ďťż
[Historia] Oni budowali Katowice



Wit - Pon Sty 19, 2009 7:59 pm
Spór o Jerzego Ziętka, legendarnego wojewodę
Józef Krzyk2009-01-18, ostatnia aktualizacja 2009-01-19 11:07



Genialny wizjoner i koniunkturalista czy pragmatyk i człowiek, który był sprytniejszy od silniejszych od siebie - o Jerzego Ziętka, legendarnego wojewodę katowickiego, spierali się w sobotę uczestnicy debaty zorganizowanej przez "Gazetę Wyborczą" i kanał Discovery TVN Historia.

Punktem wyjścia był pokazany po raz pierwszy publicznie film pt. "Gospodarz". Jego autor Tomasz Blachnicki (jego "Pielgrzymka za euro" - dokument o trzech górnikach emigrujących do Irlandii - zdobyła w 2005 roku nagrody na dwóch konkursach) namówił do rozmowy o starym Jorgu ludzi, którzy mieli okazję się z nim zetknąć.

Najpierw widzimy Zygmunta Klimczyka i Jana Ornowskiego, którzy dyrektorowali wydziałom w urzędzie wojewódzkim. Złego słowa o dawnym szefie nie powiedzą, za to chwalą jego umiejętność wychodzenia z opresji, talent organizatorski, spryt i odwagę.

Ciekawe rzeczy opowiada też architekt Henryk Buszko, który projektował m.in. osiedle Tysiąclecia i domy wczasowe w Ustroniu, jedne ze sztandarowych inwestycji z czasów Ziętka. Niektóre budowle nigdy by nie powstały, gdyby Ziętek nie naginał przepisów. Kiedyś zwołał naradę dyrektorów państwowych przedsiębiorstw, żeby zbudowali drogę do Ustronia, której nie przewidywały żadne plany.

Innym znowu razem przesłał w kopercie 100 tys. zł dla pracowników firmy, którzy budowali Rabkę i właśnie byli w kropce, bo partia (wtedy właściwie była tylko jedna i w dodatku stojąca ponad wojewodami) zakazała im kontynuować prace. Robotnicy zdopingowani przez Ziętka mogli gwizdać na te zakazy, choć ktoś mógłby to nazwać łapówką. - Gdyby on tych pieniędzy nie wydał, nie poszłyby na nic dobrego - przyznaje Buszko i rozgrzesza Ziętka w ten sposób z działań, które dziś zapewne ściągnęłyby na jego głowę prokuraturę i wszystkie służby policyjne. Właśnie ta sprawa - czy Ziętek z powodu tego, co robił w PRL-u, może być dziś idolem lub wzorcem - zaprzątała najwięcej uwagi ludzi wypowiadających się w filmie i uczestników dyskusji po jego emisji.

Dla publicysty Michała Smolorza odpowiedź jest prosta: choć Ziętek działał dla pożytku publicznego, to posługiwał się metodami, których w normalnych czasach, w państwie prawa, nie da się pochwalić. Przyrównał go do łaskawego cara, na co najbardziej oburzył się Kazimierz Kutz (w filmie Blachnickiego pojawiają się sceny z kręconego przez niego, a zablokowanego z polecenia wszechwładnego Zdzisława Grudnia filmu o Ziętku).

Zdaniem Kutza ludzie, nie tylko w czasach Ziętka, chcą się identyfikować z władzą i robią to, gdy ta władza im służy. A Ziętek całą swoją władzę (nie miał jej zresztą wbrew obiegowym opiniom zbyt dużo, bo ośrodek decyzyjny był w komitecie PZPR-u) wykorzystywał bezinteresownie. I tu Kutz przypomniał, jak pewnego razu Ziętek w rozmowie z nim powołał się na PRL-owską konstytucję. - "Tu je zapisane, że socjalizm je dla ludzi. No to czego mom się bać, jak jo przeca robia dla ludzi" - przytoczył zasłyszane wtedy od wojewody słowa.

- Czy fenomen Ziętka polegał więc na tym, że znalazł klucz do nienormalnych czasów? - pytał prowadzący debatę Kamil Durczok.

- Oczywiście, ale to nie jest wzorzec do naśladowania w dzisiejszych czasach - odparł mu Smolorz.

