca pozostało ok. 30
osób. Po wkroczeniu wojsk niemieckich zostali
zatrzymani i poprowadzeni na ulicę
Zamkową (k. 228).
Również na katowickim dworcu kolejowym
pozostała grupa powstańców, która
ostrzelała przed południem wkraczający
Wehrmacht. Krótko po tym dworzec został
zdobyty przez wojsko. Lakoniczne informacje
o tym punkcie oporu pochodzą jedynie
z dokumentów niemieckich: relacji członków
zawodowej straży pożarnej w Katowicach
z dn. 27.09.1939 r. złożonej w kancelarii
nadprezydenta prowincji śląskiej (AP Kat.
RK 2231 k. 3-7) oraz księgi wojennej 3 odcinka
Grenzschutzu opublikowanej w 1974 r.
przez A. Szefera.
We wczesnych godzinach rannych dn.
4.09.1939 r. do Katowic zaczęły wkraczać
wojska niemieckie; od zachodu 239 dywizja
Landwhery, pod dowództwem generała Ferdinanda
Neulinga, od strony południowo –
zachodniej 8 i 28 dywizja XIV Armii a także
trzy formacje straży granicznej – Grenzschutz
Abschnittskommando (trzeci odcinek
Straży Granicznej) dowodzone przez
generała Georga Brandta. Bezpośrednio
przed Wehrmachtem wkraczały oddziały V
Kolumny tzw. Freikorps Ebbinghaus. Oddziały
Freikorpsu były formacją ochotniczą,
ale z militarnego punktu widzenia były bardzo
sprawne, dobrze wyposażone i umundurowane.
Mimo, iż jak wspomniano w obliczu
odwrotu Armii Kraków, wielu obrońców zastosowało
się do rozkazu i opuściło miasto,
to jednak wkraczające wojska niemieckie
napotkały opór.
Pierwsze oddziały tej formacji zaczęły
wkraczać do Katowic od strony Załęża,
gdzie napotkały niewielki opór. Zostali zastrzeleni
wówczas na boisku sportowym
Aleksander Ćwieląg i Albert Piekorz.
W licznych publikacjach fabularnych
i historycznych obrona Katowic we wrześniu
1939r. wiązana jest z heroiczną postawą
harcerzy, których po zdobyciu Parku Niemcy
pozrzucali z wieży spadochronowej.
Szczegółowe ustalenie przebiegu wydarzeń
w Parku Kościuszki jest niezmiernie trudne
ze względu na fakt, że w ramach niniejszego
śledztwa ani też wcześniej historykom
i dziennikarzom nie udało się dotrzeć do
bezpośrednich świadków lub też rodzin poległych,
a tym samym ustalić tożsamość pokrzywdzonych.
Zebrano w tym zakresie zeznania,
relacje i kopie niemieckich dokumentów
pochodzących z Archiwum Wojskowego
we Freiburgu, tj. raport gen. Neulinga
dowódcy 239 Dywizji Landwhery oraz fragmentu
Księgi Wojennej 3 Odcinka Oddziału
Granicznego (Grenzschutz–Abschnitt-Kommando
3) i aneksu do niego, co pozwoliło
na następujące ustalenia w tym zakresie:
Od 24.08.1939r. dwunastu harcerzy z V
MDH im. Stanisława Staszica na cztery
zmiany pełniło służbę obserwacyjną na wieży
spadochronowej w Katowicach. Podlegali
dowództwu 73 pp. Na wieży był zainstalowany
telefon polowy. Za wieżą od strony Mikołowa
kopano rowy strzeleckie (k. 125).
Brali w tym udział harcerze, ochotnicy
i członkowie obrony narodowej. Na wieżę
żołnierze z pomocą harcerzy wnosili skrzynki
z amunicją. W dniu 3 września we wczesnych
godzinach rannych porucznik Kowalski
z 73 pp zarządził ewakuację harcerzy.
Opuszczająca ją zmiana w osobach Norbert
Persich, Herbert Witkowski i Antoni Kłapsia
spotkała w parku harcerzy w różnym wieku
i powstańców zmierzających w stronę wieży.
Na rękawach mundurów mieli oznaczenia
hufców z Lipin, Wirka, Nowej Wsi i Rudy
Śląskiej. Większość z nich była uzbrojona.
Jak twierdzili, broń zdobyli w walkach na
pograniczu. Mimo rozkazu ewakuacji w parku
pozostało wielu młodych ludzi chcących
„POBUDKA” ZHR • nr 3 • 10 X 2005 r.
32
bronić miasta, a wśród nich harcerze. Oczekiwali
na natarcie w rowach, krzakach i na
wieży spadochronowej. W dniu 3.09 1939r.
po ustaleniu, iż ostatnie oddziały polskiej
dywizji opuściły Katowice, niemiecki oddział
3 ochrony pogranicza otrzymał rozkaz,
by w dniu 4.09.1939 r. zająć obszar przemysłowy.
Został wzmocniony w tym celu przez
239 Dywizję. Wcześniej oddziały Freikorpsu
próbowały od Brynowa wedrzeć sie do parku,
ale bezskutecznie. Generał Neuling
o godz. 445 opuścił Mikołów, a ok. godz. 800
dotarł do wyznaczonego punktu postoju odległego
ok. 3 km od Katowic. Oficer oddziału
zwiadowczego doniósł o trwających
w mieście walkach z powstańcami oraz
o ostrzelaniu wojsk niemieckichz dwóch
wieżowców za nasypem kolejowym. Do
wsparcia został przekazany pułk piechoty,
a sztab Dywizji zatrzymał się za folwarkiem
Brynów na małym pagórku, oddzielonym
drogą od parku miejskiego. W pewnym momencie
sztab został ostrzelany z wieży spadochronowej
z karabinu maszynowego.
W odpowiedzi Niemcy ostrzelali wieżę z armaty
przeciwpancernej, co wstrzymało
ogień. Za to wzdłuż całej drogi w kierunku
na Brynów otworzono ogień z karabinów
maszynowych. Jeden z takich karabinów był
usytuowany na pagórku w pobliżu dawnej
wieży radiostacji (k. 68). Intensywnie strzelano
także z kierunku Załęża i ul. Karbowej.
Opór Polaków stawał się coraz silniejszy,
a był on zlokalizowany w południowej części
miasta i w okolicach dworca katowickiego.
Dopiero użycie CKM-ów i artylerii przeciwpancernej
przełamało opór i pozwoliło oddziałom
niemieckim na wkroczenie do miasta.
Pociski artyleryjskie praktycznie rozerwały
metalowa burtę okalającą szczyt wieży
spadochronowej. W chwili wybuchu
świadkowie widzieli wypadające z wieży trzy
sylwetki ludzkie (k. 238). Równocześnie
z niemieckim wojskiem w walkach o Katowice
brały udział oddziały Freikorpsu.
W okolicach wieży w walce z żołnierzami
niemieckimi zostało zastrzelonych ok. sześciu
obrońców, cześć została ranna, a cześć
zdołała uciec (k. 47). Po podejściu pod wieżę
oddziałów niemieckich kilku żołnierzy
weszło na nią i zrzucili cztery martwe ciała
(k. 1164, 1171). Lżej rannych cywilów przewieziono
do więzienia na ul. Mikołowskiej
(k. 621).
W dniu 4.09 1939r. przed południem
zwłoki młodych ludzi w mundurach harcerskich
leżące pod wieżą, część z nienaturalnie
rozrzuconymi kończynami, widzieli
świadkowie – Alojzy Persich idący do pracy
w KWK Wujek (k. 285), kilkuletni Henryk
Kaszuba wracający wraz z matką z letniska
pod Imielinem (k. 700). Eryka Grund, Ślązaczka,
sympatyzująca z Niemcami, idąc za
wkraczającym wojskiem niemieckim do Katowic
w Parku Kościuszki zobaczyła dużą
grupę żołnierzy niemieckich, wóz zaprzężony
w dwa konie zwany „rolwagą” na który jacyś
cywile ładowali zwłoki harcerzy i dwóch
mężczyzn (k. 682).
Pojawiły też pojedyncze zeznania
i wspomnienia opisujące w odmienny sposób
przebieg wydarzeń w parku, z dużym
stopniem szczegółowości, których nie dało
się zweryfikować pozytywnie (Bogdan Szaflik
k. 174, Zenon Filar k. 431-435). Z poczynionych
ustaleń wynika również, że na wieży
i w parku wśród tych, którym udało się uciec
mogli być Tadeusz Janta i Wanda Marcinkowska,
a wśród zabranych do niewoli Czesław
i Marian Puszek (k. 594, 705). Śmierć
w/w nie pozwoliła na potwierdzenie tych informacji.
Innych nazwisk, szczególnie tych,
które pojawiły się w relacji Z. Filara, nie zweryfikowano
pozytywnie.
Punkt oporu mieścił się również w gmachu
Teatru Śląskiego. Stefan Balwierz, harcerz
z Dąbrowy Górniczej, wraz z grupą 13
harcerzy pod dowództwem Piotra Reronia
wyposażeni przez prezydenta miasta Dąbrowy
Górniczej w stare karabiny „mauser”
w dniu 2.09.1939r. wyjechali na rowerach do
Katowic, gdzie zameldowali się w godzinach
popołudniowych w Domu Powstańca u komendanta
Jana Faski. Stamtąd zostali skierowani
do obrony Teatru Śląskiego. Zostali
przyłączeni do grupy wojskowych i harcerzy
pod dowództwem porucznika Bolesława
Warcholika. B. Warcholik po zmobilizowaniu
do 1-go baonu 73 pp stacjonował na linii
Godula – Łagiewniki, brał udział w walkach
z Freikorpsem w rejonie Orzegowa, potem
wycofał się w kierunku Świętochłowic, gdzie
ubezpieczał ewakuującą się kompanię
Obrony Narodowej. W dniu 3.09.1939 r. wraz
z harcerzami chorzowskimi walczył z Freikorpsem
na rynku w Chorzowie, po czym
wraz z czterema żołnierzami wycofał się
w kierunku Katowic, gdzie zgłosił się do
Domu Powstańca. Tam Faska poprosił go
o pomoc w obsadzeniu gmachu teatru, atakowanego
przez pojedyncze jednostki Freikorpsu.
Do teatru wpuścili ich mężczyźni
w powstańczych mundurach, na dachu
umieścili karabin maszynowy. Jeszcze tego
samego wieczoru zaczęli atakować ich Freikorzyści.
Wymiana ognia trwała do wczesnych
godzin rannych 4.09.1939., kiedy to
o godz. 400 Warcholik zdecydował o wycofaniu
się z miasta na wieść, że wkraczają
Niemcy (k. 215).
Świadkowie wspominają o punktach
obrony w Hali Targowej, gdzie już w niedzielę
przed południem grupa powstańców
i harcerzy broniła się przed atakiem wojsk
niemieckich (k. 211), na wieży kościoła Piotra
i Pawła, gdzie donoszono amunicję przebywającym
tam kilku powstańcom i harcerzom
(k. 228), na wieży kościoła ewangelicko-
augsburskiego przy ul. Warszawskiej (k.
306, 557), na dachu budynku Muzeum Śląskiego
(k. 591), w narożnym budynku przy
ul. Panewnickiej obok boiska „Ligocianka” –
punkt dowodzenia łącznościowo –alarmowy,
na dachu punkt obserwacyjno –alarmowy
(k. 264), brak jednak informacji o przebiegu
walk, ich zakończeniu i losie obrońców.
Mimo, iż zgodnie z rozkazem dowództwa
wojsko polskie wycofało się z terenu
Śląska przed wkraczającym Werhmachtem,
swój udział w obronie miasta miała 11 kompania
II baonu fortecznego specjalnego 73
pp.
Batalion kochłowicki mjr Jana Witkowskiego,
w skład którego wchodziła między
innymi kompania kpt. Mariana Tułaka,
zgodnie z rozkazem zaczął wycofywać się
ok. godz. 300 dn. 3.09.1939 r. Otrzymał rozkaz
marszu bezpośredniego do Katowic.
Tułak miał uchwycić skrzyżowanie dróg
w folwarku Załęże i tam oczekiwać dalszych
poleceń. Ustalono, że 5 kompania specjalna
kpt. Jana Lebiedzia po dojściu do Katowic
spotka się z pododdziałem kpt. M. Tułaka
