ďťż
[Pokój na piętrze] ...



Villemo - Cz lis 04, 2010 7:17 pm
Villemo uśmiechnęła się, ale była bardzo zmartwiona. Zupełnie nie pomyślała, że rycerz mógł nie wziąć klucza...  Bez słowa udała się za nim do pokoju, ale tuż przed drzwiami wyprzedziła go i otwarła drzwi... no cóż, znów klucz miała tylko ona. Oboje weszli do pomieszczenia. Villemo oparła się plecami o drzwi i westchnęła, patrząc na rycerza.

- Przepraszam - rzekła delikatnie się uśmiechając - i dziękuję, że tak bardzo się o mnie troszczysz, ale... - zamilkła i roześmiała się cicho.

- Bogowie, wyglądasz jakbyś zaraz miał paść, proszę Cię nie rób mi tak więcej - podeszła do niego i chwyciła go za rękę.




Darogan - Cz lis 04, 2010 11:55 pm
Spojrzał na nią jedynie zmęczonym wzrokiem, na jego twarzy przewiną się nikły uśmiech. Po czym na łożu usiadł , począł odpinać swą nową zbroje. Robił to tak wolno i tak niezdalnie ze kobieta miała dokładną okazję przyjrzeć się jej. Po odpięciu napierśnika runą na łózko już o niczym nie myślą. Przymkną jedynie oczy i rzekł do niej

- Potrzebuje dłuższego odpoczynku.. mam nadzieje ze gdy to wszystko się skończy nie będę już musiał tak bardzo angażować się we wszystkie sprawy .. a Ci którzy są przy mnie, wspomogą mnie i sami będą decydować o kolejnych krokach. - Odetchną ciężko po czym dłoń na czole położył i powoli począł zasypiać zmęczony nocą i dniem poprzednim



Villemo - Pt lis 05, 2010 11:57 am
Był wczesny poranek, do pokoju już wdzierały się promienie słońca, dziewczyna podeszła do okien i przysłoniła je, ciężkimi, zasłonami. W pomieszczeniu natychmiast zapadł półmrok. Grube, ciemne zasłony odcinały ich teraz od światła dnia. Ciągle bardzo zmartwiona kobieta uklękła na łóżku przy rycerzu, wpatrując się w niego smutnymi oczami. Ten, półżywy, nie zdjąwszy nawet do końca zbroi zaczął zasypiać. Villemo pochyliła się nad twarzą mężczyzny.

- Kochanie... nie możesz spać w zbroi... - powiedziała cicho, chcąc dobudzić go na tyle by pozbył się pancerza.



Darogan - N lis 07, 2010 12:39 am
Rycerz nieco niezadowolony przebudzeniem go ze snu, mamrocząc coś pod nosem zdjął swą cała zbroje. Spojrzał po tym na nią półprzytomnym swym spojrzeniem i rzekł do niej.

- Zachowujesz się w stosunku do mnie tak jakby troskliwie.. nie wiem czym na to zasłużyłem..  - po czym runą na poduszkę nawet już się nie zakrywając. Zmęczenie na jego twarzy było widoczne.. jednak w końcu może pierwszy raz zachował się jak mężczyzny zwykły, całkiem prosty, nie jak rycerz o żelaznej woli. A może po prostu kobieta... , może to ona sprawiła... Ze już się nie bał swego wzroku zmrużyć i w objęciach snu zanurzyć. Ufał jej... tego nikt by zaprzeczyć nie mógł, czy ją kochał ? Bez wątpienia jasna to sprawa... gdyż jego serce przy niej bić poczęło...




Villemo - N lis 07, 2010 4:47 pm
Villemo nie powiedziała ni słowa, położyła się jedynie obok rycerza i spoglądając z troską na jego twarz pozwoliła mu spać. Sama, choć wypoczęta i wyspana, nie musiała przecież wstawać, mogła więc leżeć i czuwać. Cisza i półmrok w pokoju dawały poczucie bezpieczeństwa i spokoju. Villemo wsparta na poduszkach oddała się rozmyślaniom wszelkiego rodzaju. Dopadały ją myśli wszelakie i dobre i złe. Nie sposób było nie myśleć o problemach, teraz jednak one wydawały się być jakby mniejsze, w końcu nie była już z nimi sama. Minuty mijały, a słońce wznosiło się co raz wyżej nad horyzont, jego ostre promienie odbijały się teraz od ciemnych zasłon, a w pokoju robiło się co raz goręcej. Od upału i nadmiaru myśli Villemo zaczęła męczyć senność, zdjęła szlafrok i opadła na poduszki, nie minęło kilka minut, a ona również zasnęła.