Waldemar Szymczyk z "Gazety Wyborczej" dociekał z kolei, czy fenomen dawnej i współczesnej popularności Ziętka nie bierze się ze śląskich kompleksów.

- Zapewne tak - zgodził się Jerzy Gorzelik, lider Ruchu Autonomii Śląska, ale dodał też, że Ziętek swoją popularność zawdzięcza przede wszystkim cechom swojego charakteru: charyzmie i lojalności wobec otoczenia. Pytany zaś o literackie skojarzenia, które przychodzą mu na myśl przy obserwacji wojewody, odwołał się do Fausta. - Tak jak on zaprzedał duszę diabłu, mając nadzieję, że przynajmniej części umowy uda mu się nie dotrzymać - wyjaśnił Gorzelik.

- A może Konrad Wallenrod? - Nie. On nie myślał o rozsadzaniu systemu, ale o tym, że w jego ramach uda mu się coś dobrego zrobić. Większość z nas przed takimi dylematami nigdy nie stanęła i oby nie musiała - dokończył swoją myśl lider RAŚ.

Piotrowi Spyrze, liderowi konkurującego z RAŚ Ruchu Obywatelskiego "Polski Śląsk" i członkowi zarządu województwa śląskiego, Ziętek przypomina z kolei Króla Szczurów, tytułowego bohatera książki Jamesa Clavella - kaprala, który w japońskim obozie jenieckim dzięki swojemu sprytowi świetnie sobie radził, ale na wolności, w normalnych czasach, znowu był nikim.

- A kiedy są normalne czasy? - pytał, nie zgadzając się z takim postawieniem sprawy, prof. Jan Walczak, biograf wojewody-generała. Według niego, aby zrozumieć Ziętka, trzeba poznać jego działalność przed II wojną światową. Wtedy jako sanacyjny urzędnik robił w mikroskali rządzonego przez siebie Radzionkowa to co później w całym województwie. - Szanował każdą władzę, państwo było dla niego wartością najwyższą - mówił o bohaterze swej książki prof. Walczak.

Chwilę później, gdy Szymczyk przypomniał stawiany czasami Ziętkowi zarzut, że dał sobą manipulować komunistycznym władzom, zaoponował Gorzelik. - Te manipulacje były obustronne, a po drugie, Ziętek zdawał sobie sprawę, że gdyby uznano go za niepotrzebnego, to natychmiast zostałby wyeliminowany, więc postępował tak, aby się utrzymać.

Więc jaki właściwie był Ziętek? - dopytywali prowadzący debatę.

- Wizjoner - podsumował Smolorz i tym razem zaoponował Spyra. - Strzeż nas, Panie Boże, przed wizjonerami, bo przez nich wybuchają rewolucje. Ziętek był pragmatykiem - stwierdził.

A co po nim zostało?

- Rozmach inwestycyjny i ideał człowieka rządzącego, który wymaga więcej od siebie niż od innych. Udowodnił, że polityk też może być dobrym człowiekiem.

Zainteresowanie premierowym pokazem "Gospodarza" było ogromne. Katowickie Rialto szybko wypełniło się do ostatniego miejsca. Wielu naszych gości musiało oglądać film na stojąco. Przepraszamy tych, którym nie udało się wejść do środka. Z powodu tak dużego zainteresowania film wyświetlimy raz jeszcze w niedzielę 1 lutego. Szczegóły wkrótce w "Gazecie Wyborczej".
.......................

Długa kolejka do Jerzego Ziętka
19.01.2009
Jerzy Ziętek był dobrym gospodarzem czy raczej partyjnym aparatczykiem, legitymizującym komunistyczną władzę? Na to pytanie próbowali w sobotę odpowiedzieć goście debaty o słynnym wojewodzie w katowickim kinoteatrze Rialto. Pretekstem do niej była premiera filmu "Gospodarz", portretującego postać legendarnego Jorga.

Tomasz Blachnicki, reżyser i autor scenariusza dokumentu, pokazał Ziętka przez pryzmat wspomnień ludzi, którzy z nim współpracowali, znali go lub badali jego biografię. Film wzbogacił unikatowymi materiałami archiwalnymi.