i razem wycofają się w kierunku Będzina.
O świcie 11 kompania strzelecka M. Tułaka
doszła zgodnie z rozkazem do załęskiego
dworu i tam ubezpieczyła się wysuwając
drużynę CKM w kierunku Chorzowa i Kochłowic.
Wokół kompani zaczęły gromadzić
się grupy śląskich powstańców i harcerzy.
Kpt Tułak oczekiwał na dalsze rozkazy, nie
mając żadnego kontaktu z innymi oddziałami
wojskowymi, ani żadnym z dowództw.
Tymczasem straż tylna batalionu kochłowickiego,
a więc pluton por. Oleksego, dotarł
dn. 3.09.1939 r. do Katowic i tam w rejonie
Placu Wolności bezskutecznie oczekiwał
na kontakt z kompanią kpt Tułaka. Łącznik
wysłany do folwarku Załęże z rozkazem wycofania
się nie znalazł 11 kompani, drugi
łącznik wysłany przez dowódcę batalionu
nie powrócił, również łącznicy wysyłani
przez Tułaka nie dotarli do dowództwa.
Prawdopodobnie zginęli z rąk hitlerowskich
dywersantów. Gdy w ciągu niedzieli rozgorzały
walki między oddziałami powstańczymi
i Freikorpsem na terenie Chorzowa,
Świętochłowic
i Hajduk, dowódca kompani zarządził
wypady swoich plutonów, dowodzonych
przez Fracha i Kościelniaka, w te zagrożone
miejsca. Gdy po południu strzelanina nabrała
szczególnego nasilenia (bił się w Chorzowie
niemiecki Selbstschutz dowodzony
przez Alfonsa Beldę z oddziałami powstańców
śląskich i grupami młodzieży z chorzowskiego
hufca harcerskiego) do Chorzowa
pojechał ciężarówką pluton pod dowództwem
Kościelniaka. Ubezpieczenia 11 kompani
stały na drogach dojazdowych do Załęża,
drogę do Kochłowic zabezpieczała drużyna
kpr Władysława Wilka, która wraz
z grupą powstańczą likwidowała drobne
grupy dywersantów. W nocy z 3 na 4 września
rozpoznanie przeprowadzone przez powstańców
poinformowało kpt Tułaka, iż od
Bytomia zbliżają się silne oddziały SA, Freikorpsu
i Grenschutzu, by wziąć udział
w wyznaczonej na godz. 14 defiladzie na ulicach
Katowic. Tułak podjął decyzję o wycofaniu
się z Katowic, marszem ubezpieczonym
przesuwając się w kierunku Placu Wolności
gdzie doszło do walk z Freikorpsem.
W czasie próby przebicia się na ulicę 3-go
Maja, padli zabici i ranni. Kompania rozproszyła
się; kpr. Władysław Wilk wraz z drużyną
wycofuje się ulicą Sokolską, obok synagogi
(ul. Mickiewicza) w kierunku kop. Ferdynand,
gdzie połączyła się z kompanią i przez
Brynicę docierła do Klimontowa.
W rejonie kopalni Katowice odwrót 11
kompani strzeleckiej osłaniała bogucicka
kopania powstańcza Franciszka Kruczka,
której również udało się wycofać. W/w przebieg
wydarzeń jest zgodny z tym co opisywał
kpt. Marian Tułak w liście do historyka
Pawła Dubiela. Również grupa Tułaka nie
mogąc przedrzeć się na Rynek wróciła w ul.
Sokolska, Mickiewicza koło synagogi
i przedarła się do kop. Katowice.
Przedstawiony powyżej opis działań 11
kompani uzupełnia pozyskana do akt kopia
listu Emanuela Gruszki, skierowanego do
redakcji „Gościa Niedzielnego” dn. 18 sierpnia
1946 r. Emanuel Gruszka był dowódcą
grupy powstańców, która w poniedziałek rano,
tj. 4.09.1939 r., wycofywała się z ostatnim
oddziałem Wojska Polskiego stacjonującym
w dworze w Załężu. Już na ulicy Gliwickiej
zostali zaatakowani z okien domów strzałami
z karabinów i automatów. Posuwali się
w stronę Placu Wolności odpierając ataki
ostrzałem z karabinu maszynowego jadącego
furmanką, przed nią łazikiem jechał dowódca
oddziału, wydając rozkazy. Najtrudniejsza
była przeprawa przez Plac Wolności.
Podzielili się na dwie grupy; jedna posuwała
się lewą stroną (prawdopodobnie była to ta
dowodzona przez kpr. Wilka) druga z Emanuelem
Gruszka prawą stroną placu. Od
strony ul. Matejki był silny ostrzał, jak przypuszcza
Gruszka prowadzony przez Wehrmacht.
Dotarli do ul. 3-go Maja, gdzie na
skrzyżowaniu z ulicą Słowackiego zostały
„POBUDKA” ZHR • nr 3 • 10 X 2005 r.
33
zastrzelone dwa konie zaprzęgnięte do furmanki,
a Emanuel Gruszka został ranny
w nogę. Opatrujący mu ranę oficer Wojska
Polskiego został zastrzelony. Inny z towarzyszących
mu powstańców pomógł mu
opuścić ul. 3-go Maja; ulicą Słowackiego
pod halę targową do Bogucic, gdzie ponownie
spotkali się z kompanią Tułaka.
Świadkiem i uczestnikiem tych wydarzeń
był również Jan Malcherczyk, pracownik
huty Baildon mieszkający w Świętochłowicach,
który w dn. 3.09.1939 r. z bratem Wilhelmem
powstańcem, ok. 11.00 piechotą dotarł
do Katowic. Tam zgłosili się do komisariatu
policji przy ul. Pocztowej, gdzie kilku
żołnierzy i powstańców poinformowało o konieczności
obrony miasta. Od chętnych odebrano
przysięgę i rozdano im stare karabiny.
Zebranych podzielono na kilka grup, którymi
dowodzili powstańcy. Grupa Malcherczyka
stacjonowała na Załężu w szkole przy
ul. Wojciechowskiego. Za zadanie mieli patrolowanie
ulic. Od strony Chorzowa, Lipin
i Kochłowic dochodziły odgłosy wystrzałów
i wybuchów granatów. Nad ranem ok. 6.00
w poniedziałek przyłączyli się do wojska, kolumną
wyruszyli ul. Wojciechowskiego
w stronę Placu Wolności. Kolumna maszerowała
w szyku ubezpieczonym z przodu
i z tyłu. Straż przednią, wysuniętą przed
szpicę i szperaczy, tworzył oddział powstańców
wzmocniony żołnierzami i karabinem
maszynowym. Za nimi tabor kompanii (wozy
z amunicją, kuchnia, wóz sanitarny), a na
końcu straż tylna. Maszerowali cały czas
pod ostrzałem z okien. Najsilniejszy ostrzał
był na Placu Wolności, a później na ul. 3-go
Maja. Padali ranni i zabici. Udało się im dotrzeć
jedynie do skrzyżowania tej ulicy z ul.
Wawelską, bo od Rynku kierowano w ich
kierunku serie z karabinów maszynowych.
Przed ostrzałem J. Malcherczyk schronił się
w sklepie z wiecznymi piórami. Gdy strzały
trochę ucichły, Jan Malcherczyk przedostał
się do budynku konsulatu włoskiego mieszczącego
się przy ul 3-go Maja. Było już tam
kilku powstańców i żołnierzy, wśród nich
porucznik, zastępca dowódcy kompanii
z Bochni, który pertraktował z Konsulem
w sprawie schronienia. Konsul stwierdził, iż
poczeka na nowe władze i żołnierzy przekaże
wojsku, a powstańców władzom cywilnym.
Pracujące w konsulacie Polki dały żołnierzom
ubrania cywilne i tak cała grupa
żołnierzy i powstańców pojedynczo opuściła
niepostrzeżenie konsulat korzystając z tego,
iż ludzie stojący na chodniku we wrzawie witali
maszerujące wojsko niemieckie. J. Malcherczykowi
udało się dotrzeć do Bogucic.
Z informacji otrzymanej z Centralnego Muzeum
Jeńców Wojennych w Łambinowicach
wynika, iż porucznik Herbert Frach pochodził
z okolic Bochni. Do niewoli został wzięty
w Katowicach dn. 4.09., a więc jemu nie
udało się opuścić miasta. M. Tułak w cytowanym
liście podaje, iż Herbert Frach był
nauczycielem z Kochłowic. Nawiązano kontakt
z siostrzenicą żony Herbeta Fracha.
Podała ona, iż H. Frach z żoną przed wojną
mieszkali w Kochłowicach, gdzie pracowali
w szkole jako nauczyciele. W swoich zeznaniach
Łucja Kurek, siostra zastrzelonego
w dn. 4.09.1939 r. Henryka Kurka wspomina,
iż brat tego dnia wczesnym rankiem spotkał
na ulicy Bocheńskiego w Załężu grupę polskich
żołnierzy, wśród których był jego nauczyciel
ze szkoły podstawowej w Załężu.
Już w czasie wkraczania wojsk niemieckich
w dniu 4.09.1939 r. rozpoczęły się zatrzymania
osób w mundurach (harcerskich,
powstańczych i wojskowych) oraz osób cywilnych
wskazywanych przez ludność niemiecką
lub sympatyzującą z Niemcami, jak
i przez członków Freikorpsu. Zatrzymania
miały miejsce na ulicy, w mieszkaniach
i schronach. Wśród zatrzymanych znaleźli
się mieszkańcy Katowic oraz ci, którzy przybyli
do Katowic wycofując się z terenów zajmowanych
przez Niemców (Ruda Śląska,
Chorzów). Zatrzymanych przeważnie prowadzono
do budynku konsulatu niemieckiego
mieszczącego się przy ulicy Zawadzkiego
nr 8. Tam ich legitymowano, po czym dzielono
na dwie grupy – jedni to ci co mieli książeczki
wojskowe, drudzy, znaczna większość,
nie posiadającą takich dokumentów.
Tą drugą grupę żołnierze niemieccy poprowadzili
z rękami podniesionymi do góry ulicą
Sokolską do placu Wolności, ulicą 3-go
Maja do Rynku, gdzie na ulicy Zamkowej
wprowadzono ich na podwórze za restauracją
„Sachera”, należącą do Frydländera.
Stojący na ulicach tłum lżył prowadzonych,
opluwał i obrzucał kamieniami. W podwórzu
zatrzymanych rewidowano zabierając
portfele, dokumenty oraz inne drobne
przedmioty. Nad niektórymi z ofiar znęcano
się. Ciężko pobity został aptekarz z Chorzowa
Edmund Baranowski, zatrzymany we
wczesnych godzinach rannych w swoim domu
i przyprowadzony przez Freikorps do
Katowic (k. 51) oraz dwóch piętnastoletnich
chłopców, przy których w czasie rewizji znaleziono
amunicję. Największa grupa liczyła
ok. 40 osób. Składała się z kilku osób cywilnych
oraz mundurowych – harcerzy, powstańców,
wojskowych. Gdy została wprowadzona
na podwórze, na ziemi leżały już
zwłoki sześciu osób. Egzekucje wykonywali
żołnierze i członkowie Freikorpsu. Łącznie
rozstrzelano ok. 80 osób, wśród nich byli: Nikodem
Renc, Józef Renc (k. 64, k. 601),
Franciszek Feige, Konstanty Woźniczka- zabrani
ze swoich mieszkań, Leon Łukaszewicz,
Władysław Pierończyk, – zatrzymani
na ulicy, Aleksander Rzeszótko – zabrany ze
schronu budynku, w którym mieszkał przy
ul. Sobieskiego, Edmund Baranowski. Na
polecenie członków Freikorpsu zwłoki zostały
wywiezione w dwóch turach przez pracowników
zieleni miejskiej platformą konną
przykrytą plandeką do kostnicy cmentarza
żydowskiego, szpitala przy ul. Raciborskiej
i cmentarza przy ul Sienkiewicza. Byli też
tacy, którym udało się uniknąć tego dnia egzekucji
w podwórzu. Antoni Strugała
w ostatnich dniach sierpnia otrzymał wezwanie
do Komendy Dzielnicowej Policji
przy ul Słowackiego. Tam polecono mu patrolowanie
Placu Wolności, dostał karabin
i 40 sztuk amunicji. Tuż przed wkroczeniem