Darogan - N lis 07, 2010 7:22 pm
Dopiero wieczorem się przebudził, nieco zdezorientowany. Lecz w końcu wypoczęty , począł zakładać swe odzienie po tym jak wstał z łoza. Spojrzał na kobietę po czynności lecz budzić jej nie chciał. Podszedł po cichu do okna i przez nie wyjrzał. Przyglądał się widokom zmierzchu, nieco też pod irytowany faktem ze ledwo wstał a niebawem znów kłaść się musi, wszak żadnych ksiąg do czytania tu nie miał.Z nikim też by nie mógł poćwiczyć czy to walki czy sztuki jeździeckiej, co zawsze czynił w obozie będąc. Jedyna nadzieje ostawała mu w kobiecie. Ze po przebudzeniu razem rusza na wieczorny posiłek, a po nim może na spacer ruszą po mieście..



Villemo - N lis 07, 2010 7:43 pm
Villemo przebudziła się za raz po rycerzu. Zaciągnięte zasłony i półmrok w pokoju dawał wrażenie ciągłego wieczoru. Kobieta przetarła oczy, i ziewnęła przeciągając się jak kotka. Jej wzrok od razu począł szukać w pomieszczeniu rycerza. Uśmiechnęła się na jego widok ziewając po raz kolejny i odgarniając włosy z czoła. W tej chwili, zaspana nie bardzo mogła myśleć o czymkolwiek, jedyna rzecz jaka zaprzątała jej głowę był fakt, że nie jest sama...

- Wyspałeś się? - zapytała, z pogodnym uśmiechem.



Darogan - Pn lis 08, 2010 4:36 pm
- Oczywiście - odparł jej i odwzajemnił uśmiech, po czym rzekł - Jednak wieczór nas zastał a szczególnych planów na ten nie ma... , więc może by pierw zejść do izby na jakiś posiłek a po tym miastem na wieczorny spacer udać się ? Nic ciekawszego na chwilę obecną do głowy mi nie przychodzi. Chyba ze... byś chciała pouczyć się szermierki - zaśmiał się pogodnie, podszedł do niej i całusa na jej poliku złożył, mówiąc przy tym ostatnie zdanie - miło Cie widzieć uśmiechniętą...



Villemo - Śr lis 10, 2010 6:20 pm
Villemo roześmiała się wesoło i powoli zaczęła wstawać z łóżka.

- Dziękuję, nie potrzeba mi nauk w tej dziedzinie, władam bronią równie dobrze co rycerze Twojej róży, z Tobą kochanie jednak na pewno równać się nie mogę - rzekła uśmiechając się znacząco.

- Zdecydowanie wolę pójść na spacer - dodała, ubierając się.



Darogan - Cz lis 11, 2010 2:42 pm
- Równie dobrze jak fechmistrzowie rycerstwa ? Hmm tym bardziej bym Cie sprawdził.. - mrukną coś pod nosem
- No dobrze.. ruszmy pierw coś zjeść.. dawno nic dobrego nie miałem w ustach.. - spojrzał po chwili na pełny talerz poprzedniego posiłku którego nawet nie tkną - Hm.. i po spacerze .. przymierzyłaś już suknie ? - spojrzał na nią znacząco z lekkim uśmiechem, po chwili podszedł do łoża i podniósł płaszcz z ziemi, który bez w ładnie na nią rzucił gdy kład się spać. Otrzepał go z kurzu choć tak naprawdę nie musiał gdyż drewniana podłoga była raczej czysta. Zapiął go dokładnie przy ramionach, po czym do drzwi podszedł otwierając je. Rzekł do kobiety łagodnym głosem - Pani przodem ...



Villemo - Pt lis 12, 2010 3:14 pm
Villemo wiele lat ćwiczyła szermierkę, potrafiła władać mieczem lepiej niż nie jeden mężczyzna. W dzieciństwie matka zmuszała ją do lekcji, później, kiedy dziewczyna  byłą już pewne, że za wszelką cenę musi uciec z Otchłani, sama poprosiła o naukę, tej trudnej sztuki. Nie, nie lubiła ćwiczyć, miała jednak świadomość, że musi, jeśli kiedyś chce opuścić miejsce urodzenia. Kiedy pojawił się ojciec Rai, Villemo zaprzestała właściwie jakichkolwiek nauk, dopiero po jego śmierci, kiedy uciekła do Allarani zmuszona była dopracować sztukę walki do perfekcji, w końcu jej jedynym celem było odzyskanie córki, a to wiązało się z niebezpieczeństwem. Tego wszystkiego, jednak rycerz nie musiał wiedzieć, bo właściwie, do czego mogłoby być mu to potrzebne?  Przy nim wolała być po prostu kobietą, niekoniecznie silną i waleczną, po prostu kobietą.

- Nie, nie przymierzyłam jeszcze suknie - rzekła wychodząc z pokoju.