Zainteresowanie premierą "Gospodarza" zaskoczyło organizatorów pokazu. Gdy w sali brakowało już miejsc siedzących, przed wejściem do Rialta nie malała solidna kolejka.

Tajemnicę Ziętka razem z reżyserem filmu odkryć próbowali uczestnicy debaty prowadzonej przez Kamila Durczoka z TVN i Waldemara Szymczyka z "Gazety Wyborczej". Reżyser i poseł Kazimierz Kutz wskazywał na altruizm wojewody i wolę służenia ludziom. Dowody tego można było odnaleźć w filmie. Spodek, Wojewódzki Park Kultury i Wypoczynku, Stadion Śląski, osiedle Tysiąclecia, Ustroń-Zawodzie, szkoły, szpitale i dziesiątki innych obiektów, z których korzystamy do dziś, to część zasług Ziętka.

- Nic dziwnego, że ludzie oczekują kogoś, kto rządzi i jest godny tego, żeby się z nim identyfikować. Fenomen Ziętka to niejako intelektualne dziedzictwo setek lat życia w uporządkowanym państwie niemieckim. A prawdą jest, że wojewoda z administrowania uczynił sztukę - podkreślał Kutz. - On był oszustem w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Żeby realizować swoje plany, musiał naginać system i lawirować między idiotami, którzy go otaczali.

O nienormalnych czasach, w jakich żył Ziętek mówił też Michał Smolorz. - Nienormalne czasy wymuszały metody działania, które obecnie byłyby nie do przyjęcia w państwie prawa - podkreślał publicysta.

- Ziętek potrzebował ówczesnego systemu, a partia potrzebowała Ziętka - wyjaśnił Jerzy Gorzelik, przewodniczący Ruchu Autonomii Śląska, który przypomniał też ciemne strony legendy Ziętka: jego domniemane związki z NKWD, udział w wypędzeniu śląskich biskupów czy skazanie na zagładę zespołu pałacowego w Świerklańcu.

Film "Gospodarz" latem powinien trafić na ekrany kanału Discovery Historia. Rialto zamierza zorganizować jeszcze jedną projekcję "Gospodarza".

Marcin Zasada - POLSKA Dziennik Zachodni

http://katowice.naszemiasto.pl/wydarzenia/949082.html




Wit - Czw Lut 19, 2009 9:21 am
temat o postaciach historycznych, to wrzucę tu. odnośnie obchodów Roku Korfantego:

Rok Korfantego. Zanudzą nas na śmierć?
Anna Malinowska2009-02-11, ostatnia aktualizacja 2009-02-11 23:01



Sejmik naszego województwa przypomina, że rok 2009 jest poświęcony Wojciechowi Korfantemu. Mogła to być szansa wypromowania wielkiego Ślązaka. Niestety, będzie sztampa: sesje naukowe, uroczyste składanie kwiatów pod pomnikiem oraz wystawy. Zanudzą nas na śmierć!

W tym roku mija 70 lat od śmierci Wojciecha Korfantego. - Był jednym z najwybitniejszych Ślązaków i Polaków. Jego życie to wielki testament, który nam zostawił - mówi Czesław Sobierajski, radny sejmiku. To on wpadł na pomysł, by 2009 był rokiem Korfantego. Namówił pozostałych radnych i uchwała przeszła.

Międzywydziałowy roboczy zespół pod nazwą "Komitet Organizacyjny Obchodów Roku Wojciecha Korfantego 2009" przepytał instytucje i stworzył program obchodów. Muzeum Śląskie przygotowuje wystawę i zbiera pamiątki po wielkim Ślązaku, Muzeum Górnictwa Węglowego organizuje wycieczki autokarowe śladami Korfantego oraz lekcje muzealne, Urząd Miasta w Siemianowicach Śląskich proponuje konkurs krasomówczy, Biblioteka Śląska konferencję naukową, Opera Śląska - koncert pieśni powstańczych, filharmonia planuje wykonanie tryptyku śląskiego Józefa Świdra oraz prawykonanie utworu "Marsz Korfanty", Górnośląski Park Etnograficzny zaprasza na program artystyczny z udziałem artystów scen śląskich pt. "Sfrunął na Śląsk Orzeł Biały". Liczne organizacje i szkoły zapewniają o złożeniu kwiatów.