wojsk niemieckich wraz z rodzina schronił
się w piwnicy budynku przy ul. Wolności,
skąd rankiem 4.09.1939 r. został zabrany
przez członków Freikorpsu. Przed egzekucją
uchroniła go interwencja żony, która
przekonała wysokiego ranga funkcjonariusza
o tym, że nie brał udziału w walkach.
Z podwórza przy ul. Zamkowej został zabrany
samochodem ciężarowym do hotelu
Christlicher Hospiz przy ul Jagiellońskiej.
W piwnicach hotelu było więzionych wielu
mieszkańców Katowic, a przeprowadzano
tam wstępne śledztwo. Po kilku dniach
Strugała trafił do więzienia w Katowicach,
wreszcie do obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie.
Adolf Kowalik był dekoratorem
w Teatrze Śląskim. Został wzięty przez
Niemców z teatru razem z powstańcami,
którzy się tam bronili i zaprowadzony na podwórze
przy ul Zamkowej. Jeden z żołnierzy
zwrócił uwagę na to, że ubrany jest
w płaszcz roboczy i zapytał dlaczego. Gdy
ten wyjaśnił, iż w teatrze pracuje i miał dyżur,
został zabrany na przesłuchanie, a potem
wywieziony do obozu w Dachau. Rafał
Kocik, uczestniczący jako harcerz w obronie
Chorzowa, w dniu 3 września wycofał się
w kierunku Katowic. Przy teatrze został
przydzielony do dwuosobowego patrolu żołnierskiego
i wraz z nimi pilnował odcinka
Gliwicka, Załęska Hałda, Park Kościuszki.
Wieczorem usuwali flagi ze swastykami wywieszane
przez niemiecką ludność cywilną
i członków Freikorpsu. Nad ranem, gdy na
Placu Wolności został zastrzelony jeden
z żołnierzy, schronił się w piwnicy budynku,.
Jakaś kobieta przyniosła mu ubranie i kazała
ściągnąć mundurek harcerski. Gdy do
miasta wkroczył Wehrmacht wyszedł na ulicę
i wmieszał się w tłum, został jednak zatrzymany
przez dwóch członków Freikorpsu
i zaprowadzony do konsulatu niemieckiego,
a stamtąd na ul Zamkową. Tam, widząc
zwłoki kilku osób, wysunął się przed swoją
ok. 40–osobową grupę i gdy usłyszał odgłos
strzałów upadł, a na niego zabici. Mimo braku
obrażeń leżał nieruchomo Po około 20
minutach rozstrzelano w tym samym miejscu
kolejna grupę. Wtedy dostał drgawek,
a wykonujący egzekucję oddali do niego serię
strzałów. Został ranny i stracił przytomność.
Późnym wieczorem, kiedy na podwórzu
wszystko ucichło wydostał się spod
zwłok i wszedł do najbliższej bramy, gdzie
na trzecim piętrze jakaś kobieta dała mu
wodę, by zmył brud i krew. Potem udało mu
się wymknąć z miasta i wrócić do Klimzowca
do rodziców. Do egzekucji doszło również
w podwórzu hotelu „Hospitz” przy ul. Jagiellońskiej,
gdzie rozstrzelano między innymi
Edmunda Trzeckiego, Władysława Lorenca
i Martę Bimczok.
Oprócz masowej egzekucji przy ul. Zamkowej
członkowie Freikorpsu i wkraczającego
wojska dopuszczali się zabójstw i egzekucji
na terenie całego miasta i jego dzielnic.
Część tych zabójstw została udokumentowana
materiałem dowodowym. Ich ofiary
zwożone były głównie do kostnicy szpitala
przy ul. Raciborskiej. Nie wszystkie udało
się ulokować w kostnicy, wiec układano je
na terenie przyległym do szpitala (k. 603).
Wdniu 4.09.1939 r. przywieziono tam między
innymi zwłoki ok. 14 umundurowanych harcerzy
w wieku ok. 14 lat. Wszystkie ciała
miały rany postrzałowe wlotowe u nasady
nosa. W dniach 5 i 6.09.1939 r. zwłoki grzebano
w mogile zbiorowej wykopanej na cmentarzu
przy ulicy Panewnickiej, posypywano
je chlorem. Jak wynika z zeznań świadków,
łącznie na cmentarz przywieziono ok. 80 ciał
(k. 109). Nie ma możliwości precyzyjnego
ustalenia tej liczby, ze względu na fakt, iż
ewentualna ekshumacja musiałaby zostać
przeprowadzona na cmentarzu, gdzie już
wcześniej grzebano zwłoki. W czasie okupacji
władze niemieckie, chcąc zatrzeć ślady
mogiły przez jej środek poprowadziły ścieżkę
cmentarną. Obecny obrys mogiły prawdopodobnie
nie pokrywa dokładnie rzeczywistego
miejsca pochówku. Ciała zmarłych
grzebano również w pojedynczych mogiłach
na terenie innych cmentarzy w Katowicach.
Jednocześnie do szpitala na Raciborskiej
trafiali ranni: polscy i niemieccy żołnierze,
osoby cywilne. Operował je jedyny lekarz
pozostający w szpitalu chirurg Mieczysław
Grabowski. Z jego zeznań wynika, iż łącznie
do kostnicy tego szpitala w dniach od poniedziałku
do środy zwieziono ok. 80 zwłok.
W Dębie koło kościoła freikorzyści zastrzelili
powstańca Franciszka Grygera, którego
wcześniej wyprowadzili na ulicę z domu (k.
16, 38, 65). Henryk Kurek razem z bratem
Pawłem oraz kolegami z drużyny harcerskiej
Mikołajem Cubertem i Józefem Mahoczkiem
na ulicy Barbary natknęli się na nie-
„POBUDKA” ZHR • nr 3 • 10 X 2005 r.
34
miecki patrol, który mimo, że zastosowali
się do polecenia i podnieśli ręce do góry, zaczął
do nich strzelać. Henryk Kurek został
zastrzelony, a pozostałym udało się zbiec.
Emerytowany stróż ogródków jordanowskich
przy ul. Barbary – Teodor Szyszka
wraz z pracującym tam Walentym Pronobisem
w odwecie za nie otworzenie bramy zostali
rozstrzelani przez niemieckich żołnierzy.
Jan Olejniczak po wyprowadzeniu ze
swojego domu został zastrzelony na ul. 3-go
Maja. Emanuel Mnich został zabrany ze
swojego domu przy ul. Opolskiej w dniu
4.09.1939 r., wyprowadzony na ulicę i zastrzelony
przez członków Freikorpsu na placu
Wolności. Teofil Patalong ur. 1869 r., powstaniec
śląski, w dniu 6.09.1939 został zabrany
z domu przez żołnierzy niemieckich,
którzy ulicą Bocheńskiego doprowadzili go
do dołów po piasku w pobliżu kolei, gdzie
wykonali egzekucję przez zastrzelenie.
Zwłoki zostawili w dołach, zabrała je rodzina.
Wśród ofiar są również mieszkańcy sąsiednich
miast, którzy wycofywali się w stronę
Katowic przed wojskami niemieckimi:
Jan Apostolus i Ernest Janik (k. 670). Praktycznie
przez kolejne dwa tygodnie po zajęciu
przez Niemców Katowic trwały poszukiwania
i aresztowania osób biorących udział
w obronie Katowic, posiadających broń i figurujących
na specjalnych listach (k. 377).
Cześć z nich trafiła do więzienia przy ulicy
Mikołowskiej, a stamtąd do obozów koncentracyjnych.
Innych rozstrzeliwano na terenie
cegielni GrĂźnberga w okolicach ul. Karbowej
na wysokości Parku Kościuszki lub
na terenie lasów panewnickich. Dzięki
świadkom tych egzekucji w 1946 r. udało się
odnaleźć trzy mogiły, z których we wrześniu
1946 r. dokonano ekshumacji. Zawierały one
46 zwłok, w tym jedne płci żeńskiej. Nie znaleziono
żadnych dokumentów, które ułatwiłyby
identyfikację. Rodziny zidentyfikowały
zwłoki Izydora Szczepanka, Józefa Musialika
i Emanuela Oślizło, Waltera Urbanka.
Nie ustalono natomiast ile osób straciło życie
w wyniku egzekucji na terenie cegielni,
ani też gdzie je pochowano. W oparciu o akta
USC ustalono 34 osoby, odnośnie których
figuruje zapis o zgonie w dniu 4.09.1939 r. lub
odnalezieniu zwłok w pierwszych dniach
września. Zgony zgłaszało gestapo lub policja,
rzadziej osoby bliskie. Ponieważ nie
udało się dotrzeć do rodzin w/w, celem ustalenia,
które zgony mogły być wynikiem
zbrodni, listę zweryfikowano z kartoteką
Ofiar Faszyzmu znajdującej się w zespole
Śląskiego Instytutu Naukowego przechowywaną
w Archiwum Państwowym w Katowicach.
W oparciu o to dodatkowo ustalono, iż
w okresie od 4.09.1939 r. do 15.09.1939 r. rozstrzelano
następujące osoby: Ignacego Hassa
lat 28, Ryszarda Hassa lat 34, Adama Parczyka
lat 39, Michała Odrzywołka lat 43,
Emanuela Oślizło lat 47, Pawła Psiuka lat
58, Stefana Zajkowskiego lat 44, Alojzego
Czaję lat 31, Karola Kaliwodę lat 56, z Katowic,
Augusta Krzewitza lat 42, Engelberta
Swadźbę lat 29 z Chorzowa, Jerzego Zimmermanna
lat 32, Romana Cipę lat 36 z Rudy
Śląskiej, Hermana Mierzwiaka lat 43, Juliusza
Krause lat 54 ze Świętochłowic, Wilhelma
Shindlera lat 27.
Wobec utracenia przez następcę ZBOWiD-
u w Katowicach materiałów archiwalnych,
na które powołano się przy wskazaniu
źródła informacji o wyżej opisanych zgonach,
nie ma możliwości ustalenia dokładnego
miejsca i okoliczności rozstrzelania
tych osób. Można jedynie przypuszczać, iż
była to egzekucja mająca miejsce na ul.
Zamkowej, w cegielni, w lasach panewnickich
lub w bliżej nieustalonym miejscu na
ulicach Katowic.
Nadto nie można w sposób precyzyjny
ustalić liczby ofiar zbrodni popełnionych
przez wkraczający do Katowic żołnierzy Werhmachtu
i członków Freikorpsu, zwłaszcza,
że część osób poległa w trakcie walk zbrojnych.
W przybliżeniu można podać liczbę
ok. 150 osób.
Natomiast z dokumentów niemieckich
wynika, iż liczba ofiar po stronie niemieckiej
była następująca: Gw (straż graniczna) –
3 zabitych, 4 rannych, Org. E. (hitlerowskie
bojówki utworzone po drugiej stronie granicy
składające się z niemieckich dezerterów
z armii polskiej) – 6 zabitych, 2 rannych, 239
Dywizja 6 zabitych, 20 rannych. Freikorps –
89 (k. 672).
Wieczorem 8 września 1939 r. ok. godz.
1900 na ulicę Mickiewicza wjechały dwa wozy
pancerne, z których podpalono synagogę.
Ponieważ zewsząd dochodziły odgłosy
strzelaniny tłum powtarzał pogłoskę, iż
w synagodze bronili się powstańcy. Z zeznań
bezpośrednich świadków zdarzenia (k. 79)
wynika, iż już w godzinach rannych tego
dnia Niemcy zabrali od stróża klucz z synagogi,
a pracowników straży pożarnej oficer
niemiecki powiadomił, iż wieczorem zostanie
podpalona bóżnica żydowska. Ok. godz.
20 straż pożarna została wezwana do gaszenia
tego pożaru. Na miejscu strażacy otrzymali
zakaz lania wody na synagogę, a jedynie
dopilnowania, by ogień nie rozprzestrzenił
się na sąsiednie budynki. Ok. godz. 330
dach i kopuła tego budynku zawaliły się,
a do tego czasu wojsko pilnowało, aby nie
gasić pożaru.
W oparciu o treść publikowanych dokumentów
niemieckich z okresu okupacji
i opracowań historycznych ustalono, iż
za wkraczającymi do Polski oddziałami Wehrmachtu
dn. 4 września 1939 r. w województwie
śląskim pojawiły się specjalne grupy