- Wczoraj byłam zbyt zmęczona, a dziś, sam widzisz, rano szukałam Ciebie, a reszta dnia przeminęła na śnie. Na pewno będzie pasować, bardzo dziękuję i za nią i za kwiaty - dodała z uśmiechem.



Darogan - Pt lis 12, 2010 4:00 pm
Ruszyli powoli do wypełnionej już iżby, gdzie tłum gości się zebrał by biesiadować przy trunkach rożnego rodzaju i potrawach wszelakich. A ze miasto było miejscem spotkań wielu kultur można by rzecz i w karczmie niemal wszystko można było zamówić. Od potraw ze stworzeń w lasach się kryjących, po owoce morza wszelakie. Także owoce i warzywa z różnych zakątków krain tu spotkać można było...  Lista potraw dostępna w karczmie była zdumiewająco długo, a i trunków tu nie brakowało wszelkiego rodzaju. Od mocnych co by największego męża potrafiły na ziemie powalić, po zwykłe soki z owoców i warzyw. Rycerz zamówił coś prostego, coś nie zbyt ciężko strawnego. Coś co ciał ich męczyć nie będzie przed spacerem i w czasie snu. Obsługująca ich dama, w piękną szatę ubrana, skinęła swą głową na zamówienie. Przedtem jednak świece zapaliła na ich pięknie zdobionym stole.. Za oknem , gdyż stół ten przy okonie znajdywał się, już pierwsze gwiazdy pojawił się... On spojrzał w stronę okna, swymi po skroś błękitnymi oczyma. Jego serce wolniej bić poczęło...

Księga II Rozdział I

I tak o to rycerz poczuł czym jest on..
Idąc przez mrok..
Przez swą śmiertelność...
Daleką drogę przemierzył...
Idąc wciąż w mrok...
Szlachetny poryw serca go przeszył...
Uwolnił się od cienia...
Jego ostrze światłem się mieniło...
Lustro rozbite znów się w całość złożyło...
Nikt przez tą długą podroż, która tak dawno rozpoczęła się...
Nie potrafił odpowiedzieć.. czy widzimy już to ?
Czy wciąż czekamy na znak jaśniejącej gwiazdy na niebie...

Darogan po chwili swój wzrok na kobietę przeniósł, uśmiechną się jedynie do niej i rzekł jej spokojnie...
- Idąc przez mrok tego świata, ciesze się ze jasnym promyk twego światła prowadzi mnie... - po tych słowach ujął jej dłoń delikatnie wciąż w oczy spoglądając ucałował.

Przybyła służka z potrawa... była to sałatka jakaś dziwna, a do po picia coś jakiś niby sok... Zapach potraw wabił podniebienie, oczy napajał swym pięknym ułożeniem na talerzu, a jego barwy ze sobą współgrały tworząc niemal tęcze na talerzu....



Villemo - So lis 13, 2010 1:19 pm
Zjedli wspólną kolację. Wieczór zaiste był romantyczny. Villemo jednak znów nie była głodna. Ostatnio jadła co raz mniej. Potrawy, które im przyniesiono zaledwie skubnęła. Miała jednak nadzieję, że rycerz nie zauważył, nie chciała go niepotrzebnie martwić. Do karczmy przybywali kolejni goście i gwar w głównej sali stawał się co raz większy. W miarę upływu wieczoru, był on wręcz nieznośny, tak więc para udała się na wcześniej zaplanowany spacer.

Miasto rozświetlał blasku złotych płomieni, rozpalonych na ulicach lamp i srebrnych promieni księżyca. Niebo było bezchmurne, ale wyjątkowo ciemne i ciężkie, choć miliardy świetlistych punktów migotały gdzieś w ciemności. Zwykle w takie noce, firmament zdawał się być niezwykle odległy, dziś, mimo blasku wypełniającego ulice miasta, czarna tkanina nieba opuszczała się co raz niżej, jakby chcąc zalać mrokiem wąskie uliczki, pokryć domy i uśpić całe miasto na wieczność.