Łucja Ginko, dyrektorka wydziału kultury w urzędzie marszałkowskim z imprez przygotowanych w ramach obchodów jest zadowolona. - Uruchomiliśmy inicjatywę oddolną, niczego nie narzucamy, to instytucje zgłaszają się do nas - mówi. - Chcemy też wydać zbiór przemówień Korfantego. Idea obchodów jest taka, żeby przybliżyć sylwetkę wielkiego Ślązaka mieszkańcom regionu, którzy często nie wiedzą, kim był ten człowiek, jak myślał, co mówił. Największą wartością planowanych imprez jest popularyzacja jego dokonań. Dlatego np. odbędzie się zlot szkół noszących imię Korfantego - uzasadnia.

Czy to nie nudy i sztampa? Nie. Tak mówić nie można.

Zobaczmy więc, jak robią to inni.

Rok 2008 w Wielkopolsce upłynął pod hasłem obchodów rocznicy wybuchu powstania wielkopolskiego. Tam też odbywały się sympozja naukowe i wystawy, ale pod koniec grudnia, dokładnie w rocznicę wybuchu powstania, cała Polska mogła obejrzeć w telewizji relację z inscenizacji wybuchu powstania, przygotowaną przez Filipa Bajona. W centrum Poznania wystąpiła czołówka polskich aktorów z Andrzejem Sewerynem i Danielem Olbrychskim na czele. Muzykę skomponował Krzesimir Dębski. - Inscenizację mimo siarczystego mrozu przyszły oglądać tłumy, byli prezydent RP i premier. Telewizyjną transmisję oglądało ponad półtora miliona ludzi! W widowisko zainwestowaliśmy 2 mln zł, ale warto. To było nasze pięć minut, które wykorzystaliśmy bezbłędnie - cieszy się Tomasz Grudziak z biura prasowego Wielkopolskiego Urzędu Marszałkowskiego.

Łucja Ginko poznańskiej inscenizacji w telewizji nie oglądała. - Zresztą, jak pani sobie to wyobraża? Mielibyśmy się przebrać za Korfantego? - pyta.

Tymczasem w Poznaniu działał sztab urzędników, którzy zajmowali się tylko i wyłącznie obchodami. Nad przygotowaniem medialnego widowiska pracowali pół roku. - Musieliśmy zaangażować znane nazwiska i lobbować w telewizji, żeby poświęcili nam tak dużo czasu antenowego - mówi Grudziak.

- Czy w Katowicach nie można z podobnym rozmachem zorganizować obchodów na cześć Korfantego? - pytamy Ginko.

Wyjaśniła: - Są różne poglądy, ja jestem za decentralizacją. Nie chcemy niczego narzucać. Można do nas przyjść z pomysłami.

Witold Naturski, radny sejmiku, macha ręką: - Idea roku Korfantego jest bardzo dobra. Szkoda, że tylko tyle pozytywnego można powiedzieć na ten temat. Uważam, że będzie to rok zmarnowanej szansy. Ktoś wpadł na pomysł, żeby zapunktować, a teraz trzeba na szybko wymyślić jakieś imprezy. Smutne - kwituje.

Wojciech Korfanty? Nie wiem o nim zbyt wiele
Anna Malinowska, Dariusz Kortko2009-02-16, ostatnia aktualizacja 2009-02-17 10:25

Mamy Rok Korfantego. W programie imprez wystawy, koncerty muzyki poważnej, sesje naukowe, składanie kwiatów. Napisaliśmy, że to nudy na pudy. Czy mieliśmy rację?

Sejmik województwa postanowił, że rok 2009 będzie poświęcony Wojciechowi Korfantemu. To okazja, żeby przybliżyć mieszkańcom regionu postać tego wielkiego Ślązaka. Ale czy dobrym sposobem na to są sympozja naukowe i sztampowe wystawy? Czy ceremonia składania kwiatów pod pomnikiem Korfantego albo odsłonięcie kolejnej tablicy pamiątkowej zainteresuje szeroką publiczność? Uważamy, że po takich obchodach ludzie będą kojarzyć Korfantego z potworną nudą.

Po naszym tekście otrzymaliśmy list z reprymendą. Historyk Lech Krzyżanowski, który organizuje wielką sesję naukową poświęconą m.in. Korfantemu, zarzucił nam, że jesteśmy głupiutcy. Czy aby na pewno nie mamy racji? Postanowiliśmy to sprawdzić.