operacyjne Policji Bezpieczeństwa i Służby
Bezpieczeństwa, zwane Einsatzgruppen.
Były to doraźnie utworzone jednostki,
w których skład wchodzili funkcjonariusze
różnych formacji policyjnych i SS. Mimo, że
podlegały one dowódcom armii, do których
zostały przydzielone, kierownictwo „policyjno
– fachowe” spoczywało bezpośrednio
w rękach szefa policji niemieckiej Himmlera.
Raporty o przebiegu przeprowadzonych akcji
dowódcy Einsatzgruppen składali bezpośrednio
do Głównego Urzędu Bezpieczeństwa
Rzeszy względnie do referatu specjalnego
Głównego Urzędu Policji Bezpieczeństwa
oznaczonego kryptonimem Unternehmen
Tannenberg. Na terenie Górnego Śląska
działała Einsatzgruppe do zadań specjalnych
(z. b. V) SS ObergrupennfĂźhrera
Udo von Woyrscha, która pozostawała na
Śląsku w dniach od 6 do 12.09.1939 r.
Uzyskano materiały procesowe ze śledztwa
przeciwko Udo von Woyrschowi prowadzonego
przez Prokuraturę w Stuttgarcie.
Przedmiotem tego postępowania były masowe
rozstrzeliwania dokonywane przez
członków grupy operacyjnej z. b. V policji
bezpieczeństwa na terenach przemysłowych
Górnego Śląska po rozpoczęciu kampanii
na Polskę we wrześniu 1939 r. Zostało
ono umorzone dn. 20.04.1977 r. z przyczyn
trwałej niezdolności podejrzanego do udziału
w rozprawie. Miał wówczas 81 lat i zgodnie
z opinią lekarską pod względem umysłowym
miało miejsce u niego „wyraźne osłabienie
koncentracji i zakłócenia pamięci
z częściowo znacznym zamętem”. Postępowanie
to toczyło się również przeciwko
członkom sztabu grupy operacyjnej z. b. V:
Otto Raschowi (dowódcy oddziału Sipo SS
BrigadefĂśhrer), Hansowi Trummlerowi (SS
StandartenfĂźhrer, kierownik prowokacyjnej
akcji dywersyjnej na niemiecką stację celną
pod Łagiewnikami), Otto Hellwigowi (SS
ObersturmbannfĂźhrer, zastępca Rascha)
oraz pułkownikowi Policji Porządkowej
Friedrichowi Wolfstiegowi. W stosunku do
pierwszych trzech postępowanie umorzono
wobec ich śmierci, a w stosunku do ostatniego
w związku z niemożnością ustalenia
oskarżonego. Po przekazaniu postępowania
do Prokuratury w Hamburgu rozszerzono je
o kolejnych osiemnastu oskarżonych, wobec
których umorzono postępowanie częściowo
wobec śmierci sprawców, częściowo wobec
nieustalenia ich tożsamości, a częściowo
wobec faktu, iż materiały nadesłane przez
Główną Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich
nie nadają się do udowodnienia winy
pojedynczym oskarżonym.
Z załączonych dokumentów wynika też,
iż dowódcy grup operacyjnych otrzymali
rozkaz rozstrzelania wszystkich członków
polskich związków powstańczych bez sądu
wojennego. Rozkaz ten został wydany przez
RichsfĂźhrera SS bezpośrednio dowódcom
poszczególnych oddziałów (k. 342,346) Jak
zeznał jeden z nich Hubert Schwerhoff – dowódca
oddziału operacyjnego 1/I – po wkroczeniu
na obszar Polski mieli zbrojnie i bezwzględnie
zwalczać każdy stwierdzony i podejrzewany
opór polskiej ludności.
Eksterminacyjna działalność Einsatzgruppe
na terenach objętych agresją była
analizowana wielokrotnie w zakresie procesie
głównych zbrodniarzy wojennych w Norymberdze,
a następnie stała się przedmiotem
oddzielnego postępowania przed II
Amerykańskim Trybunałem Wojskowym
w Norymberdze, które znane było jako
„sprawa nr 9” lub „proces Ohlendorfa. '
Wspomniane procesy koncentrowały się
jednak jedynie na działalności Einsatzgruppe
operujących na terenie b. ZSRR.
Współudział w zbrodniach dokonanych
na terenie Katowic, zwłaszcza w pierwszych
dniach wojny, mieli członkowie Freikorpsu.
Były to bardzo sprawne oddziały ochotnicze,
dobrze wyposażone i umundurowane.
Członków tej formacji charakteryzował fanatyzm,
ślepe posłuszeństwo wobec dowódców
oraz okrucieństwo. W 1939 r. stanowili
straż przednią armii niemieckiej na Śląsku
i podejmowali działania wojenne przeciwko
polskim formacjom broniącym Śląska zanim
jeszcze wkraczały regularne wojska.
Mieszkańcy, którzy identyfikowali się z narodowością
niemiecką, witali ich jako wyzwolicieli
i chętnie zasilali ich szeregi. Dla
Ślązaków identyfikujących się z narodowością
polską Freikorzyści byli bandą. W zeznaniach
świadków pojawiły się nazwiska
niektórych członków Freikorpsu biorących
udział w zatrzymaniach Polaków i zbrodniach
na nich dokonanych. Byli to Adolf
Bonk, Jan Błaszczyk.
W ramach oceny prawnej czynów będących
przedmiotem niniejszego śledztwa należy
stwierdzić, iż stanowiły one w czasie ich
popełnienia oraz stanowią obecnie przestępstwa
będące zbrodniami przeciwko
ludzkości, a także zbrodniami wojennymi –
w rozumieniu ustawy z dnia 18 grudnia 1998
roku o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji
Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi
Polskiemu (Dz. U. Nr 155 poz. 1016 z późn.
zm.).
„POBUDKA” ZHR • nr 3 • 10 X 2005 r.
35
Każdy z czynów polegających na pozbawianiu
życia pokrzywdzonych określonych
części dyspozytywnej niniejszego orzeczenia
stanowi zbrodnię zabójstwa określoną
w art. 1 pkt 1 dekretu z dnia 31.08.1944 roku
o wymiarze kary dla faszystowsko – hitlerowskich
zbrodniarzy, winnych zabójstw
i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami
oraz dla zdrajców Narodu Polskiego (Dz.
U. z 1946 roku nr 69 poz. 377 z późn. zm.)
oraz art. 123 § 1 pkt 3 i 4 kodeksu karnego
z 1997 roku pozostających w zbiegu kumulatywnym
(właściwym) unormowanym w art.
11 § 2 kk. Przyczyną uzasadniającą konieczność
zastosowania w tym wypadku zbiegu
właściwego jest to, iż obydwa przepisy normują
postacie szczególne przestępstwa zabójstwa,
które w typie podstawowym unormowane
jest obecnie w art. 148 § 1 kk. Pozbawianie
życia osób cywilnych poprzez zastrzelenie
na ulicach oraz w ramach zbiorowych
egzekucji należy potraktować jako
zbrodnie wojenne wyczerpujące znamiona
przestępstw z art. 123 § 1 pkt 4 kk. Okoliczność
ta wynika z faktu, iż tego rodzaju zachowania
określane jako 'mordowanie ludności
cywilnej' było także sprzeczne z postanowieniami
prawa międzynarodowego obowiązującymi
w okresie II wojny światowej.
Pogląd taki unormowany został w ramach
definicji zbrodni wojennych zawartej w art.
VI 'b' Statutu Międzynarodowego Trybunału
Wojskowego sądzącego głównych sprawców
zbrodni z okresu wojny. Natomiast jeśli
chodzi o zabójstwa obrońców miasta zatrzymanych
z bronią w ręku lub w czasie zdobywania
kolejnych punktów oporu, to w świetle
faktu, iż zostali oni przez władze polskie
wezwani do wykonywania osobistych świadczeń
wojennych, byli jeńcami wojennymi.
W tym wypadku zbrodnia zabójstwa została
popełniona wbrew postanowieniom prawa
międzynarodowego, w szczególności art.
4 regulaminu dotyczącego praw i zwyczajów
wojny lądowej stanowiącego załącznik do
podpisanej przez ówczesnego przedstawiciela
Niemiec Konwencji dotyczącej praw
i zwyczajów wojny lądowej (Dz. U. z 1927 roku
nr 21 poz. 161) nakazującego humanitarne
traktowanie jeńców wojennych. W tym
zakresie wszelkie przypadki i formy tłumaczenia
przez wyższych funkcjonariuszy Rzeszy
przyczyn odstąpienia w przypadku tych
pokrzywdzonych od zasad traktowania jeńców
wynikających z prawa międzynarodowego
były bezzasadne.
Karalność wszystkich przestępstw stanowiących
przedmiot niniejszego postępowania
nie uległa przedawnieniu, gdyż są one
zbrodniami przeciwko ludzkości określonymi
w art. 3 ustawy z dnia 18 grudnia 1998 roku
o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji
Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi
Polskiemu (Dz. U. Nr 155 poz. 1016 z późn.
zm.), i stanowią zbrodnie wojenne, których
ściganie też nie ulega przedawnieniu.
Wszystkie te przestępstwa, co wcześniej wykazano,
zostały popełnione w ramach motywacji
określonej w tym przepisie – z powodu
przynależności pokrzywdzonych do grupy
narodowościowej. Należy również zwrócić
uwagę na to, iż podobne przestępstwa traktowane
były wcześniej na gruncie judykatury
właśnie jako zbrodnie wojenne i zbrodnie
przeciwko ludzkości. Orzeczenia o takiej
treści zapadały m. in. w trakcie procesu norymberskiego,
gdzie stwierdzono, że działalność
polegająca m. in. na mordowaniu jeńców
i ludności cywilnej miała charakter
przestępczy, stanowiący czyny objęte Statutem
Międzynarodowego Trybunału Wojskowego,
a tym samym były zbrodniami
przeciwko ludzkości oraz zbrodniami wojennymi.
Czyny objęte orzeczeniami wydanymi
w Norymberdze odnoszą się również do zdarzeń
będących przedmiotem niniejszego postępowania.
Pierwszy z procesów zakończył
się wyrokiem ogłoszonym w dniach 30.09.
i 01.10.1946 r. w Norymberdze i obejmował
21 oskarżonych: Hermanna GĂśringa, Rudolfa
Hess’a, Joachima von Ribbentropa, Wilhelma
Keitl’a, Ernesta Kaltenbrunera, Alfreda
Rosenberga, Hansa Franka, Wilhelma
Fricka, Juliusa Streicher’a, Waltera Funka,
Hjalmara Schacht’a, Karla DĂśnitz’a, Ericha
Raeder’a, Baldura von Schirach, Fritza
Sauckel’a, Alfreda Jodl, Franza von Papen’,
a, Artura Seyss-Inquart’a, Alberta Speera,
Constantina von Neurath’a i Hansa Fritzsche’a,
Martina Bormanna. Tego ostatniego
sądzono zaocznie, gdyż uciekł z więzienia.
Heinrich Himmler natomiast popełnił
w dniu 23 maja 1945 r. samobójstwo i tym
samym nie zdołano go postawić przed sądem.
W toku niniejszego śledztwa nie było
możliwości ustalenia bezpośrednich sprawców
opisanych zbrodni, nie ma natomiast
wątpliwości, iż sprawcą kierowniczym był
Heinrich Himmler, który wydał dowódcom
Einsatzgruppe rozkaz rozstrzelania wszystkich
członków polskich związków powstańczych
oraz Udo von Woyrsch, przekazujący
ten rozkaz członkom z.b. v działających
w dniach od 6 do 12.09.1939 r. w Katowicach.
P r o k u r a t o r
Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni
przeciwko Narodowi Polskiemu
w Katowicach
Ewa Koj