Szli jedną z alejek prowadzących w stronę portu, po obu ich stronach rosły egzotyczne drzewa, po prawej za drzewami rozciągał się rząd piętrowych kamienic, po lewej zaś, wysokie domostwa przelatały się z niskimi, parterowymi domami, z jasnego kamienia.  Przed nimi wyrastał wysoki budynek, czegoś, co przypominało Villemo sąd, lub inny budynek publiczny. Z pewnością nie była to budowla mieszkalna.  Wysokie schody prowadziły, do otwartego przedsionka, gdzie w głębi znajdowały się ogromne dwuskrzydłowe drzwi, a po obu ich stronach, stały dwa, posągi, przypominające konie. Aleja skręcała w lewo i opadała w dół. Ubita ziemia pod ich stopami zmieniła się w kamienny trakt, teraz po ich lewej stronie nie było już drzew, a jedynie wysokie domy z solidnymi kamiennymi fundamentami, po prawej zaś rozciągał się widok na ocean. Dotarli do portu, szli teraz równym nabrzeżem, podziwiając wysokie maszty statków zacumowanych na, tego dnia dość spokojnych, wodach Oceanu Jadeitów. Gdzieś w oddali, widać było ogromny czteromasztowiec, z nadal postawionymi, białymi żaglami, powoli płynący w stronę miasta. Statek, pchany jedynie lekkim wiatrem zatopiony był w ciemnościach wody i granatowego nieba, jedynie promienie księżyca odbijały się od jasnych żagli rozświetlając otchłań mroku w jakim zdawał się tonąć.

Wysokie nabrzeże schodziło w dół, kamienne schodki prowadziły do drugiej, niższej części portu, gdzie stały mniejsze statki i i łodzie rybackie. Wysokie miejskie kamienice zostawili już za sobą, tutaj znajdowała się jedynie przystań rybacka, pełna magazynów i budynków gospodarczych. W tej części miasta nie było już tak jasno, latarnie były tu o wiele rzadsze i światło księżyca głównie oświetlało drogę. Dotarli do do miejsca, gdzie kończyło się nabrzeże, a zaczynała plaża, o dziwo wcale nie piaszczysta, a porośnięta, krótką, zieloną trawą. Najwyraźniej klimat tego miasta był nieco łagodniejszy, niż większości wybrzeża. Tu towarzyszyło im już jedynie światło księżyca i szum oceanu. Fale wdzierały się w ląd, zabierając ze sobą piasek, a przynosząc muszle i kamienie. Przy samym brzegu rozciągał się pas, jasnego piasku, odcinającego się od zieleni krótkiej trawy. Niedaleko nich wznosił się pagórek, z niego zaś wyrastała stara, strzelista budowla, była to, opuszczona latarnia morska. Najwyraźniej za nim w mieście powstał prawdziwy port, statki przybijały do brzegu właśnie tutaj, a blask, latarni wskazywał im drogę.



Darogan - Cz lis 25, 2010 11:59 pm
Jego niespokojne serce, jego oddech i spojrzenie... Wszystko tak bliskie jej, a jednocześnie  tak dalekie przez dawne dni i dawną chwałę. A teraz w pobliżu ktoś , kto zdany na jego miecz.. ale czy na pewno ? Wszak kobieta miała w sobie wielką silę, tak wielką ze była by może nawet w stanie go samego pokonać... Lecz nie było konieczności się o tym przekonywać. Powolne zmęczenie go ogarniało. Jednak dotrzymywał jej kroku... aż zaślij na mała plaże , nieco dalej od wszystkich zabudowań. Rycerz z ciężkością opadł na piaszczyste podłoże pociągając za sobą niewiastę, uśmiechną się jedynie po tym do niej delikatnie. Spojrzał na nią , po czym wzrok ku gwiazdą skierował...
- Powiedz mi .. o czym marzysz , jakie są twe sny ?
- Ja mam nadzieje ujrzeć jeszcze me królestwo spowite kwiatami róży, w dalekich krainach... pragnę ruszyć do domu.. i tam ostać się już do ostatnich mych dni.. do domu.. oby kiedyś wyzwolony został z pod jarzma niewoli... - rzekł już bardziej smutno..



Villemo - So lis 27, 2010 6:17 pm
- Ja chcę tylko odzyskać moją córkę. Chcę żeby była taka jaką ją zapamiętałam, boję się zobaczyć ją dorosłą, jako narzędzie mojej matki. Mam nadzieję, że tam nie minęło tyle czasu co tutaj, że Raia jest nadal tym samym, małym słodkim dzieckiem... - rzekła  patrząc w gwiazdy...

***

Minął tydzień. Tyle musieli trwać w oczekiwaniu aż nadejdą wieści z obozu. Villemo była co raz bardziej niespokojna, nie jadała już prawie wcale, nie spała. Dręczyły ją koszmary, miała złe przeczucia. A może po prostu dręczył ją strach, strach przed tym, że Raia dorosła... Sama tego nie wiedziała. Jej skóra zbladła, ale poza tym Nemorianka trzymała się dobrze. Darogan zatopiony był jak zwykle we własnych myślach i planach. Starał się pocieszać Villemo, ale to nie wiele dawało. Dziewczyna nie byłą w stanie być spokojna. Pewnego wieczora, kiedy jak zwykle przechadzała się zdenerwowana po pokoju, ktoś zapukał do drzwi...
Copyright (c) 2009 | Powered by Wordpress. Fresh News Theme by WooThemes - Premium Wordpress Themes.