- Czy miałaby Pani ochotę wziąć udział w konferencji naukowej poświęconej Wojciechowi Korfantemu? - zapytaliśmy Marię Nowrot, która prowadzi sklep spożywczy na katowickim dworcu.

- Może jakbym miała 30 lat mniej - odparła. - Młody człowiek to ma jeszcze chłonny umysł, chce ze wszystkim być na bieżąco. Może jakbym była młoda... - krygowała się. Już chcieliśmy zapytać kolejną osobę, gdy pani Maria zapragnęła dowiedzieć się więcej. - A na czym miałoby to polegać? - zapytała o konferencję. Gdy wyjaśniliśmy, zdecydowała: - To ja bym chyba wolała coś w telewizji obejrzeć. Tylko że jakby to było nudne, to bym kanał zmieniła - zastrzegła.

Jacek Wojtoń przedstawił się: - Urzędnik państwowy. Zdecydowanie odciął się od udziału w konferencji naukowej o Korfantym. Dlaczego? - Mieszkam w Sosnowcu. Do Katowic tylko do pracy przejeżdżam. Nie wiem zresztą, po co taką konferencję robić. Są przecież encyklopedie, a w internecie dużo informacji można znaleźć. Konferencja to spotkanie dla naukowców, a nie dla zwykłych zjadaczy chleba - wyjaśnił.

- Korfanty... Korfanty... - Agnieszka Gajewska, studentka Górnośląskiej Wyższej Szkoły Handlowej z Katowic, zastanawiała się poważnie nad brzmieniem nazwiska. Ale w końcu poległa. - Nie wiem o nim zbyt wiele. Nazwisko się zna, ale co dokładnie robił, to już nie. To chyba dość nudna postać, historyczna, i głównie dlatego na takie spotkanie bym nie poszła - powiedziała. Ale skusiłoby ją "coś w plenerze", jakiś koncert albo teatr na wolnym powietrzu.

- Konferencja!? Wystawa!? A po co miałabym na coś takiego iść? Dziecko urodziłam, pracuję i jeszcze do Katowic na szkolenia muszę jeździć kilka razy w miesiącu! Korfanty mnie nie interesuje. Są dziś w kraju większe problemy niż zastanawianie się nad tym, co zrobił! - Joannę Kluge, księgową z Lublińca, nasze pytanie tylko zirytowało.

Celina Wiśniewska, krawcowa z Bytomia, od razu wpadła na świetny pomysł. - Na takich sympozjach to ludzie referaty z kartki czytają i tyle. Czas trzeba oszczędzać. Nie lepiej sobie z internetu te wykłady wydrukować i przy kolacji poczytać? - radzi.

Z wiedzą zebraną na ulicy udajemy się do doktora Krzyżanowskiego. - Zgadzam się, że postać Wojciecha Korfantego jest kompletnie nieznana. Wciąż jednak uważam, że trzeba zachować odpowiednią kolejność: najpierw potrzebna jest wiedza, kim ten człowiek był. Można więc zorganizować sesję popularnonaukową czy konkurs wiedzy o Korfantym - upiera się.

- No dobrze, ale jak przekonać ludzi do takiego przedsięwzięcia? - jesteśmy ciekawi.

- Hmm... Popularyzacja musi być utrzymana w pewnych ryzach. Może dobrze byłoby wystawić jakąś sztukę teatralną o Korfantym albo wywiesić baner z informacją, że mamy Rok Korfantego? - zastanawia się historyk. - To pole do popisu dla ludzi, którzy tym się zawodowo zajmują, jak np. urzędnicy do spraw promocji. Przecież imprezy typu światło i dźwięk nie wykluczają sesji naukowych. Myślę, że to jest dobry moment, by przygotować się na przyszłość. W przyszłym roku i rok później będziemy bowiem obchodzić rocznice powstań śląskich. Skoro nie do końca wyszło z Korfantym, to może już teraz warto o tym pomyśleć? - zastanawia się dr Krzyżanowski.

Właśnie o to nam chodziło.