salutuj - Nie Maj 04, 2008 3:59 pm
www.pajacyk.pl - Wejdź i nakarm głodne dziecko



boguslawpolak - Nie Maj 04, 2008 4:43 pm
a co ty myślisz ze ci chłopcy i dziewczęta chcieli tam zginąć na to co się zdecydowali to już było bohaterstwo i gdyby żaden Niemiec nie zginął to i tak im chwała a ap ropo w planach naczelnego dowództwa Polski nie było miejsca na obronę Katowic i Ślązaków zostaliśmy sami to znaczy powstańcy, młodzież powstańcza i harcerze ,harcerki jak w tej balladzie

W Katowicach na rynku, stoją chłopcy w ordynku,
stoją chłopcy, harcerze, panienki;
karabiny im ciążą, a z zachodu z Załęża
idzie echo wrześniowej piosenki.

Niesie echo łoskotem, grzmoty bomb, samoloty,
to już Niemiec pod miasto podchodzi;
nic, że serce omdlewa, trzeba wrogom zaśpiewać -
niech im drogę choć pieśń ta zagrodzi.

I buchnęła piosenka, śpiewa harcerz, druchenka (...) -
najpierw o tej co nigdy nie zginie,
potem "Rotę", a potem wspomną "Szarą Piechotę",
ukochaną melodię w drużynie.

Coraz trudniej jest śpiewać, gdy kul dzwoni ulewa,
po ulicach i piersiach zdradziecko,
nim do szturmu ruszyli, broń piosenką nabili -
swą ślązacką: "Zachodzi słoneczko"...

Salwy grały po tynku gdy ginęła na rynku
śląska piosnka - ta niedośpiewana;
rozstrzelali "Słoneczko" tuż przy rynku, nad rzeczką,
krwią młodziutką jej brzegi zbryzgano.

Złota jesień nad nimi płacze liśćmi rzewnymi,
hej - nie pójdą na marne ofiary;
gdy dopełnią się losy, przyjdą krwawe pokosy:
pora gniewu i pomsty i kary.

Wiatr rozwiewa, jak wstążki, ponad miastem i Śląskiem
kraśne słowa z rozstrzelaną pieśnią...
Taki koniec ballady, o tych dzieciach, co padły
w Katowicach na rynku we wrześniu...



salutuj - Nie Maj 04, 2008 4:52 pm
www.pajacyk.pl - Wejdź i nakarm głodne dziecko




Bruno_Taut - Nie Maj 04, 2008 5:19 pm
Legenda wieży spadochronowej to wyraz jakiejś potwornej patologii. Jak można szczycić się tym, że nastolatków posłano do walki z regularną armią? Odpowiedzialni za tę zbrodnię powinii zostać okryci niesławą. Tymczasem nazwano ich imionami ulice. Mam nadzieję, że państwa wychowujące fanatycznych janczarów i pochopnie szafujące krwią swoich obywateli w naszej części świata ostatecznie odeszły do lamusa historii.

PS. Warto pamiętać, że dywizja Neulinga także składała się ze Ślązaków.



absinth - Nie Maj 04, 2008 5:23 pm

Bo przynależnośc pozioma (czyli po której stronie się żyje) ma mniejszą wartośc od przynależności pionowej (jaką się ma pozycje społeczną)

myslalem ze z ta przynaleznoscia pozioma to cezura jest poziom gruntu, czyli czy sie po nim chodzi czy jest sie six feet deep i cieszy zyciem wiecznym



salutuj - Nie Maj 04, 2008 7:38 pm
www.pajacyk.pl - Wejdź i nakarm głodne dziecko



boguslawpolak - Pon Maj 05, 2008 6:50 pm
to jak jest się wychowany przez rodziców i szkole zależy nasze dalsze postępowanie oni w tym wypadku byli bardzo dobrze wychowani podjęli bez przymusu decyzję w ich oczach słuszną i nie nam ich sądzić ale im dodać hołd i cześć to że było to bez sensu to może nam się tak wydawać ale przecież szczycimy się też powstaniem Warszawskim a przecież brały w nim udział też dzieci szczycimy się obroną Lwowa i tam brały udział dzieci szczycimy sie powstaniem Wielkopolskim no ta bene jedynym zwycięskim Polskim powstaniem i tam też brały udział dzieci i dzieci lat 1939 chciały dorównać swym rówieśnikom z lat 1918 - 1921 dlatego powtarza nie nam ich sądzić i mówić że to legenda co do Ślązaków służących w wojsku niemieckim trudno taka była historia i z tego punktu widzenia to możemy powiedzieć ze warszawiacy służyli w wojsku carskim a krakowiacy w
wojsku austriackim ale jest jedno ale śląsk był w latach między wojennych był podzielony terytorialnie pomiędzy Czechy Polskie i Niemcy i w każdym z tych krajów służba wojskowa była obowiąskowa



boguslawpolak - Pon Maj 05, 2008 7:03 pm

Legenda wieży spadochronowej to wyraz jakiejś potwornej patologii. Jak można szczycić się tym, że nastolatków posłano do walki z regularną armią? Odpowiedzialni za tę zbrodnię powinii zostać okryci niesławą. Tymczasem nazwano ich imionami ulice. Mam nadzieję, że państwa wychowujące fanatycznych janczarów i pochopnie szafujące krwią swoich obywateli w naszej części świata ostatecznie odeszły do lamusa historii.

PS. Warto pamiętać, że dywizja Neulinga także składała się ze Ślązaków.

ładną masz fotkę czy to nie czasami waleczne serce to też miała być legenda trochę wiedz historycznej by ci się przydało bo janczar to dziecko porwane za młodu a o ile mi wiadomo w Polsce nie porywano dzieci do wojska



salutuj - Pon Maj 05, 2008 8:02 pm
www.pajacyk.pl - Wejdź i nakarm głodne dziecko



boguslawpolak - Pon Maj 05, 2008 8:12 pm
z tym się zgadzam



boguslawpolak - Pon Maj 05, 2008 8:16 pm
ale czy tylko warszawa ma monopol na patriotyzm i chwałę



Bruno_Taut - Pon Maj 05, 2008 8:40 pm

ładną masz fotkę czy to nie czasami waleczne serce to też miała być legenda trochę wiedz historycznej by ci się przydało bo janczar to dziecko porwane za młodu a o ile mi wiadomo w Polsce nie porywano dzieci do wojska

W avatarze mam Josey Walesa - z filmu Eastwooda. Postać fikcyjna. Konfederata z Missouri, który bił jankesów z Kansas.

Tobie przydałoby się większe wyczucie metafory i lepsze zrozumienie realiów. Po co porywać dzieci w erze obowiązku szkolnego, skoro można je wychować w duchu fanatycznego nacjonalizmu przez konsekwentną indoktrynację? Państwo może odebrać dziecko rodzicom w ten prosty sposób.
Nie szczycę się żadnym z wydarzeń, o których piszesz. A gówniarz z karabinem w dłoni będzie dla mnie zawsze gówniarzem z karabinem, bez względu na to jakiej sprawie służy. Jestem daleki od oddawania hołdu bezmyślnym nastolatkom, otumanionym wzniosłymi ideami. Jest mi ich po prostu żal. A niesmak czuję wobec tych, którzy wykorzystują niedojrzałość i naiwność tak młodych ludzi. Bez względu na to, czy są to aparatyczkowie nazistowscy, sanacyjni, komunistyczni, czy jacykolwiek inni.



boguslawpolak - Wto Maj 06, 2008 5:37 am

ładną masz fotkę czy to nie czasami waleczne serce to też miała być legenda trochę wiedz historycznej by ci się przydało bo janczar to dziecko porwane za młodu a o ile mi wiadomo w Polsce nie porywano dzieci do wojska

W avatarze mam Josey Walesa - z filmu Eastwooda. Postać fikcyjna. Konfederata z Missouri, który bił jankesów z Kansas.

Tobie przydałoby się większe wyczucie metafory i lepsze zrozumienie realiów. Po co porywać dzieci w erze obowiązku szkolnego, skoro można je wychować w duchu fanatycznego nacjonalizmu przez konsekwentną indoktrynację? Państwo może odebrać dziecko rodzicom w ten prosty sposób.
Nie szczycę się żadnym z wydarzeń, o których piszesz. A gówniarz z karabinem w dłoni będzie dla mnie zawsze gówniarzem z karabinem, bez względu na to jakiej sprawie służy. Jestem daleki od oddawania hołdu bezmyślnym nastolatkom, otumanionym wzniosłymi ideami. Jest mi ich po prostu żal. A niesmak czuję wobec tych, którzy wykorzystują niedojrzałość i naiwność tak młodych ludzi. Bez względu na to, czy są to aparatyczkowie nazistowscy, sanacyjni, komunistyczni, czy jacykolwiek inni.



boguslawpolak - Wto Maj 06, 2008 5:39 am

ładną masz fotkę czy to nie czasami waleczne serce to też miała być legenda trochę wiedz historycznej by ci się przydało bo janczar to dziecko porwane za młodu a o ile mi wiadomo w Polsce nie porywano dzieci do wojska

W avatarze mam Josey Walesa - z filmu Eastwooda. Postać fikcyjna. Konfederata z Missouri, który bił jankesów z Kansas.

Tobie przydałoby się większe wyczucie metafory i lepsze zrozumienie realiów. Po co porywać dzieci w erze obowiązku szkolnego, skoro można je wychować w duchu fanatycznego nacjonalizmu przez konsekwentną indoktrynację? Państwo może odebrać dziecko rodzicom w ten prosty sposób.
Nie szczycę się żadnym z wydarzeń, o których piszesz. A gówniarz z karabinem w dłoni będzie dla mnie zawsze gówniarzem z karabinem, bez względu na to jakiej sprawie służy. Jestem daleki od oddawania hołdu bezmyślnym nastolatkom, otumanionym wzniosłymi ideami. Jest mi ich po prostu żal. A niesmak czuję wobec tych, którzy wykorzystują niedojrzałość i naiwność tak młodych ludzi. Bez względu na to, czy są to aparatyczkowie nazistowscy, sanacyjni, komunistyczni, czy jacykolwiek inni.



boguslawpolak - Wto Maj 06, 2008 5:42 am
za porównanie do" walecznego serca" przepraszam ale jestem nadal zdania ze przydało by ci się trochę więcej wiedzy historycznej i znajomości tematu "ludzie co znają i umieją wszystko nic nie umią



the_saint - Wto Maj 06, 2008 7:32 am
Ja także nie popieram wysyłania do walki dzieci i młodzieży, ale mimo wszystko winni jesteśmy harcerzą szacunek choćby za to, że tak bardzo kochali tę ziemię, iż gotowi byli oddać za nią życie.



boguslawpolak - Wto Maj 06, 2008 11:21 am
czy ja mówię o popieraniu wysyłania dzieci przez starszych na wojnie dzieci widzą postawę starszych i ją naśladują to tak jak kibice nasi kochani motorem wszystkich burd na boiska są starsi kibice tu zgodzę się z tobą taka rzecz nie powinna się zdarzy ale się zdarzała i nie należy i ich wyzywać od gnojków i janczarów jak Bruno_Taut - zawód kontestator -opozycjonista, przeciwnik, antagonista, dysydent ciekawy zawód na której uczelni uczą tego zawodu



Bruno_Taut - Śro Maj 07, 2008 8:35 am
Z tym się trzeba urodzić. Niektórzy nazywają to "cojones".

A wracając do tematu. Ciekawe czy jesteście równie pełni szacunku dla postawy młodzieńców z Hitlerjugend, którzy z wyznawanych idei rozumieli mniej więcej tyle, co polscy harcerze w 1939 roku, ukochali niemiecką ziemię i fuehrera i w imię tej miłości dawali niejednokrotnie dowody bohaterstwa na polu bitwy. Warto posłuchać co mają do powiedzenia dzisiaj. Ciekawe czy ktoś się obruszy o nazywanie ich janczarami?

Znałem jednego z harcerzy - obrońców województwa śląskiego w 1939 roku (miał wtedy 16 lat). Zapytany o tamten epizod w swoim życiu machnął ręką i powiedział: "Człowiek był młody i głupi".



boguslawpolak - Śro Maj 07, 2008 4:57 pm

Z tym się trzeba urodzić. Niektórzy nazywają to "cojones".

A wracając do tematu. Ciekawe czy jesteście równie pełni szacunku dla postawy młodzieńców z Hitlerjugend, którzy z wyznawanych idei rozumieli mniej więcej tyle, co polscy harcerze w 1939 roku, ukochali niemiecką ziemię i fuehrera i w imię tej miłości dawali niejednokrotnie dowody bohaterstwa na polu bitwy. Warto posłuchać co mają do powiedzenia dzisiaj. Ciekawe czy ktoś się obruszy o nazywanie ich janczarami?

Znałem jednego z harcerzy - obrońców województwa śląskiego w 1939 roku (miał wtedy 16 lat). Zapytany o tamten epizod w swoim życiu machnął ręką i powiedział: "Człowiek był młody i głupi".

mylisz pojęcia doszkol się z historii bardzo przyda ci się to w życiu

Hitlerjugend (HJ) - organizacja młodzieżowa NSDAP zorganizowana na wzór paramilitarny w 1922 jako przybudówka Oddziałów Szturmowych (SA).

W HJ istniał podział na grupy wiekowe:

* 10-14 lat
o chłopcy jako "pimpy" w Deutsches Jungvolk (DJ)
o dziewczęta w Jungmädel (JM)
* 14-18 lat
o chłopcy w HJ
o dziewczęta w Bund Deutscher Mädel (BDM) - Związek Dziewcząt Niemieckich
* 17-21 lat
o dziewczęta w służbie Glaube und SchĂśnheit - Wiara i Uroda.

Od 1936 roku obowiązywała, zaostrzona jeszcze w 1938 roku, ustawa o obowiązkach młodzieży. Zgodnie z nią, każdy chłopiec i każda dziewczynka przyjmowani byli w wieku 10 lat do DJ, a w wieku 14 lat wstępowali do HJ bądź do BDM.

NSDAP kreowała się jako partia młodych i dlatego na przywódcę HJ wyznaczony został w 1931 24-latek Baldur von Schirach - Dowódca Młodzieży Rzeszy. Ten kierunek wyrażały artykuły Gregora Strassera Starzy, zróbcie nam miejsce!, a także Baldura von Schiracha: NSDAP - to partia młodzieży!. W latach 1939-1945 członkowie HJ i BDM pełnili wojskową służbę pomocniczą.

Hitlerjugend promował kult silnej i zdrowej germańskiej rasy, stąd duży nacisk kładziono na ćwiczenia fizyczne i wojskowe połączone z dyscypliną i kultem jednostki.

Jedną z popularnych "gier" w które na manewrach grali członkowie HJ był odpowiednik współczesnej gry w zdobywanie flagi. Gra ta zazwyczaj odbywała się bez reguł (poza zakazem zabijania i okaleczania) i kończyła się brutalną bijatyką z udziałem nawet najmłodszych członków HJ, w ten sposób uczono ich odporności na ból i bezwzględności w dążeniu do celu wyznaczonego przez ich dowódców.

Dziewczęta przygotowywano do roli niemieckich matek i żon. Kobieta miała być strażniczką rodu, dziedzictwa, rasy i krwi, cnót domowych oraz kapłanką rodziny i narodu.

Młodzieży wpajano poczucie wyższości, posługiwano się w tym celu własnym kodeksem honorowym, organizacja posiadała sztandary, hymny oraz męczenników, którzy zginęli w walce z przeciwnikami politycznymi. Organizowano akcje pomocy żniwnej, zbiórki złomu, akcje pomocy zimowej, zbiórki odzieży używanej. Ćwiczono się w posługiwaniu bronią, organizowano marsze, uczono posługiwania się mapą.

W założeniach indoktrynacja ideami Narodowego Socjalizmu miała objąć całą młodzież niemiecką. W 1936 skupiono 5,4 mln osób, w 1938 7 mln, ale nie osiągnięto powszechności i dlatego w marcu 1939 ogłoszono nabór obowiązkowy (na mocy specjalnych przepisów przynależność do HJ stała się w praktyce obowiązkowa).

W 1937 do HJ należało 90% chłopców. Przynależność wiązała się z ponoszeniem sporych kosztów na składki, mundury, wycieczki, szkolenia itp.

Rozwój liczebny:

* 1923 - 1 200
* 1924 - 2 400
* 1925 - 5 000
* 1926 - 6 000
* 1927 - 8 000
* 1928 - 10 000
* 1929 - 13 000
* 1930 - 26 000
* 1931 - 63 700
* 1932 - 107 956
* 1933 - 2 292 041
* 1934 - 3 577 565
* 1935 - 3 943 303
* 1936 - 5 437 601
* 1937 - 5 879 955
* 1938 - 7 031 226
* 1939 - 7 728 259

Dowódcy Młodzieży (JugendfĂźhrer):

* Adolf Lenk 1922-1923
* Kurt Gruber 1926-1931

Dowódcy Młodzieży Rzeszy (ReichsjugendfĂźhrer):

* Baldur von Schirach 1931-1940
* Arthur Axmann 1940-1945
zabierają głos trzeba wiedzieć co się mówi i być w temacie
Harcerstwo przed wojenne było dobrowolne w przeciwieństwie do lat 1950 - 1956 kiedy zmieniono ZHP na Organizacje harcerską i w latach 1965 - 1978 potem powrucono do dobrowolności



Bruno_Taut - Śro Maj 07, 2008 5:23 pm
Popisałeś się już umiejętnością stosowania poleceń kopiuj/wklej. I co z tego wynika? Jaką to wiedzę przekazałeś czytelnikom, która miałaby związek z tematem?
Nie zauważyłem, byś wykazał jakąkolwiek znaczącą różnicę między fanatyzmem członków HJ i ZHP. Różnic między narodowym socjalizmem a nacjonalizmem wszyscy są tu chyba świadomi, ale nie o tym mowa.



boguslawpolak - Śro Maj 07, 2008 6:08 pm
jeśli nie widzisz różnicy to jesteś jak nasi "kochani" politycy a to źle wróży



Bruno_Taut - Śro Maj 07, 2008 6:10 pm
Coś mi się zdaje, że Ty też nie widzisz. I dopóki nie wyłuszczysz na czym ta rzekoma różnica miałaby polegać, uznaję, że sam nie wiesz.



boguslawpolak - Śro Maj 07, 2008 6:34 pm
w HJ w Niemczech hitlerowski i Organizacji Pionierskiej w Rosji Sowieckiej a później ZSRR wprowadzono kult jednostki u nas w Polsce wprowadzono kult jednostki w Organizacji Harcerskiej i był nim Bierut ale to są lata 1949 - 1956 i tu mógłbyś porównać te trzy organizacje do janczarów a jeszcze jedna organizacja Polska okresu socjalizmu i komunizmu osławione SP Służba Polsce w III RP to Młodzież Wszechpolska kumasz czy dalej nie



Bruno_Taut - Śro Maj 07, 2008 6:41 pm
Po pierwsze, kult jednostki nie ma nic wspólnego ze skalą fanatyzmu. Aż dziw, że jeszcze się nie zorientowałeś o czym mowa. Może jak dodam jeszcze przykład uczestników krucjaty dziecięcej to coś się rozjaśni?

Po drugie, w II RP również obowiązywał kult jednostki - niejakiego Józefa Piłsudskiego. Obowiązywała ustawa o ochronie dobrego imienia marszałka, a pijani żołdacy bezkarnie tłukli dziennikarzy, którzy ośmielili się krytycznie wypowiadać o przywódcy junty.



boguslawpolak - Śro Maj 07, 2008 6:52 pm
to się zgadza jeszcze mi powiedz kto i kiedy tą ustawę wprowadził



Bruno_Taut - Śro Maj 07, 2008 7:02 pm
Przecież potrafisz zrobić użytek z google? Ustawę przyjęto w kwietniu 1938. A kto ją przyjął? Pytanie za sto punktów - kto miał uprawnienia ustawodawcze w II RP?



boguslawpolak - Śro Maj 07, 2008 7:11 pm
a teraz mi powiedz kiedy umarł "niejaki Józef Piłsudski"



Bruno_Taut - Śro Maj 07, 2008 7:13 pm
A kto powiedział, że kult jednostki odnosi się jedynie do żywych?
Na pytanie kiedy umarł Józef P. odpowiem prosto - o wiele za późno.



boguslawpolak - Śro Maj 07, 2008 7:22 pm
8 kwietnia 1938 roku Sejm jednomyślnie uchwalił "Ustawę o ochronie imienia Józefa Piłsudskiego, pierwszego Marszałka Polski", przewidującą karę do 5 lat więzienia za uwłaczanie pamięci zmarłego.