Wit - Czw Lip 29, 2010 4:41 pm
Katowice zapominają o założycielu miasta. Bo Niemiec?
Przemysław Jedlecki 2010-07-29, ostatnia aktualizacja 2010-07-29 18:03:37.0



Franz Winckler, przemysłowiec i założyciel Katowic, jest w mieście kompletnie zapomniany. Jego imienia nie nosi żaden park, szkoła ani ulica. Bo Niemiec?

Władze Katowic nie chwalą się Wincklerem. A szkoda, bo ten niemiecki przedsiębiorca w 1839 roku kupił wieś Katowice, a potem przeniósł tu zarząd całego swojego majątku. Dobrami kierował jego dobry przyjaciel Friedrich Wilhelm Grundmann i razem z zięciem Richardem Holtzem zabiegali o nadanie wsi praw miejskich i o budowę linii kolejowej. Gdyby nie ta trójka, Katowice byłyby pewnie dzisiaj mało znaczącym miasteczkiem.

Dziwne, że władze nie chwalą się swoimi ojcami założycielami. Nie darzą ich także odrobiną nawet szacunku. W pamięci pozostaje żenująca dyskusja o pomniku dla Holtzego, kiedy to rzecznik prasowy magistratu przekonywał wszystkich, że miasto nie buduje przecież pomników. W końcu jednak zdecydowano się na wystawienie mu skromnej płaskorzeźby na budynku dawnej łaźni przy dzisiejszej ul. Mickiewicza. Grundmann ma co prawda w mieście ulicę, ale ponieważ nie ma przy niej ani jednego budynku, nikt nie posługuje się tym adresem. Wincklera, najważniejszego z tej trójki, do tej pory nie uhonorowano w żaden sposób.

Katowice wybierają innych patronów ulic, ostatnio np. księży, którzy choć pochodzą z Katowic, to posługę pełnili w innych miastach. Na Kostuchnie ulicę dostał zakon pijarów, którzy otworzą tu swoją szkołę. Uhonorowany został nawet król Władysław Jagiełło, choć z Katowicami nic go nie łączy. Winckler wciąż cierpliwie czeka na uznanie.

Jerzy Dolinkiewicz, radny, który czuwa nad nazwami katowickich ulic i placów, zapewnia, że jest pełen uznania dla dokonań Wincklera. Chciałby nawet nazwać jego imieniem jakieś miejsce, np. park koło ronda. Tylko że radny wciąż nie jest przekonany, czy to dobre wyjście. Winckler nie do końca pasuje mu do pomnika byłego wojewody gen. Jerzego Ziętka, który już w parku stoi. Na dodatek obok stoi potężny pomnik Powstańców Śląskich. No i jak brzmiałoby to: pomnik Powstańców w parku Wincklera?!

Wszystko sprowadza się do jednego: po co honorować Niemca? Po co narażać się na ataki zwolenników "odwiecznie polskiego Śląska"? Trzeba by tłumaczyć, wyjaśniać. Ba! Trzeba by trochę liznąć historii Górnego Śląska, która nie jest prosta ani czarna, ani biała, ani polska, ani niemiecka. Żeby o niej mówić, trzeba mieć wiedzę i odwagę, a to już zbyt wiele.

A więc będzie tak, jak chce Dolinkiewicz: Winckler na honory musi jeszcze poczekać, ponieważ do radnych wcześniej trafiło sporo innych propozycji nazw dla ulic i placów. Kolejka jest długa. Może w przyszłości uda się nazwać jego imieniem coś na terenie byłej kopalni Katowice, ale to sprawa przyszłości, bo przecież przez najbliższych parę lat będzie tu tylko ogromny plac budowy.

W mieście są ważniejsze rzeczy do załatwienia. Winckler tylko zburzyłby ten spokój, a spokój - jak wiadomo - to rzecz święta. Ważniejsza niż honor, prawda i odwaga.

http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,35 ... miec_.html



Kris - Czw Lip 29, 2010 7:32 pm
^żałosne i tyle, co się w Katowicach wyprawia

Jerzy Dolinkiewicz, radny, który czuwa nad nazwami katowickich ulic i placów



Strona 2 z 2 • Wyszukano 170 wypowiedzi • 1, 2
Copyright (c) 2009 | Powered by Wordpress. Fresh News Theme by WooThemes - Premium Wordpress Themes.