Artykuł 1 zgłoszonej przez rząd ustawy stwierdzał: "Pamięć czynu i zasługi Józefa Piłsudskiego - Wskrzesiciela Niepodległości Ojczyzny i Wychowawcy Narodu - po wsze czasy należy do skarbnicy ducha narodowego i pozostaje pod szczególną opieką prawa". Artykuł 2 głosił, iż ten kto uwłacza imieniu Józefa Piłsudskiego podlega karze więzienia do lat 5.

Ustawę podpisali: prezydent Ignacy Mościcki, premier Felicjan Sławoj-Składkowski oraz minister sprawiedliwości Witold Grabowski. Przyjęcie tego nietypowego aktu prawnego związane było bezpośrednio z głośną sprawą docenta Uniwersytetu Stefana Batorego Stanisława Cywińskiego. 30 stycznia 1938 roku opublikował on w "Dzienniku Wileńskim", będącym organem Stronnictwa Narodowego, recenzję książki Melchiora Wańkowicza na temat budowy Centralnego Okręgu Przemysłowego. Cywiński napisał w niej m.in., iż "Polska nie jest jak obwarzanek, jak to mawiał pewien kabotyn".

Początkowo tekst Cywińskiego przeszedł bez większego echa. Jednak dwa tygodnie później organ prasowy Związku Naprawy Rzeczypospolitej "Państwo i Naród" opublikował artykuł "Plugawe słowa". Twierdzono w nim, że użyte przez Cywińskiego określenie "kabotyn" odnosiło się do marszałka Piłsudskiego, który powiedział kiedyś, że "Polska jest jak obwarzanek, wszystko co jest naokoło jest coś warte, a środek najmniej". 14 lutego 1938 roku z rozkazu inspektora armii w Wilnie, znanego z brutalności gen. Stefana Dąb-Biernackiego, grupa oficerów zdemolowała redakcję "Dziennika Wileńskiego".

Pobito także w jego własnym mieszkaniu na oczach żony i córki, autora artykułu Stanisława Cywińskiego oraz redaktora pisma, byłego wicemarszałka Sejmu, Aleksandra Zwierzyńskiego. Wyżej wymienieni na polecenie prezesa Sądu Apelacyjnego w Wilnie Józefa Przyłuskiego zostali aresztowani i umieszczeni w szpitalu więziennym. Prof. Andrzej Garlicki oceniając opisywane wydarzenia stwierdzał: "(...) sprawa Cywińskiego stworzyła dla władz problem prawny. Ustawodawstwo nie chroniło dobrego imienia osób zmarłych i aby postawić Cywińskiego i Zwierzyńskiego przed sądem, przyjęto dość karkołomną interpretację, że obraza pamięci marszałka Piłsudskiego jest równoznaczna z obrazą narodu".

Akcja oficerów i reakcje władz na nią wywołały oburzenie. Stanisław Mackiewicz wspominał, że w Wilnie młodzież uniwersytecka urządziła demonstracje uliczne, wznosząc okrzyki: "Precz z bandytami w mundurach oficerskich!". W odpowiedzi na zajścia wojewoda wileński zawiesił działalność Stronnictwa Narodowego na terenie województwa. Władze sądowe zdecydowały również o zawieszeniu "Dziennika Wileńskiego". Kilku działaczy endeckich z Wilna wysłano do obozu w Berezie Kartuskiej. Proces Stanisława Cywińskiego i Aleksandra Zwierzyńskiego o obrazę narodu odbył się w Warszawie. Sąd Okręgowy skazał pierwszego z nich na trzy lata więzienia, a drugiego uniewinnił. Ostatecznie sąd apelacyjny zmniejszył wyrok Cywińskiemu do 1,5 roku więzienia. Oficerowie odpowiedzialni za pobicia z 14 lutego 1938 roku nie ponieśli żadnych konsekwencji. (PAP)



boguslawpolak - Śro Maj 07, 2008 7:25 pm
1935 miał swoje minusy ale i plusy



Bruno_Taut - Śro Maj 07, 2008 7:41 pm
Gdyby zmarł przed 1926, przeszedłby do historii jako pogromca bolszewików, a nie (również) jako zamachowiec, kierujący państwem z tylnego siedzenia. Z kolei gdyby dożył 1939, byłby obwiniany za klęskę wrześniową.



boguslawpolak - Pią Maj 09, 2008 6:23 pm
i tak mu do pięt nie dorastasz i chodzi byś nie wiem jak starał to i tak nie dorośniesz jedyną satysfakcje mam ze trochę podsuszyłeś się historii ślązak z ciebie żaden i jak zabierasz głos to w temacie którym jesteś dobry jedno a porządnie



Bruno_Taut - Pią Maj 09, 2008 6:46 pm

i tak mu do pięt nie dorastasz i chodzi byś nie wiem jak starał to i tak nie dorośniesz jedyną satysfakcje mam ze trochę podsuszyłeś się historii śluzak z ciebie żaden i jak zabierasz głos to w temacie którym jesteś dobry jedno a porządnie

O, ktoś stracił fason.
"Podsusz się" najpierw własnego języka, bo to wstyd tak kaleczyć jakąkolwiek mowę. A może przed wypisaniem tych złotych myśli poduszyłeś coś innego?

I mosz recht, jo niy ma żodyn "śluzak".



maciek - Pią Maj 09, 2008 6:55 pm
boguslawpolaku, staję w obronie Bruna, ja też nie chcę kultu Pana Piłsudskiego w Katowicach. Gdybyś nawiązywał Szanowny bogusławiepolaku do mojej znajomości historii to uprzedzając ten atak powiem od razu: Nie znam historii, bo pani na lekcjach historii w KLO wyprała mi mózg jakimiś bzdurami o królach polskich i dodam do tego, że jestem ignorantem. Acha... a Kazimierz Wielki był dziwkarzem



boguslawpolak - Nie Maj 11, 2008 5:02 pm

i tak mu do pięt nie dorastasz i chodzi byś nie wiem jak starał to i tak nie dorośniesz jedyną satysfakcje mam ze trochę podsuszyłeś się historii ślązak z ciebie żaden i jak zabierasz głos to w temacie którym jesteś dobry jedno a porządnie



boguslawpolak - Nie Maj 11, 2008 5:13 pm
co do Kazimierz Wielkiego masz rację a Kultu Józefa Piłsudskiego nikt nie wprowadza bardziej od powiadał by mi Wojciech Korfanty



Wit - Pon Wrz 08, 2008 9:33 am


Harcerze przypomnieli obronę Katowic 1939
dziś
Huki wystrzałów rozległy się w upalne sobotnie popołudnie w katowickim Parku im. T. Kościuszki. Z wieży spadochronowej unosił się dym. Okalającą ją polanę zajęli żołnierze Armii Krajowej, harcerze, ochotnicy Freikorps, wreszcie Wehrmacht. To była pierwsza taka próba odtworzenia tragicznych wydarzeń sprzed 69 lat.

- Historię obrony Katowic znamy ze zbiórek, z filmu "Ptaki, ptakom...". Teraz możemy jakby przenieść się do tamtych czasów i pokazać ją innym - mówiły tuż przed inscenizacją Ewelina Drąg, Agata Kisiel i Ania Jach, uzbrojone w "filmowe" mausery harcerki z Hufca ZHP Katowice im. Bohaterów Wieży Spadochronowej. Niebawem postać grana przez Anię zginie, biegnąc na ratunek Ewelinie, a sanitariuszka Agata trafi do niemieckiej niewoli.

Katowicki hufiec obchodzi w tym roku swoje 85-lecie, 25 lat ma Pomnik Harcerzy Września w centrum Katowic. Tegoroczny Ogólnopolski Rajd Szlakiem Wieży Spadochronowej miał więc szczególną oprawę. W czwartek w harcerskim Ogniobraniu wzięło udział ok. 1500 harcerzy z całej Polski. Przez kolejne trzy dni dni ok. 200 harcerzy, wśród nich kilkanaście drużyn noszących imiona bohaterów wieży spadochronowej spoza regionu, brało udział w inscenizacjach na trasie Rajdu. - Harcerze bronili się m.in. pod Wieżą, przy Teatrze Śląskim, Drapaczu Chmur, Domu Powstańca Śląskiego - przypominają Piotr Opoka i Aleksander Piotrowski z Hufca. Symbolem obrony jest oczywiście wieża spadochronowa, którą ks. abp Damian Zimoń nazwał harcerską katedrą. Punktem kulminacyjnym sobotniego Festynu pod Wieżą była rekonstrukcja wydarzeń z 4 września 1939 roku. Jak to mogło wyglądać, próbowało pokazać ok. 30 osób: harcerze i Grupy Rekonstrukcji Historycznej z całej Polski. - Pięknie im to wyszło - oceniła Beata Marek, która przyprowadziła do parku córkę. 11 -letnia Basia tę historię poznała już wcześniej podczas zorganizowanego przez harcerzy rajdu dla szkół. Najbardziej wstrząsnął nią fakt, że ciała harcerzy zrzucono z wieży. Do dziś trwają dyskusje, jak obrona faktycznie wyglądała, brakuje dokumentów. - Opieramy się o te z Archiwum we Freiburgu, o wyniki śledztwa IPN, relacje świadków, książkę Kazimierza Gołby "Wieża Spadochronowa". Harcerze nigdy nie mieli wątpliwości, że obrona Katowic miała miejsce i że harcerze oddali w niej życie za ojczyznę. W sumie szacuje się, że tamten wrzesień zebrał ok. 150 ofiar - mówi hm. Jacek Nazimek, zastępca komendanta katowickiego Hufca.

- To świetny pomysł na pokazanie historii, lepszy niż film, ale wydaje nam się, że takich inscenizacji nie powinny oglądać małe dzieci - mówili jedni z wielu obserwatorów Rafał Dziędziel i Karolina Matuszek.

- Jeszcze jako dziecko chodziłem się na te łąki. Wieża stała w innym miejscu, można było wtedy z niej skakać na spadochronie - przypomniał Maciej Zapała, który przyszedł pod wieżę m.in. z córką Patrycją. Sam jako harcerz trzymał warty pod pomnikiem.

Rajd zakończył się wczoraj harcerskim kręgiem pod wieżą.

Fot. Marzena Bugała - POLSKA Dziennik Zachodni

http://katowice.naszemiasto.pl/wydarzenia/895026.html



boguslawpolak - Pon Wrz 08, 2008 4:20 pm



Harcerze przypomnieli obronę Katowic 1939
dziś
Huki wystrzałów rozległy się w upalne sobotnie popołudnie w katowickim Parku im. T. Kościuszki. Z wieży spadochronowej unosił się dym. Okalającą ją polanę zajęli żołnierze Armii Krajowej, harcerze, ochotnicy Freikorps, wreszcie Wehrmacht. To była pierwsza taka próba odtworzenia tragicznych wydarzeń sprzed 69 lat.

- Historię obrony Katowic znamy ze zbiórek, z filmu "Ptaki, ptakom...". Teraz możemy jakby przenieść się do tamtych czasów i pokazać ją innym - mówiły tuż przed inscenizacją Ewelina Drąg, Agata Kisiel i Ania Jach, uzbrojone w "filmowe" mausery harcerki z Hufca ZHP Katowice im. Bohaterów Wieży Spadochronowej. Niebawem postać grana przez Anię zginie, biegnąc na ratunek Ewelinie, a sanitariuszka Agata trafi do niemieckiej niewoli.

Katowicki hufiec obchodzi w tym roku swoje 85-lecie, 25 lat ma Pomnik Harcerzy Września w centrum Katowic. Tegoroczny Ogólnopolski Rajd Szlakiem Wieży Spadochronowej miał więc szczególną oprawę. W czwartek w harcerskim Ogniobraniu wzięło udział ok. 1500 harcerzy z całej Polski. Przez kolejne trzy dni dni ok. 200 harcerzy, wśród nich kilkanaście drużyn noszących imiona bohaterów wieży spadochronowej spoza regionu, brało udział w inscenizacjach na trasie Rajdu. - Harcerze bronili się m.in. pod Wieżą, przy Teatrze Śląskim, Drapaczu Chmur, Domu Powstańca Śląskiego - przypominają Piotr Opoka i Aleksander Piotrowski z Hufca. Symbolem obrony jest oczywiście wieża spadochronowa, którą ks. abp Damian Zimoń nazwał harcerską katedrą. Punktem kulminacyjnym sobotniego Festynu pod Wieżą była rekonstrukcja wydarzeń z 4 września 1939 roku. Jak to mogło wyglądać, próbowało pokazać ok. 30 osób: harcerze i Grupy Rekonstrukcji Historycznej z całej Polski. - Pięknie im to wyszło - oceniła Beata Marek, która przyprowadziła do parku córkę. 11 -letnia Basia tę historię poznała już wcześniej podczas zorganizowanego przez harcerzy rajdu dla szkół. Najbardziej wstrząsnął nią fakt, że ciała harcerzy zrzucono z wieży. Do dziś trwają dyskusje, jak obrona faktycznie wyglądała, brakuje dokumentów. - Opieramy się o te z Archiwum we Freiburgu, o wyniki śledztwa IPN, relacje świadków, książkę Kazimierza Gołby "Wieża Spadochronowa". Harcerze nigdy nie mieli wątpliwości, że obrona Katowic miała miejsce i że harcerze oddali w niej życie za ojczyznę. W sumie szacuje się, że tamten wrzesień zebrał ok. 150 ofiar - mówi hm. Jacek Nazimek, zastępca komendanta katowickiego Hufca.

- To świetny pomysł na pokazanie historii, lepszy niż film, ale wydaje nam się, że takich inscenizacji nie powinny oglądać małe dzieci - mówili jedni z wielu obserwatorów Rafał Dziędziel i Karolina Matuszek.

- Jeszcze jako dziecko chodziłem się na te łąki. Wieża stała w innym miejscu, można było wtedy z niej skakać na spadochronie - przypomniał Maciej Zapała, który przyszedł pod wieżę m.in. z córką Patrycją. Sam jako harcerz trzymał warty pod pomnikiem.

Rajd zakończył się wczoraj harcerskim kręgiem pod wieżą.

Fot. Marzena Bugała - POLSKA Dziennik Zachodni

http://katowice.naszemiasto.pl/wydarzenia/895026.html

i tak powstaje legenda z tej wierzy po rekonstrukcji nigdy się nie skakało a prawdziwa wieża została rozebrana przez Niemców ta obecna jest nisza i jest tylko rekonstrukcją



absinth - Pon Wrz 08, 2008 4:25 pm

i tak powstaje legenda z tej wierzy po rekonstrukcji nigdy się nie skakało

slyszalem cos innego



boguslawpolak - Pon Wrz 08, 2008 4:41 pm

i tak powstaje legenda z tej wierzy po rekonstrukcji nigdy się nie skakało

slyszalem cos innego



kiwele - Pon Wrz 08, 2008 5:05 pm

i tak powstaje legenda z tej wierzy po rekonstrukcji nigdy się nie skakało

slyszalem cos innego



boguslawpolak - Pon Wrz 08, 2008 5:34 pm

i tak powstaje legenda z tej wierzy po rekonstrukcji nigdy się nie skakało

slyszalem cos innego



kiwele - Pon Wrz 08, 2008 7:02 pm

i tak powstaje legenda z tej wierzy po rekonstrukcji nigdy się nie skakało

slyszalem cos innego



Mies - Wto Wrz 16, 2008 8:06 am

i tak powstaje legenda z tej wierzy po rekonstrukcji nigdy się nie skakało

slyszalem cos innego



kiwele - Wto Wrz 16, 2008 11:46 am

W 1957 r. wieza spadochronowa w Parku Kosciuszki byla uzywana do skokow spadochronowych. Później też, bo skakał z niej za młodu mój ojciec. Hm, albo mówił, że widział, że inni skakali ... - no tak, typowa historyjka rodzinna, z której coś tam się pamięta ale raczej mniej dokładnie niż bardziej.



Qba70 - Pon Wrz 22, 2008 7:11 pm
Jestem szczesliwym posiadaczem ksiazki pt.Katowice miasto nasze (Slask, 1960). Na stronie 54 znajduje sie nastepujace zdjecie:

Jak widac, jest to wieza zupelnie inna niz konstrukcja stojaca obecnie, nie jest to rowniez wieza przedwojenna, ktora byla zdecydowanie wyzsza. Jesli zdjecie jest zrobione rzeczywiscie w parku Kosciuszki w latach 50-tych ubieglego wieku potwierdzaloby teze, ze Niemcy rozebrali wieze w czasie okupacji, a stojaca obecnie jest trzecia tego typu budowla w Katowicach.

Przy okazji chcialem sie przywitac, czytam to forum od bardzo dawna, jestem Katowiczaninem z urodzenia i czesciowo pochodzenia, obecnie mieszkam w UK.



Wit - Pon Wrz 22, 2008 7:30 pm
Witamy serdecznie

Mam wrażenie, że na tym zdjęciu ludzie stoją na jakimś wzniesieniu, a wieża jest rzeczywiście nieco niżej położona



Prince - Wto Wrz 23, 2008 8:42 am
Powiedzcie mi jak jest dzisiaj z Tą wieżą??
Czy można na nią wejść i podziwiać widoczki??



kiwele - Wto Wrz 23, 2008 10:52 am

Powiedzcie mi jak jest dzisiaj z Tą wieżą??
Czy można na nią wejść i podziwiać widoczki??

Metnie pamietam z jakiegos spaceru, ze tam wszystko jest poklodkowane i pospawane.
Inaczej, taka osoba jak ja, na pewno probowalaby sie tam wdrapac.



Prince - Wto Wrz 23, 2008 11:04 am
Ale bez sens mieć coś takiego i z tego nie korzystać. Zamist otwierać ją na weekendy. Chociażby pobierając jakąś skromną opłatę powiedzmy 3 zł za wejście. Po pierwsze jakiś student znalazłby sobie dobrą prace przy inkasowaniu. Poza tym byłaby atrakcja turystyczna, punkt widokowy, a za pieniądze które to miejsceby zarobiło, można by je modernizować, lub upiekszać park...

Na górze mogłyby być jeszcze te płatne lunety z których obserwowałoby się miasto i dawałyby kolejne pieniążki do kasy...



babaloo - Wto Wrz 23, 2008 12:27 pm
Chyba konstrukcja nie jest na tyle pewna. Wydaje mi się, że obecna wieża to po prostu pomnik. Znaczy: mamy na niego patrzeć, a nie używać. Ale co jakiś czas widuje dzeciaki goniące się na górze.



boguslawpolak - Śro Wrz 24, 2008 3:32 pm

Jestem szczesliwym posiadaczem ksiazki pt.Katowice miasto nasze (Slask, 1960). Na stronie 54 znajduje sie nastepujace zdjecie:

Jak widac, jest to wieza zupelnie inna niz konstrukcja stojaca obecnie, nie jest to rowniez wieza przedwojenna, ktora byla zdecydowanie wyzsza. Jesli zdjecie jest zrobione rzeczywiscie w parku Kosciuszki w latach 50-tych ubieglego wieku potwierdzaloby teze, ze Niemcy rozebrali wieze w czasie okupacji, a stojaca obecnie jest trzecia tego typu budowla w Katowicach.

Przy okazji chcialem sie przywitac, czytam to forum od bardzo dawna, jestem Katowiczaninem z urodzenia i czesciowo pochodzenia, obecnie mieszkam w UK.

czy mógł byś zeskanować cały artykuł

może ta wieża to z Poznania

a następna rzecz to pamiętajcie że wtedy nie było ulicy Górnośląskiej



Qba70 - Śro Wrz 24, 2008 5:47 pm
W ksiazce brak wzmianki o wiezy, zdjecie ilustruje rozdzial poswiecony zanieczyszczeniu srodowiska i zieleni miejskiej w Katowicach. Bezposrednio nad zdjeciem jest mowa o parku Kosciuszki. Kilkanascie pozostalych zdjec z ksiazki przedstawiaja jesli nie w same Katowice to najblizsze okolice (Park w Chorzowie, Stadion Slaski). Dziwne byloby wykorzystanie zdjecia poznanskiej wiezy...



Wit - Pon Wrz 07, 2009 9:20 pm
Uczciliśmy harcerzy i wspominaliśmy ofiary wojen
Jacek Madeja2009-09-06, ostatnia aktualizacja 2009-09-06 21:39



W sobotę harcerze przypomnieli obronę katowickiej wieży spadochronowej sprzed 70 lat. W weekend odbyły się VII Gliwickie Dni Dziedzictwa pod hasłem "Pamięć przywrócona. Ofiary wojen i terroru w Gliwicach w XX wieku".

Rekonstrukcja obrony wieży spadochronowej w parku Kościuszki miała przypomnieć wydarzenia sprzed 70 lat. Widowisko przygotowali harcerze katowickiego hufca ZHP wspólnie z władzami miasta. Popołudniową inscenizację oparto na książce Kazimierza Gołby. Wcześniej na rynku odbył się pokaz historycznego sprzętu i pojazdów wojskowych.

Kilka lat temu, po artykułach w "Gazecie", sprawa wieży spadochronowej wywołała wiele emocji. Niektórzy historycy, opierając się na niemieckich dokumentach (polskich nie było), podważyli wersję Gołby. Nie udało się bowiem udowodnić twierdzenia o zaciętych walkach o wieżę. Sprawę badał też Instytut Pamięci Narodowej. Jego ustalenia nie różniły się od tych zrelacjonowanych w "Gazecie", ale do dziś wiele osób traktuje literacki przekaz Gołby jak opracowanie historyczne.

Od piątku przestrzeń miasta związaną z tragiczną przeszłością poznawali też gliwiczanie. Na wytyczonych ścieżkach historycznych każdy mógł prześledzić wydarzenia związane z wojnami światowymi, powstaniami śląskimi czy plebiscytem.

Happening "Pacyfikację gliwicką" przygotował Teatr Nowej Sztuki. Na komendę przebranych w mundury aktorów kilkadziesiąt osób wznosiło różne hasła i wykonywało rozkazy. Musieli w zebranym wokół tłumie odnaleźć wskazanych przez przywódców wrogów. Raz były to blondynki, potem ludzie w okularach. - Udało nam się pokazać, jak łatwo kilku krzykaczy potrafi manipulować tłumem. Wszystko było na wesoło, ale te mechanizmy nie zmieniają się od lat i wciąż mogą prowadzić do tragicznych wydarzeń - wyjaśnia ideę happeningu Dariusz Jezierski, szef Teatru Nowej Sztuki.
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • romanbijak.xlx.pl



  • Strona 2 z 2 • Wyszukano 148 wypowiedzi • 1, 2
    Copyright (c) 2009 | Powered by Wordpress. Fresh News Theme by WooThemes - Premium Wordpress Themes.